Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Trybuny    Pon Wrz 02, 2013 2:48 pm

Wysokie, oddzielone według domów plus miejsce dla nauczycieli, pełne ławek, a przede wszystkim uczniów - oczywiście podczas meczów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Sob Paź 11, 2014 3:30 pm

Szłaś, szłaś i szłaś po zaśnieżonym terenie, patrząc pod własne nogi, nie dlatego, żeby się nie przewrócić - przecież szłaś tak lekko, niosłaś ze sobą kosz pełen marzeń, z którego wyrzucałaś płatki kwiatów, a te fruwały dookoła ciebie - lśniły bielą i czerwienią, wplatały się w twoje włosy, muskały twój ciepły płaszcz sięgający do połowy ud, czerwony, tak mocno odbijający się na tle wiecznej zimy, jaka obladzała świat swym melancholijnym wejrzeniem, wciskając w serca pokój - nie na siłę, nie przypadkiem. Całkowicie świadomie, nawet jeśli my ją nieświadomie przyswajaliśmy... Tak jak tą bajkę, która się wokół drobnego dziewczęcia, na oko piątoklasistki, była taka niska, taka chuda, taka... porcelanowa... Z tą alabastrową skórą i mlecznymi włosami, które opływały jej ramiona sięgając niemal do samych bioder, a które lekko się za nią unosiły. Żadne blaski dnia nie igrały wśród tych kosmyków. Przecież nie było słońca, przecież świat zakrył cień - wisiały na niebie wybladzone chmury, z których w każdym momencie spaść mógł śnieg, był poniedziałek, dzień jak co dzień, po lekcjach, nie wyróżniający się żadną szczególną domeną. Po prostu tkwił - jak każdy inny - i pozwalał, by władał nim ruch Hogwartu... przynajmniej w jego progach, w ciepłych, ogrzewanych murach, by uczniowie czuli się tam jak w domu, ale tu, przy niej? Tutaj czas się zatrzymywał. Magia stawała się rzeczywista i ożywały wszystkie baśnie i bajki. Te utrzymywane przez samotne dusze wędrujące bezdrożami. Tak, jak wędrowała Ona.
Tutaj nie było nikogo, tutaj nie rządził ruch - tutaj władał zastój, inkantując z kołyszących się w oddali drzew oazę spokoju. Dobry los pozwalał zwyczajnie odciąć się - nie ważne od czego, po prostu się odciąć... Wystarczyło spojrzeć w fijołkowe oczy dziewczęcia, które jako jedyne, razem z płaszczem, tworzyły jakikolwiek kontrast do otoczenia. Jej tutaj nie było. Podejdź, zbliż się, przecież możesz to poczuć, pozwól unieść się samemu sobie ponad wyżyny, to wcale nie jest takie trudne... Jeśli tylko chcesz.
Dziewczę przystanęło i uniosło spojrzenie, patrząc to w lewo, to w prawo... żadnego człowieka wokół - zabłądziła - znowu! I wcale jej to nie przeszkadzało. Sięgnęła dłonią do ławki i zaczęła powolutku zgarniać z niej zalegające tam, złączone w jedno płatki śniegu, żeby zrobić dla siebie chociaż troszeczkę miejsca do przycupnięcia. Puściła puchaty kołnierz przy szyi i odetchnęła głęboko, para wydobyła się z jej ust, ona sama mogła spojrzeć na wielkie boisko, którego słyszała szepty przeszłości i przyszłości - dobiegały z oddali, były przyjemnym szumem życia i świadectwa tego, że każde miejsce, nawet te zbierające taką wielką ilość ludzi, może zostać zapomniane... Tak jak teraz zapomnianą stała się ta chwila.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kim Miracle
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Sob Paź 11, 2014 4:24 pm

Taki mały bałwan ubrany w grubą, czarną, puchową, kurtkę, czerwoną czapkę z pomponem na głowie i szalik w barwach Hufflepuff. Na nogach miała czarne glany i ciepłe spodnie. Leciała na miotle w stronę boiska z szerokim uśmiechem na ustach. Dłonie, które były okryte wełnianymi rękawiczkami zaciskały się mocno na trzonku miotły. Czuła się wolna. Jest ptakiem, siłą, mocą, wiatrem. Nie ma problemów, nie ma kłamstw, nie ma złamanego serca i poczucia winy... osamotnienia. Patrzyła z uśmiechem na otoczenie, na jej bladych policzkach były zaczerwienia od mrozu, ale jej to nie przeszkadzało.
Wleciała na boisko hacząc stopą o śnieg na ziemi. Wzbiła się w górę i zrobiła parę piruetów w powietrzu. Zawisła na chwilę.
- Miracle czujnie rozgląda się wokoło poszukując znicza, ma niesamowity wzrok - szeptała do siebie wyobrażając sobie kolejny mecz, w którym wygra.- O Miracle zauważa znicz i pikuje w jego stronę - tak jak powiedziała tak też zrobiła.
Spadała w dół insynuując swoją wyobraźnią mały znicz w tym miejscu. 
- O nie, Miracle jest atakowana przez szukającego przeciwników - poleciała w bok udając, że została odepchnięta przez kogoś. Niestety nie utrzymała się na miotle i wpadła w śnieg. Na szczęście była blisko ziemi, więc nic jej nie było. Wstała z wesołym śmiechem i zaczęła otrzepywać się z śniegu. 
Nadal się uśmiechając chwyciła miotłę, usiadła i zrobiła kółko przy trybunach. Na jednym z nich zauważyła jakąś osobę więc tam wylądowała.
- Witaj - uśmiechnęła się. Dziewczyna nie wyglądała na groźną, czy coś, więc szczerzyła się przyjaźnie.- Zimno dzisiaj nie?- jej głos był jak zwykle uprzejmy i wypełniony radością. Taka urocza dziewczynka, wyglądająca na mniej lat niż ma normalnie.- Jestem Kim Miracle - ściągnęła rękawiczkę i wyciągnęła do niej dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Sob Paź 11, 2014 6:34 pm

Ma niesamowity wzrok, ma niesamowity refleks, jest pośród tłumu na boisku, tak, tak! Czujesz na twarzy zimny wiatr, jednak jest ci gorąco, czujesz podniecenie i radość, jaką daje ta zabawa, ta... gra! Twoim ciałem wstrząsa ekscytacja, inaczej nie może być - musisz to wygrać, przecież jesteś najlepsza..! I tak oto trafiłaś do własnej bajki - jedno miejsce, tak samo puste, tak samo wyobcowane i ciche, dwa umysły, tak samo pogrążone w bajaniach i wizji tego, co się tutaj odgrywało... i co mogło się odgrywać w przyszłości. Szepty i wspomnienia przeszłości były tylko podstawą do tego, by można było sobie wyobrazić, co następne dni przyniosą - a już zapowiadali przecież mecz quiditcha... Chociaż biedna Neve nie miała o tym pojęcia. Sport, taki szanowany w świecie czarodziejów, nie miał miejsca w zamarzniętym sercu niewiasty, do jej umysłu nie dotarły żadne jeszcze nowiny ze szkoły - przecież była tutaj całkiem nowa, nie znała kraju, nie znała zwyczajów, nie wiedziała na dobrą sprawę, gdzie ma się udać, gdzie się podziać... dotarła tutaj, poszła w swoją stronę, podczas gdy jej bagaż poszedł z inną i tak trwała... w świecie bliskim tylko niej.
Przymrużyła fioletowe, niesamowicie intensywne oczy, kiedy poczuła nienaturalny, mocniejszy powiew na twarzy - nawet to nie sprawiło, by podniosła wzrok, nawet szum, który naturalnym wiatrem nie był, nie mógł do niej dotrzeć - nie chciała, by docierał, rzecz działa się poza jej wolą, czy świadomością, całkowicie naturalnie... I słyszeć przecież nie mogła tego, co nieznajoma jej Puchonka do siebie szeptała, była zbyt daleko... Tylko raz zbyt blisko przeleciała obok - i co? Najmniejszego wrażenia to na Śnieżnej Wiedźmie nie wywarło.
Ledwo też zarejestrowała, że ktokolwiek do niej coś powiedział - uniosła otumaniony wzrok, prostując się - wcześniej jej ramiona pochylały się trochę do przodu, jak zawsze, kiedy swobodnie się siedzi i nurkuje w morzu własnego umysłu.
- Dzień dobry... - Szepnęła miękkim, cichym, słabym głosem, wzrok zniżając z oczu nieznajomej, na jej wyciągniętą dłoń... ale nie odpowiedziała tym samym gestem - podniosła znów parę fiołków na miłą, przyjazną twarz dziewczyny i lekko wzruszyła wątłymi ramionami. - Jest mi dość ciepło... - Ledwo można było dosłyszeć, co mówi, aż się chciało prosić ją o powtórzenie, lub nachylenie ucha do jej bladych warg. - Przepraszam... Uczy się tutaj..?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kim Miracle
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Sob Paź 11, 2014 6:55 pm

Nie zraziło ją to, że dziewczyna nie podała jej ręki. Ściągnęła drugą mokrą rękawiczkę i schowała do kieszeni, miotłę położyła na ziemi i usiadła obok bladej dziewczyny. Nadal się uśmiechała i nadal miała tą adrenalinę po locie, która sobie szybko płynęła w jej żyłach. To było to. Znowu czuła, że ma władzę nad swoim życiem - tak jak wtedy, gdy chodziła po Londynie z chłopakami i wpadała w tarapaty. Ach, jakie to było piękne życie. Nikt nie miał nad nią władzy, nie musiała przestrzegać zasad i nie bała się, że ktoś rzuci jej w plecy jakieś zaklęcie - może jedynie kamień. 
- Oj, dobry, dobry - wyszczerzyła się.- Uwielbiam latać - dodała patrząc na białe niebo.- A zimę też lubię - to chyba było bardziej do siebie niż do nie znajomej, ale Kim słynęła z tego, że dosyć głośno mówiła, więc dziewczyna musiała ją usłyszeć, ale Kim wytężyła słuch i coś tam dosłyszała, że jej jest ciepło.- No tak, tutaj jest ciepło, ale mój kot nie chciał wyjść na dwór, a próbowałam go wyciągnąć. Rozleniwił się mały, ale tam jest zimno i nawet w miarę wieje - wskazała pustą przestrzeń nad boiskiem.
- Tak, Puchonka do usług - skinęła głową szczerząc się przyjaźnie.
Ach, ta Kim. Ona wygląda jakby zawsze żyła w swoim świecie i nie przejmowała się niczym co się dzieje wokół niej. Nie boi się śmierci, ale jeszcze nie chce umierać, bo chce się jeszcze spotkać z swoim tatą i wyjaśnić parę spraw z Danielem. Jak ten chłopak namieszał jej w życiu, nie macie pojęcia.
- A ty z jakiego Domu jesteś?- zapytała tak z ciekawości.- I jak się nazywasz?
Spojrzała na dziewczynę, która wydawała jej się strasznie nieśmiała przez to, że tak cichutko jak mysz pod miotłą jej odpowiadała. Zabawne. Westchnęła cicho i roztarła zmarznięte dłonie, chuchając na nie, anu było cieplej. Niestety nie miała przy sobie różdżki dzięki, której mogła użyć jakiegoś podstawowego zaklęcia, które by jej pomogło, ponieważ swój magiczny patyczek zostawiła pod poduszką w dormitorium wraz z kotem, który pewnie dalej drzemie na jej miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Sob Paź 11, 2014 7:32 pm

Twierdzenie, że jest nieśmiała, było bardzo błędne - zdziwić się można było, jak śmiała była, dziecko wychowane na salonach, wychowane na tym, że kiedy się czegoś chce, trzeba dążyć po trupach do celu, choć tak naprawdę... wolała stać na uboczu tego, nie mieszać się, nie wiedzieć nic, zamykać oczy i uszy na świat, a usta zaraz po tym. Im mniej się mówiło, tym było bezpieczniej, zresztą... ona po prostu nie lubiła mówić. Szczególnie dużo. Nie nawykła do rozmów i bez nich było jej o wiele lepiej - wolała po prostu odpoczywać w ciszy, pomiędzy lasami, które przynosiły zapach sosen... zupełnie jak tutaj. To miejsce wydawało się dość domowe... chociaż było jej całkowicie obce.
- Ja też. - Treściwe odpowiedzi - do nich wszystko się zamykało - lekko się odsunęła, przejeżdżając dziewczęcym, anielskim wzrokiem po sylwetce niewiasty obok niej spoczywającej, w zasadzie która dopiero się dosiadła - nie wypadało odmówić, tak wymagała kultura osobista, ale chyba jednak wolała również zachować dystans... spoufalanie się z innymi nie było czymś, co by sprawiało jej jakąś wielką radość, wręcz przeciwnie. - Zima jest piękna z powodu jej spokoju... Śnieg wygląda jak białe lotki wyrwane z anielskich skrzydeł... - Kochała zimę, nie lubiła lata... ale jeszcze wiosna... Przynajmniej tak jej się wydawało. W rejonie Transylwanii, z którego pochodziła, trudno było mówić nawet o prawdziwym lecie, ale wystarczająco się nasłuchała o gorących krajach, gdzie latem temperatura sięga do horrendalnych stopni... Gdyby nie to, że większość czasu w Anglii padało, pomysł wyjechania z domu podobałby się jej jeszcze mniej. Na razie był jej obojętny. Tego wymagała rodzina, więc to robiła, nie wyobrażała sobie inaczej postępować.
- Zdaje się, że przydzielono mnie do Krukonów. - Wyznała, sięgając do wnętrza płaszcza, skąd, z wewnętrznej kieszeni na wysokości serca, wyciągnęła zgięty w pół list, na którym widniał symbol Ravenclawu. - Dopiero tutaj przybyłam, mój bagaż zaniesiono do pokoju wspólnego... - Wyznała, rozkładając list, żeby jeszcze raz, średnio kontaktującymi oczyma, na niego spojrzeć - wszak właśnie w nim były wskazówki, według których miała postępować. Tylko nie bardzo się do nich dostosowywała, na razie nie czuła przymusu pędzenia. Dzisiaj i tak była zwolniona z zajęć z tego, co wiedziała.
- Neve Collins. - Dynęła elegancko, spoglądając niby w twarz Kim... ale nie nawiązywała kontaktu wzrokowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kim Miracle
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Nie Paź 12, 2014 12:40 pm

Kim dalej się uśmiechając czuła się nieswojo. Zauważyła, że dziewczyna nie chce być w czyimś towarzystwie. Woli być sama, ale jak już zagadała to zostanie, bo czemu nie. Może z nią posiedzieć i pomilczeć. Na chwilę wyłączyć myślenie i przestać uciekać przed problemami. Trochę statyczności nikomu nie zaszkodziło, ale u Kim to niestety trochę mniej możliwe. Ona nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż 15 minut. Dlatego często na lekcji nie uważa, mimo że wie o czym mówią nauczyciele. Uczy się tak, aby było dobrze, bo jest leniwa.
- Tak, zima jest fajna, ale lubię jeszcze jesień - spojrzała znowu na niebo i jej wyobraźnia pobiegła do przodu. 
W jej głowie pojawił się obraz Kim, która ma wielkie, potężne skrzydła i lata wśród chmur. Tak, ogląda wszystkich ludzi, którzy pomykają w śnieżnych zaspach i przewracają, a ona się z nich śmieje, bo jest nad nimi. Oni są mali, a ona wolna. Czym jest wolność, dlaczego czuje się skrępowana tu gdzie jest? Dziwne uczucie. Zaśmiała się do siebie nieświadomie.
A więc Krukonka - pomyślała, ale nie przeszkadzało jej to. Jej nawet Ślizgoni nie przeszkadzali dopóki nic jej nie robili i nie wyśmiewali, bo przyznajmy sami ona jest wybuchowa i czasami nie potrafi trzymać jeżyka za zębami. Za bardzo szczeka jak to raz powiedział jej tata.
- Miło poznać - uśmiechnęła się w jej stronę i  zapadła cisza.
Zebrała trochę śniegu w nieosłonięte dłonie i zrobiła śniegową kulkę. Chwilę potrzymała ją w dłoniach i rzuciła w stronę boiska. Uśmiechnęła się szerzej, bo wyobraźnia znowu podsunęła jej obraz, ale tym razem ucznia, który szedłby boiskiem i dostał tą kulką w głowę.
- Jak ci się podoba w tej szkole, skoro jesteś tu nowa?- zapytała ni z tego ni z owego. Tak jakoś, nie lubiła zbyt długo milczeć, a coś przeczuwała, że dziewczyna nie będzie próbować nawiązać z nią kontaktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Nie Paź 12, 2014 5:19 pm

Skinęła leciutko główką, potwierdzając to - w jej stronach jesień niewiele się różniła od zimy, w sumie to nie uważała jej za szczególnie ładną, wszędzie wtedy padało, było bardzo ponuro, jakby na to nie patrzeć, ale z drugiej strony jakoś to Neve nie przeszkadzało.
- Opadające liście z drzew są czasami jak baletnice. - Barwne, okręcały się wokół własnej osi, kiedy umykały z dumnych koron i opadały w dół, a potem szurane wiatrem po ziemi kończyły swój smutny spektakl - umierały, pozostając już w bezruchu. Potem przykrywał je śnieg i znikały zupełnie - pojedynczym tylko udało się przetrwać zimę i dojść do wiosny, by znowu być popychadłami, truchłami, które tylko chce się usunąć, bo ludzie uważali je za śmieci, które tylko zanieczyszczały piękny krajobraz parków. To też nie bardzo Neve ruszało. Skoro tak uważali, to tak robili, ona po prostu to obserwowała i przyjmowała do świadomości... Przecież baletnice się znów pojawią, więc dlaczego miałaby się przejmować tym, że nie będzie ich przez jakiś okres? Poza tym wcale nie były takie zajmujące i interesujące, żeby przystawać nad nimi dłużej. Jak wszystko w tym świecie - umierali najsłabsi.
Nie wiedziała, czy miło poznać, czy nie - jak dla niej to dziewczę, którego miana jeszcze nie poznała, została obdarzona zaszczytem, że poznała kogoś z tak wybitnego rodu, jak jej, w końcu ród Collinsów należał do jednych z większych i bardziej znanych, zwłaszcza z ich zamiłowań do czarnej magii, chociaż oficjalnie nikt o tym nie mówił... Tobie wydawało się to po prostu takie oczywiste, takie banalne - wszystko to, co działo się za murami twojego domu, a o czym nie wiedział świat - za to ty nie wiedziałaś, co ten świat ma tobie do zaoferowania. Nie miał nic, według ciebie. Wszystko, czego potrzebowałaś, było w domu i tam chciałaś pozostać, nie ruszając się z jego bezpiecznych okowów - był twoją twierdzą i ostoją, mimo to kazano ci się ruszyć tak daleko od niego...
- Nie wiem... Byłabym wdzięczna, gdybyś pokazała mi wejście do Hogwartu. Dzisiaj przyjechałam. - Sprostowała. - Wolałabym nie opuszczać domu rodzinnego.
Schowała list spowrotem, nawet go nie przeczytawszy - zrobiła to już parę razy wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frank Longbottom
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Trybuny    Nie Paź 12, 2014 7:08 pm

Wiosna, lato, jesień, zima, wybaczycie, że Frank się wcina? Pewnie wybaczycie, czemu nie. W końcu każdy by chciał mieć Franka w swojej grze fabularnej, ale mało kto miał do tej pory taką okazję. Wszystko jednak przed nami. Cieszmy się wszyscy. Świętujmy. Pieczmy torty.
Pewnie zastanawiacie się po co ten cały nieskładny (brzydko offtopujący) wstęp? Odpowiedź jest prosta: BO WŁAŚNIE TORT. Torty zazwyczaj mają to do siebie, że posiadają warstwy. Podobnie jak cebula, ale są o wiele bardziej lubiane niż takie cebule (przynajmniej według osła ze shreka). Tego pięknego zimowego dnia Frank też miał na sobie warstwy. Warstwy ubrań, dla jasności. Bo był zmarźluchem. Wystarczyło, że w kalendarzu przełożyło się kartkę na 23 września, a on już wyjmował kożuch, szaliczek, rękawiczki i - co najważniejsze - kalesony. Nakładał to wszystko na siebie i gdy mama w sowie pytała, czy się ubiera należycie, to z czystym sumieniem mógł powiedzieć, że OWSZEM. Ubierał się najcieplej jak tylko potrafił przez całą jesień, zimę i połowę wiosny, i to do aż takiego stopnia, że później nie mógł nawet chodzić normalnie. Także kiedy wszedł na trybuny, jego los był już przesądzony.
Wywalił się już na trzecim stopniu, lądując niezgrabnie na długim tyłu tuż u stóp pięknych pań.
- Oooo - wydał z siebie głos przypominający przejechanego przez ciężarówkę jelenia. - Uuu - tym razem było już mu bliżej kałamarnicy krztuszącej się łódką z pierwszoklasistami. - Czyzastałemfiolkę - trochę pobredził bez znaczenia zanim jeszcze odzyskał zdolność myślenia (choć to chyba za dużo powiedziane), a potem otworzył swoje oczyska by zdać sobie sprawę co się przed chwilą stało. - Nie nooo, czy ja zawsze wychodząc na spacer muszę sobie coś zrobić - jęknął już bardziej przytomnie i zmienił swoją pozycję na siedzącą.
Pewnie teraz dziewczyny pomyślą o nim jak o jakimś niedorozwiniętym lamorożcu i bez słowa sobie pójdą, by rozpowiadać o nim jakieś dziwne plotki. Cóż, nie będzie to pierwszy raz. Zdążył się przyzwyczaić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Nie Paź 12, 2014 9:52 pm

Zblazowany Anioł podniósł się, powstał z białych popiołów, zapominając, że pytał o coś ludzkość i o pomoc prosił - dojrzał rzecz nową, wzrok jego zawędrował przed siebie, na pole puste, pozbawione wszelkich zwierzeń, złudzeń, marzeń. Sięgała ponad codzienność, więc cóż? - nazwiesz ją marzycielką? Mrugnęła, posłanka niebios, delikatna i krucha, cenna, bo była jedyna - wartość anioła w wersji porcelanowej lalki wzrastał z każdym dniem i posiadacze nie chcieli, by została uszkodzona, mimo to wiedzieli - cena podskoczy, jeśli tylko pozwoli się na spróbowanie ulepszenia jej... Dodanie paru barw, obszycie ciała w nową sukienkę - przecież to rozumiecie, prawda..? Każdy pragnie, by jego materialny cud rósł w swym materialnym znaczeniu - nie był niczym poza tym. Nikt nie nazwie lalki człowiekiem, nawet jeśli ma doczepione białe skrzydła do pleców.
Saska porcelana chroniona dobrym materiałem, której obce były promienie słoneczne, piękne szklane oczy o kolorze, którego wielu by pozazdrościło - taka właśnie była jej unikatowość w nienamacalnej ulotności, którą wokół siebie roztaczała - zachwycisz się nią, czy nie zachwycisz, każdy mógł dojrzeć w tym dziele lalkarza coś innego. Nie trzeba jednak znawcy, by znów powiedzieć, że to, co jest przedmiotem, nigdy duszy nie dostanie, więc..? Jedynie duchy potrafiły szybować, jedynie ptaki potrafiły latać - to bardzo prosta zasada, którą przełamywać mogły tylko kłamstwa. Kłamstwa wobec samego siebie. Dlatego nie próbuj się zwodzić, że ta dziewczyna mogła naprawdę polecieć do nieba. Nie było do niej czuć nic niebiańskiego. Potem przychodziło wreszcie zauważyć to, co nazywaliśmy wrotami do dusz - tymi szkiełkami, które ktoś wcisnął w oczodoły marionetki. Były piękne, owszem. Tylko puste.
Te szkiełka zatonęły w chłopięcej sylwetce umorusanej śniegiem - przylgnął do niego, jakby mu zaufał, teraz mógłby lśnić jak diament - gdyby tylko Wielka Gwiazda zechciała wyjść, gdyby tylko zechciała pobłogosławić ich głowy ciepłem - wtedy wzrok by się zmienił, nabrałby blasków, uczłowieczył - być może błogosławieństwo to sięgnęłoby aż tak daleko i ociepliło to, co było zamarznięte... to, czego nie było, a co powinno zostać wypełnione - nawet jeśli najbardziej abstrakcyjnymi przymiotami, nawet jeśli wszystko miałoby być złudzeniem. Ten chłopak był jak upadły, który właśnie klęknął przed Aniołem, choć to zwykły wypadek, choć to zwykłe poślizgnięcie się... Ta, która nazywała się Neve, ta, której imienia znać Longbottom nie mógł, wysunęła nogę w tył, robiąc półkrok w celu wycofania się, porażona ilością płatków zamienionych w okrwawione lotki, które każdej zimy anioły gubiły, przemierzając wysokości ponad możliwością objęcia tego nawet boską wolą - ich doskonałość skrapiała nas i obejmowała, wtedy sprowadzały pokój.
Wszystko ma swoje wytłumaczenie, tak jak i każde kłamstwo może przerodzić się w najsłodszą prawdę...
Strach delikatnie pełzał po jej bladej skórze, strach i niepewność - młodzieniec coś mówił, co? Słyszała przecież, lecz mimo doskonałego nauczenia się angielskiego, nie potrafiła zrozumieć - może to jakieś przekleństwo, może on jednym z tych mściwych? Lecz dlaczego mścić się na niej? Zaś obiecywali, że ta szkoła jest bezpieczna, że nic jej tutaj nie grozi... Nie, nie obiecywali. Nic takiego nie mówili, sama sobie to powiedziałaś. Wierzyłaś w swoją prawdę. Zło fizyczne nie mogło cię zranić. Przecież byłaś Aniołem.
- Czy panu się coś stało? - Nie wiedziałaś, ile ma lat, a kultura osobista wymagała szacunek osobom, które wydawały się starsze - może jest nauczycielem? A może jest w ostatniej klasie? Dla Ciebie wszyscy wydawali się zawsze zbyt duzi, zbyt wysocy... Zbyt daleko, by do nich dosięgnąć. Nawet nie próbowałaś tego robić. Wolałaś, tak jak teraz, podeprzeć się na rzeczy, która zapewniała, że istniejesz - na zimnej, lodowatej barierce. Powierzchnia tutaj naprawdę była śliska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kim Miracle
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Pon Paź 13, 2014 3:34 pm

Przypomniała sobie jak kiedyś, gdy miała 10 lat razem z chłopakami uciekli do parku i patrzyli jak liście spadają na ziemi - tak, są jak baletnice - zdecydowanie baletnice. Potem skończyło się na tym, że wrzucali się na zmianę w zaspy zrobione z liści, a raczej to Kim była przez nich wrzucana, bo siły takiej nie miała.
- Baletnice - kiwnęła w zamyśleniu głową.
Spojrzała na dziewczynę i uśmiechnęła się szeroko.
- Oczywiście, że ci pokaże, ale całej szkoły nie dam rady, bo mimo, że chodzę do niej od 7 lat to nadal się w niej gubię - no bo przecież ta szkoła jest za duża, a to nie ma żadnego związku z jej słabą orientacją w terenie.
Wtem usłyszała jak ktoś wywraca orła w śniegu i zaśmiała się wesoło, ale nie złośliwie. Popatrzyła chwilę na chłopaka z iskierkami wesołości w niebieskich oczach. Wstała i wyciągnęła w stronę chłopaka zmarzniętą dłoń w geście pomocy. Taka już była, gdy widziała coś co ją rozśmieszyło starała się do tego zbliżyć - tak też było z ludźmi. Takie osoby są zabawne.
- Jestem Kim Miracle - przedstawiła się i wyczyściła większy skrawek ławki robiąc miejsce dla nowego przybysza.- Siadaj - poklepała miejsce obok siebie i Neve. Jakoś nie chciała go odcinać od dziewczyny, bo dziwnie się z ty czuła, a tak poza tym to kojarzyła chłopaka, który się przed nimi przewrócił. Chyba chodzili razem na kilka lekcji. Przyjrzała mu się uważnie i stwierdziła, że prawie na pewno tak było, ale przez to, że chłopak był tak opatulony ubraniami nie była w stanie go poznać.
- Nic ci się nie stało?- zapytała w końcu przesuwając swoją miotła bliżej siebie, aby nie spadła z ławki, o którą się opierała. 
Jej kochane maleństwo. Ojej jak ona uwielbiała ten badyl z szczotką na końcu. Sprawiał, że dostawała dreszczy siedząc na niej, czując wiatr we włosach, na twarzy i wszędzie, gdzie tylko się dostał. Spojrzała na miotłę z szerokim uśmiechem na twarzy. Była jak małe dziecko zakochane w swojej lalce barbie, a to wszystko przez to, że tata zamiast poić ją bajeczkami o księżniczkach nawijał jej na dobranoc o meczach, locie i tym zastrzyku adrenaliny. Nic dodać, nic ująć. 
Znowu spojrzała na Neve.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frank Longbottom
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Trybuny    Pon Paź 13, 2014 6:51 pm

Nieno, wszystkiego się Frank mógł spodziewać, dosłownie wszystkiego, łącznie ze spotkaniem oko w oko z Yeti, odnalezieniem przez przypadek Arki Przymierza i ponowne jej zgubienie, rozwiązaniem tajemnicy uśmiechu Mony Vizy (ruchoma Mona Liza, dla niewtajemniczonych), ale nigdy w życiu nie spodziewał się, że ktokolwiek zainteresuje się jego nieszczęściem. Na dodatek dwie tak niesamowicie śliczne dziewczyny, które na pewno miały mnóstwo ważniejszych spraw do roboty, niż poświęcanie czasu dla takiego Franka. No bo na serio. Co byście sobie pomyśleli o dwóch ładnych blondynkach plotkujących na trybunach? Och, na pewno przyszły popatrzeć na swoich chłopaczków na miotłach, blablabla, lepiej się nie zbliżać bo cię zjedzą. Frank na serio miał takie podejście, prawie do wszystkich. Tak więc pewnie domyślacie się już, że naprawdę niewielu miał przyjaciół. Uhhh. No w każdym razie teraz to miał ochotę napluć sobie w twarz za takie głupkawe myślenie. Przecież oto przed nim zjawiły się dwa aniołki, z których jeden zwracał się do niego per pan, a drugi wyciągnął nawet swą niewinną rączkę, by mu pomóc. Normalnie Frank, aż bał się przyjąć tą pomoc, w obawie, że ta iluzja pryśnie i znów zostanie sam jeden. Jak ten palec. Albo cooooś tam.
NOALE. Dał sobie pomóc i już stał na nóżkach otrzepując się ze śniegu ze zdziwionym spojrzeniem. Taki speszony, że strach.
- Nie, nic. Nicnicnic, najmilsza pani. Ja tak ten tylko. Zleciałem - odpowiedział za wszelką cenę zwalczając swoje jąkanie. Przy czym trzeba się było zatrzymać. Jak wszem i wobec wiadomo Frank od lat zmagał się z tą przykrą dolegliwością zwaną jąkaniem się. Nie potrafił otworzyć buzi, by nie wydać z siebie zawstydzających dźwięków. Na całe szczęście, na nowy rok postanowił sobie, że KONIEC. Albo się nie będzie jąkać, albo nie będzie mówić wcale. I stało się. Przestał się jąkać, choć nadal do znakomitego oratora wiele mu brakowało. - Stamtąd - wskazał na górę. - O tu - dokończył pokazując palcem pod swoje nogi gdzie nadal było widać wyraźne wgniecenie długiego tyłka w śniegu. - Ale już nie lecę - dodał szybko, tak na wszelki wypadek, gdyby nie zauważyły.

_________________

I believe I can fly  

I believe I can touch the sky


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Neve Collins
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Pon Paź 13, 2014 7:20 pm

Liście mogą tańczyć, nawet jeśli nie są żywe, tak jak śnieg potrafi całować, nawet jeśli przyszło mu potem topnieć w zapomnieniu - ślad zawsze zostawał, wypalał w pamięci magiczne wizje, których przychodziło nam doświadczać w życiu - mi, tobie, temu biedakowi, który zamierzał tutaj przyjść, by przewrócić się na śniegu przed dwoma niewiastami, niosąc w sercu wiarę i niewiarę - wiarę w to, że zostanie wyśmiany i że umkną mu anielskie godności, bo niebo nie chciało się o niego upominać i niewiarę w to, że pomocna dłoń zostanie do niego wyciągnięta - lecz przecież taka dola aniołów, że każdemu gotowe były podać dłoń, choćby temu, który sypiał na samym dnie, w burdelu śmieci i zepsutych snów.
- Wystarczy mi wskazanie głównego wejścia... - Miała przecież tam na nią czekać... Ktoś miał na nią czekać - może już wyczekiwał, może już wyglądał zagubionej, białej sarny, wydającej się tak niewinną, marzł, potrafiłaś o tym pomyśleć, prawda..? Mimo to nadal tutaj siedzisz, nadal rozmawiasz z kimś, kto, jak twierdził, również się tutaj uczył - to miejsce było idealne, było piękne, doskonałe do tego, by rzucać na nie cień swojej klątwy i wypaczać prawdę nierealną jawą, jaka wychodziła spod pędzla Śnieżnej Księżniczki. Niewiele było miejsc, które takie osoba, jak ona, mogły nazwać domem - więc pyta oto, czy to miejsce się do tego nada? Ostrzeżono ją, że wielu tutaj brudnych istot chadza swoimi ścieżkami, z którymi bardzo łatwo trafić na jedno skrzyżowanie - pozostawała w tej niepewności, czy pytać każdego, czy bestię w sercu nosi? Czy czysta jego krew, czy może splugawiona ludzkością - częścią ludzkości, która nie powinna istnieć na tej planecie - tak przecież mówił ojciec, tak mówił brat, tak mówiła matka - taka więc była prawda niepoddawana żadnym wątpliwością - obklejona solą skarbonka, w której lądował każdy z życiowych zapisków, traktowała o tym, co stanowić mogła ta Porcelanowa Lalka...
Drobną dłonią ściągnęła z delikatnej twarzy białe, jak ten puch, który zalegał na ziemi, pasma włosów, które przysłoniły jej obraz całej sytuacji - ta, której imienia nie poznała, wyciągała dłoń do chłopaka, pomagała mu wstać, tak po prostu, bez większego zastanowienia, z uśmiechem na twarzy... I poznałaś wtedy jej imię i nazwisko, ale nazwisko to nic ci nie mówiło... Wydawało się, że wiedza, niezbędna, czy się tego chciało, czy nie, wpajana dzieciom, takie jak ona, od narodzenia, nie mogła cię zawieść i że nie pomylisz się w ocenie, czy ktoś jest czystej krwi, czy nie - lecz nie potrafiłaś tak po prostu zakwalifikowywać nowo poznanej osoby jako brudnej. Jako odszczepieńca.
Śnieżne dziewczę nie potrafiło przyjąć i uwierzyć w to, że może mieć jakiekolwiek szanse na obcowanie z osobami, które czystej krwi posiadać nie będą, a którzy nie będą stanowili jej służby.
Teraz natomiast nie wiedziała, czy jej szklane, liliowe oczy, przekazują jej prawdę, czy igrają z nią, wodząc za krańce palców po krainie mar otępienia - nie godziło się kobiecie tak postępować, podawać dłoni mężczyźnie... Dlaczego szanujący się czarodziej zachowuje się tak w obliczu swojego upadku? To też nie wypada, nie próbuje nawet zachować twarzy - czemu? Co to za diabeł mieszkał w Anglii, czyżby Bóg razem z kulturą opuścili to państwo? Potrafisz uwierzyć, że to tutaj po prostu normalne? W świecie zewnętrznym, nie tym zamkniętym do murów twej bezpiecznej posiadłości...
Frank był speszony, a Neve nie mniej, cofnęła się jeszcze o drobny kroczek, próbując objąć umysłem, jak powinna się teraz zachować, czy to wszystko jest właściwe, czy wolno jej w tym uczestniczyć, co powinna zrobić, czy tak właśnie zachowują się normalni nastolatkowie? - to więc jesteś nastolatką, tak? Nie, oczywiście, że nie, sama nigdy by tak siebie nie nazwała. Nikt jej tak nigdy nie nazywał... Słowa tworzą, a skoro jej takiej nie stworzyły, nigdy taka nie była.
I nigdy nie będzie.
Powędrowałaś wzrokiem za jego palcem, spojrzałaś w górę, na zimne niebo - stamtąd spadł..?
- Nie można spaść z nieba... - Szepnęła trzeźwo, miękkim, aksamitnym głosem, spowrotem spoglądając na Franka i dygnęła arystokratycznie - mężczyznom zawsze należało okazywać szacunek, tak mówił ojciec. - Na imię mi Neve, z rodu Collinsów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kim Miracle
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Trybuny    Wto Paź 14, 2014 10:36 am

- Dobrze, pokaże ci - wyszczerzyła się wesoło. 
Lubiła pomagać, nie ważne, że nie znała tej osoby. Mogła jej pomóc. Tata zawsze jej powtarzał, że w przyszłości takie czyny się przydadzą. Odbiją się na niej w pozytywnym sensie.
Słuchała uważnie jąkania chłopaka z szerokim uśmiechem szczeniaczka (jeśli mogę to tak porównać). Kim była czasami jak takie małe, ufne dziecko, ale nie dawała się tak łatwo wykorzystywać. Nauczyła się asertywności od swoich kolegów mugoli.
Było to w pewnym sensie zabawne. Patrzyła na niego uważnie, a potem jej głowa powędrowała w gorę, w dół i spojrzała na ślady w śniegu. Zleciał - zaśmiała się wesoło, a jeszcze bardziej rozbawiły ją słowa Neve, a potem jej się coś przypomniało. Położyła dłoń na jego ramieniu tak po przyjacielsku.
- Spokojnie - było to nawiązanie do jego jąkania, dłoń powędrowała do kieszeni bo nadal było jej zimno. Rękawiczki były mokre, czapka też i jeszcze szalik. Była całkowicie mokra od śniegu. Ściągnęła wełnianą czapę z bamboszem na czubku i wytrzepała o udo, znowu założyła ją na głowę i dodała.
- Też dzisiaj zleciałam i to dosłownie - wyszczerzyła sie.- Spadłam z miotły - wskazała boisko gdzie były wgniecenia w śniegu.- O tam - zaśmiała się.
Chuchnęła, a z jej ust wyleciała para. Nadal się uśmiechała. Lekko się wzdrygnęła z mrozu. Co teraz miała powiedzieć? Rzadko rozmawiała z osobami z innych domów. Zwykle trzymała się Puchonów, aby się nie zgubić. Obie dłonie wylądowały głęboko w kieszeniach kurtki zimowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frank Longbottom
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Trybuny    Wto Paź 14, 2014 8:12 pm

Nawet tak wielki nieogar, jakim był Frank,musiał zauważyć, że Nev nie należała do zwyczajnych ludzi. I choć w pierwszej chwili zarówno Kim, jak i Nev wydały się dla Franka niemal identyczne, to po paru wymienionych słowach i spojrzeniach, widział już dokładnie, że dzieli je przepaść. Z kolei Franka od nich dzieli przepaść, dwa bieguny i ocean. Ale skupmy się na dziewczynach. Ta pierwsza, o fiołkowych niezwykłych oczach, wydawała się całkowicie oderwana od rzeczywistości, bo nikt normalny przecież nie pomyślałby, że Frank zleciał z nieba. Nikt normalny nie przedstawia się w taki sposób... Choć po zastanowieniu Frank doszedł do wniosku, że Nev nie może być stąd. Miała jakiś obcy akcent, który jeszcze miesiąc temu nie byłby w stanie odkryć, ale po lekcjach z czarodziejskim logopedą (taaak, postanowienie nie jąkania się wiązało się ze spotkaniami z logopedą, bo jak Frank już coś robi to robi na całego). Tak więc wyczuł ten obcy akcent, co za tym idzie mogła się dziwacznie przedstawiać. Ale jakoś za dużo używam słowa "dziwny" i chyba niepotrzebnie, bo według Franka o wiele trafniejszym określeniem byłoby pewnie unikatowa. Tak, Nev na serio była unikatowa. Szkoda tylko, że Frank był tego przeciwieństwem.
- Ale ja nie z nieba, ja tylko z góry trybun - odpowiedział przestraszony. Swoje spojrzenie przenosił z Nev na Kim i z powrotem, wyglądając na naprawdę zagubionego. Dlatego zatrzymał się na gapieniu się w swoje buty. To zawsze działa.
Uch, spotykanie z ludźmi zawsze było mega stresujące. Zwłaszcza takie niespodziewane. O wiele prościej jest kiedy ludzie go ignorują. Ale trzeba przyznać, że nieignorowanie też się Frankowi podobało, bo nawet poczuł takie ciepełko na serduszku, kiedy Kim zaczęła go pocieszać. Ale jednocześnie przyprawiła go niema o zawał serca, kiedy powiedziała mu o miotle.
- OCHGODRYKU! - przeraził się. - I jesteś cała? W jednym kawałku? Nie odpadła ci przypadkiem noga? Kiedyś słyszałem o takim jednym człowieku, który wsiadł na miotłę, ale ta miotła była przeklęta i z niej spadł, ale jego noga poleciała dalej i obleciała nawet całą Anglię i mugole myśleli, że to jacyś kosmici. Wiecie co to kosmici? Ja kiedyś nie wiedziałem, ale potem obejrzałem takie straszne coś na mugoloznawstwie, taki film. I oni tam mówili, że za wszystkimi najwspanialszymi dziełami mugoli stoją właśnie kosmici. Ale w sumie morałem tego filmu było, że to jednak czarodzieje byli tymi kosmitami, ale wiadomo... się nie ujawnili przed mugolami, bo to był koniec świata i armagedon, co nie? Jak myślicie gdyby mugole wiedzieli, że to my, a nie kosmici, też by próbowali nas badać przez sondy wpuszczane.... - zatrzymał na chwilę swoją paplaninę, by się zaczerwienić jak burak - ...w bardzo złe miejsca. Chociaż może to mugole posądzali o to kosmitów. Czyli posądzali o to nas? Po co nam takie sondy? - zastanowił się poważnie i chyba przez swoje spoważnienie właśnie zdał sobie sprawę z tego co zrobił. - Chyba za dużo gadam, ale albo gadam dużo i szybko, albo się jąkam. Ale już nie będę. Przepraszam.

_________________

I believe I can fly  

I believe I can touch the sky


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Trybuny    

Powrót do góry Go down
 
Trybuny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Boisko-