Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Główna Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Główna Ulica   Pon Wrz 02, 2013 12:41 pm

Bardzo urokliwa ulica Doliny Godryka, którą otaczają różnego rodzaju sklepy, a gdy pójdzie się dalej można zauważyć nieograniczone ilości zielonych terenów i domki należące zarówno do czarodziejów, jak i mugoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Czw Cze 11, 2015 12:21 pm

Było już ciemno.
Księżyc dawno wszedł na niebo i osiągał już punkt kulminacyjny - dnie robiły się coraz dłuższe, to prawda, a więc i coraz mniejsze miała Luna pole do popisu, jeśli chodzi o długie wędrówki - jest więc ciemno, ale nie ma źle! - przynajmniej nie tak ciemno, jak w dupie murzyna i można dostrzec kraniec własnego nosa - wszystko zarysowane było chłodną łuną Strażniczki Nieba, której nie przysłaniały żadne chmury - była to sobotnia noc... w zasadzie to już niedzielna, było srogo po 24 - tylko czy ty możesz o tym wiedzieć, panie Charlesie? W co jesteś ubrany? Co masz przy sobie? Masz zegarek kieszonkowy, aby to sprawdzić? Oddychasz dość ciężko, głęboko, leżąc na środku ulicy, rozwalony jak placek - wokół panowała doskonała cisza, niczym nie zmącona... a nie, przepraszam! Sowa! Była jakaś sowa, gdzieś w oddali, która siedząc w swojej norze posyłała w kurtynę mroku utajnione, łamane przez poufne, informacje, niezrozumiałe dla ludzkiego ucha, gdzieś dało się słyszeć śpiew orła - no ba, że dało, w końcu pan Minister mieszkający w tej okolicy, orła posiadał - ale chyba ty, Charlesie, nie zjawiłeś się tutaj z zamiarem złożenia tej "sławie" wizyty, prawda? Jeszcze koza. Słychać wyraźne "meee" - i to tuż przy tobie.
Właściwie to... czemu tu jesteś i czemu leżysz na ulicy, lol?
Głowa cię boli, napierdala niemiłosiernie, nogi masz utytłane w błocie, w gardle suuuszy, oj straaasznie suszy - czyli mamy już spełnione podstawowe warunki do tego, by stwierdzić jednogłośnie werdykt: kac. Masz cholernego kaca, który prowadzi cię do tego, że w końcu się budzisz, zapoznając się bliżej z dziełem rąk ludzkich w postaci asfaltu, jaki tworzył tą drogę - a może to nie kac cię obudził, tylko... te meczenie? I jeszcze wyraźnie słyszysz mlaskanie, czujesz, jak coś ciągnie cię za włosy - och, to koza pomyliła twój fryz z trawą, najwyraźniej podobała się tej srebrnowłosej ślicznotce zapach whiskey, którą zajeżdżałeś z daleka jak rasowy... no dobra, żule nie zajeżdżają whiskey.
Jedyne, co masz na pewno - to tą kozę. I karteczkę w dłoni, nakreśloną typowym, kobiecym pismem: Powtórzmy tą zabawę w Galeonie!, podpisano: Księżniczka.
Pamiętasz, co robiłeś wczoraj?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Czw Cze 11, 2015 7:33 pm

No właśnie, czy on może w takim momencie cokolwiek wiedzieć...? Zapewne nawet nie był do końca świadomy tego, kim jest, jak na co dzień wygląda jego życie i że w sumie to ma coś z głową i zarówno Delilah, jak i James uparcie mu powtarzali, żeby tyle nie pił. A on, jak gdyby nic, ponownie dał się ponieść! I proszę bardzo, jak na tym wyszedł. Księżyc świecił, było ciemno, nie do końca znał współrzędne swego położenia; ogólnie ta ciemność w ogóle nie była mu znajoma. Po prostu po pogrzebie nie wytrzymał i stwierdził, że musi znaleźć ujście dla swoich emocji, frustracji i myśli, które atakowały jego biedną zmęczoną głowę. Miał nadzieję, że nie ominął żadnych lekcji, ani nic w tym rodzaju, bo byłoby z nim kiepsko; nie chciał czuć na sobie zawiedzionego spojrzenia dyrektora, nawet dla Charlesa było to za wiele. Dobrze, że nikt go nie widział, zwłaszcza Cara Rhee; już oczami wyobraźni widział jej zniesmaczoną minę...a zresztą! Raz na jakiś czas może! Należy mu się coś od życia. I pewnie by tak sobie nadal leżał, niczym niewzruszony na środku tej drogi, gdyby nie to, że "coś" nie pozwalało mu spać! A przez coś, miał na myśli cały ten zwierzyniec, który go otaczał. Co prawda, sowa i jeszcze ten orzeł mogli przejść, ale te nieznośne "mee"...doprawdy, co za stworzenie wydaje takie odgłosy?! Szło zwariować we własnym łóżku! No i gdzie ta kołdra, nawet człowiek się przykryć nie może, bo tylko te "mee" i "meee". Jego wąż się czymś zadławił, czy jak?
- Zamknij się, Draco... - wymruczał bardziej zachrypniętym głosem, niż zazwyczaj, czując jak mu wręcz pęka czaszka. W końcu jednak Myrnin  się obudził i wszystko stało się takie...oślepiające! Przynajmniej te wszystkie latarnie, które skutecznie atakowały jego miodowe oczy. Czy to...ulica?
Gdzie ja do cholery jestem?
Mężczyzna zamrugał zdziwiony, jakby właśnie zrozumiał, że nie jest już w zamku. I pewnie by tak sobie jeszcze leżał, gdyby nie te mlaskanie i ciągnięcie za jego włosy. Syknął  i szybko się podniósł, wyszarpując swoje ciemne kosmyki z jamy ustnej źródła jego nieszczęścia - no jeśli nie licząc kaca, który skutecznie dawał o sobie znać. I tak sobie stał i przyglądał się temu stworzeniu, by chwilę później podrapać się po brodzie, spróbować ogarnąć swoją fryzurę i odkryć, że w dłoni trzyma jakąś karteczkę. Jego brwi automatycznie uniosły się do góry, a on sam próbował zrozumieć o co chodzi.
- Księżniczka...? - Spytał na głos, a koza mu odpowiedziała długim meczeniem. Charles po chwili złapał się za głowę i próbował sobie przypomnieć, co wczoraj robił i gdzie w ogóle znajduje się ten "Galeon" i...nic. Zrezygnowany rozejrzał się wokoło siebie, starając się zorientować gdzie jest. Coś mu zaświtało i...
To Dolina Godryka, głupi Charlie.
No tak, rozkoszna Delilah zdecydowanie nie była z niego zadowolona. Hucksberry więc tylko walnął się otwartą dłonią w czoło, sprawdził czy ma wszystko przy sobie, po czym spojrzał na kozę i tak stwierdził, że...
- A niech będzie - mruknął zmęczony, wyciągnął różdżkę, wymówił formułkę i wyczarował sznurek, który oplótł szyję kozy, zrobił nie za mocną pętelkę, ale wystarczającą by wytrzymała, po czym czarodziej podszedł do zwierzęcia i złapał za końcówkę liny. - To idziesz ze mną kozo. Poszukamy czegoś do picia.
No i ruszyli, bo w sumie wypadałoby, zwłaszcza że kac nie dawał mu spokoju, a poza tym śmierdział, był ogólnie brudny i zmęczony. Tyle dobrego, że miał przynajmniej towarzystwo.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Charles Myrnin Hucksberry dnia Pon Lis 16, 2015 7:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Pią Cze 12, 2015 8:07 am

Nic dziwnego, że nerwy ci puściły! W końcu nie dość, że był pogrzeb z udziałem czystokrwistych i rodzin, które narobiły rabanu, to jeszcze to śledztwo, układanie trupów, sprzątanie - mnóstwo roboty, a ani chwili oddechu! Toć i trzeba było jakiś złapać - więc żeś złapał tak mocno, że aż się nim zachłysnąłeś i wylądowałeś... W Dolinie Godryka, nie wiedząc, jaki dziś dzień, która jest godzina, jak długo sobie tutaj leżałeś i co robiłeś po tym, jak wyskoczyłeś na kielona, po którym to jednym kielonie zrobił się następny, potem następny... i jeszcze następny... I jeszcze jeden na przepitkę... W każdym razie: DUŻO ICH BYŁO - na tyle dużo, żeby doprowadzić cię do stanu kompletnego sponiewierania, w którym teraz się znajdowałeś - i wiesz, w sumie ta koza nie miała się o wiele lepiej - jej rozbiegane, śmieszne, błękitne oczy, były jakieś przymulone, stała jakoś niepewnie na tych swoich girach, mecząc na ciebie, jakby próbowała ci przemówić do rozsądku i zamieniła w twoją kochaną Deliah, tylko że nie było w tym wielkiej nagany - koza Deliah musiała wczoraj z tobą zabalować, pewnie dlatego skończyliście tutaj oboje, na środku ulicy - szczęście w nieszczęściu, że nic nie jechało i nie skończyłeś jako placek - z drugiej strony, gdyby ktoś przejeżdżał, to może by cię stąd zabrał, nie zostawił samego mężczyzny na ulicy..? Gdyby to była jakaś loszka, to nawet na pewno by się zatrzymała, w końcu pochwycić takie ciacho to nie lada wyczyn! Wiesz, jak mężczyzny mówią na gwałt?
SEX NIESPODZIANKA.
- Meee. - Koza zaparła się racicami w asfalcie, wyraźnie niechętna do ruszenia się, ale kiedy pociągnąłeś ją raz, drugi, trzeci, to w końcu odpuściła i powlokła się za tobą - tak swoją drogą, jak się mają twoje zmysły? Próbujesz jakkolwiek badać otoczenie, czy jesteś na to zbyt przepity?
W nocnej ciszy słychać było teraz stukot kopyt i twoje leniwe, zmęczone kroki, kiedy zdecydowałeś się ruszyć dalej, oświetloną latarniami ulicą, chociaż nawet nie obrałeś konkretnego celu, czy może się mylę i rozpoznałeś okolicę na tyle dobrze, by skierować się do miejsca, które znałeś i pamiętałeś, mając w głowie coś więcej niż: idź przed siebie i znajdź coś do picia? W domach nie paliły się żadne światła, było naprawdę późno, większość mieszkańców już spała, ale w oddali zauważyłeś, że jedno z okien jest rozświetlone, a zaraz potem usłyszałeś silnik samochodu zza twoich pleców, który jechał w twoim kierunku.
Co robisz?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Sob Cze 13, 2015 3:05 pm

Bałagan po prostu się zrobił i jakiś wybraniec musiał pomóc w sprzątaniu - wypadło na niego i musiał się z tym pogodzić. Dobrze, że został mu ktoś przydzielony do pomocy, chociaż niewątpliwie czuł się dziwnie w towarzystwie panny Rhee, którą poznał w Trzech Miotłach, a potem miał z nią przyjemność brać udział w bajkowym wydarzeniu - ona była Marcowym Zającem, jemu zaś przypadła rola Szalonego Kapelusznika. Jakże dobre zgranie, nieprawdaż? No i potem, kiedy już myślał, że będzie miał spokój, okazało się że się pomylił i doszło mu więcej roboty w postaci zbadania tajemnicy tej uczniowskiej masakry. Coś tam, co prawda miał przygotowane, ale...zostawił to, korzystając z jednego z nielicznych momentów, kiedy mógł sobie po prostu wyjść i dać się ponieść. Nikt się nie dowie, a na dodatek będzie mógł się trochę wyszaleć; należy mu się, przecież nie był jeszcze aż taki stary! No i wylądował w tej Dolinie Godryka z jedną wielką dziurą w pamięci, z bólem głowy, który doprowadzał go do szaleństwa, z zaschniętym gardłem, cały brudny od błota i śmierdzący Whiskey, a na dodatek...z kozą. I z karteczką od jakieś Księżniczki. Czy znajdzie się ktoś, kto mu powie, co do cholery wczoraj wyczyniał...? Jakby spodziewając się znikąd kogoś, kto udzieli mu na te pytania odpowiedzi, rozejrzał się ponownie i aż mu światło jednej z latarń zaatakowało jego biedne zmęczony oczy! No cóż...chyba jednak było to bez sensu. Spojrzał więc na stworzenie, które było obok niego i tak mu się przyglądał i przyglądał i zaczął się zastanawiać, czy to nie jakiś znak, albo może niespodzianka od Delilah, która postanowiła dać mu prezent. Z okazji urodzin, czy coś...tylko że problem w tym, że jego urodziny wypadały dopiero jakoś w październiku...No proszę, aż z tego wszystkie zapomniał, kiedy się urodził! Nie miał jednak czasu żeby zastanawiać się nad tym, ile się tutaj znajdował, czy w ogóle coś jeździ po głównej ulicy Doliny Godryka, bo jednak w trybie natychmiastowym potrzebował przynajmniej wody, a najlepiej schłodzonego soku dyniowego.
Na gwałty przez kobiety i seks niespodzianki nie miał czasu - w końcu to sir Charles Myrnin von Hucksberry III!
Na początku stworzenie stawiało opory i czarodziej zaczynał się niecierpliwić, ale nie zamierzał odpuścić. W końcu szarpnął po raz chyba tysięczny i koza ruszyła za nim. Sowy sobie hukały, orły czy tam sokoły sobie śpiewały, nietoperze poruszały swymi skrzydłami, a wiatr sobie tańczył wśród soczyście zielonych liści drzew! Ach...! Czego trzeba więcej? Może by to docenił, gdyby nie to, że jego obecny stan mu na to nie pozwalał. Tak sobie szedł, mając przy sobie kozę i różdżkę w kieszeni, i szedł, i szedł, próbując znaleźć jakiś w miarę przyjaźnie wyglądający domek i już ruszał w jego kierunku, kiedy za sobą usłyszał ryk jednej z tych metalowych bestii, którymi poruszali się mugole. Doprawdy...intrygujące! Machnął niemniej ręką, stwierdzając że ktokolwiek jedzie samochodem nie ma niczego do picia - łatwiej w końcu było przyjąć, że znajdzie coś w tym domu i może...akurat trafi na czarodzieja? Byłoby naprawdę przyjemnie. Pociągnął więc za sobą kozę i ruszył w stronę światła, które sączyło się z okna. Gdy już znalazł się przed drzwiami, zapukał i próbował ogarnąć chociaż jakoś włosy, po czym zwrócił się do stworzenia.
- Bądź grzeczna kozo, to spotka Cię coś dobrego.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Nie Cze 14, 2015 7:37 am

Takim sposobem (pośród hukania sów i sokołowania orłów, czy jakoś tak) wybrałeś jedną z możliwych opcji (z kozą u boku, niezbędnik każdego Hucksberry'ego), kierując się w stronę domu, w którym rozpalone było światło od strony ulicy, a nawet więcej - gdy obok niego przechodziłeś, to choć był on zbudowany na nieco wyższych fundamentach, mogłeś zobaczyć, że jest to okno kuchenne, osłonięte do połowy przejrzystą, siateczkową firanką, która zdecydowanie służyła bardziej za ozdobnik, niż za faktyczny przedmiot do osłaniania siebie przed światem, czy też świata przed sobą - na parapecie stała doniczka z niewielkim, Żelaznym Liściem weń kwitnącym, całkiem ładnym w dodatku, ale w końcu byłeś facetem - dla ciebie był to po prostu jakiś kwiatem, z jakimiś liśćmi, nie koniecznie nawet ładny - ale całkowicie mugolski, bo, przynajmniej z twojej odległości, nie wydawał się posiadać żadnych zębisk, ani poruszać w swoim rytmie i zgodnie ze swoją wolą... ale kto to wie, na co można natrafić w Dolinie Godryka..?
Domek zbudowany był, jak wspomniałem, na wyższych fundamentach z ciemnej cegły i do jego drzwi prowadziło pięć schodków, zapraszających na mini ganek, na którym prócz kolejnych kwiatków - nic się nie zmieściło - jego mury miały jednolitą, ceglaną konstrukcję, gładką w dotyku, o barwie jasnej brzoskwini - wyglądał na całkiem nowy, albo po prostu dobrze zadbany - i co najważniejsze - przytulny ze swoim spadzistym dachem o ceglastych dachówkach - drzwi, w które zapukałeś, były białe, z dwoma szybkami, przez które i tak nic nie można było w stanie dostrzec i okiem judasza - ale dostrzegłeś, jak w holu, do którego drzwi prowadziły, rozpala się światło - mleczne szyby tyle akurat przepuszczały - i słychać było kroki, szuranie kapciami, by zaraz rozległ się szczęk zamka... i w drzwiach pojawiła się starowinka, zgarbiona, w pidżamie, o wielgachnych oczach i jeszcze większych, okrągłych okularach, które właśnie poprawiła, zamiast na Ciebie, wpatrując się w kozę - sięgała ci zresztą nieomal do pasa wysokościowo...
- Nie zapraszałam dzisiaj kóz! - Zaskrzeczała i już miała się wycofać, by trzasnąć ci drzwiami przed nosem - pozwolisz jej na to, czy jakoś zareagujesz?
Tymczasem tamten samochód już cię minął i pojechał dalej.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Pon Cze 15, 2015 10:14 pm

No tak, bo w końcu koza to był niesamowicie niezbędny dodatek dla takich nauczycieli OPCM, jak on, którzy nazywali się jeszcze Charles Hucksberry; przynajmniej skrótowo. Dom do którego się kierował był najwyraźniej jednym z tych z "wyższej" półki, jakby to powiedzieli, co niektórzy znawcy statusów majątkowych i miejsc zamieszkania. Z bliska na dodatek okazało się, że okno z którego sączyło się światło, prowadziło do całkiem przytulnej kuchni, a ta niezwykła firanka była doprawdy fascynująca - aż mężczyźnie przypomniała się pewna "pozornie" pruderyjna czarownica, która miała skłonności do chodzenia w szacie wykonanej z podobnego materiału, która pokazywała więcej, niż zakrywała. Ale oczywiście to on był uznany wtedy za tego, kto posiada kosmate myśli w towarzystwie. No cóż, takie niestety były kobiety i nieważne, czy miały w sobie jakąkolwiek magię, czy też nie.
Po chwili jego uwagę przykuła ta dziwna roślinka w doniczce - była, co prawda ładna, ale...jakaś taka niepokojąca. Nie znał się zupełnie na Zielarstwie, zdecydowanie do czegoś takiego przydałaby się Pomona Sprout. Może to było jakieś mugolskie cudo, a może czarodziejskie...a zresztą! Charles był spragniony, pękała mu głowa, marzył o tym, żeby się położyć, ale zarazem nie miał na to najmniejszej chęci, a do tego przy jego boku była koza. I jak tu się zachowywać normalnie w tak nielogicznej sytuacji - a tyle razy się mu powtarzało, by tak nie szalał! No i proszę bardzo. Mądrzejszy, niż piękniejszy. Chciał zaszaleć, to teraz ma. Jeszcze tylko fruwającej koło ucha panny Rhee mu brakuje, bo Delilah i tak się odzywała, częściej lub rzadziej, ale jednak. Doprawdy ten domek był tak uroczy, że gdyby nie był w takim stanie, zapewne oddałby się komplementowaniu tych architektonicznych małych cudów, takich jak murek, czy drzwi, w które właśnie pukał stanowczo. Ciemno wszędzie było, dobrze, że latarnie świeciły i jakieś pomniejsze światełka, bo przynajmniej istniało większe prawdopodobieństwo, że osoba po drugiej stronie zechce mu otworzyć. Koza sobie meczała, Myrnin wzdychał, czując jak jego ciało jest zupełnie bezwolne, jakby w każdej chwili miał paść na ziemię, ale na szczęście zaświeciło się jakieś światło w przedpokoju, które na niego spłynęło, niczym jakieś cudowne błogosławieństwo. Jednak wraz ze szczękiem zamka i pojawieniem się w drzwiach...starszej przedstawicielki płci pięknej, jego oczy zrobiły się równie wielkie, co jej, a wzrost owej niewiasty...zapewne uznałby to za sprzyjającą okoliczność, gdyby kobieta była młodsza,a jej wygląd byłby milszy dla oka. Postanowił jednak nie narzekać, już odchrząknął i chciał się odezwać, gdy staruszka zaskrzeczała, zamierzając się wycofać. A do tego nie mógł dopuścić! Koza meczała, a czarodziej, nie wiele myśląc, wsadził swoją nogę pomiędzy drzwi, zanim się zamknęły, mając nadzieję, że to da mu więcej czasu.
- Rozumiem to, szanowana madame. Niemniej czy...mogłaby madame poświęcić mi chwilę? Czy istnieje szansa, że...obdaruje pani spragnionego wędrowca szklaneczką soku lub wody? - Zachrypiał Charles, wpatrując się błagalnie w kobietę i czekając na jej odpowiedź.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Sro Cze 17, 2015 2:06 pm

Powtarzali, powtarzali, a teraz ja, jako Mistrz Gry, mogę znowu to powtórzyć i nawet objawić się trzecim głosem w twojej głowie, tudzież przemówić za pomocą kozy, ale tego nie zrobię - wtedy miałbym mniej zabawy i mniej możliwości rozwoju na przyszłość w twoim kierunku, rzecz jasna - a jeszcze, nie daj Bóg, przekazałbyś złotą myśl innym i już zupełnie nie mógłbym przygarniać pod swoje skrzydełka naprutych postaci - zrobiłbyś mi wielkie ała tym samym, to byłoby niesprawiedliwe... więc nie, baw się, Charlesie! I mów uczniom, że to dobre, że trzeba chwytać w palce dzień! Dzięki temu, na przykład, może zyskać kozę! A potem może uda się nawet dostać drugą..? I założyć, na przykład, hodowlę kóz..? Wspaniała wizja na przyszłość! Pamiętaj wszak, że i ciebie, drogi Charlesie, dotyka klątwa pozycji, jaką posiadałeś w zamku, ta sławetna klątwa, która dotykała stołek Obrony przed Czarną Magią - ale spokojnie! Ty masz teraz kozę, to cię uratuje.
Tak jak uratowała cię noga w drzwiach... przynajmniej w momencie, kiedy po czterech pierdolnięciach, w których staruszka z nienaturalną siłą próbowała drzwi zamknąć - aż poczułeś dziwny ból w nodze, tylko że uderzenia były za szybkie, żebyś mógł ją cofnąć - i zaraz niewiasta rozwarła je na oścież.
- MŁODZIEŃCÓW Z KOZAMI NIE WPUSZCZAM TYM BARDZIEJ! - Jej skrzek, daję słowo!, poniósł się po caluśkiej okolicy! Aż tu baba wyciągnęła do ciebie rękę i wciągnęła do środka , odsuwając się na bok. - Śmierdzisz! Ale przynajmniej twoja koza pachnie jaśminem... - Wypeplała, ciągle spięta - i co się dziwić, właśnie jakiś obcy wdarł się do domu... - Pewnie mnie zaraz okradniesz! Zgwałcisz! Sprzedasz! Czego tu chcesz z tą swoją kozą?! Podróż pomałżeńska! Idźże się panie umyj!
Ona już ruszyła do przodu, wzdłuż korytarza i zniknęła za drzwiami po prawej, które prowadziły na pewno do kuchni, jaką widziałeś przez okno - oprócz niej - dom był cichy...
Masz wiele możliwości - możesz ten dom okraść, możesz ją zabić, możesz iść się umyć, albo jebać logikę i spróbować ujeżdżać kozę - kto to wie, co skrywa twoja jaźń...
Co robisz?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Sob Cze 20, 2015 12:08 am

Dużo rzeczy było niesprawiedliwych i nie dało się z tym za wiele zrobić. Ale skoro tak, to czemu by nie? Należało korzystać pełnymi garściami z tego dziwnego dnia! Nie zawsze przecież trafiała się taka okazja by móc bez przeszkód porządnie się napić i poddać się tej słodkiej fali wolności; nawet jeśli jego odór nie był za przyjemny, a sam wygląd pozostał naprawdę wiele do życzenia. Poczochrane włosy, przekrwione zapewne oczy, oddech gorszy od smoka, nie mówiąc o Ognistej wymieszanej z jego potem. Doprawdy! Adonis, jak się patrzy! Uczniowie mogliby się od profesora Hucksberry'ego uczyć, sporządzać notatki i zapamiętać - lepiej wydać kilka sykli, czy też galeonów za pokój, niż obudzić się na środku ulicy w Dolinie Godryka. Na latające gacie Merlina, nawet nie wiedział, jak się tu dostał, a co dopiero, jak ma wrócić...co prawda mógłby się teleportować, ale w obecnym stanie nie było to wskazane. Nawet zresztą nie pamiętał, czy w końcu zdał, czy też nie zdał ten kurs; to było przecież taaak dawno temu, kiedy do niego podchodził. Był jeszcze przecież...Błędny Rycerz! Ale czy miał na to pieniądze? No i poza tym...zabrać kozę do Hogwartu? Czy to było rozsądne? Oczami wyobraźni już widział, jak staje przed profesorem Dumbledorem z tym stworzeniem i wyjaśnia skąd się wzięło. Zresztą nieważne! Znalazł się już przed domem, rozmawiał z tą jakże urokliwą starszą panią, trzymał nogę w drzwiach i...Merlinie, skąd taka babuleńka miała w sobie tyle siły?! A klątwa...klątwą przejmować się będzie, jak już się porządnie wyśpi.
Koza go uratuje, jak powiedział kiedyś pewien mądry i uczony czarodziej.
Stęknął z bólu i już miał zacząć próbować zrobić cokolwiek, by wyjść z resztką swej godności z tej patowej sytuacji, gdy kobieta otworzyła drzwi na oścież. Charles zdziwił się tak, że aż nie wiedział, co ma powiedzieć i czy wchodzić, czy też jednak nie. Koza zaś wydawała z siebie te "mee", domagając się uwagi. I pewnie jakieś trawy, albo wody.
- Niech pani się uspokoi! Nic pani nie zrobię! Poza tym jaki ze mnie młodzieniec, madame? - Wyszeptał zachrypniętym głosem, czując nieprzyjemne drapanie w gardle. Zakłopotany podrapał się po głowie. Niepewnie przestąpił próg domu, gdy odsunęła się na bok, a koza weszła za nim. Już chciał podziękować, gdy staruszka powiedziała takie rzeczy, że Myrnin miał wrażenie, że zaraz mu szczęka opadnie na podłogę i będzie musiał ją zbierać. Koza meczała sobie, wąchając wszystko wokół siebie.
- Eeemm... - mruknął niepewnie mężczyzna, zastanawiając się nad tym, co dokładnie jej odpowiedzieć. Nawet nie zwracał uwagi na to, jak wyglądało pomieszczenie w którym obecnie się znajdował, bo skoncentrował się na tej ekscentrycznej kobiecie. Na samą myśl, że miałby ją...zgwałcić, wzdrygnął się delikatnie, próbując powstrzymać grymas, który chciał się zakraść na jego twarz. Gdzieś z tyłu jego głowy rozległ się chichot Delilah.
- Tak zrobię, dziękuję madame. Obiecuję, że niczego nie ruszę, tym bardziej tak...niezwykłej i uprzejmej gospodyni, która uraczyła nieznajomego swoją dobrocią - powiedział, starając się brzmieć najuprzejmiej, jak tylko potrafił na chwilę obecną. Po chwili kobieta znikła, a Hucksberry odetchnął z ulgą, rozglądając się i zastanawiając się, co dalej. Znajduje się w końcu w nieznanym sobie domu...i to z kozą. Dziwna staruszka przebywa najpewniej w kuchni, a on musi podjąć jakąś konkretną decyzję. Miał tyle możliwości! Ale na chwilą obecną jego jaźń domagała się dwóch rzeczy; umycia się i czegoś do picia. Poszedł więc dalej korytarzem i wybrał drzwi po lewej, zastanawiając się, co może tam być. Tylko jeśli znajdzie łazienkę...to co zrobi z kozą? Kit, najwyżej ją gdzieś przywiąże i zadba o swoją higienę - to była bardzo kluczowa kwestia. Pchnął więc je i...?


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Nie Cze 21, 2015 3:32 pm

Brawo! Dostałeś się do domu, a samochód, który sobie tak jechał, dawno przejechał, a ty bezpiecznie znalazłeś się we wnętrzu - chociaż czy ja wiem, czy tak bezpiecznie? Dwóch wariatów - ty i ta stara - doprawdy, tworzycie cudowną parę, a koza waszym dzieckiem - para jak marzenie - starsza kobieta zapewne byłaby zachwycona mając tak młodego męża, ale z twoim zachwytem, jak tak spoglądam w twój mózg... z twoim zachwytem sobie popoleizuję, taaa... Ale przynajmniej, jak już pisałem - dostałeś się do wnętrza po nieprzyjemnej walce ze starowinką (albo przyjemnej?), drzwi zostały zamknięte, chociaż niewiasta nie pokusiła się o zamknięcie ich na zamek - przed tobą jest zaklęty w cieniach korytarz, po prawej drzwi do kuchni, po lewej drzwi zamknięte, naprzeciwko schody na piętro, którego zawartość była dla ciebie niewiadomą - wszytko prezentowało się równie dobrze, co z zewnątrz - dom wyglądał na naprawdę zadbany, jakby był świeżo po remoncie, trzymając się aktualnych trendów, jakie teraz panowały, z eleganckimi tapetami - gdyby jednak jeszcze była tutaj ładniejsza i milsza mieszkanka, to powiedziałbym, żeś znalazł się w raju - jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma (albo tych, co mają).
- Młodzieniec, młodzieniec, moich oczu nie oszukasz! - Odpowiedziała stara z kuchni - mogłeś usłyszeć dźwięk nastawianej wody na kuchenkę gazową. - Napijesz się herbaty albo kawy, młodzieniaszku? - Chyba nie było, co do tego "młodzieńca", sensu się sprzeczać z niewiastą - istnieje takie ironiczne powiedzonko, że kobieta zawsze wie lepiej - a skoro kobieta zawsze wie lepiej, to już łatwo przełożyć to porzekadło na to, że starsza kobieta to już z pewnością wie najlepiej - kapujecie, o co mi chodzi? Na następne słowa już nie odpowiedziała - albo właśnie odpowiedziała, ale ty już nie miałeś okazji zrozumieć, o co dokładnie jej chodzi, bo za bardzo wymruczała to pod nosem, dodatkowo koza ją zagłuszyła - koza, która wymsknęła ci się i pokopytkowała do kuchni, znikając w niej - swoją drogą drzwi do kuchni były otwarte na oścież - po lewej minąłeś też framugę, bez drzwi, która prowadziła do salonu - takiego z telewizorem, obitą skórą kanapą, zamkniętego w ciemnościach, jako że nie paliło się tam żadne światło - a drzwi, które obrałeś, które otworzyłeś..? Nie, nie będzie żadnego szoku, nie będzie wybuchów, pościgów, ani naleśników z telezakupów rodem z Niekrytego Krytyka wyjętych - po prostu drzwi się otworzyły - no dobra, jednak szok jest, no nie? - i tak, znalazłeś łazienkę - małą, skromną, wetkniętą we wnętrze domu, więc nie było w niej okna - mieściła się tutaj pralka, umywalka, toaleta i stała w rogu wciśnięta, złożona suszarka - ale jest wszystko, dzięki czemu mogłeś się odświeżyć - czy zamierzasz nadmiernie grzebać w tych szafeczkach i ręcznikach tutaj poskładanych i poukładanych, czy może skorzystasz z mydła ułożonego na mydelniczce, ręcznika wiszącego na haczyku obok umywalki i wrócisz do kuchni? A może skorzystasz z tego, że, jak słyszałeś, babuleńka najwyraźniej gada z kozą (albo sama do siebie), chociaż nie rozumiałeś dokładnie słów, i przeszukasz cały dom, nadużywając gościnność? Może i babuleńce wiele brakowało do anioła, ale przecież mogła zupełnie zignorować twoje pukanie i nie otwierać - wiadomo, że po nocach, w tych niebezpiecznych czasach, szlaja się wiele niebezpiecznych ludzi... mimo to przyjęła cię pod swój dach.
Co robisz?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Wto Cze 23, 2015 1:14 pm

W takiej sytuacji można być tylko szczęśliwym i liczyć na to, że wszystko skończy się tak, jak w tych wszystkich fantastycznych opowieściach. Ze staruszką niemniej nie miał zamiaru tworzyć rodziny, no chyba, że byłaby po prostu jego krewną, np. jedną z ciotek, które tylko czaiły się by podsunąć mu odpowiednie panny do ślubu. O żadnym zachwycie nie byłoby mowy, gdyby gospodyni miałaby zostać jego...żoną. Nie, absolutnie nie było to konieczne, by wyobrażał sobie tak absurdalne rzeczy. Drzwi wyjściowe pozostały więc niezamknięte i mógł w każdej chwili opuścić te miejsce, ale jak na razie zamierzał się wykąpać, czegoś napić, ewentualnie rozejrzeć, jeśli będzie miał taką możliwość. Już teraz mógł zauważyć, że dom jest zadbany i schludny - starsza pani najwyraźniej dbała o niego. Przynajmniej się nie nudziła, nie żeby jakoś się tym przejmował. Najpewniej była jedną z mugolek, które mają bzika na punkcie aktualnych mieszkaniowych trendów, czy jak to się teraz nazywało. Mógłby sobie tak podziwiać i komplementować w myślach, gdyby nie jego aktualny stan, który był tutaj znaczącą sprawą. Wszystko, co jest łazienką, będzie dla niego rajem; byłoby jeszcze milej, gdyby przykładał się do zaklęć porządkowych, wtedy wystarczyłoby machnięcie różdżką i jego ubrania byłyby czyste, a tak no cóż...mógł sobie zaledwie pomarzyć. Westchnął tylko na dźwięk jej głosu i pokręcił zrezygnowany głową.
- O herbatę bym poprosił, madame - odpowiedział najgłośniej na ile pozwalał mu mocno zszarpany i zachrypnięty głos. Zdecydowanie nie był w nastroju na dyskusje ze starszą kobietą. Koza poczuła jakiś dziwny zew i postanowiła udać się do kuchni - no cóż, może to i lepiej. Niech sobie siedzi z tą kobietą, a jemu przynajmniej nikt nie będzie przeszkadzał w kąpieli. Charles minął też salon, który tonął w ciemnościach i zapewne by sobie tam wszedł, gdyby nie ta potrzeba doprowadzenia siebie do porządku. Otworzył więc drzwi, mając nadzieję, że znajdzie tam łazienkę i...no i się udało. Nic go nie zaatakowało, nie wyskoczyła znikąd kolejna starucha, ani też żaden zmutowany mężczyzna z gołębiem na głowie. Było więc, jak najbardziej w porządku; lepiej trafić nie mógł. Była mała, lecz potulna i to, czego potrzebował posiadała. Np może nie wszystko. Do kuchni zamierzał w końcu wrócić, ale najpierw fizjologiczne potrzeby. I porządna kąpiel, choć tu raczej nie miał na co liczyć. Westchnął i stanął przy toalecie, najpierw podnosząc deskę do góry, po czym rozpiął rozporek i odpiął guzik swoich spodni, a następnie wyciągnął ze swej bielizny - i tu następuje ten niezręczny moment, gdy chodzi o jakiekolwiek genitalia - odpowiedzialną za produkcję małych Hucksberry'ch część swego ciała. Ulżył sobie porządnie, odetchnął głęboko i schował arcyważną "różdżkę" do bokserek. Kiedy już poprawił spodnie i je zapiął, opuścił deskę i spuścił wodę, ruszając do umywalki. Wszystko wskazywało na to, że będzie musiał wrócić do kuchni, by porozmawiać ze staruszką i odkryć położenie jakieś wanny lub prysznica. Sięgnął po mydło, namydlił sobie porządnie dłonie i twarz, a już po chwili zanurzał się pod kranem, starając się pozbyć tych mydlin. Warunki były iście sprzyjające, doprawdy. Następnym krokiem Myrnina było wytarcie się jednym z ręczników, po czym przystąpił do zaglądania do szafeczek i sprawdzania ich zawartości; w razie znalezienia czegoś interesującego, mógłby po cichu to schować do kieszeni, w sumie czemu by nie. Po kilku minutach opuścił pomieszczenie i udał się do kuchni, by pogadać ze starszą panią. Wkroczył do kuchni czystszy, niż wcześniej - ale to nadal nie było wystarczające dla tego czarodzieja - i rzucił nieco zamglone spojrzenie babińce i kozie.
- Raczy wybaczyć, madame, ale czy jest w tym domu jakaś wanna? Nie mogłem bowiem żadnej znaleźć.



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Czw Cze 25, 2015 7:56 pm

Oprócz szumu wody i własnych myśli, które ci bębniły w umyśle, słyszałeś jak koza od czasu do czasu daje znać o swoim żywocie i jak stara babowinka kręci się po kuchni - wszystko bez zmian, tak gwoli ścisłości to nawet mogę ci zdradzić, że dosłyszała twoje wołania o herbatę i wszystko przygotowywała - a ty w tym czasie miałeś czas, żeby jako tako się oporządzić - od razu lepiej, kiedy oblałeś twarz wodą i namydlałeś nieco skórę, na której zebrało się trochę brudu, kiedy przepłukałeś usta i pozbyłeś się paskudnego, w tym momencie, smaku alkoholu z wczorajszego wieczoru, w którym postanowiłeś się zabawić i odprężyć po tych wszystkich układaniach puzzli w 3d z ciał uczniów i spędzania czasu przy Carze Rhee, która nie kipiała wielkim entuzjazmem, że nie może działać w terenie, tylko musi zostać w szkole i badać tą sprawę - tak jakbyś ty był zadowolony, że wlepiają ci nadgodziny, prawda? Ale już to kobiety miały do siebie, że kochały narzekać i marudzić.
Kiedy tak sobie bezwstydnie grzebałeś po szafkach nie mogłeś znaleźć nic konkretnego, ale też przecież niczego konkretnego nie szukałeś - znalazłeś natomiast szafkę z apteczką i tutaj mogłeś pozytywnie się zdziwić - w apteczce tej bowiem, oprócz medykamentów, wody utlenionej, bandaży i tym podobnych rzeczy, była półeczka z różnymi maściami i nawet eliksirami! Tak, w niewielkich fiolkach stały tutaj eliksiry, każdy opisany ładną etykietką - capnąłeś w dłonie Eliksir Wiggenowy, pełna fiolka, która wystarczy na naprawdę poważną ranę lub parę pomniejszych i wsunąłeś do kieszeni, zamykając zaraz szafeczkę - babunia niczego nie zauważyła, no cóż, jak wspominałem - różne podejrzane typy w tym czasie kręcą się po ulicach i lepiej im nie otwierać, zwłaszcza, gdy śmierdzą alkoholem i podróżują z kozą - to wiadome, że to musi być jakiś szaleniec, prawda?
- Jest, jest, kochaniutki, ale na piętrze, zabiorę cię potem. - Babuleńka postawiła na stole kubek z herbatą i talerz z kanapkami. - Siadaj najpierw, zjedz coś, zanim zgłodniejesz na tyle, żeby pożerać piękną mnie! - Niewiasta zarzuciła włosami niczym sławna gwiazda filmowa, a koza zawtórowała jej wiernie, unosząc głowę, jakby starała się naśladować ten gest. - Kochaniutki, skąd ty masz tą kózkę ze sobą?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Pią Cze 26, 2015 10:45 pm

Dobrze było wiedzieć, że koza ma dobrze i nie została obiadem uroczej staruszki. Co prawda, kobieta nie wyglądała na taką, która byłaby w stanie zabić jakiekolwiek stworzenie, no ale przecież wiadomo nie od dziś, że takie babunie mają największe sekrety. Nie mógł mieć nigdy w stu procentach pewności; nawet nie chodziło o nią, ale ogólnie o ludzi. Wszak sobie też do końca nie ufał, nie wiedząc, co może mu nagle strzelić do głowy. Charles nie mógł się doczekać, kiedy w końcu będzie mógł usiąść, napić się herbaty i zrelaksować się. Z tym niezwykłym nektarem wiązały się naprawdę dobre wspomnienia, kiedy mógł być kimś innym, choć zarazem, zachował wtedy pewne cechy, które były typowe dla jego osoby. Wykonał więc wszystkie niezbędne czynności, a podczas przeszukiwań natrafił na eliksiry...! Czyżby to znaczyło, że ta staruszka pochodziła z "jego" świata? Coraz bardziej zaczynało to go intrygować. No nic! Schował eliksir wiggenowy i postanowił ruszyć do kuchni. Zapewne, gdyby czuł się lepiej, a pod jego czupryną nie grałyby czarodziejskie bębenki, urządziłby sobie wycieczkę zapoznawczą po tym ładnym domku, no ale nie miał na to zupełnie sił. Nawet nie chciał teraz rozmyślać o tym układaniu ciał z Carą Rhee, która nie była tym zachwycona, ale nie miała innego wyboru. Chociaż jej nadgorliwość, co do niektórych spraw...no cóż. Ciekawe, czy do innych rzeczy też się tak wyrywała - to zupełnie nie miało brzmieć dwuznacznie. Sir Charles Myrnin von Hucksberry III stawiał wszak na kulturę osobistą! A że aurorka marudziła, to no cóż...kto powiedział, że będzie wszystkiego dokładnie wysłuchiwał? Wystarczyło, co jakiś czas potakiwać głową, mówić kilka ładnie ułożonych zdań i kobiety nie miały do czego się przyczepić, nawet takie, jak Cara Rhee, która wręcz paliła się do tego, by znaleźć na niego jakiegoś haka. I pomyśleć, że w bajkowym przedsięwzięciu była jego towarzyszem - Marcowym Zającem! Co do szaleństwa, to miał swoje chwile słabości, ale zazwyczaj zachowywał się całkiem przystępnie. Wszedł więc do kuchni, zahaczył wzrokiem o firanki, które zupełnie nie spełniały swojej funkcji, po czym spojrzał na kozę, która w najlepsze sobie meczała.
- Niech pani więc przyjmie moje podziękowania - odpowiedział czarodziej, po czym odgarniając brudne kosmyki z czoła, usiadł przy solidnym stole i sięgnął po jedną kanapkę. Gdy z jego brzucha wydobyło się burczenie, zrozumiał, jak bardzo był głodny. Na jej następne słowa, omal nie zadławił się kęsem, który właśnie miał zamiar przełknąć. A kiedy staruszka zarzuciła włosami, przetarł dłonią swoje zaczerwienione oczy, sądząc, że ma jakieś halucynacje. Oj chciałby, żeby to był skutek uboczny wczorajszej libacji alkoholowej... - Nie musi się...pani obawiać, wystarczą mi te smakowite kulinarne...dzieła sztuki - odparł po chwili, nie komentując w żaden sposób dziwnego zachowania kozy. Już wolał sobie wmawiać, że nadal leży na tej ulicy i śni jakiś nietypowy sen. - Widzi pani...nie mam pojęcia. Tak się jakoś złożyło, że kiedy się obudziłem, to ona już ze mną była. O ile to nie będzie kłopot dla pani, chciałbym spytać, jak się pani nazywa, a przy okazji dodam, iż pani dom jest niezwykle urzekający. Wspaniałe połączenie barw.
I po chwili przełknął całą kanapkę i popił herbatą, przyglądając się kobiecie. Spytałby się jeszcze o te eliksiry, ale wolał całą sprawę przemilczeć - wszak pytanie się o takie rzeczy było niegrzeczne.



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Sro Lip 08, 2015 9:54 pm

O, o! - te podziękowania to był normalnie strzał w dziesiątkę! - w końcu która kobieta nie lubiłaby komplementów? A one posypały się tutaj w odpowiedniej ilości, sprawiając, że staruszka uśmiechnęła się niemal filuternie, jak młoda kokoszka, co to w ogóle doświadczenia w przyjmowaniu takowych nie ma, dygnęła w prawo, w lewo, przebrała nóżkami z jakąż to gracją, niczym onieśmielona dziewica nadmiernie sprośnymi podrywami, które mile łechcą jej ego - ano przynajmniej to ostatnie było prawdą, bo jak już wspomniałem - jej ego zostało dostatecznie połechtane, albo wręcz, powiedziałbym - NADMIERNIE połechtane. Sam aż nie wiem, co Charlie (the Unicorn) chciał osiągnąć, może nic, pewnie te komplementy już wrosły ci w krew, co? Kultura osobista wymagała, żeby coś miłego gospodyni powiedzieć, skoro już się ją okradło i w dodatku korzystało z jej uprzejmości, zastanawiając się nad tym, jak to się samemu nie ufa ludziom, bo nie wiadomo, co im do głowy strzeli! Ano nie wiadomo, nie wiadomo, nigdy wszak nie wiadomo! I toć nie wiadomo też, co zwierzętom do łba może wpaść i właśnie dam ci tego przykład, bo koza podeszła, stukając donośnie kopytami o kafelkowaną posadzkę i wyminęła stół, oddalając się od babowinki podeszła do ciebie, by zacząć ci wsadzać łeb do twojej kieszeni, w której żeś przemycił zwinięty eliksir, wciąż się drąc, wydając z siebie to uparte meczenie, które teraz nie chciało ustać. Babcia na szczęście nie zwracała na to większej uwagi, ale pewnie w końcu zwróci, zwłaszcza, że była zainteresowana kozą - no, jakby to ująć... nie co dzień ktoś ci wpada do domu z kozą, waląc wódą z odległości pięciu mil? Zdecydowanie nie często.
- Och kochanieńki, ależ z ciebie podrywacz! Aleś za młody dla mnie, za młody, nic z tego nie będzie! - Wyciągnęła palec, żeby stanowczo nim pomachać przed sobą. - A bo widzisz, kochanieńki, ona ma jakiś taki znajomy kolor oczu, wygląda jak oczy mojej córy, doprawdy..! A ładna to kobitka, oj śliczna, z ojcem mieszka, no, mówię ci, ale ojciec wredny kawał kozła..! No ale córeczka ładna i oczy po nim właśnie miała...
Coś ci zaczęło świtać w głowie, kiedy kobieta napomknęła o swojej córce, ten kolor oczu... Chyba ty też pamiętałeś ten kolor oczu kozy ze wczorajszej imprezy, tylko o co chodziło..?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Główna Ulica   Sro Lip 15, 2015 2:43 am

Kobiety były istotami, które były łase na różnego rodzaju pochwały, miłe słówka i obietnice z najbardziej absurdalnych części własnego mózgu - taka była w końcu ich natura, a Charles, jak mało kto, zdawał sobie z tego całkiem nieźle sprawę. Lata praktyki, zwłaszcza, kiedy trzeba było nauczyć się żyć z demonami przeszłości, a właściwie z jednym demonem, którym była Delilah w jego głowie. No ale przecież to nie tak, że było coś z nim nie w porządku...! No bo nie było, prawda? Chociaż te pytanie i tak pozostanie bez odpowiedzi; staruszka nie znała go, więc co ona by mogła o tym wiedzieć, a oprócz nich była tylko koza. Najzwyklejsze na świecie zwierzę, którego mózg był mniejszej pojemności od ludzkiego. Zapewne Myrnin złapałby się w tym momencie za głowę i zarządził natychmiastową ewakuację, używając jednej ze swoich wymówek w stylu: "Nie jestem pewien, ale chyba zapomniałem o druzgotkach w swoim akwarium, raczy pani wybaczyć". Kac jednak męczył, a jego tyłek zdawał się przykleić do drewnianego krzesła - palce zaś uparcie nie  chciały oderwać się od kubka ciepłego i znakomitego nektaru herbacianego. Mężczyzna starał się więc nie patrzeć zbyt często na kobietę i udawał, że podziwia wygląd małej i potulnej kuchni. Gdyby opanował animagię, z pewnością zamieniałby się w jednorożca - i w tym momencie przydałaby się mu ta umiejętność, by wykorzystać element zaskoczenia i opuścić ten dom. Zapewne nie chciałby tak szybko uciekać, gdyby nie fakt, że robiło się...podejrzanie, a jego nadal okropnie bolała głowa, jakby ktoś, co chwilę, robił z niej swój bęben i uderzał raz po raz pałeczkami. No ale niestety...! Charles był dość kiepski z Transmutacji i to należało z całą stanowczością podkreślić.  Już myślał, że wszystko jest w porządku i lada moment powróci mu część energii, wykąpie się i jakoś wróci do zamku, gdy nagle koza postanowiła wtrącić swoje trzy knuty! Podeszła bezczelnie do jego kieszeni, gdzie spoczywała buteleczka eliksiru i zaczęła meczeć. Zaskoczony czarodziej starał się odsunąć od siebie stworzenie i...chwycił jedną z rzeczy, którą miał akurat pod ręką, czyli kanapkę.
- Masz, bierz i idź sobie meczeć przy firance, kozo - mruknął półgębkiem, nie chcąc by staruszka usłyszała. Wsadził jej smakołyk do pyska i skoncentrował się na kobiecie, przykładając z udawanym zainteresowaniem dłoń do swojego, pokrytego zarostem, policzka i posyłając jej uprzejmy stonowany uśmiech. W gwoli ścisłości bardziej jednak śmierdziało od niego Whisky, chociaż ciężko było być tego na 100% pewnym, skoro ta 'mieszanka', którą spożył wczorajszego dnia była taka bogata.
- Ekhm, raczy wybaczyć, madame...z całym szacunkiem, ale zdecydowanie nie nadaję się do głębszych...relacji - odparł Hucksberry, maskując małe rozbawienie, krótkim kaszlnięciem. Jego wrażliwe ucho wyłapało zaś, coś doprawdy interesującego. Zmrużył miodowe tęczówki i z większym zainteresowaniem spojrzał na staruszkę. Zwłaszcza, że gdy tak ponownie zwrócił wzrok na kozę i zajrzał w jej oczy...coś zaczęło mu świtać. - Raczy madame wybaczyć mą ciekawość i bezpośredniość, ale ile pani córka ma lat? I jak ma na imię? O ile to nie będzie dla pani żaden problem by mi odpowiedzieć. Jeśli to jakaś tajemnica, to nie nalegam - nie miał zamiaru naciskać. Jego schrypnięty głos zawibrował w tym pomieszczeniu, a sam Charles przyglądał się, jak zahipnotyzowany stworzeniu.
Czyżby to była...ona?  
A może już całkiem oszalał?
Czy rzeczywiście było możliwe, że koza była TĄ księżniczką?!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Główna Ulica   

Powrót do góry Go down
 
Główna Ulica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania i Irlandia :: Anglia  :: Dolina Godryka-