Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Quidditch

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Quidditch   Wto Wrz 03, 2013 6:27 pm

First topic message reminder :

Reguły gry

Drużyna Quidditcha liczy siedmiu zawodników – trzech ścigających, dwóch pałkarzy, obrońcy i szukającego. Są trzy rodzaje piłek: kafel, tłuczek i znicz. Ścigający podają sobie kafla i starają się przerzucić go przez jedną z trzech pętli, pilnowanych przez obrońcę, za co dostaje się dziesięć punktów. Pałkarze odbijają tłuczki, aby nie trafiły one zawodników z ich drużyny. Szukający ma za zadanie złapać znicz, który jest bardzo szybki i strasznie trudno go zobaczyć. Za jego złapanie drużyna dostaje sto pięćdziesiąt punktów. Z chwilą złapania znicza kończy się mecz, co niekoniecznie oznacza zwycięstwo drużyny, która go złapała. Wygrywa drużyna, która zdobyła więcej punktów, choć najczęściej jest to ta, której szukający schwytał złotą piłkę.

Gracze

* Ścigający – podają sobie kafla i starają się przerzucić go przez jedną z trzech pętli, za co dostaje się dziesięć punktów.
* Obrońca – broni trzech pętli, żeby ścigający nie trafili do środka.
* Pałkarze – odbijają tłuczki, aby nie trafiły one zawodników z ich drużyny. Używają do tego pałek trochę mniejszych od tych, których używa się w baseballu.
* Szukający – ma za zadanie złapać znicz, który jest bardzo szybki i strasznie trudno go zobaczyć. Za jego złapanie drużyna dostaje sto pięćdziesiąt punktów. Z chwilą złapania znicza kończy się mecz. Szukający są często szybcy i mają małą masę ciała.

Każdy, kto będzie brał udział w treningach i w meczach otrzyma 15 PD i 20 fasolek!



DRUŻYNA HUFFLEPUFFU
KAPITAN:
Ścigający: Nathalie Powell,
Obrońca: Sharon Gallagher
Pałkarze:
Szukający: Ismael Blake

Każdy, kto chce się dostać do drużyny pracowitych Puchonów powinien napisać odpowiednie podanie składające się z następujących danych:

Kod:


[b]Imię i Nazwisko:[/b]
[b]Wiek: [/b]
[b]Pozycja:[/b]
[b]Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:[/b]



DRUŻYNA RAVENCLAWU

KAPITAN:
Ścigający:
Obrońca:
Pałkarze:
Szukający:

Każdy, kto chce się dostać do drużyny bystrych Krukonów powinien napisać odpowiednie podanie składające się z następujących danych:

Kod:


[b]Imię i Nazwisko:[/b]
[b]Wiek: [/b]
[b]Pozycja:[/b]
[b]Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:[/b]


DRUŻYNA SLYTHERINU
KAPITAN: Regulus Black
Ścigający: Rabastan Lestrange, Giotto Nero
Obrońca:
Pałkarze:
Szukający: Regulus Black

Każdy, kto chce się dostać do drużyny sprytnych Ślizgonów powinien napisać odpowiednie podanie składające się z następujących danych:

Kod:


[b]Imię i Nazwisko:[/b]
[b]Wiek: [/b]
[b]Pozycja:[/b]
[b]Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:[/b]


DRUŻYNA GRYFFINDORU
KAPITAN:
Ścigający:  
Obrońca: Alexandra Grace
Pałkarze:  Riley Acquart, Pamela Winston
Szukający:


Każdy, kto chce się dostać do drużyny mężnych Gryfonów powinien napisać odpowiednie podanie składające się z następujących danych:

Kod:


[b]Imię i Nazwisko:[/b]
[b]Wiek: [/b]
[b]Pozycja:[/b]
[b]Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:[/b]
JEŚLI CHCESZ ZAKUPIĆ MIOTŁĘ ZRÓB TO W TYM TEMACIE. GRACZE, KTÓRZY NIE ZAKUPIĄ WŁASNEJ MIOTŁY BĘDĄ KORZYSTALI ZE SZKOLNYCH, KTÓRE MOGĄ POSIADAĆ RÓŻNEGO RODZAJU NIEDOGODNOŚCI.


Ostatnia Aktualizacja: 13.07.17 r.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Caroline Rockers dnia Czw Gru 29, 2016 8:32 pm, w całości zmieniany 59 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Ventus Zabini
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Lis 14, 2014 6:34 pm

Imię i Nazwisko: Ventus Zabini
Wiek: 15
Pozycja: Pałkarz
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:

Latał po boisku z pałką w ręku. Uśmiechał się złośliwie. Czuł wiatr we włosach, co uwielbiał. W powietrzu stawał się bestią, która dążyła tylko do zwycięstwa. Siedział na miotle i wypatrzył tłuczka, który gnał w stronę kogoś z jego drużyny, nawet na to nie spojrzał - zielony - to jego kolor, a on będzie chciał wygrać, nic innego się nie liczyło.
- Witaj skarbie - szepnął i pognał w tamtym kierunku z prędkością.
Osoba z jego drużyna uciekała przed tłuczkiem. Zamachnął się i tłuczka już nie było. Był z dala od tamtej osoby. Zaśmiał się złośliwie.
Nagle ktoś mu śmignął przed nosem, a Ven był niewyżyty, więc wypatrzył tłuczka, znowu w niego walnął i przekierował go w stronę tego gościa, co mu przed nosem przejechał. Nawet nie wiedział na jakiej pozycji był.
Gdy tylko usłyszał tłum ludzi, którzy zaczęli mu skandować i wiwatować, zaśmiał się wesoło i zrobił pare salt w powietrzu.

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Crystal Hollows
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Nie Lis 30, 2014 3:26 pm

Imię i Nazwisko: Crystal Hollows
Wiek: 16
Pozycja: ścigająca
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Wzzziuuuuuuuuum, żółto-czarna smuga przemknęła przez boisko, pojawiając się przy ślizgonie, który właśnie trzymał kafel. Chłopakowi pewnie wydawało się, że pojawiła się znikąd, bo kiedy najpierw trąciła go łokciem, a potem wybiła piłkę spod jego ramienia, wydawało się, że nie miał nic przeciwko. To osłupienie trwało jednak zaledwie chwilę, dlatego Crystal od razu rzuciła się z powrotem w stronę pętli zielonych. Gdzie, na Merlina, byli pozostali ścigający? Ślizgon siedział jej już na ogonie, a ona zaczęła lecieć slalomem, coby jakoś zgubić natręta. Wreszcie obok pojawił się inny ścigający w żółto-czarnym stroju, rzuciła mu piłkę i pomknęła nieco do przodu, żeby w dogodnym momencie znowu móc ją przejąc. I rzeczywiście, za chwilę trzymała w swoich łapkach kafla, pętle były już blisko, przed nią zielony obrońca a za... wolała się nie obracać i przez chwilę żyć w niewiedzy. Zdawała sobie sprawę, że nie ma wiele czasu i musi od razu wykorzystać tę idealną sytuację. Zamachnęła się, rzuciła i... JEST! Pozwoliła sobie na krótki obrót radości, a kiedy obrońca miał już kafla, z powrotem skupiła się na grze.

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aberacius Lovegood


VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Sob Gru 27, 2014 1:03 pm

Imię i Nazwisko: Aberacius E. Lovegood
Wiek: 17 lat
Pozycja: Ścigający
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział: 

Tłuczek pomknął tylko przed jego twarzą prosto w stronę szukającego Puchonów, który w okropny, nieetyczny sposób oberwał. Specjalnie dodatkowo zakrył się ramieniem, aby tłuczek nie połamał jego miotły, ale ostatecznie nawet go nie zrzuciło. Aberacius spojrzał niechętnie w stronę ubranego w zielone barwy pałkarza, który wesoło szczerzył zęby. Właśnie uciekł im znicz.
- Rzut wolny dla Puchonów! - krzyknęła trener Hooch. 
Młody Lovegood otrzymał kafla prosto w swoje ręce i został ustawiony w odpowiedniej odległości od trzech bramek, które skrzętnie starał się zasłonić obrońca Ślizgonów. Przenikał go wzrokiem, chcąc zastanowić się na tym, w które miejsce może trafić. Przesuwał szaroniebieskimi tęczówkami po pustych obręczach, a z każdym jego ruchem w stronę którejś z nich i za nim przelatywał obrońca. 
Największym atutem Aberaciusa była jego zwinność. Nie był najszybszy z drużyny, ale łatwo umiał przemykać między przeciwnikami z kaflem, aby następnie podać go najlepiej rzucającemu Ścigającemu z drużyny, który gładko przemykał między przeciwnikami, skupionymi na tym, który trzymał kafla. Z rzutami było najróżniej - nieraz trafiał świetnie, a innym razem pudłował jak amator. 
Przeleciał w stronę bramki najbardziej na lewo, oddalając się od innych - to samo zrobił też obrońca w zielonych barwach i wtedy jasnowłosy chłopak rzucił ciężką piłkę prosto w wolną obręcz najbardziej po prawej. Trafiła ona idealnie celnie i dzięki temu zdobył dziesięć punktów dla Hufflepuffu, czym objęli prowadzenie nad Ślizgonami. Żółciutkie flagi podniosły się z hukiem kibiców na trybunach. 
Tryumf Puchonów nie trwał, jednak długo, gdyż zaraz później kafla złapał Ściągający Ślizgonów i wrzucił piękny rzut za dziesięć punktów, wyrównując wynik meczu... 
Młody Lovegood przymknął oczy i ruszył na graczy z przeciwnej drużyny w zawrotnym tempie.
Przejęcie, Hufflepuff przy kaflu!

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Steve Fluffy
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Sty 02, 2015 1:47 pm

Imię i Nazwisko: Steve Fluffy
Wiek: 17
Pozycja: Szukajacy
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:

Padało już od godziny. Fluffy cieszył się, że Penny rzuciła mu specjalne zaklęcie na okulary i jeszcze cokolwiek widział. Nie miał zielonego pojęcia jak w takiej pogodzie miałby znaleźć małego znicza. To samo chyba myślał szukający drużyny przeciwnej… Ludzie na trybunach również byli znudzeni.
Steve pomknął na środek boiska, aby zobaczyć co się tam właściwie dzieje. Ścigajacy przerzucali między sobą kafla, a za każdym ich ruchem słychać było dziwne „płask”. Ich szaty były kompletnie przemoczone. Fluffy wystrzelił w górę, nie chciał, aby któryś z pałkarzy go zauważył. Zderzenie się z tłuczkiem nie było tym, czego najbardziej pragnął. W takim deszczu mógł zdać się tylko i wyłącznie na słuch i dopiero w ostatnim momencie uniknąć czarnej piłki.
Krukon znudzony latał po całym boisku, zataczał kółeczka. Nawet nie próbował wykonać zwodu Wrońskiego, ponieważ i tak drugi szukający nie zwracał na niego uwagi. Dziwne… Może przeciwnik wiedział coś więcej?
Zagrzmiało. Na chwilę niebo rozbłysło. Dzięki temu Steve wreszcie zauważył maleńki błysk na dole boiska. Nie wahał się ani chwili. Skierował się na dół, pikował ostro. Wyciągnął chudą rękę w stronę maleńkiej piłeczki. Nie rozglądał się na boki, chociaż słyszał złowrogi świst tuż za sobą…
Poczuł jak mała piłeczka próbuje wyrwać się z uścisku jego dłoni. Nie zamierzał jej wypuścić, nie teraz. Uśmiechnął się, poderwał miotłę do góry, aby nie zaryć nogami o boisko. Już chciał unieść rękę do góry, wrzasnąć z radości…
Otworzył oczy. Znajdował się w Skrzydle Szpitalnym. Tuż obok niego stała cała drużyna Krukonów. Byli przemoczeni, ale nie przejmowali się tym. Patrzyli na Fluffy’ego.
- Wygraliśmy, nie? Jeej! – powiedział słabym głosem i zasnął ponownie. Zaraz potem jak złapał znicza, mocno dostał w głowę tłuczkiem.

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Runa Gustavsson
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Sty 02, 2015 11:39 pm

Imię i Nazwisko: Runa Gustavsson
Wiek: 16
Pozycja: Ścigająca
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
 Rozglądam się po twarzach kompanów z drużyny. Wyglądają na przemarzniętych i poirytowanych dmuchającym w oczy śniegiem. Jednak wychowanie na Północy dużo zmienia. Chociaż wszystko dookoła pokryte jest cienką warstwą śniegu, chłód odczuwam minimalnie. Zimą w Andøi śnieg łamie dachy i pokrywa drzewa do takiego stopnia, ze nie widać ich czubków. Tutejsze temperatury są naprawdę całkiem wysokie!
 Gdy kapitanowie drużyn podeszli uścisnąć sobie dłonie, naszykowałam się do startu, wymieniając krótkie spojrzenia z pozostałą dwójką szukających. Teraz liczy się tylko gra. Tylko strategia. Tylko wygrana. Nie ma miejsca i czasu na sympatie i antypatie, nie ma takich słów jak przyjaciele i wrogowie, gracze to gracze. Ja muszę tylko wypełnić swoją rolę i mało mnie obchodzi, kto wejdzie mi w drogę. Gwizdek. W górę.
Kafla przejmuje ścigający Puchonów i odwraca się w stronę towarzysza, którego szybko zasłaniam odbierając piłkę. Tnę miotłą przed siebie, prosto do obręczy. Nagle czuję turbulencje. Cholerne, szkolne miotły! zaklinam pod nosem. Nie stać mnie na własną, więc co mecz zmagam się z nagłymi zwrotami, drżeniem i zatrzymywaniem się w połowie akcji. Jestem znacznie bliżej obręczy niż którykolwiek z Gryfonów, więc robienie podania nie miałoby najmniejszego sensu. Rozważam to szybko i decyduję się spróbować przerzucić kafla. Podlatuję jeszcze kilka metrów bliżej i spychając któregoś z Puchonów z drogi, przerzucam piłkę przez środkową obręcz.
-10 punktów dla Gryffindoru! Gustavsson trafiła!- wzbijam się wyżej i uśmiecham w stronę komentującego. Lubię być chwalona i doceniana, to dobra motywacja.
Czuję, że mój wypożyczony Zmiatacz zaczyna mieć spore problemy z wysokością. Pikuję na dół. Wtem zauważam tłuczek pędzący z zawrotną prędkością w moją stronę. Szarpię w prawo licząc, że złom mnie posłucha. Niestety reakcję ma opóźnioną tak, jakby był posiadaczem dodatkowego chromosomu, więc decydują się szarpnąć całym ciężarem ignorując zawadzającą miotłę.Wtedy jednak Zmiatacz postanowił nie utrudniać mi zbytnio gry i przesunął się razem ze mną, dzięki czemu udało mi się uniknąć trafienia. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam w stronę reszty drużyny.

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ciril Hootcher
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Nie Sty 04, 2015 1:01 pm

Imię i Nazwisko: Ciril Hootcher
Wiek: 15
Pozycja: Szukający
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Gdyby nie fakt, że raz postanowił utrzeć nosa jednemu gościowi ze Slytherinu, siedziałby teraz spokojnie w swoim dormitorium i starał się wkuć trochę więcej, niż przewiduje program nauczania Obrony przed czarną magią. Latanie na miotle zawsze było jedną z jego ulubionych czynności w całym świecie magicznym, nie przypuszczałby jednak, że teraz znajdzie się w takiej sytuacji. Przytłumione okrzyki i skandy słychać było z namiotu zawodników, którzy po kontuzji ich najlepszego szukającego, zmuszeni byli skorzystać, ten jeden raz, z usług zupełnie zielonej osoby.
- Na boisko zapraszamy graczy Gryffindoru! I oto i oni!- słychać było przez wielkie głośniki rozmieszczone wokół ogromnej areny.
Młody czarodziej nigdy nie chodził na takie imprezy, widział kilka razy w gazecie ruchome obrazy ze scenami z meczów, jednakowoż nigdy nie spodziewał się, że jest to tak ogromne przedsięwzięcie. Światła, okrzyki, wierze wypełnione ludźmi, którzy tylko czekali, aby zawodnicy ruszyli i zaczęli rozbić się w bambuko. Tak, właśnie w ten sposób została mu opisana gra w Quidditcha, gdy znalazł się na treningu, kilka chwil przed wyjściem na arenę.
- Unikaj tłuczków, szukaj znicza, znajdź, a wygramy- te właśnie słowa utrwaliły się w głowie młodzieńca, jako prosta, acz bardzo przydatna regułka, która we wszystkich okazjach wydawała się być przydatną.
Tak naprawdę całą grę, jeden mecz, można było porównać do zwykłego życia, w którym należałoby unikać ludzi, którzy swoją charyzmą wydają się być tłuczkami. Ale poco komu zasady? Gdyby takich ludzi unikał, nie byłoby go w tym miejscu. Masz ci głupku! Chciało ci się ucierać nosa temu gościowi, to teraz cierp i pokaż, że jednak stać cię na coś więcej, niż na ubolewanie, że znowu musisz iść na zajęcia z Wróżbiarstwa.
Wleciał na swojej miotle i ustawił się w półkolu, spojrzał na dół.
Upadek będzie bardzo bolesny- pomyślał, po czym ścisnął mocnej trzon miotły. Uwielbiał latać, ale teraz, przy pokładanych w nim nadziejach, nie do końca wiedział, czy dalej to umie. Śmieszne, jak trema i strach mogą namieszać w głowie człowieka.  Naprzeciwko ustawiła się drużyna przeciwna, wyglądająca na pewną swojego. Chyba spodziewali się, że Gryffindor nie znajdzie nikogo dobrego na miejsce swojego, jakimś cudem, kontuzjowanego szukającego. Pewnie myśleli, że Ciril to kolejna osoba z łapanki, byleby tylko przetrwać i z głową podniesioną do góry wylecieć na boisko.
-  Zacznijmy mecz!- krzyknął komentator. Całość brzmiała jak uderzenie pioruna! Wszystko zaczęło dziać się tak szybko. W jednej chwili tłuczek przeleciał obok jego głowy, przed oczami pojawił się znicz, który odbijając światło i oślepiając czarodzieja, zniknął, tak szybko jak się pojawił. I jak go teraz szukać, gdy nie wiesz nawet, jak masz to zrobić? Cóż, podążaj za swoim odpowiednikiem z przeciwnej drużyny, a wszystko stanie się nieco łatwiejsze… Może się czegoś nauczysz przy okazji- jak pomyślał, tak i zrobił.
Po chwili dostrzegł to, co chciał. Tamten szukający bardzo dobrze wiedział, co robi i już ścigał znicz. Niezwykle zwinnie i szybko poruszał się na swojej miotle, gdy przelatywały obok niego tłuczki i inni zawodnicy. Walka toczyła się o wiele wyżej, niż miejsce, w którym trwało poszukiwanie złotego środka do zwycięstwa.
- 10 punktów dla Ravenclaw!- co chwilę można było usłyszeć tę sentencję, co tylko bardziej stresowało nowicjusza. Starał się dostrzec jakiś schemat, coś co pomoże mu przechytrzyć przeciwnika, jednak nic nie przyszło mu do głowy. Zdecydował się jednak na atak. Ruszył tak szybko jak mógł i zaczął ścigać się z szukającym przeciwników. Natchniony przez strach i bezsilność, poruszał się szybciej niż zawsze, co strawiło, że wyprzedził swojego odpowiednika. Znajdował się już długość miotły przed nim, gdy znicz wzbił się do góry, po czym opadł na jeszcze niższy poziom. Już prawie go miał, gdy poczuł uderzenie. Tak to właśnie szukający Revenclawu starał się go zrzucić z miotły, co mu się prawie udało.  Młody czarodziej zawisł do góry nogami głową znalazł się przy samym zniczu. Spoglądał na jego połyskującą strukturę i skrzydła, które wirowały tak szybko, że prawie ich nie było widać. Nie złapał, inaczej spadłby. Po chwili zawahania powrócił na właściwą pozycję i kontynuował pościg. Lecieli tak blisko ziemi, że trawa zaczęła fruwać dookoła nich. Wszystko działo się tak szybko. Przeciwnik sięgał po znicz, już prawie go miał, gdy Ciril stawał na miotle. Nigdy tego nie robił. Miotła przyspieszyła, wiatr targał jego kręconymi włosami. Przeciwnik prawie go miał. Jego twarz przesłonił cień, gdy Gryffon przelatywał nad nim bez swojej miotły, pochwycił znicz i wylądował na ziemi tracąc przytomność.
- 150 punktów dla Gryffindoru! Ciril Hootcher złapał znicza, mecz skończony!- to były ostatnie słowa, jakie utkwiły w jego pamięci.

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evan Rosier
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Quidditch   Nie Sty 11, 2015 9:18 pm

Imię i Nazwisko: Evan Rosier
Wiek: 17
Pozycja: Ścigający
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:

Deszcz uderzał w mu twarz smagając niczym ostre bicze. Ręce mu skostniały z zimna i był kompletnie przemoczony. Mecz trwał już pół godziny, a oni w dalszym ciągu nie mieli znicza. Ale to nie jego zmartwienie, on musi złapać kafla i nawrzucać tyle goli ile tylko się da. Najważniejsza zasada to nie dać się zrzucić z miotły i współpracować. Zero egoizmu, jeśli chodzi o mecz. Rozejrzał się i dostrzegł, że kafla przejął ścigający Krukonów i zamierza podać go lecącemu przed nim współzawodnikowi. Pognał na miotle w ich kierunku, zręcznie omijając szybujący ku sobie tłuczek. Nagle poczuł uderzenie w bok miotły. Nie zauważył drugiego tłuczka i stracił na czasie, bo miotła niebezpiecznie się zachybotała, a sam Evan o mało co nie spadł. Zaklął pod nosem. Opanował miotłę, jednak zauważył, że drugi Krukon z kaflem był pod górną pętlą. Podlatuję szybko po drodze waląc łokciem jednego z przeciwników, a w tym czasie obrońca Slytherinu złapał kafla, uniemożliwiając zdobycie punktów Domowi Kruka.
Pikuje na dół, do ścigającego ze swojej drużyny i łapie podanego mu kafla. Zauważa tłuczek pędzący z zawrotną prędkością w swoją stronę. Robi szybki uskok w prawo i zmierza ku pętli przeciwników. Zwinnie bierze górą ściagającą Ravenclawu, bierze zamach i z zamiarem rzucenia w pętlę prawą rzuca w górną, skutecznie wprowadzając w błąd przeciwnika i zdobywając punkt.
- 10 punktów dla Slytherinu! - zawołał komentator, a Evan wzniósł się wysoko, zrobił dwa obroty w powietrzu i wrócił do meczu.

Przyjęty!

_________________
"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sahir Nailah
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Sty 16, 2015 4:56 am

Imię i Nazwisko: Sahir Nailah
Wiek: 17
Pozycja: pałkarz
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Sahir, ponieważ naoglądał się wczoraj wesołych, żółtych kaczuszek, miał bardzo ciężki poranek i to wcale nie dlatego, że tego dnia świeciło intensywnie słońce - w końcu, czując pewien niedosyt i nudę, za którą ongiś się oglądał, zdecydował się jakoś zużyć nadmiar tej negatywnej energii, zaś pamiętając o tym, że Dasza jest w drużynie Ravenclawu, skierował się prosto na boisko - nawet jeśli nie polata sobie na miotle i nie poobserwuje tej pięknej niewiasty z góry, to może chociaż uda mu się coś uszczknąć z podwiniętej spódniczki i zmyć to okropne wspomnienie żółtej kaczuszki..? Aaach, zresztą, odsłonięte udo Daszy było każdego grzechu warte..!
Za dużo marihuany nie popłaca nikomu, jak widać.
Uśmiechnięty, pełen werwy i zapału, znalazł się na boisku, a jak go wciśnięto na miotłę... to jakoś mu uleciało z głowy! Przeskok czasowy sprawił, że nagle lewitował, rozglądając się z lekkim zdziwieniem na boki i szukając spojrzeniem czarnowłosej, podczas gdy ktoś do niego krzyczał, że w tej grze nie chodzi o podrywanie niewiast.
Jak to nie? - Pomyślał. - Przecież wszystkie gąski muszę zdobyć, a jak to lepiej zrobić, jak nie na sztywnym kiju? *ponieważ tutaj następują zbyt drastyczne napisy, przerwę je filmem dokumentalnym o languście*
Latał, jak latał - trochę krzywo, grunt, że na miotle się utrzymywał, a jak przypieprzył w tego tłuczka, to... au... wierzcie na słowo, że nikt nie chciałby dostać takim tłuczkiem wymierzonym przez wampira z całej siły - tak i tutaj jakoś śmiechy ustały, kiedy Nailah w takowego przypieprzył i uszkodził tym nieszczęsnym tłuczkiem ogrodzenie boiska.
Tym nie mniej kiedy rankiem się obudził, czekało go niemałe zdziwienie, kiedy Krukoni pociągnęli go na następny trening.
Więc jednak to nie był sen...
Cóż, trochę więcej trawki i czekał go kolejny, piękny dzień, w którym wizja żółtych kaczuszek przysłonięta była przepiękną Daszą Mietanową!

Nie wierzę w to, ale dobra...PRZYJĘTY!

_________________



Szczerze mówiąc
Nie wiem jak Ty - mało ludziom wierzę.
"Żył żartem, pił serio" napisz mi na grobie
Szczerze mówiąc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Florence Frederica Floyd
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Sty 16, 2015 10:13 pm

Imię i Nazwisko: Florence Frederica Floyd
Wiek: 16 lat
Pozycja: Ścigająca
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział: Stała na boisku, ubrana w szaty drużyny Ravenclawu, z szerokimi oczyma przyglądając się dzikim tłumom na trybunach. Jakim cudem się tu znalazłam? Gdyby jeszcze dwa miesiące temu ktoś jej powiedział, że zacznie grać w Quidditcha, nie uwierzyłaby mu. Ona? Kochała ten sport, to prawda, ale przecież miała ważniejsze sprawy na głowie - chociażby naukę. I odkrywanie tajemnic Roweny Ravenclaw. Siedzenie w bibliotece.
A jednak, była tu, widziała twarze, które wpatrywały się w ich drużynę, niektóre chciały, by wygrali, inne życzyły im szczerej porażki - a to wszystko sprawiało, że Krukonka była coraz bardziej zdenerwowana. Jej dłonie były spocone ( a co, jeśli przez to wyśliźnie mi się miotła? ), serce biło za szybko ( czyżbym miała zejść na zawał podczas meczu? Świetny początek kariery, Flo... ), a na twarzy widniało przerażenie ( nie dość, że wyglądam strasznie, to jeszcze zaraz zrobię z siebie idiotkę, aaaaaa...! ). Nie uszło to oczywiście uwadze komentatora.
-Nowy nabytek Krukonów, Florence Floyd, nie wygląda na zbyt pewną swoich sił. Czyżby miała się okazać wielką porażką Ravenclawu?
Rudowłosa prychnęła pod nosem, po czym przeniosła spojrzenie na komentatora, posyłając mu buziaka. Ona nie da rady? Jasne, że da! Wyprostowała się i poczuła klepnięcie - odwróciła się, by spojrzeć prosto na uśmiechniętą twarz kapitana. Nie musiał nic mówić - wiedziała, że ją wspiera, tak jak i cała drużyna. Pokrzepiona tym wszystkim prawie przegapiła gwizdek. No cóż. Gapa na zawsze pozostanie gapą.
Ale nie podczas meczu.
Wzbiła się w górę, rozkoszując wiatrem, który smagał jej twarz. Ale to nie nim się miała się skupić - ją interesował kafel. Od razu ruszyła, lecąc w stronę Puchońskiej ścigającej. Widząc to, dziewczyna spanikowała i rzuciła kafla w stronę, jak jej się wydawało, innego z Puchońskich ścigających. Niestety, kafel do niego nie doleciał, gdyż Floyd zręcznie go przejęła w locie, nie zwalniając ani na chwilę, chociaż bardzo chciała zobaczyć zadziwioną minę komentatora. Już nie była taka beznadziejna, prawda?
Bardzo chciała trafić w jedną z trzech bramek, by pokazać wszystkim, że nie okaże się porażką Ravenclawu, ale nie było jej to dane - ścigający przeciwnej drużyny nadlatywali z dwóch stron. Rudowłosa westchnęła, gdyż jedyne co mogła zrobić, to podać kafla dalej,co też uczyniła. Rzuciła go do innej ścigającej Ravenclawu, a ta pomknęła jak strzała, nienękana przez Puchońską drużynę, która skupiła się na Flo. Strzał był czysty, piękny, a wiwat Krukonów na trybunach ogłuszający, chociaż był to dopiero początek meczu.
-10 punktów dla Krukonów! - krzyknął niemrawo komentator, a Flo uśmiechnęła się pod nosem. Nie mogła się doczekać, by zobaczyć jego minę, gdy wygrają. A wygrają, na pewno!

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Ashworth
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Nie Sty 18, 2015 5:14 pm

Imię i Nazwisko:Rose Ashworth
Wiek: 16
Pozycja:Ścigający
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Kiedy wyszła na boisko, jak zwykle powitał ją ryk uczniów, zgromadzonych w tej chwili na trybunach. Uwielbiała tę chwilę. Nie dziwne więc, że na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Chętnie pomachałaby paru znajomym, których czasem udało jej się dostrzec wśród tłumu, ale wiedziała, że teraz musi skupić się na grze. Chociaż quidditch traktowała jako zabawę i nie kładła szczególnego nacisku na rywalizację, to bardzo zależało jej na tym, żeby jej koledzy i koleżanki z drużyny nie wrócili dzisiaj do dormitorium ze spuszczonymi głowami i wzrokiem wbitym w ziemię. A żeby nic takiego nie miało miejsca, musieli po prostu wygrać.
Wsiadła na miotłę i odepchnęła się od ziemi. O tak... To uczucie było jeszcze lepsze. W powietrzu Rose czuła się naprawdę wolna i szczęśliwa. Grała w quidditcha od dziecka, a jej ojciec był najlepszym nauczycielem, jakiego mogła sobie wtedy wyobrazić. Chcesz odwrócić uwagę Rose? To proste - po prostu zacznij mówić o quidditchu!
Kiedy tylko usłyszała gwizdek, wiedziała, że teraz należy skupić się na grze. Jej koledze z drużyny szybko udało się przechwycić kafla, więc zajęła swoją pozycję, tak jak to ćwiczyli na treningach. Kątem oka obserwowała również jednego z pałkarzy drużyny przeciwnej, który znajdował się niebezpiecznie blisko niej.
Jeszcze tylko kilka sekund i… tak, teraz to Rose trzymała piłkę w ręku! Przyspieszyła, kierując się w stronę bramek, uchylając się przed tłuczkiem, który posłał w jej stronę, znajdujący się niedaleko pałkarz. Tak, to jest ta chwila! Teraz tylko trzeba minąć bramkarza…
- Bramka dla drużyny puchonów! – Usłyszała głos komentatora i uniosła rękę, w geście tryumfu. Zapowiadał się świetny mecz, a taki początek wyglądał na naprawdę obiecujący dla jej drużyny.

Przyjęta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Trevor MacDougall
avatar


avatar
V rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Czw Sty 22, 2015 4:29 pm

Imię i Nazwisko: Trevor MacDougall
Wiek: 15
Pozycja: Obrońca
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Podstawą Quidditcha wydaje się być ten pozorny chaos, który panuje nad boiskiem. Ale tak jak w każdej innej grze drużynowej to właśnie organizacja, gra zespołowa, a także imponujący refleks stanowiły o różnicy między drużyną przegraną, a tryumfującą.
Boisko było bardzo zielone, tyle zauważył w swej wybitnej spostrzegawczości stojąc w szeregu graczy Ravenclawu. Kiedy zdecydował się spróbować swoich sił w składzie nie wiedział, że emocje aż tak wybiją go z równowagi. Nie dawał tego po sobie poznać, ale naprawdę mocno uderzyła go ta potężna presja wywierana z jednej strony przez kibicujących Krukonów, a z drugiej przez równie entuzjastycznych fanów drużyny przeciwnej. Trevor ostrożnie chwycił rączkę miotły jakby obawiał się, że gwałtownym ruchem może ją spłoszyć, przełożył nogę przez miotłę i upewnił się, że ta nigdzie się bez niego nie wybiera.
Gwizdek i... potężne odbicie, Trevor wyleciał w górę i natychmiast skierował się w stronę swojej pozycji i zawisnął umiarkowanie nieruchomo przed środkową pętlą. Umiarkowanie, bo szkolna miotła niewątpliwie kiedyś słynęła ze swoich wspaniałych zalet, ale było to bardzo dawno temu. Pierwsze kilka minut minęło spokojnie, żaden z obrońców nie musiał ruszać się z miejsca. Ale kafel powoli zbliżał się do do pętli Krukonów i MacDougall musiał mieć się na baczności. W końcu samotny ścigający wymknął się opiece i ruszył w stronę pętli. Trevor nie zdecydował się na standardową taktykę i zamiast czekać na niego zaszarżował w stronę przeciwnika wznosząc świszcząco skrzekliwy okrzyk "Waaghrtyfftwojamatkatohipopotamorr" (tak to prawda świszczący nawet bez "s").  Ścigający nie zdecydował się na rzut i spróbował wyminąć obrońcę, ale ten sprawnie go zablokował tak, że podstępny manewr niemal zakończył się porzuceniem miotły. Kibice Krukonów wznieśli tryumfalny okrzyk, a drużyna ruszyła do kontrataku.

Przyjęty!


Ostatnio zmieniony przez Trevor MacDougall dnia Wto Mar 31, 2015 12:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Regulus Black


VII rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Wto Mar 24, 2015 9:35 pm

Imię i Nazwisko: Regulus Arktulus Black
Wiek: 16
Pozycja: Kapitan (bo szukającym już jestę.)
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Tego dnia, kiedy on miał świętować, niebo płakało.
Wystąpił z szeregu i ustalił się naprzeciw reszty graczy. Mianowano go na kapitana. W tej sytuacji jego serce wręcz szalało z radości. Quidditch był dla niego tym, przy czym wyładowywał wszelkie emocje, wyciszał się, jego umysł stawał się czysty. Fakt, że był w tym dobry tylko dodawał całości smaczku. To była dla niego również niesamowita próba. Jeszcze niedawno skupiał się wyłącznie na swoim zadaniu - kiedy wsiadał na swojego Zmiatacza 5, liczył się tylko on i Znicz. Niektórzy uważali, że właśnie dlatego był tak dobry, nie rozpraszały go niepotrzebne głupoty. Teraz mógł poćwiczyć swoją podzielność uwagi, przyda się nie tylko na boisku.
Same plusy, prawda?
Mecz rozpoczął się od wypuszczenia tłuczków, kafel poszedł w górę, znisz zniknął momentalnie z zasięgu wzroku. Miotły w górę, drużyna Slytherinu wzniosła się wysoko, Regulus Black, na samym środku, rozdzielił zadania, mimo iż każdy doskonale wiedział, co ma robić. Miał doskonałą drużynę w tym roku, to musiał przyznać. Zwycięstwo jednak ostatecznie zależało od niego i od umiejętności łapania, a warunki pogodowe utrudniały całe zadanie. Teraz tylko musiał pamiętać, aby nie rządzić się na tyle, aby nagle nie uwzięło się na niego trzech pałkarzy... Tak, trzech.
Prawda, Rockers?

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Czw Maj 07, 2015 10:24 pm

Imię i Nazwisko: Colette Warp
Wiek: 16 lat
Pozycja: Pałkarz
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Colette musiał uzbroić się w dodatkową uwagę od kiedy pałkarz Slytherinu posłał jednego ze ścigających Puffkolandii do Skrzydła Szpitalnego. Niby to dawało Warpowi mniej ludzi do pilnowania, ale jednocześnie sprawiało, że zabawa już dawno przestała być zabawą. Miał w zasięgu jednego z tłuczków, ale drugi od kilku minut nie wracał po tym jak posłano go naprawdę wysoko w  górę. W tym czasie obrońca Borsuków widząc rozruch niedaleko złotych obręczy postanowił wykonać rozgwiazdę i zasłaniając swoim ciałem jak najwięcej wolnego miejsca na bramce. Zwiesił się wtedy na miotle, przytrzymując jedynie jedną ręką i stopą jednej nogi – na nieszczęście to właśnie jego obrał sobie teraz za cel zbłąkany tłuczek. Aż świszczał lecąc wprost w jego plecy. Colette aż zmrużył oczy zmuszony do patrzenia prosto w słońce, by namierzyć jak najdokładniej trasę piłki i oddając na chwilę opiekę nad ścigającymi drugiemu pałkarzowi. Puścił się pędem w stronę bramki zataczając lekki łuk. Słońce tańczyło na oprawkach jego specjalnych gogli i sprawiało, że oczy aż bolały. Mimo to nie zamykał ich na dłużnej niż setną sekundy potrzebną do mrugnięcia i modlił, żeby dotrzeć do nieświadomej ofiary przed jej katem. Zostawały dosłownie sekundy; obrońca był zbyt skupiony lecącym w jego stronę kaflem, a Warp pod wiatr nie dawał rady krzyknąć, żeby ten lepiej wrócił na miotłę - w pędzie słowa wciskały mu się w kręgosłup. Dlatego skupił się już tylko na tym, żeby ocalić tego biedaka od haniebnego ciosu prosto w plecy i spikował pod kątem kilku stopni w dół, trzymając na miotle już tylko jedną nogą i ręką stabilnie, kolano drugiej nogi mając oparte na wąskim trzonie swojego pojazdu. Wszystko po to, by mógł w razie czego wyciągnąć rękę jak najdalej – i okazało się to zbawienne... dla obrońcy, ale nie dla Warpa. Przymierzył się do rozpędzonej piłki pod bardzo złym kątem i kiedy odbił ją z ogromnym zamachem aż poczuł siłę uderzenia w kręgosłupie i pięcie opartej na specjalnym uchwycie. Jednej, bo kolano drugiej nogi nagle ześlizgnęło się z miotły i Puchon odruchowo chwycił oburącz złotej obręczy, przy której się znajdował, widząc nad sobą ledwie przelotem zdziwione i przerażone spojrzenie obrońcy. Colette wypuścił wtedy pałkę z rąk i znajdował się teraz naprawdę wysoko nad ziemią, przyklejony do bramki Hufflepuffu w pozycji co najmniej dziwnej, ponieważ w zgięciu kolana prawej nogi trzymał jeszcze swoją miotłę. Przez trybuny Żółtych przeszedł szmer przerażenia. Warp zdążył przez adrenalinę ledwie policzyć do trzech i puścił się oburącz swojej bezpiecznej bazy. Spadając w pędzie dał rade wyszarpnąć miotłę z pewnego uścisku i osiąść na niej bezpiecznie i na tyle pewnie, by tuż nad ziemią złapać zalegającą na trawniku pałkę i poderwać się znów w górę, poprawiając chwyt.
Obrońca nie przepuścił kafla, mecz dalej trwał.

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rabastan Lestrange
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Maj 15, 2015 12:52 pm

Imię i Nazwisko: R. Lestrange
Wiek: 17 lat
Pozycja: Ścigający
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
Przynajmniej tyle, że dobrze wyglądam w zieleni - pomyślał z ironią, zerkając kątem oka w wiszące w szatni lustro. Rude włosy miał związane w warkocz i ukryte za kołnierzem, by nie przeszkadzały w czasie meczu. W gruncie rzeczy wcale nie chciał tu być. Sporty drużynowe... to chyba nie do końca była jego bajka. Ale nie mógł odmówić swoim przyjaciołom: Jon i Reg nalegali. Z drużyny odpadł im ścigający i ktoś musiał go zastąpić do końca sezonu. Rabastan wydawał się najlepszym kandydatem. W powietrzu poruszał się z równie wielkim wdziękiem i pewnością, co w tańcu. Nie miał też skrupułów przed nieczystymi zagrywkami - grać uczył go wszak Rudolf, który przeszedł do historii szkolnych rozgrywek jako pałkarz z największą ilością fauli. Dlatego był tutaj teraz: zakładał rękawiczki i zaciskał długie palce na rączce swojej nowiutkiej miotły, przysłanej przed tygodniem ze sklepu ze sprzętem na Pokątnej. Rozejrzał się po swoich towarzyszach, zastanawiając się jak to będzie. Na treningach radził sobie wprawdzie dobrze, ale nie umiał być częścią grupy - zwłaszcza dlatego, że Ci, z którymi najłatwiej byłoby mu się sprzymierzyć (czyli Avery i Black), grali na innych pozycjach. No i była jeszcze Rockers, uzbrojona w swoją pałkę - bardzo zły pomysł, jego zdaniem. Czy jego kochana narzeczona będzie na tyle skupiona na grze, by nie próbować go uszkodzić? Miał taką nadzieję. Kiedy wyszli na boisko, ogłuszył go wrzask z trybun. Nad sektorem Slytherinu powiewały zielono-srebrne proporce, powietrze wibrowało od ich oklasków i krzyków. Dziwny dreszcz prześlizgnął się po plecach Rabatana. Czyżby... ekscytacja? Uśmiechnął się pod nosem, czekając na początek meczu. Kiedy poderwali się w powietrze po raz pierwszy od początku treningów, czuł coś na wzór radości. Latanie po pustym stadionie i trenowanie zagrywek na sucho w niczym nie przypominało prawdziwego meczu: z kibicami i drużyną przeciwną. To było nowe uczucie. Przyjemne i w jak sądził uzależniające. Adrenalina, jedna z najlepszych używek... Rozmyślania na ten temat bynajmniej nie przeszkadzały mu w prowadzeniu gry: miał wszak podzielną uwagę. Zanurkował ostro i przejął kafla podanego przez drugiego ścigającego zielonych. Za sobą słyszał świst tłuczka, więc skręił ostro w stronę Rockers i przeleciał nad nią, pozostawiając agresywną piłkę jej uwadze. Głuchy odgłos uderzenie i oddalające się zagrożenie, dało mu nadzieję, że przynajmniej w czasie meczu nie musi się spodziewać ataku z jej strony. Co za ulga - pomyślał, jednocześnie przerzucając kafla przez lewą obręcz przeciwnika.
- 10 punktów dla Slytherinu! - zagrzmiał komentator, a Rabastan wrócił na środek pola myśląc, że może nawet polubi ten barbarzyński sport.

Przyjęty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sherisse Rhian
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Quidditch   Pią Maj 15, 2015 4:53 pm

I rym cym cym i hopsasa
Lecimy przez boisko w podskokach


Nie wierzę, że to robię, ale dobra!

Imię i Nazwisko: Sherisse Rhian
Wiek: 17 lat (bo jest ze stycznia :v)
Pozycja: ścigający
Przykładowy post meczu Quidditcha, w którym postać bierze udział:
No i się zaczęło. Kapitan drużyny otworzył machnięciem różdżki drzwi szatni, w której zgromadziła się cała drużyna, by wysłuchać ostatnich wskazówek szefa zespołu przed meczem ze Ślizgonami. Oj tak, Slytherin to nie były przelewki, chociaż ostatnimi czasy wszystkie drużyny były w stanie stwarzać im zagrożenie w wyścigu o Puchar Quidditcha. Puchoni w ostatnim meczu z Gryffindorem pokazali na co ich stać, ale ostatecznie to Gryfoni prowadzili w rankingu rozgrywek, głównie za sprawą ich szukającego, który musiał ratować sytuacje, łapiąc znicza, bo inaczej Puchoni roznieśliby ich w perzynę. Światło słoneczne poraziło wszystkich w oczy, kiedy ruszyli zwartą grupą na boisko niczym rodzinka Smerfów. Na przedzie kapitan, zaraz za nim szukający w towarzystwie dwóch pałkarzy i to nie byle jakich pałkarzy, bowiem jednym z nich był Sahir Nailah. Sherisse już współczuła temu nieszczęśnikowi, który oberwałby od chłopaka tłuczkiem. Za pałkarzami maszerowała trójka ścigających. Sherisse posłała wesoły uśmiech Daszy Mietanowej, z którą miała wyznaczone takie samo zadanie. Bardzo ważne zadanie. Wbić Ślizgonom jak najwięcej goli, tak, by nawet ich szukający Regulus Black nie mógł wygrać samym złapaniem znicza. Bo co to miało znaczyć, że szukający mógł wygrywać jednym manewrem nad całą drużyną przeciwną? Przecież składy liczyły po siedmiu zawodników i nie były to raczej walki kogutów, jeden na jednego. Na takie rzeczy Slytherin mógł sobie liczyć z Gryffindorem, ale nie z nimi. Sherisse dosiadła miotły, podobnie jak reszta drużyny i zajęła odpowiednią pozycję, unosząc się w powietrzu w pewnej odległości od kapitanów obu drużyn, którzy razem z prof. Hooch musieli wypełnić ostatnie formalności przed rozpoczęciem meczu, takie jak na przykład honorowy uścisk dłoni i wysłuchanie ostatnich wskazówek trenerki, które właściwie były skierowane do obu drużyn, nie tylko do ich głównych przedstawicieli. Dźwięk gwizdka zakomunikował rozpoczęcie meczu, piłki zostały uwolnione, znicz jak to znicz, zniknął szukającym sprzed oczu, a oba tłuczki rozpoczęły krwawe polowanie na swoje przyszłe ofiary. Jednak Sherisse interesował jedynie kafel, który ku jej niezadowoleniu wylądował w rękach niejakiego Rabastana Lestrange. Mecz rozpoczął się szybko i energicznie, piłka znajdowała się w dłoniach obu drużyn dosłownie tylko na kilka chwil, zupełnie, jakby to nie był Quidditch, a magiczna odmiana mugolskiej dziecięcej zabawy pt. „Piłka parzy”. Sherisse musiała jednak upchnąć rozbiegane myśli z tyłu głowy i skupić się na tym co działo się tu i teraz. A właśnie teraz Dasza miała w rękach kafla i szukała wzrokiem Sherisse by jej go podać, ponieważ została otoczona przez zielone wróble mroku. Sherisse wyciągnęła ręce i w ostatniej chwili złapała piłkę, umyjając Rosierowi sprzed nosa. Wystrzeliła w kierunku bramek Ślizgonów, posyłając ich obrońcy szeroki uśmiech, zrobiła ruch jakby chciała wycelować w środkową bramkę i właśnie na tamtej skupił swoją uwagę zawodnik Slytherinu. Sherisse jednak wciąż miała kafla w dłoni i korzystając z jego nieuwagi wycelowała z całej siły piłkę w lewą pętlę.
- Proszę państwa! To nieprawdopodobne! Rhian przechytrzyła obrońcę Slytherinu! 10 do 0 dla Ravenclawu! Co za emocje! Co za emocje! Jonathanie, nie dawaj się tak łatw…! – W tym momencie wesoły głos komentatora ucichł, ponieważ siedząca przy nim McGonagall zdzieliła go zwiniętym w dłoni Portretowym Szmerem prosto w czerep. Sherisse zachichotała pod nosem i odleciała na swoje stanowisko na boisku, przybijając wcześniej piątkę z Daszą. Kafel przeszedł siłą rzeczy w ręce niezadowolonych Ślizgonów, a skwaszony Rosier właśnie startował, by odpłacić Krukonom pięknym za nadobne. Sherisse wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Daszą i czym prędzej poleciały za chłopakiem, by mu to uniemożliwić. Pogoda dopisywała obu drużynom, jednak jeden z obrońców miał tego pecha, że promienie słoneczne skutecznie go oślepiały. Sherisse postanowiła nie ryzykować i przed rozpoczęciem naciągnęła na oczy odpowiednie sportowe okulary, które chroniły oczy przed promieniami UV. Jednak wszystko było lepsze od burzy, mżawki czy zachmurzenia.

Przyjęto!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Quidditch   

Powrót do góry Go down
 
Quidditch
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Boisko quidditch'a
» Quidditch

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Dział Ksiąg Zakazanych :: Świat uczniów -