Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Ezechiel Yaxley [dorosły]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ezechiel Yaxley
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Ezechiel Yaxley [dorosły]   Sob Paź 31, 2015 11:42 pm

Imię i nazwisko: Ezechiel Yaxley
Data urodzenia: 13 sierpnia 1948 r.
Czystość krwi: Czysta jak łza
Była szkoła: Hogwart, Gryffindor
Praca: Bibliotekarz w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie
Różdżka: Dość długa, smukła o delikatnie pofalowanym kształcie, który przypomina wijącego się węża, odpowiednio giętka o rdzeniu z włosa północnicy. Idealnie zgrana ze swoim właścicielem, niezwykle kapryśna w każdych innych rękach, zdolna nawet do odbijania rykoszetem zaklęć.


Całą opowieść należałoby zacząć od określenia, kim tak na prawdę byli Yaxleyowie. Była to rodzina, która od pokoleń zachowywała czystość krwi, traktując tą kwestię niemal z nabożeństwem, podobnie jak inne stare i czystokrwiste rody. Gałęzie ich potężnego drzewa splatały się gdzieniegdzie z Blackami czy Weasleyami. Większość członków rodziny chełpiło się przypisaniem do domu węża, zdarzały się jednak wyjątki - ograniczały się one jednak zaledwie do Ravenclawu, nie dopuszczając do  rozlania szlachetnej krwi na Hufflepuff czy Gryffindor.
Nikt nie przypuszczał, że pierworodny syn Earla Yaxleya i Xanthe Racovity, okaże się skazą na idealnym obliczu rodziny.

Już sama data narodzin chłopaka okazała się szczególna. Urodził się on bowiem 13 sierpnia i pewnie nikt nie zdziwiłby się przesadnie, gdyby dany dzień nie okazał się piątek. Tak, młody Yaxley narodził się w piątek trzynastego. Dokładnie o godzinie 23.50 najmłodszy Yaxley przyszedł na świat.
Noc była duszna i parna, lato bowiem od lat nie było tak gorące, niemal całkowicie pozbawione typowych dla Anglii opadów. Sam poród trwał 10 godzin, a finisz okazał się równie radosny co tragiczny. Matka zmarła przy porodzie.

Earl pogrążył się w rozpaczy, przez pierwsze pięć lat życia odsuwając się od syna i oddając go pod opiekę siostrze. Ezechiel wychowywał się więc pozbawiony zarówno ojcowskiego, co i matczynego ciepła, bo ciotka okazała się równie chłodna co reszta rodu. Zimne spojrzenia, pełne wygórowanych oczekiwań, śledziły młodego dziedzica przez cały czas. Wszelkie sukcesy okraszane były dumnymi słowami pochwały, a porażki surowymi i dotkliwymi karami.
Gdy po pięciu latach w progu drzwi stanął ojciec dzieciaka, przywitany został sztywną sylwetką i zdawkowym skinieniem głowy, które poprzedzały lodowate "witaj ojcze" - wyzbyte wszelkiego żalu, które dziecko miało prawo żywić do wyrodnego rodzica. Wyzbyte wszelkich emocji.

Prawdziwym problemem Earla okazał się wygląd chłopca. Młody, jeszcze nieukształtowany, pozbawiony męskich rysów okazał się zbyt podobny to zmarłej małżonki. Lodowo-błękitne tęczówki odziedziczył po niej. Tak samo kształt oczu, czy nosa. Całą twarz natomiast okalała burza ciemnych, niesfornych włosów. Jedynie usta, zacięte i nieco wąskie, pozostawały echem ojca.
Odkąd Ezechiel zorientował się, że pochwały są wynikiem zdobytej wiedzy, większość swojego czasu zaczął poświęcać na zdobywanie jej. Był ambitny, okropnie. Jednak nigdy w ten bezlitosny sposób, co reszta jego rodziny. Chłodny, bo tłumił emocje, które pośród innych okazywały się słabością i rzeczą niegodną. Natura nie poskąpiła mu zdolności dostosowania się do sytuacji i inteligencji, chyba tylko dzięki temu nie złamał się jak sucha gałązka tylko ugiął lekko niczym trzcina, czekając na dzień wyzwolenia.

Okazał się nim wyjazd do Hogwartu. Sowa wywołała miłe uczucie ciepła, rozlewające się po całym ciele. Same zakupy - niemożliwe do ukrycia podekscytowanie, które z miernym skutkiem próbowało być tłumione przez ciotkę czy ojca, który w międzyczasie ożenił się ponownie i doczekał już pięcioletniej córki.

Hogwart go zmienił. Przede wszystkim dlatego, że wbrew wszelkim prawom i zasadom, tradycjom rządzącym jego rodziną - trafił do Gryffindoru. Jako pierwszy. Pierworodny - wyklęty. Czarna owca w rodzinie, a może należało to wszystko nazwać na odwrót? Może należało mu przypisać biel, a to jego rodzinę, rozmiłowaną w ideach Czarnego Pana, złożoną w większości ze śmierciożerców, należało określać czarnymi. Czarnymi owcami na tle społeczeństwa.
Mimo gorliwości, jeśli chodziło o naukę, dużą część jego czasu zajmowali przyjaciele, których o dziwo znalazł z łatwością i okazał się świetnie odnajdywać w nowej rzeczywistości. Za każdym razem, gdy wracał do domu rozgrywały się coraz większe burze i spięcia. Ostatecznie wakacje i święta zaczął spędzać u przyjaciół, a także rodziny matki, która okazała się o wiele mniej "stanowcza w przekonaniach". Rumunia, bo stamtąd pochodziła Xanthe, okazała się barwna i pełna przygód. Oczarowała go także pod innym względem - niedługo przed ukończeniem szkoły poznał tam Annę, która okazała się nie tylko zajmującą rozmówczynią.

Widok z Ain Eingarp:
Mężczyzna wykonał krok, sięgając dłonią ku górze i łapiąc za ciężki, zakurzony materiał, który przykrywał taflę lustra pragnień. Niedawno przyjechał do Hogwartu, by pełnić funkcję bibliotekarza w swojej dawnej szkole. Teraz jednak wyglądał nieco inaczej: jego rysy wyostrzyły się - szczęka zarysowywała się mocniej, tak samo jak kości policzkowe, do tego pojawił się kilkudniowy zarost. Co prawda nie urósł wcale, bo i nie było takiej potrzeby - już w czwartej klasie ciało zaprzestało tego procederu, zatrzymując się gdzieś koło 185 cm.
Zdecydowanym, szybkim ruchem ściągnął płótno, które opadło ciężko u stóp ramy. Spojrzenie błękitnych, lodowych oczu powędrowało po górnym fragmencie obramowania, prześlizgując się zaraz na dłuższy bok i wędrując ku dołowi. Był cierpliwy, spokojny, opanowany – nie spieszył się, by z łapczywością zobaczyć obraz, który ukazywała mu teraz lustrzana tafla. Dopiero, gdy wykonał dwa kroki w tył, by móc swobodnie objąć wzrokiem całe zwierciadło, wpił tęczówki w te identyczne, jawiące się naprzeciwko niego.
Jego lustrzane odbicie odwróciło się, prowadząc go do wnętrza starożytnej kaplicy. Budynek był od dawna opuszczony: ławki w większości pogniły i porozpadały się, barwne witraże zostały częściowo wytłuczone, a przez dach prześwitywały złociste promienie słońca, oświetlając główną, i jedyną, nawę. Pewnym krokiem, jednak nie spiesząc się zbytnio, przeszedł przez nią do niewielkiego podwyższenia, gdzie w snopie światła stała niewysoka dziewczyna, odwrócona do niego tyłem.
Ujął ją za łokieć, odwracając delikatnie ku sobie, a ona uśmiechnęła się. Obdarzyła go tym najpiękniejszym uniesieniem warg, który tak uwielbiał. Ciemnozielone oczy oderwały się od barwnego fresku, przeskakując na jego twarz, ręce zarzuciła mu na szyję,  przyciskając swoje ciało do niego. Objął ją. Mocno, jakby była całym jego światem.
Szczęki mężczyzny zacisnęły się mocniej, mięśnie zadrgały pod skórą. Zbliżył się ponownie do lustra i jednym sprawnym ruchem zasłonił szklistą taflę, odcinając się obrazu, przez który teraz musiał zmagać się z innymi, tak bardzo różnymi w swym charakterze od tego.

Nie było krwi. Nie było krzyku. Tylko jedno, pewnie wypowiedziane słowo i nagły ciężar ciała, które opadło w jego ramionach. Z szeroko otwartymi, pełnymi zaskoczenia oczami, wpatrywał się w równie zdziwione, szkliste oczy dziewczęcia, które parę uderzeń serca wcześniej, obdarzało go uśmiechem. Sapnął ciężko, czując jak nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Jak uginają się pod nim słabo, ostatecznie sprawiając, że upadł na posadzkę. Nie musiał się rozglądać, nie musiał szukać winowajcy. Znał ten głos, który wypowiedział zaklęcie. Głos znienawidzonego ojca, który postanowił wziąć sprawy rodu we własne ręce. Nie mógł pozwolić, by jego pierworodny zaprzepaścił dobre imię rodziny Yaxleyów. By związał się z mugolką, zwykłą dziewuchą, która nie miała pojęcia o świecie magii. Ze szczurem, który powinien umykać na widok tak potężnych istot jak czarodzieje.

Przykładowy Post:
Można było śmiało powiedzieć, że mężczyzna który właśnie wszedł do pokoju był wysoki. Do tego smukły o atletycznej, wysportowanej sylwetce. Patrzył przed siebie, pozornie nie zwracając uwagi na otaczających go ludzi. Mimo że pod względem charakteru i obchodzenia się z innymi ludźmi ciężko było go przyrównać do pozostałych członków jego rodziny, to wychowanie w duchu uwielbienia czystej krwi sprawiało, że prezentował się o wiele dumniej niż czuł się w rzeczywistości. Wrażenia nie polepszało chłodne, badawcze spojrzenie, które dyskretnie przemykało po znajdujących się przed nim twarzach. W końcu znalazł tego kogo szukał. Warknął coś pod nosem, błyskając z niezadowoleniem zębami.
Ktoś zastąpił mu drogę. Ktoś pchnął z gardłowym, kpiącym śmiechem. W końcu zamajaczyła przed nim złotowłosa postać siostry, która od razu wymierzyła mu siarczysty policzek.
- Jak śmiesz. - warknęła wściekle. Zrobiła krok w przód – nie uzyskała jednak oczekiwanego efektu, jej brat nawet nie drgnął tylko leniwie, niechętnie przeniósł wzrok z ojca na nią.
- Zejdź mi z drogi.- odpowiedział chłodno, nie siląc się jednak na jakąkolwiek zmianę w głosie. - To nie jest twoja sprawa.
Próbował złapać ją za ręce i odsunąć na bok delikatnie, jednak ta wyrwała się, sięgając po różdżkę i wbijając mu ją w gardło.
- Nie dotykaj mnie. - syknęła nienawistnie, niczym mała żmija. - Nie masz prawa tutaj przychodzić. Nie po tym, co zrobiłeś. Co chciałeś zrobić. Zdradziłeś nas. Naraziłeś rodzinę. Ale to już nieważne. Nie jesteś jednym z nas. Nie należysz już tutaj. Nie masz prawa nazywać się Yaxley.
Dopiero teraz delikatny, niechętny uśmiech pojawił się na jego twarzy. W końcu stało się – rodzina postanowiła pozbyć się białej owcy, nie mogąc jednak najwyraźniej zdobyć się na wykluczenie jej także ze świata żywych. Chociaż, gdy patrzył w rozognione, piwne oczy swojej siostry, miał wrażenie, że ona uczyniłaby to z chęcią. Jak reszta oddana Czarnemu Panu, otumaniona jego przednimi ideami, którymi Ezechiel pogardzał.
Starał się po prostu odcinać od tego wszystkiego jak tylko mógł. Gdy trafił do Hogwartu uciekł w książki, w światy barwniejsze i ciekawsze, a także niosące ze sobą o wiele większe pokłady wiedzy.  Był zbyt inteligentny na to, by obnosić się ze swoją pogardą do ojca i temu komu, lub czemu, hołdował. Czarę goryczy przelała jednak mugolska dziewczyna, która najwyraźniej dla rodziny stanowiła problem nie do przełknięcia.
Crina. Jego Crina. Zamordowana z zimną krwią. Jedna z wielu. Rozpacz szarpała jego wnętrzności, rozszalała niczym wygłodniała Bruxa, jednak nie był w stanie pokusił się o coś takiego jak zemsta. Nie był jednym z nich.
Cofnął się zatem, ustępując przed drażniącym naporem różdżki siostry. Odwrócił i odszedł, słysząc za sobą kpiące parsknięcia.

Nazywam się Ezechiel Yaxley.
Moja rodzina oddała się Czarnemu Panu, wyrzekając się mnie tak jak i ja się ich wyrzekłem. Dla Ciebie, drogi czytelniku, stanę z boku wszystkich tych wydarzeń. Będę Twoimi oczami, uszami i wszelkimi innymi zmysłami, które pozwolą zrozumieć ci co się dzieję. Będę cieniem i obserwatorem wszystkiego, co pozwoli ci zrozumieć dlaczego walczymy.
Jestem Kronikarzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Ezechiel Yaxley [dorosły]   Nie Lis 01, 2015 5:11 pm


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ezechiel Yaxley [dorosły]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» WZÓR KARTY I WSKAZÓWKI TWORZENIA (dorosły)
» [DOROSŁY] Alastor "Szalonooki" Moody
» [Dorosły] Minerwa McGonagall
» Albus Dumbledore [Dorosły]
» [Dorosły] Horacy Slughorn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -