Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Alistaire Mulciber [uczeń]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Alistaire Mulciber
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Alistaire Mulciber [uczeń]   Wto Sty 26, 2016 4:03 pm



Imię i nazwisko: Alistaire Mulciber
Data urodzenia: 24.04.1960 r.
Czystość krwi: czysta
Dom w Hogwarcie: Slytherin
Różdżka: cis, łuska syreny, 11 cali
Widok z Ain Eingarp:
Wiesz, "najgłębsze pragnienia twego serca" tracą nieco ze swego uroku, gdy każda Twoja zachcianka zostaje spełniona, gdy tylko odpowiednie życzenie zdąży opuścić Twoje usta. Nie do końca rozumiem tę całą atmosferę poruszonej ekscytacji, która towarzyszy niemalże każdemu, kto waży się zajrzeć w to przestarzałe zwierciadło. Prawdę mówiąc, wcale nie mam ochoty weń zaglądać, o nie. Życie jedynego dziedzica rodzinnej fortuny jest niczym posiadanie własnej złotej rybki, nieograniczonej jednak ilością życzeń. To nie tak, że sobie na to nie zapracowałem, nie. Jestem bardzo dobrym synem. Kocham Tatusia miłością bezbrzeżną i zawsze pamiętam, by odpowiednio mu się odwdzięczyć, gdy tylko raduje mnie kolejnym prezentem. Jaki jest więc sens w spoglądaniu w lustro, które nie pokaże mi niczego, czego jeszcze nie mam? No cóż. Mus to mus.
Marnuję kolejne minuty, wpatrując się w brudną taflę, lecz nic nie pojawia się na jej powierzchni. Tik, tak, tik, tak - głośne przypomnienie o bezcelowości tego zajęcia sprawia, że marszczę brwi w irytacji. W końcu przecieram lustro rękawem, z obrzydzeniem strzepując kłęby kurzu z szaty. Obraz pojawia się niemal natychmiast, zapierając mi dech w piersi.
Widzę Tatę. Ale czy… Nie, to nie mój drogi pan ojciec. Włosy majestatycznego mężczyzny przecież kręcą się w nieposkromionym kłębie loków, lecz cała reszta… Och, jakże cudowny to widok. Stoję dumny i pełen władzy, w jasnej szacie przemoczonej krwistym szkarłatem, spoglądając pełnym pewności siebie wzrokiem we własne, młode oczy. Tak bardzo przypominam w tej chwili swego Seniora, że różnice jestem w stanie dostrzec dopiero po kilkunastu minutach wpatrywania się z rozwartymi w zachwycie ustami we własną sylwetkę. Radość i ekscytacja jest niemal tak samo silna, jak pożądanie kiełkujące gdzieś w mych trzewiach. Zbliżam się do starego grata, urzeczony cudownym proroctwem. To jest, dopóki nieznana mi jeszcze tęsknota wybucha falą goryczy w piersi. Nie, przecież... To marzenie może być jedynym, którego mój tatuś nie spełni.
Wiesz, nie przywykłem do poczucia odpowiedzialności i rozczarowania. Nie do końca rozumiem, dlaczego szybkim krokiem opuściłem tę małą, zapomnianą komnatę, nie obracając się za siebie. To nie tak, że nie wierzę w swoje możliwości. Jestem wybitnym czarodziejem, jeżeli tylko jest to konieczne. A jednak, lustrzana wizja opadła na me barki, niczym żelazny krzyż. Pragnąłem, och, tak bardzo pragnąłem spełnienia tego marzenia. Czasem jednakże, wypowiedzenie życzenia nie wystarcza, by stało się ono rzeczywistością.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:
Nikt nie wątpi w to, że jestem wybitnym czarodziejem. To znaczy, zależy kogo spytasz. McGonagall pomimo drugiej pary oczu sterczącej szkaradnie na jej wiedźmowatym nosie zdaje się nie zauważać nieskończonych pokładów potencjału, które w sobie noszę. Cóż, to nie do końca jest tak, że jakoś specjalnie zależy mi na oświeceniu starej jędzy. Kto o zdrowych zmysłach spojrzałby z namiętnością i pasją w oczach na łyżkę, która - o, Merlinie! - nagle staje się widelcem? Nie wiem, jak wygląda to w jej domu, lecz moja posiadłość nie cierpi na brak sztućców, wypraszam to sobie. Nie jestem przecież jakąś podłą szlamą, jeżeli czegoś potrzebuję, po prostu poproszę Tatusia, by mi to sprawił.
Tak, wiem - eliksiry przecież też mogę kupić u pierwszego lepszego kupca, czy to na Pokątnej czy Nokturnie. Mimo to, Slughorn zdaje się być zafascynowany precyzją, z jaką miażdżę i kroję i przecinam i rozczłonkowuję i wyciskam życie z tych wszystkich ingrediencji. Jest coś bardzo satysfakcjonującego w warzeniu eliksirów. Jeżeli jestem akurat w nastroju, lubię wyobrażać sobie, że smocza krew jest wciąż gorąca i wcale a wcale nie wypłynęła z żył martwego już smoka. Nie wiem, czy zdążyłeś już zauważyć, drogi czytelniku, ale jest coś bardzo pięknego w odbieraniu czemuś formy czy też życia, by stworzyć coś zdecydowanie bardziej pożytecznego. Nawet, jeżeli owym pożytkiem jest zwykła uciecha. Czym byłoby życie bez odrobiny zabawy, no nie?
Profesor Lataner chyba też mnie lubi. Co dziwne, bardzo dobrze znam się na magicznych stworzeniach. Uwielbiam patrzeć, jak rosną - z jaką miłością patrzą mi w oczy widząc, że niosę dla nich odrobinę pożywienia. Zwierzęta dają mi dużo więcej rozrywki, niż ludzie. Zdane są na moją łaskę, łakną dotyku, łakną towarzystwa, a przy odrobinie pracy, stają się bardziej ufne od tych zabawnych Mugoli, których mój kochany pan ojciec przyprowadzał kiedyś do posiadłości. Fajnie jest wiedzieć, że gdy tylko przestaniesz się nad nimi litować, zdechną. Fajnie jest widzieć, jak całe to zaufanie znika z ich bezrozumnych oczu, gdy z opiekuna stajesz się oprawcą.
Gdybym nie znał się na Zielarstwie, jaki byłby ze mnie Mistrz Eliksirów? W sumie, to nigdy nie chciałem nim zostać, ale wiem, że gdybym tylko chciał, z łatwością mógłbym nosić ten tytuł. Zielarstwo jest trochę jak dziwna mieszkanka ONMS i Eliksirów - pielęgnujesz, by zrywać, szatkować i rozdrabniać. Jak już na pewno wspominałem, bardzo dobrze czuję się w tej roli. Pani Sprout zdążyła już zauważyć, że nie widzę problemu w pozostawaniu po lekcjach w szklarni. Zaczęła nawet odwzajemniać moje uśmiechy!
Nie przepadam jednak za bezcelowym wymachiwaniem różdżką, lecz nie jestem okropnym pojedynkowiczem. Po prostu nigdy nie miałem ochoty na pocenie się i męczenie nad zaklęciem, które nie chce wyjść. Ani Zaklęcia i Uroki, ani OPCM nie idą mi jakoś zatrważająco dobrze, lecz przecież oni nawet nie uczą nic przydatnego! Tata mógłby pokazać im, jak powinny wyglądać ich własne lekcje. A może lepiej nie? Dzięki temu mam przecież całą tę drogocenną wiedzę tylko dla siebie!
Astronomia i Wróżbiarstwo? Nie rozśmieszaj mnie. Wszyscy dobrze wiemy, jakim marnotrawstwem ministerskich funduszy są te dwa przedmioty.

Przykładowy Post: Rytmiczny odgłos ciężkich uderzeń roznosi się donośnym echem pośród chłodnych, kamiennych ścian lochów państwa Mulciber. Jest to dźwięk dość mięsisty, z braku innego słowa - zlewa się z cichym skomleniem i odgłosem rozrywającej się powoli skóry. Oprócz tych kilku, idealnie zsynchronizowanych melodii, posiadłość skąpana jest w absolutnej ciszy. Tak absolutnej, jak tylko jest to możliwe, w te upalne, letnie noce pełne szemrania pomniejszych stworzonek, dla których blask księżyca wcale nie jest omenem snu. Tutaj na dole chłód staje się naszym najlepszym przyjacielem, gładzącym swymi miękkimi dłońmi rozgrzaną do czerwoności skórę, wilgotną od potu, który nigdy nie chce nas opuścić. To właśnie tutaj Alistaire szuka ukojenia, gdy satynowe prześcieradła stają się lepkie od kontaktu z jego rozgorączkowanym ciałem, gdy otwarcie okna wcale nie przynosi ulgi.
To właśnie tutaj, jednakże, Alistaire znajduje dużo więcej, niż spełnienie początkowego pragnienia chłodu. Rodzinne lochy pełne są skarbów, które przyciągają jego lśniące ekscytacją i podnieceniem oczy, lśniąc obscenicznie w rozchwianym świetle pochodni. Najwymyślniejsze z narzędzi, najpiękniejsze z łańcuchów, to wszystko ścieli powierzchnię zakazanych dla niego lochów, stając się pokusą, której młodzieniec nie jest w stanie się oprzeć. Tak, jak miał to więc w zwyczaju, zakradł się do ukrytego do niedawna przejścia, będąc pewnym głębokiego snu swych rodziców. Bose stopy stąpały bezdźwięcznie po wypolerowanych posadzkach, lecz jakiś dźwięk rozerwał nagle nocną ciszę, niemalże wytrącając młodego dziedzica z równowagi.
Cóż mogło być źródłem tego hałasu, który z coraz większą zaciekłością rozcinał letni spokój? Alistaire wiedział, że jakieś dziwne cienie tańczą na murze, o który oparł swą prawą dłoń, by uniknąć potknięcia. Było coś bardzo hipnotyzującego w tym tańcu, cudownie znajdującym wszystkie takty specyficznej muzyki, która wypełniała uszy Mulcibera Juniora. Dlatego też wkrótce wznowił swój spacer, tym razem znacznie ostrożniej i wolniej, nie chcąc spłoszyć tej dziwnej, pełnej gracji istoty, której cień napełniał go zachwytem. Niemalże dotarł już do ostatniej z cel, zatrzymując się w małej odległości od jej wejścia. Widok, który zbawił jego bursztynowe oczęta, stanowił istnie niebiańską wizję.
Alistaire wrósł w ziemię, na usypanej piegami twarzy nie widać było nic, co nie przypominałoby zachwytu w ten, czy inny sposób. Stanowił okaz niewinności, z tą kręconą czupryną i rozchylonymi w niedowierzaniu pełnymi ustami. Ciężko było uwierzyć, że chłopiec stojący boso na lodowatej posadzce skończył już piętnaście lat. Był jednakże piętnastolatkiem, który z niezrozumianą rozkoszą wpatrywał się w sylwetkę swego ojca, unoszącego z determinacją ramię, by mogło wylądować zaciśniętą pięścią na ciele zakrwawionej i skomlącej kreatury czołgającej się pod jego stopami. Miał piętnaście lat i podniecenie rozlało się gorącem w jego brzuchu, wysyłając rozkoszne drgania w dół jego ciała. Miał piętnaście lat i nie mógł oderwać wzroku od tej nieziemskiej sceny.
Stał więc w miejscu, wstrzymując oddech w swych piętnastoletnich płucach, aż do momentu, w którym skomlenie wreszcie nie ucichło, a sine członki nie przestały wierzgać. Jęknął, lecz owemu odgłosowi daleko było do jęku przerażenia. Jego pan ojciec zwrócił się do niego w ułamku sekundy, pełnymi dzikiej radości oczyma wbijając swego syna w mur. To jest, do chwili, w której zwierzęca pasja ustępuje miejsca sprawiedliwej złości, lecz i rezygnacji. Alistaire przez moment boi się kary - przecież jeszcze nigdy tatuś go nie ukarał, ale wiedział, że nie powinien tu być, nie powinien był tego widzieć, ale to było tak piękne, nie mógł po prostu odejść, tak cudowne, że… Ojciec machnął na niego dłonią i Mulciber odzyskał czucie w swych szczupłych nogach.
Nie był do końca świadom swego ciała, które nagle znalazło się tuż obok ciała jego Seniora. Nie był pewien, kiedy uniósł dłoń starszego mężczyzny do ust, by scałować zeń obfite krople krwi. Nie wiedział też, kiedy jego młode, niewinne usta znalazły usta jego ojca, poruszając się jak gdyby własnym rytmem wobec zamarłej w osłupieniu sylwetki.
- Alistaire…! - usłyszał tylko zszokowane, nim przylgnął do swego umiłowanego taty, obejmując go z całą siłą zawartą w swym nastoletnim ciele.
Pamiętał natomiast moment, w którym silne ramiona ojca odwzajemniły jego uścisk, nie opierając się nawet przed błogimi pocałunkami wagi motylich skrzydeł, które składał z poddańczą pasją na ramionach i piersi Mulcibera Seniora. Nigdy nie rozumiał, dlaczego jego koledzy z takim uwielbieniem śledzą oczyma ciała swych ładnych koleżanek, której urody on sam nie był w stanie docenić. W tym cudownie chłodnym lochu, niedaleko krwawiącej miazgi zbitego ludzkiego ciała, Alistaire Mulciber znalazł swoją religię.
To bóstwo miał czcić przez upływające lata, nawet gdy pełen niewinnego niezrozumienia uśmiech zmieniał się w ten drapieżny, przepełniony żądzą. Miał oddawać się swej wierze, znajdując coraz to wykwintniejsze sposoby, by składać dzięki swemu ojcu, powoli ucząc się rozumieć. Żaden z jego szkolnych kolegów nie pytał, dlaczego Alistaire uśmiecha się złowrogo do swych listów, dlaczego czarnomagiczne księgi pogrzebane są gdzieś pod domowymi mundurkami, dlaczego zaczął rozumieć ich "dojrzałe", brutalne żarty. Nikt nie pytał, a Mulciber nie przejmował się zbytnio ich ignorancją. Zresztą, żaden z nich nie liczył się nadto. Był przecież dobrym synem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Alistaire Mulciber [uczeń]   Sro Sty 27, 2016 2:31 pm


Allistaire to chory skurczybyk, który kocha ojca ponad wszystko. Nie mogę się doczekać, co też będzie wyczyniał na fabule! Łap 10 fasolek za dobrą Kartę Postaci!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Alistaire Mulciber [uczeń]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Graham Mulciber
» Nie drażnij śpiącego smoka! A na pewno go nie podrywaj..
» [uczeń] Sahir Nailah
» WZÓR KARTY POSTACI I WSKAZÓWKI TWORZENIA (uczeń i student)
» [uczeń] Colette Warp

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -