Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Sklep z tytoniem "Bugger"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pon Paź 12, 2015 6:43 pm




    Jak wiadomo na ulicy Pokątnej można znaleźć dosłownie wszystko, więc dlaczego Pan Eric Seymour nie miałby pokusić się o założenie sklepu z tytoniem o nieco komicznej nazwie - Bugger. Choć w małej, tak jak i samo wnętrze, witrynie sklepowej widać przeróżnego rodzaju bibeloty, to cały inwentarz posiadany przez Pana Seymoura potrafi zaskoczyć niejednego znawcę. Czy szukasz wyszukanych, smakowych papierosów z krańców świata czy zwykłych Cameli, znajdziesz z pewnością dokładnie to czego w danej chwili pragniesz, a jeżeli się tak nie stanie, to właściciel z największą przyjemnością ściągnie dla Ciebie to cudo w zaledwie kilka dni.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salome Mildred Thynn
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pon Paź 12, 2015 6:51 pm

Podróż siecią fiuu na ulicę Pokątną przebiegła jej szybko i (o ile to możliwe tym sposobem) przyjemnie. Był wczesny ranek, musiała przecież zdążyć spokojnie wrócić do zamku przed wyjściem do Hogsmeade. Otrzepała się z sadzy, przywitała z barmanem Dziurawego Kotła i ruszyła przez małe podwórko, żeby przejść do celu swojej wyprawy.
Mijała witryny sklepowe, szukając wzrokiem jednej, która skłoniła ją do wcześniejszego wstania z łóżka. Postanowiła odwiedzić swój ulubiony sklep z tytoniem, zamiast szukać jego odpowiednika w wiosce czarodziejów. Od kiedy rozpoczęła pracę w Hogwarcie nie miała żadnej odskoczni, a zakup papierosów stworzył jej pretekst wybrania się na małą wycieczkę.
Weszła do sklepiku. Uśmiechnęła się, widząc znajomą twarz sprzedawcy.
- Dzień dobry, panie Seymour. - Powiedziała wesoło. To miejsce ją uspokajało, było jedną z nielicznych stałych w jej życiu. Zmieniała prace, mieszkania, towarzystwo, w jakim się obracała, tutaj jednak wracała niezależnie od sytuacji, w jaką rzuciło ją życie. Był to jeden z powodów, dlaczego nie rzuciła palenia. Drugim, co zrozumiałe, było jej zamiłowanie do wdychania i wydychania dymu.
Rozejrzała się z zainteresowaniem po paczuszkach, pudełkach i torebkach opisanych krótko, zwykle samą nazwą marki, a czasem nawet jakimś niezrozumiałym skrótem. Skarbnicą wiedzy był sam sprzedawca, znający każdy produkt którym handlował. Nie miała dzisiaj zamiaru wykorzystywać jego wiedzy i wypytywać o nowości. Wystarczyło, że znów diametralnie zmieniła swoje życie. Na próbowanie nowych odmian tytoniu przyjdzie czas, kiedy zacznie się nudzić. Dzisiaj stawiała na swój wieloletni wybór - tytoń waniliowy, którego dym przybierał barwę lekkiego fioletu, upchany w nieco cieńsze niż zwykle bibułki. Salome była prawie pewna, że sprzedawca sam zwijał te papierosy jakimś sprytnym zaklęciem, a skąd brał na nie materiał pozostawało zagadką. Nie miała zamiaru zadręczać go pytaniami, wystarczało jej, że miał najlepiej wyposażony lokal - jak podejrzewała - w całej Anglii.
Podeszła wreszcie do lady.
- Dzisiaj bez nowości. - Zamyśliła się na chwilę. - Ach, i może kupiłabym do nich jakąś papierośnicę. Moja poprzednia praktycznie się rozpadła. Może mi pan pokazać, jaki jest wybór? - Zapytała, pewna, że znajdzie wśród oferty dokładnie to, czego szuka.
Eric Seymour zniknął na zapleczu, żeby wrócić po chwili i wyłożyć na ladzie kilka pudełeczek. Salome przyglądała im się z uwagą i zainteresowaniem wypisanym na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigurd Völsung
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pon Paź 12, 2015 7:06 pm

Łagodnego, siwiejącego pana Seymoura wprost nie dało się nie lubić. Potrafił zjednać sobie każdą osobę i nikt tak naprawdę nie wiedział jak on to robi. Nie był ani nachalny, ani zbyt uprzejmy, choć i na typowego Anglika nie wyglądał. Jego osobowość była tak doskonale zbalansowana jak świetnie wykuta japońska katana. I jeszcze nigdy nie miał okazji spotkać niezadowolonego klienta, który wychodziłby z tego niezwykle małego sklepiku. Sam był jego wielkim fanem, zarówno właściciela, jak i samego sklepu, wszakże z początku również był nieprzychylnie nastawiony do tak drobnego i niepozornego lokalu. Wcale, ale to wcale nie wierzył, że gospodarz mógłby posiadać dokładnie to czego szuka i bez najmniejszego problemu utrafić w jego gust. Natomiast dodatkową zaletą (z pewnością dla Sigurda, choć nie każdy tak uważał), było gadulstwo pana Seymoura. Zawsze, ale to zawsze opowiadał mu o swoich podróżach po innych krajach, gdy jeszcze był młody i zgłębiał tajniki tytoniu. Wszystkie te elementy składały się na cotygodniowy rytuał, jaki mężczyzna wprost musiał odbyć, bo bez tego działy się różne dziwne rzeczy wokół niego. Z tych też powodów nigdy nie kupował tytoniu na zaś, tylko do następnego poniedziałku.
- Dzień dobry, panie Seymour. – uśmiechnął się już w progu, ale jak mawiały dawne legendy, przywitał się dopiero za progiem, gdy zostawił go za sobą. Zaraz też zorientował się, że popełnił nie małą gafę i już spieszył z naprostowaniem rzeczywistości. - Panią również miło widzieć. – posłał niezobowiązujący uśmiech w stronę jedynej klientki w tym ciasnym, acz przytulnym pomieszczeniu i również zbliżył się do lady, by móc spojrzeć na wyłożone papierośnice.
- Polecam o tę tutaj. Moja sekretarka ma taką samą i jest wprost zachwycona. Doskonała dla każdej damy. – wskazał dłonią na jedną z najbardziej oddalonych, prostą, acz lekko dekorowaną drobnymi ornamentami na surowym metalu w kolorze jasnej szarości. - Sigurd Völsung, miło mi. – wyciągnął dłoń w jej kierunku, jak uczył go tego ojciec. Był tak potwornie zmarnierowany, że czasami nie potrafił się powstrzymać od swoich typowo salonowych zapędów.
- Panie Völsung! Dobrze, że pan przyszedł. Mam dla pana tytoń, o którym wspomniałem tydzień temu. – wyciągnął zza lady małą paczuszkę obleczoną w szary papier. - Och, tak. Klientki są bardzo z niej zadowolone, choć większość wybiera te w kwiaty. Nie jest popularna, choć z pewnością jest doskonale wykonana. – uśmiechnął się w ten czarujący sposób, jak dobrotliwy dziadek, którego Sigurd nigdy nie miał. On sam zajął się tym po co właściwie przyszedł, wszakże nie zamierzał przeszkadzać pani w jej zakupach, a przecież była pierwsza i nie powinna być obsługiwana w drugiej kolejności!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salome Mildred Thynn
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pon Paź 12, 2015 8:09 pm

- Dzień dobry. - Przywitała się, jeszcze przez chwilę nie odrywając wzroku od towaru wyłożonego na ladę. Potem odwróciła się i obdarzyła go uśmiechem, trochę przyćmionym wyraźnym cieniem pod oczami. Znów przeniosła spojrzenie na papierośnice, słuchając wypowiadanych przez niego słów.
- Och, od początku najbardziej mi się podobała. - Wzięła do ręki wskazany przedmiot i przejechała palcami po zdobieniach. - Lubię proste rzeczy. Bardziej niż o kwiecistych myślałam o którejś z tych... - Wskazała na zupełnie nie ozdobione. Zamyśliła się na krótką chwilę, patrząc na nie, ale szybko została wyrwana z tego stanu przez człowieka, który postanowił jej się przedstawić.
- Mi także miło pana poznać, Salome Thynn. - Powiedziała, złapała pudełko w lewą rękę i podała mu dłoń. - Często pan tu bywa? - Zapytała tonem beztroskiej pogawędki, wracając do wybierania zakupu. Miała nadzieję, że mu nie przeszkadza, ale sądząc po przywitaniu nie należał do nierozmownych gburów. Pierwszy raz spotkała go w tym miejscu, a bywała tu w miarę regularnie od wielu lat. Jedyne, co mogło przesądzać o tym, że jeszcze nigdy na siebie nie wpadli było to, że nie rozmyślała zbyt długo nad tym, co zamierza nabyć. Mimo to sądziła, że zna już znakomitą część stałych bywalców tego małego pawilonu. Wręcz odzwyczaiła się od napotykania tu nowych twarzy - miejsce przyciągało ludzi lubiących pewne powtarzalne rytuały. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu samo palenie było jednym z nich.
- Hmm... Wezmę ją, panie Seymour. - Powiedziała wesoło, podając sprzedawcy trzymaną od dłuższego czasu papierośnicę. - Pierwszy wybór zawsze jest najlepszy, prawda?
Czekała, aż towar zostanie zapakowany, korzystając z czasu i przyglądając się Sigurdowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigurd Völsung
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Wto Paź 13, 2015 10:13 pm

Ujął smukłą dłoń z wprawą prawdziwego dżentelmena, lekko unosząc do góry, by móc musnąć wargami grzbiet dłoni. Miał nadzieję, że panna Thynn w żadnym stopniu nie poczuje się niekomfortowo z powodu jego zachowania, ale miał przeświadczenie, że właśnie w ten sposób oddaje jej należyty szacunek. I sam do końca nie wiedział skąd ten niezwykły szacunek wobec kobiet mu się wziął, ale miał go dla praktycznie każdej, póki ta nie postanowiła wyprowadzić go z błędu swoim niestosownym czy nieprzyzwoitym zachowaniem.
- Miałem nadzieję trafić w pani gust. Udało się i cieszy mnie to niezmiernie. – odrzekł, jakby co najmniej wygrał milion funtów na loterii, choć wcale nie był materialistą; wręcz przeciwnie hołdował minimalizm, oczywiście do granic rozsądku, tak by nie żyć o samym chlebie i wodzie.
- Ma pani piękne imię, po ulubienicy Gustava Moreau. – może i nie był wielkim znawcą sztuki, ale symboliści mieli szczególne miejsce w jego sercu, choćby dlatego, że tą niezwykłą łatwością ukrywali w pozornie prostych rzeczach niezwykłe historie. Uwielbiał dobrze skomponowane metafory, genialnie dobrane epitety, a już w szczególności symbolikę, która nie była oczywista na pierwszy rzut oka. Tak też było z niepozorną papierośnicą, na którą nikt nie zwracał uwagi, ale tak naprawdę miała w sobie więcej kunsztu i wyrafinowania niż reszta jej koleżanek.
- Co poniedziałek. Taki mój prywatny rytuał. Pani również nie miałem jeszcze przyjemności spotkać, aczkolwiek wydaje mi się, że bywa Pani tu równie często co ja. – oczywiscie mógł jedynie zgadywać, choć doskonale wiedział, ze pan Seymour choć pamięć miał jeszcze świetną, to nigdy nie zapamiętywał osób, które bywały u niego od święta. W związku z tym mógł wywnioskować, że panna Thynn pojawia się w sklepie z tytoniem z podobną częstotliwością co on sam lub trochę mniejszą, ale wciąż całkiem sporą, skoro nie tylko była rozpoznawana przez właściciela, co sama czuła się w nim tak komfortowo, a przynajmniej takie wrażenie sprawiała.
- Pachnie wyśmienicie. Miałem trochę wątpliwości, gdy pan wspomniał o estońskim tytoniu, ale jego zapach jest niesamowity. Poproszę od razu o bibułki do kompletu. – pokiwał głową z uznaniem, dawno nie miał w rękach tak znakomitego towaru, a może tylko tak mu się wydawało ze względu na samego pana Seymoura, który nigdy się nie mylił co do jego gustu. Odsunął się w bok, żeby zrobić więcej miejsca, gdy panna Thynn oddawała papierośnicę i była obsługiwana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salome Mildred Thynn
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Czw Paź 15, 2015 10:37 pm

Spodobało jej się przywitanie, jakie zgotował jej ten nowo poznany mężczyzna. W ostatnim czasie miała szczęście do spotykania ludzi o podobnym zachowaniu i nie miała zamiaru na to narzekać. Patrzyła na Sigurda z błyskiem w oczach, taktownie przyjmując pocałunek w dłoń - bez chichotów, rumieńców czy oznak niezadowolenia, patrząc przy tym w jego oczy. I jeszcze to zadowolenie z utrafienia w jej gust! Naprawdę miała szczęście. Rozmowa z ludźmi posiadającymi klasę była czystą przyjemnością. Uśmiechnęła się i odwróciła na chwilę do sprzedawcy, kiwając mu głową w odpowiedzi na niemą propozycję dołączenia jakiegoś reklamowego, próbnego papierosa. Doskonale wiedział, że akurat ten rodzaj uzna za na tyle dobry, żeby kiedyś wrócić do tego smaku.
- Mhm. - Mruknęła wciąż się uśmiechając. Miała nadzieję, że jej nowy znajomy zwróci uwagę na jej pogodną twarz, a nie na to, że nie zna wymienionego nazwiska. Nie miała najmniejszego pojęcia, o kim mówił. Starała się wyglądać mądrze i na zainteresowaną - przynajmniej to drugie nie było udawane. Co jak co, ale nigdy nie miała oporów w wysłuchiwaniu ciekawych faktów, nawet na temat, który niekoniecznie ją interesował.
- Kwestia gustu, panie Völsung, kwestia gustu. - Powiedziała więc tylko. Była przywiązana do swojego imienia, ale nigdy nie uważała, że jest ono piękne.
W międzyczasie Eric Seymour położył gotowy pakunek na ladzie i z taktem trafiając w odpowiedni moment rozmowy podał należną za towar cenę. Salome zaczęła odliczać galeony, co nie przeszkadzało jej w dalszym mówieniu. Była wielozadaniowa.
- Och, nie z tak zegarkową regularnością, ale odwiedzam to miejsce przynajmniej dwa razy w miesiącu. Zanim zaczęłam nową pracę miałam więcej sposobności. - Zerknęła na Sigurda w przerwie w odliczaniu monet. - Pracę w Hogwarcie. Uwierzy pan? Ja sama chyba jeszcze nie do końca wierzę. Hogwart!
Z zaciekawieniem rzuciła okiem na zawiniątko, które sklepikarz przygotował dla pana Völsunga.
- Faktycznie, pachnie dobrze. No, panie Seymour, chyba już wiem, czego spróbuję następnym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigurd Völsung
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Wto Paź 20, 2015 3:37 pm

Ach ta dzisiejsza młodzież! Za grosz u niej kultury. Ile razy słyszał te gromkie i pełne pogardy słowa padające z ust ojca. Za każdym razem gdy przedstawiał swoich znajomych, warto nadmienić, że żaden z nich nie utrafiło choćby w najmniejszym stopniu w gusta ojca, ten tylko krzywił się i wypowiadał właśnie tak dobrze znaną formułkę, jakby on i jego pokolenie byli idealnym wzorem do naśladowania. Zdarzyło mu się słyszeć jak dziadek coś tam wspominał o krnąbrnej naturze jego surowego ojca, gdy miał te naście lat i jakoś wcale nie chciał się wtedy zachowywać jak przystało na prawdziwego dżentelmena. Takie znamiona nosiła każda epoka, ponieważ od zawsze kolejne pokolenia buntowały się wobec zasad narzucanych przez dziadków czy rodziców i sam Sigurd mógł to obserwować, gdy raz na jakiś czas spotykał swoje młodziutkie kuzynostwo. A było ono naprawdę liczne i zbulwersowane zastaniem ich rodziców. Sam jednak mimo młodzieńczych ekscesów, po których swoją drogą nadal nosił ślady w postaci zabliźnionych dziurkach po kolczykach czy tatuażach znaczących grzbiety jego palców czy plecy, hołdował, jak ojciec, stosowanie się do etykiety. Tak bardzo podobały mu się te wszystkie konwenanse, muskanie ust wierzchu dłoni każdej damy, udzielaniem im swego ramienia czy chusteczki, które zawsze, ale to zawsze nosiło się w butonierce ze szczególnym wskazaniem dla potrzebującej damy. A gdy każda z osobna pozwalała się w ten subtelny sposób dopieszczać, sprawiała mu nie lada przyjemność. Tak też było w przypadku niezwykle urokliwej pani Thynn.
- Oby dobrego. – uśmiechnął się zaledwie kącikami ust, ledwie widocznie. Salome była albo świetną aktorką, albo kobietą z wielką klasą i Sigurd obstawiał, że z pewnością drugie, ale czemu i nie pierwsze? Nie do końca mógł stwierdzić czy wiedziała o czym właśnie jej powiedział, ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Bo ani nie zamierzał popisywać się swoją rozległą wiedzą dotyczącą sztuki, ani wprawiać jej w zakłopotanie, choć czasami mógł sprawiać takie wrażenie. Niemniej jednak kobieta wybrnęła z sytuacji z niezwykłą gracją, dzięki czemu uratowała też i jego tyłek..
- Winszuję. Czym się pani zajmuje, jeśli mogę spytać? Słyszałem wiele dobrego, aczkolwiek nigdy nie miałem przyjemności odwiedzić tej niezwykłej i niedługo zapewne legendarnej szkoły. – a wszystko dzięki rodzinnej tradycji, że chłopcy z rodziny Völsung kończyli tylko i wyłącznie Drumstrong, a Sigurd nie będzie wyjątkiem. W tamtej chwili pożegnał się z marzeniami o spełnianiu się jako czarodziej w murach Hogwartu, również wtedy gdy mimo wszystkich jego figli i tak nie chcieli go wyrzucić, ze względu na zbyt wpływowego ojca.
- Czy zechciałaby mi pani towarzyszyć podczas wizyty w pobliskiej kawiarni? Muszę dopełnić coponiedziałkowy rytuał, a sprawiłaby pani mi wielką przyjemność swoim towarzystwem i z przyjemnością poczęstowałbym już dzisiaj nowym tytoniem. – tak nagła decyzja przyszła mu z zaskakującą łatwością. Miał ochotę zaprosić ją do dalszej rozmowy, choćby z tego prostego względu, że nie przystoi mężczyźnie dyskutować tak długo z damą przy ladzie i zdecydowanie bardziej adekwatnym miejscem będzie jakaś urocza kawiarnia na rogu ul. Pokątnej.


Ostatnio zmieniony przez Sigurd Völsung dnia Nie Lis 01, 2015 8:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Salome Mildred Thynn
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Czw Paź 22, 2015 9:45 pm

- A jak pan myśli? - Zapytała, posyłając mu kolejny uśmiech. Nie miała zamiaru zmuszać go do zgadywania, chciała tylko pozwolić mu na wolną myśl, zanim wszystko wyjaśni - zanim sama wskaże, w jaką szufladkę powinien ją wsadzić. - Zaczęłam nauczać Wróżbiarstwa. Mam o tyle łatwiej od innych początkujących nauczycieli, że na moich zajęciach grupy uczniów są raczej niewielkie. Rozumie pan, to raczej mało popularna dziedzina magii. - Wbiła w niego przenikliwe spojrzenie. Nie chciała przeoczyć żadnego szczegółu reakcji, jaką wykaże na jej słowa mężczyzna. Co człowiek tego typu może sądzić o tak pogardzanej przez nią dziedzinie? Ostatecznie zdania były mocno podzielone i Salome nauczyła się nie zakładać niczego z góry. Czasem czarodzieje, których uważała za konkretnych i rozsądnych potwierdzali użyteczność tej gałęzi rozwoju magicznego, a czasem ci wiecznie bujający w obłokach patrzyli na takie praktyki z pobłażaniem. Za najbardziej niesprawiedliwe uważała, kiedy ludzie gardząc wróżbiarstwem pogardzali również jasnowidzami. Sama była doskonałym przykładem na to, że ten dar może dostać się komuś, kto pozornie kompletnie do niego nie pasuje. Uważała go za coś kłopotliwego, jak jakąś chorobę. Długo jej zajęło przywyknięcie do faktu, że jest to jej nieodłączna cecha i nic na to nie poradzi.
- Och, nie uczęszczał pan do Hogwartu? - Położyła wreszcie na ladzie wyliczone pieniądze. - Bardzo dziękuję, panie Seymour. Jak zwykle, zakupy w pana sklepie to czysta przyjemność.
Odwróciła się do Sigurda, trzymając w ręce nabyty właśnie pakunek. Była gotowa do opuszczenia sklepu, ale nie ruszyła się jeszcze do wyjścia.
- Bardzo mi miło słyszeć tę propozycję, panie Völsung, ale niestety jestem zmuszona odmówić. Nie mam zbyt wiele czasu, muszę wrócić do zamku. Uczniowie wychodzą dzisiaj do pobliskiej wioski, a ja zgłosiłam się na opiekuna. - Zrobiła zamyśloną minę. - Jak przypomnę sobie, co za moich czasów wyrabialiśmy na takich wypadach... - Wyrwała się z tego krótkiego powrotu do wspomnień. - Ale obiecuję, że następnym razem na pewno znajdę chwilę. Mam nadzieję, że pana nie rozczarowałam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigurd Völsung
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Nie Lis 01, 2015 9:56 pm

Dawniej zazdrościł wujowi, od strony matki, daru do odczytywania wielu informacji z twarzy drugiej osoby. Nigdy nie dowiedział się jak to robił, bo umarł młodo, ale doskonale pamiętał jak w dzieciństwie zabawiał go w ten sposób i za każdym razem robił to bezbłędnie. Nie dość, że wiedział o czym młody Völsung myślał w danej chwili, to z łatwością rozszyfrowywał wszystkich jego kolegów, tudzież inne osoby, które akurat zgodziły się wziąć udział w tym osobliwym eksperymencie. To była jedna z nielicznych rzeczy jakich żałował, że nie miał możliwości odziedziczyć po rodzinie. Wszakże ojciec, choć skończony z niego skurwysyn, tak też potrafił w mgnieniu oka rozszyfrować każdego. Dosłownie każdego i to bez większego wysiłku.
- Jestem zwolennikiem teorii, że wiele zależy od nauczyciela. Mój profesor uchodził za niezrównoważonego dziwaka, ale tak naprawdę był niezwykle inteligentnym człowiekiem. Wprawdzie początkowo uważałem jego zajęcia za stratę czasu, ale wiele mnie na nich nauczył i od tamtej pory mam duży szacunek do osób zajmujących się wróżbiarstwem, ponieważ często posiadają wielką mądrość życiową, o której wiele czarodziejów zapomina przez zaklęcia i magiczny świat. – czy czuł się zakłopotany mówiąc te wszystkie, trochę zawstydzające rzeczy, tak otwarcie i jeszcze przy pilnie słuchającym rozmowy panie Seymourze? Niekoniecznie. Mógłby, gdyby tylko kiedykolwiek czegokolwiek żałował w swoim życiu lub brakowało mu pewności siebie.
- Niestety nie. Hogwart nie cieszy się przesadnie dobrą opinią w mojej rodzinie. – czasami sam się zastanawiał skąd miał ten głupi, niezwykle buntowniczy plan pójścia akurat do tej znienawidzonej szkoły? Czy naprawdę uważał, w wieku 11 lat, że ta szkoła posiada najwyższy poziom nauczania i z pewnością zapewni mu świetlaną przyszłość? Szczerze wątpił, by w tak młodym wieku tak szczegółowo analizował programy każdej z magicznych szkół, tylko po to by wyprowadzić swojego ojca z równowagi i dowieść mu, że owszem Drumstrong to świetna szkoła, ale nie najlepsza.
- Zasmuca mnie Pani. – uniósł kąciki ust w lekkim, nieco zawadiackim uśmiechu, co miało jasno znaczyć, że się z nią droczy. - Naprawdę miałem nadzieję zabrać Panią w pewne urokliwe miejsce, ale skoro preferuje Pani towarzystwo buzujących hormonów, to muszę się usunąć. – poruszył lekko brwiami, tym samym poszerzając zadziorny uśmiech malujący się na niezwykle spokojnym obliczu.
- Panie Seymour. – skinął mu należycie głową, po tym jak zapłacił, i skierował się w stronę drzwi, tylko po to by otworzyć je przed kobietą. Przepuścił ją i wyszedł chwilę później, stając obok niej. - Mam nadzieję na nieco dłuższą rozmowę w przyszłości. – skłonił się nisko w jej kierunku, żegnając w ten sposób i skierował w przeciwnym kierunku, ruszając z powrotem do Ministerstwa.

[oboje zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pon Lis 02, 2015 12:38 pm

Rachunek:

Salome Mildred Thynn:
1x Papierośnica (3 Galeony i 1 Knut)
2x Papierosy (14 Sykli i 4 Knuty)
Razem: 3 Galeony 14 Sykli i 5 Knutów

Sigurd Völsung:
1x Tytoń (4 Galeony i 11 Sykli)
Razem: 4 Galeony 11 Sykli i 0 Knutów

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pią Cze 16, 2017 11:25 pm

Nigdy do końca nie wierzył, w sumie nie wiedział do końca dlaczego, może to z powodu niewystarczających argumentów znanych mu wyznań? A może zwyczajnie nie poznał jeszcze tej religii, która bez reszty mogłaby go pochłonąć, zająć wszelkie myśli? Znał ich niewiele, głównie odnosił się do głównych pojęć, jak pojęcie Boga, Nieba, Piekła, Aniołów i Demonów, ale to zdawało się być zaledwie utartymi schematami, powtarzanymi wciąż i wciąż na nowo. Stało się po prostu jednym z elementów otaczającej Charlesa rzeczywistości. Dzień dobiegał końca, już dawno zdążył wysiąść z pociągu, pożegnać się z uczniami i nauczycielami i ruszyć w swoją stronę, do domu. Tam, będąc na sam ze swoimi myślami, przebrał się w coś odpowiedniejszego, lżejszego w odcieniu niebieszczu wymieszanego z fioletem. Włosy związał, buty wyczyścił za pomocą łatwego zaklęcia, sprawdził swoją sakiewkę i postanowił się udać na Ulicę Pokątną w celu zrobienia małych zakupów. Skorzystał ze świstoklika, bo okazał się on najłatwiejszym sposobem by dostać się na miejsce. Po pozbyciu się zawrotów głowy, zaczął przyglądać się straganom i wystawom - zwłaszcza ta, należąca do sklepu Bugger przykuła jego uwagę i przypomniała, że powinien uzupełnić swoje zapasy. Otworzył więc drzwi i wszedł do środka, nie spodziewając się w środku żadnych większych atrakcji - w tym jakichkolwiek utrudnień. Tak zresztą skupił się na wyborze działu do którego powinien najpierw zajrzeć, że nie zwrócił uwagi na pewną młodą pannę.
I może to był pierwszy jego błąd.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henriette Avery
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Wto Cze 20, 2017 6:40 pm

|| strój

Nawet jeśli ktokolwiek chciałby jej powiedzieć, że anioły istnieją, nie uwierzyłaby. Jeśli miałyby istnieć, ludzie nie popełniali by wszystkich strasznych zbrodni, których się dopuszczali. Wolała trwać w przekonaniu, że to wyłącznie ludzka natura ma wpływ na wybory, a nie złotowłosa, skrzydlata istota czy też jego krewniak - czerwonoskóry diabeł z rogami szepcze człowiekowi na uszko, co złego powinien dzisiaj zrobić. Bardzo infantylne spojrzenie na świat. Może dzisiaj taki człowiek usłyszałby, że musi podstawić nogę staruszce przechadzającej się w spokoju po kostce brukowej wyłożonej w centrum miasta. Anioły, demony - to nie one, lecz ludzie podejmują wybory. Bo przecież to nie żaden mały głosik w głowie sprawił, że dzisiaj tu była.
Miała do dyspozycji długą, zdobioną fajkę z ciemnego drewna. Przedmiot skromny, elegancki - dokładnie taki, jakie najbardziej lubiła. Papierosy skręcone z bibuły miały swój delikatny urok. Wyglądały buntowniczo, a jednocześnie nieraz wydawały się symbolizować prawdziwych zdobywców. Skromnych wprawdzie, ale nadal zdobywców. Natomiast fajka była bardziej dumna, wyszukana. Jednak wymagała odpowiedniego wypełnienia. Dlatego też zawitała dzisiaj w sklepie Buggera i przebierała wśród tytoniu wszelkich smaków. Przechodziła akurat z działu do działu, kiedy ktoś ze straszną nieuwagą wpadł na nią, choć nie potrącił jej z takim impetem, aby ruszyło w niej coś więcej niż jej niewielką dumę. Poza tym, że lekko pogniotła się jej jasna, jedwabna koszula. Dziewczyna uniosła głowę i mimo iż była sporo od mężczyzny niższa, to jej wzrok był tak przytłaczający jakby górowała nad nim jak gigant.
- Cóż za brak rozwagi. - wyrzuciła z niezadowoleniem, choć bez opryskliwości w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Sro Cze 21, 2017 4:14 pm

Używał metafor, tworzył z tych słów, co prezentowały mu się jako struktury utartych schematów, coś więcej. A przynajmniej chciał tak sądzić, pozwalając sobie na tak dalekie wybieganie... no właśnie, gdzie? Poza jakie granicy? Często to rozważał, możliwe że za dużo myślał, choć w sumie inaczej nie potrafił. Zbrodnie zawsze będą, słyszał o tym, że bogowie potrafią być zarówno dobrzy jak i źli, litościwi i surowi; czyż nie w tym kryła się też odpowiedź na podane zarzuty? Ludzka natura mogła istnieć wraz z tą boską, wraz z tymi wszystkimi aniołami, diabłami i innymi stworzeniami, czającymi się w podaniach. Świat nie mógł niemniej istnieć bez zbrodni, nie było co się oszukiwać; ludzie nie zaczną zostawiać niezabezpieczonych zaklęciami domów, otwartych drzwi i zapominać o tym, że istnieje coś takiego jak przestępczość. Może coś jednak daje wskazówki, manipuluje ludzkimi losami, przekreśla pewne szlaki? To tak jak z przepowiedniami - istnieją i są przypadki, kiedy się spełniają, bo ktoś wybrał tak a nie inaczej. Przeznaczenie, fortuna, cokolwiek innego, lubiło drwić i zaskakiwać i nawet bycie kowalem nie gwarantowało, że otrzyma się upragniony magiczny miecz. Słyszenie głosów nie świadczy najlepiej o kondycji danego czarodzieja - ogólnie człowieka i Charles coś o tym wiedział, więc czy rzeczywiście panna Avery chciała się przyznawać do słyszenia jakiegokolwiek głosu w swej głowie? Nierozważnie.
Hucksberry szukał głównie papierosów ukrytych w eleganckich paczkach, papierośnicach i właściwego tytoniu, którym mógłbym się raczyć uprzednio nabijając nim swoją drewnianą, ręcznie robioną przez jego dziadka fajkę. Postawił jednak najpierw na papierosy z zachodnich krajów, gdy nagle nastąpiło zderzenie i choć nie zrobił tego celowo ani tym bardziej nie użył całej swej siły, źle została obliczona odległość między innymi klientami a nim. Zaskoczony mężczyzna więc przystanął, podrapał się po głowie i zerknął w stronę ciała - dokładnie mówiąc młodej kobiety - w istocie patrząc na nią z góry. Wzrost wszak robił swoje. Przez chwilę jakby się zawiesił, nie do końca rozumiejąc gdzie się znajduje, co robi i czy rzeczywiście ma kogoś przed sobą, ale po słowach nieznajomej szybko się ocknął.
- Najmocniej przepraszam za ten brak rozwagi, o pani. Żywię nadzieję, iż zostanie mi to wybaczone - odezwał się, po czym wykonał krótki, grzecznościowy ukłon, wyrażając tym samym szacunek do Henriette. Łatwo było rozpoznać czystokrwistą czarowicę.
Drugim błędem okazała się pognieciona koszula. Trzecim zaś, że pomimo drobnej skruchy, nie bał się panny Avery. Czy odpuści mu czy raczej będzie domagać się jakieś należytości?


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Henriette Avery
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pią Lip 14, 2017 7:54 pm

Nie miała być osobą wzbudzającą strach w innych ludziach, nieważne jak bardzo wywyższone było jej spojrzenie. Takiej drobnej osobie trudno było wywoływać obawę, nawet przy użyciu gróźb. Do tego zdecydowanie należy znać jej siłę, o którą nawet nie walczyła. Zależało jej na poważaniu, spokoju i stabilnej, niekoniecznie mocnej pozycji. Dlatego nie było się nawet o co bać - nawet gdyby w jej głowie pojawiały się jakieś głosy, jedynie ona sama mogłaby o tym wiedzieć. Za wiele miała do stracenia, aby móc w pokazać jakąkolwiek życiową niedyspozycję. Była jedyną córką Roberta Avery'ego! Nie miała czasu ani możliwości się mylić. Nie uważała, że kiedykolwiek uda jej się osiągnąć szczyty, podbić świat czy też rozwijać się jako ktoś bardzo wysoko postawiony, dlatego korzystała z możliwości, które dał jej los. Mogła wieść życie godne, choć skromne jak na osobę z jej statusem - jako cichy współtwórca nowego świata. Jednocześnie w oczach ludzi niewtajemniczonych, mogła być jedynie niepewnym świadkiem. Kimś niewiązanym z problemem. Odciętym od nich.
Nietrudno było poznać, że mężczyzna wie jak się zachować w towarzystwie osoby z jej statusem. Czarownice wychowane tak jak ona oczekiwały pewnego rodzaju specjalnego traktowania - subtelnego aczkolwiek godnego. Nikt nie musiał pokazywać zbyt prężnie, że jest kimś o innym, jak sama uważała, wyższym statusie społecznym.
- To już wyłącznie od pańskiego zachowania zależy. - powiedziała, a jej spojrzenie zmieniło się na bardziej oceniające. Ten człowiek wydawał się znajomy. Zapewne z widzenia - zazwyczaj bez problemu zapamiętywała ludzi, z którymi rozmawiała przez dłuższy czas. Kobieta rozprasowała delikatnie dłońmi swoją granatową bluzkę, a po chwili spinkę we włosach, w kształcie motyla, choć utrzymaną w równie ciemnych kolorach, nawet jeśli to subtelne uderzenie nawet jej nie ruszyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   Pon Lip 17, 2017 1:36 am

Ludzie byli różni, mimo powielania znanych schematów. Nawet wśród nich, tych co przecież odważali się patrzeć ponad ludźmi o niemagicznych możliwościach, wkradała się codzienność, powtarzalność pewnych gestów i zachowań. Schematy. Bywali zaślepieni przez swoją 'wyjątkowość', coś na co przecież kompletne nie mieli wpływu. Charles, mimo że nie chciał taki być, umieszczał siebie między nimi, dumnymi reprezentantami rodów, uważając, że i w nim są te wzgardzone niegdyś przez niego schematy do których w każdym momencie mógłby mieć dostęp, gdyby tylko zechciał. I byłoby to zupełnie naturalne. Wśród wyssanych z piersi matki mądrości, zdarzał się i strach. Zapewne panna Avery, nawet jeśli nie otrzymała go na starcie, mogłaby się go nauczyć bez większych problemów. Wzbudzania uczucia niepewności, drżenia każdego pojedynczego ciała z obawy przed zranieniem, przed jej umiejętnościami, ale, jak sama wolała podkreślać, siłę odnajdywała w innych czynnościach. Prostszych, mniej kłopotliwych, mogłoby to być nawet obiektem jego aprobaty, ale i też, z czego Hucksberry słynął, z cichej drwiny, że zamknęła się bezpiecznie w swej pięknej skorupce. Miała jednak swoją dumę i godność, co należało pochwalić, w dzisiejszych czasach wszak coraz łatwiej o rozwiązłość i demoralizację. Nie bała się planowanych transakcji ze sobą w roli głównej?
Charles, jedynie dziecko swoich rodziców, był zarówno najszczęśliwszym i najbardziej pechowym dziedzicem rodu Hucksberrych. Zdawał sobie sprawę doskonale, ciotki często kręciły głowami nad jego losem, pewnie lada moment zmuszą go by udał się do jednego z jasnowidzów po wróżbę. Głupstwa jakich mało, zbyt racjonalny był na podobne dywagacje. Czy w swej głowie panna Avery miała jakieś wspomnienie, które szczególnie zapadło jej w pamięć?
Zamierzał jej właśnie takie traktowanie dać, choć wszak to nie mogło być prezentem, a jedynie jednym z elementów schematu. Schematu, który po cichu stosował również w stosunku do pań wątpliwej krwi, ale o tym na szczęście delikatna i cicha panna Avery nie wiedziała.
- Postaram się więc by spełniało pani oczekiwania w ramach ogólnoprzyjętej przyzwoitości - odwzajemniał spojrzenie, choć nie miał zbyt dobrej pamięci do osób, które jedynie mogły mu mignąć na bankietach, nielicznych balach w których, chcąc nie chcąc, nieraz musiał brać udział. Uprzejmie się uśmiechnął. - Raczy mi pani wybaczyć, że od razu nie podałem swej godności. Charles Myrnin von Hucksberry III.
Ponownie się ukłonił, tym razem przyjmując dłoń, jeśli Henriette ją wyciągnęła w jego stronę i krótko całując. Kiedy już się na nowo wyprostował, przyjrzał się spince w kształcie motyla. Zastanawiał się właściwie jak dużo czasu musiało zająć stworzenie takiej solidnej fryzury. Ani jeden włosek się nie wymsknął.
- Czy motyl jest dla pani szczególnym symbolem czy jedynie ozdóbką, mającą na celu urozmaicić pani strój?


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sklep z tytoniem "Bugger"   

Powrót do góry Go down
 
Sklep z tytoniem "Bugger"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sklep z ubraniami Gladraga
» Sklep Madame Malkin
» Sklep z eliksirami J. Pippin's
» Sklep Ollivandera
» Sklep Odzieżowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Wielka Brytania :: Londyn  :: Ulica Pokatna
-