Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Vilia Edwards [uczennica]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vilia Edwards
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Vilia Edwards [uczennica]   Nie Lis 08, 2015 2:28 am

Imię i nazwisko: Vilia "Vivi" Edwards
Data urodzenia: 31.08.1962 r.
Czystość krwi: Półkrwi - jej matka jest czarownicą, ojciec najzwyklejszym mugolem.
Dom w Hogwarcie: Slytherin
Różdżka: Wykonana z grabu, z rdzeniem z pancerza kikimory. Długa na 13 i pół cala, sztywna. Prosta, bez zbędnych zdobień. Ostro zakończona.

Widok z Ain Eingarp:
Tak się jakoś złożyło, że Vivi przez te wszystkie lata szkoły nie miała okazji trafić na lustro. Nie przejmowała się tym zbytnio, bo była przekonana, że doskonale wie czego mogłaby się spodziewać. Tak bardzo się myliła! Rzeczywistość byłaby zupełnie inna, a odbicie ujrzane w lustrzanej tafli z pewnością by ją zszokowało. A cóż by to było?
Otóż Vil dostrzegłaby swoją własną, doskonale znaną twarz, która jednocześnie jakby należała do kogoś całkowicie jej obcego. Vilia z lustra patrzyłaby na nią ze spokojem. Uśmiechałaby się ciepło i łagodnie, jakby chciała pokazać, że w pełni panuje nad swoimi emocjami. Wciąż miałaby w oczach też żywy, radosny błysk, ale nie byłaby to obsesja, którą niekiedy można było ujrzeć na twarzy panny Edwards.
Nie umiałaby długo wytrzymać takiego widoku. Byłby dla niej zbyt trudny do zniesienia i prędko zmusiłby ją do ucieczki od lustra, które brutalnie pokazało jej prawdę. Prawdę, której nigdy nie chciałaby poznać.


Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:
Od samego początku nauki w Hogwarcie Vil zapałała szczerą i dozgonną miłością do Eliksirów i Zielarstwa. Tknęło ją już na ulicy Pokątnej, kiedy to przyszło do kupowania niezbędnych w szkole ingrediencji. Zafascynowała ją różnorodność dostępnych składników oraz możliwości ich wykorzystania. Uwielbiała odrywać skrzydełka muchom siatkoskrzydłym, kopać w ziemi roślinki, zgniatać i rozcinać nasionka lub ślimaki, a także odcinać kwiatki i je miażdżyć. Sztukę warzenia eliksirów ceni sobie do tego stopnia, że przekłada ją nad machanie różdżką i zaklęcia.
Co zaś tyczy się wspomnianych przed chwilą zaklęć, to do przedmiotów z nimi związanych podchodzi dość obojętnie. Nie przykłada się do nich zbyt mocno, ale też ich nie ignoruje. Nie pcha w nie swojej pasji i być może z tego powodu jej zaklęcia odznaczają się raczej przeciętną siłą.
Inaczej ma się sprawa przedmiotów, w których wiedza skupia się na wkuwaniu do głowy tabelek, dat i wszystkich innych tym podobnych śmieci, które Vivi uważa za absolutnie do szczęścia nieprzydatne. No i najzwyczajniej w świecie nudne. Nie ma do nich najmniejszego nawet pociągu, przez co niemal każdą Historię Magii przesypia praktycznie w całości, a z takiej Numerologii wypisała się już po pierwszych zajęciach.


Przykładowy Post:

Vil otworzyła podręcznik na wskazanej przez Slughorna stronie i przesunęła po niej niespokojnym wzrokiem. Jej jasnoniebieskie i pełne życia oczy promieniały dziś dodatkowym blaskiem. Zawsze tak było. Zawsze, gdy nadchodził ten dzień w tygodniu, w którym miała zajęcia z eliksirów. Niemalże podskakiwała ze szczęścia, wodząc palcem od jednego potrzebnego składnika do kolejnego, już teraz obmyślając kolejność ich użycia. Przypomniała sobie o tym, że warto byłoby sprawdzić w ogóle nazwę eliksiru, który ma zrobić. Po wyrazie jej twarzy widać było, jak wielkie jest jej zadowolenie z samej siebie, że po samych składnikach udało jej się odgadnąć czym będą się zajmować. Tak, Vivi była zdecydowanie dumna ze swojej miłości do tego przedmiotu.
Nie zajmowała się nudnym wykładem profesora. Nie to, żeby go nie szanowała, bo uznawała jego wyższość i wiedzę w tej sztuce, ale szkoda jej było marnować czas, skoro na stole przed nią te wszystkie składniki czekały tylko na wykorzystanie. Wręcz patrzyły na nią błagalnie, żeby tylko się nimi zajęła w należyty sposób. Nie mogła zignorować takiej prośby!
Odgarnęła na plecy ciemne włosy, zakasała rękawy i zabrała się do pracy z godnym swego temperamentu zapałem. Energia i entuzjazm, z jakim robiła wszystko, starczyłyby dla całej szkoły.

***

SRU.
Butelka przewróciła się, uderzając o stół z charakterystycznym dla szkła odgłosem. Potoczyła się po nim półkolem i zatrzymała na krawędzi, pozwalając, by kremowe piwo skapywało na podłogę, wcześniej rozlewając się częściowo po stole. Wielka sala może nie była najlepszym miejscem na odrabianie zadań z domowych, ale przynajmniej pozwalała na spędzanie czasu wspólnie uczniom z różnych domów. Vivi poderwała się gwałtownie ze swojego miejsca, pełnym złości spojrzeniem przeszywając odpowiedzialnego za powstały bałagan Puchona.
- Uważaj co robisz! - zwróciła mu uwagę, mrużąc oczy. Gdyby wzrok mógł zabijać, chłopak już leżałby martwy na kamiennej podłodze. Trzecioroczniak zatrzymał się i odwrócił w jej stronę, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że jest powodem jakiegoś zamieszania. Vilia kątem oka zobaczyła, że jej bliźniaczka przy pomocy zaklęcia próbuje uratować swoje wypracowanie.
- Przepraszam, to był wypadek. - Zabrzmiała odpowiedź. Sucha, odruchowa odpowiedź, rzucona jak formułka zaklęcia, które może wszystko naprawić. Ale nie mogło. Wypracowanie Liv nie było już tak idealne, jak jeszcze minutę temu. To wystarczyło, by całkiem ją rozgniewać, choć kto inny czymś takim by się nie przejął. Chwyciła przewróconą butelkę.
ŁUP.
Chłopak zachwiał się chwilę po tym, jak flaszka trzasnęła go w twarz. Szkło pękło, raniąc mu skórę, a on sam przewrócił się i wylądował na czterech literach. Byłby może doszedł do siebie, gdyby nie to, że Vivi zdążyła przejść przez ławę, stanąć nad nim i bezpardonowo poprawić mu z buta w szczękę. Puchon zawył, opadając na posadzkę i uderzając o nią potylicą. Jakaś dziewczyna pisnęła z przerażenia, a ktoś inny się odsunął, podczas gdy Vilia usiadła swojej ofierze na torsie i sięgnęła po leżący nieopodal kawałek brązowego szkła.
- Vivi... - Głos siostry dotarł do niej z bardzo daleka. Obróciła odłamek wolno w palcach, nienawistnym wzrokiem mierząc pojękującego z bólu chłopca.
- Podaj mi jeden sensowny powód, który sprawi, że uwierzę w twoje przeprosiny. Bo nie wyglądasz mi na kogoś, kto naprawdę żałuje tego, co zrobił. - Jej głos był ostry niczym szkiełko, które trzymała w palcach. Oparła się dłonią na jego szyi, nie przywiązując wagi do tego, że być może utrudni mu tym mówienie, a następnie zbliżyła ostry koniec szkła do jego już zakrwawionego policzka. Przerażenie w oczach młodzika sprawiało jej satysfakcję.
- Vivi, przestań.
Przygryzła wargę, spoglądając na niego z góry, jednocześnie nacinając mu skórę na policzku.
Potem usłyszała krzyk nauczyciela i poczuła szarpnięcie za ramię. Ktoś siłą ściągnął ją z tego biedaka, a jego sparaliżowany kolega z paniką w oczach pomagał mu się pozbierać z podłogi. Ale Vivi nie obchodziły groźby i obietnice szlabanów. Szczyl dostał nauczkę i tylko to się teraz liczyło.

***

- Przecież nie mogę zostawić cię samej w takim stanie. Ojciec już czuje się lepiej, więc nie potrzebuje aż tyle uwagi, ale ty to co innego... - Głos Vilii z pozoru brzmiał spokojnie i łagodnie, choć we wnętrzu dziewczyny szalał istny tajfun emocji. Siedziała na brzegu łóżka, pochylając się nad Liv. Od czasu do czasu gładziła siostrę po głowie lub przeczesywała jej włosy, wpatrując się w jej zarumienioną od temperatury twarz. Chora spojrzała na nią wyraźnie zmęczona, a potem westchnęła cicho, najwyraźniej uznając, że protesty są zupełnie bezcelowe, a nakłanianie do zmiany zdania skończy się fiaskiem. W obecnym stanie tym bardziej nie miała ochoty na dodatkowe marnowanie energii.
- No i sama widzisz...! - Vivi zaśmiała się lekko. Poprawiła siostrze poduszkę, okryła ją mocniej pierzyną, a potem wstała na chwilę, żeby uchylić okno i wpuścić do pokoju nieco świeżego powietrza. Ponoć tak było zdrowo. Chwilę potem znów siedziała na łóżku. I siedziała tak, niemalże bez ruchu, będąc jak anioł stróż nad chorą Livią. Gdy siostra zasnęła, Vivi położyła się obok niej i lekko ją przytuliła.
- Zobaczysz, zajmę się wami. - Odkleiła jej ciemny kosmyk włosów od spoconej szyi. W końcu nie była głupia, prawda? I bez czarów mogła im uwarzyć jakiś eliksir na wzmocnienie. Była gotowa zrobić teraz wszystko, byleby ukoić cierpienia swoich ukochanych bliskich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Vilia Edwards [uczennica]   Nie Lis 08, 2015 7:44 pm


Bardzo ciekawa karta postaci, witaj na Magicznej Kołysance moja pierwsza zaakceptowana damo z Domu Węża <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Vilia Edwards [uczennica]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ruby Yellow [uczennica]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -