Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!
CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Grządki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
avatar
avatar


PisanieTemat: Grządki    Pon Wrz 02, 2013 2:38 pm

Zadbane grządki rożnych roślinek. Można tutaj znaleźć wielkie dynie jak i małe kwiaty, których zapach czuć w okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Sro Paź 16, 2013 8:59 pm

Choć czuła się winna,  że mu wypomniała dawne wybryki, to jednak ciężar spadł z jej serca. Nie wierzyła w "cudowną" przemianę Jamesa Pottera. Nie chciała w nią po prostu uwierzyć, łatwiej jej było sądzić, że to wszystko jest tylko kolejnym głupim żartem, lub próbą by coś im udowodnić. By coś JEJ udowodnić.
Oj miała sporo wątpliwości, wciąż analizowała jego gesty, by wysunąć jakieś wnioski na temat zmiany jego zachowania. I czasami... czasami naprawdę wierzyła, że okularnik się zmienił. Zresztą, jak na złość co jakiś czas w dormitorium dziewcząt VII roku poruszany był temat Pottera i jego przyjaciół.
Wiedziała do czego dążą jej przyjaciółki, wiedziała, że nie miałyby nic przeciwko - a wręcz byłoby wskazane by po tych wszystkich latach wreszcie dała mu szansę.
Ale... ona się BAŁA. Naprawdę odczuwała strach na myśl wyrażenia zgody i konsekwencji, które by te magiczne "tak" za sobą niosły.
No i nie ufała mu. Przynajmniej nie do końca. Może i to było głupie, może i nic by się nie stało, gdyby zapomniała o dawnym żalu do chłopaka.
Lily była jednak uparta i to nawet bardzo. Poza tym gubiła się już w tym wszystkim.
Dlatego, gdy dostała się na błonia puściła się biegiem przed siebie. Dość silny wiatr rozwiewał jej rude włosy, a szata frunęła za nią niczym latawiec. Buty ślizgały się po jeszcze mokrej trawie, a jej oddech przyspieszył.
Tęskniła za tymi wszystkimi chwilami, gdy wystarczyło, że poszła do swojego dużego przyjaciela, on przygotowywał jej ciasteczka i opowiadał różne niesamowite historie.
Może czas by wrócić do tego wszystkiego...?
Oparła się o ścianę domku Hagrida i patrzyła gdzieś przed siebie, delektując niesamowitym zapachem kwiatów i ziół z jego małego ogródka.
Chmury były szare i nieprzyjazne, lecz widok falującego delikatnie jeziora, szum drzew w Zakazanym Lesie i co chwile gorączkowe uderzenia bijącej wierzby sprawiały, że czuła, że żyje.
Nawet jeśli nie rozumiała, co się z nią właśnie dzieje.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Nie Paź 20, 2013 6:35 pm

Uczniom nie wolno było zachodzić do Zakazanego Lasu; o tym wiedział każdy. Że spora część uczniów tam zachodziła, tego całość hogwarckiej społeczności zdawała się być równie świadoma. Jednych ciągnęło zakazane, inni lubowali się w widokach piękna zakazanej natury - Rosier poniekąd należał do tych drugich. Wiedział - a może tylko tak uważał -  że moce Dumbledore'a nie sięgają na całe połacie Zakazanego Lasu, wobec czego częstymi spacerami w okolicy przyzwyczajał się do przyszłych zadań. Wiedział, że prędzej, czy później, Śmierciożercy będą chcieli zawładnąć Hogwartem i na zawsze przepędzić stąd tego przemądrzałego starucha - wiedział też, że wielu uczniów Slytherinu będzie musiało w tym pomóc. Oswajał się z tym terenem, przyzwyczajał do niego. Nie zapuszczał się raczej daleko - dzięki czemu nie zginął jeszcze ani pod kopytami centaurów, ani w paszczy jakowegoś dawno zapomnianego smoka, gryfa, czy innego jednorożca. Początkowo był ostrożny, wiedział, że podobne spacery przypłaci szlabanem, jeśli dostrzeże go nauczyciel lub gajowy - albo jeśli wywęszy go jego pies. Ostrożny był jednak za pierwszym, drugim i dziesiątym razem, za kolejnym ta ostrożność zmalała. Być może dlatego nie spostrzegł prefekta, który odpoczywał nieopodal i patrzył wprost na owy skraj lasu, z którego wyłonił się Ślizgon. Szedł sam, Rosier często przebywał sam. Zdecydowanie preferował samotność od towarzystwa półidiotów.
Evan szedł przed siebie dostojnym i wcale nie skrytym krokiem; z rękoma w kieszeniach szaty i głową dumnie uniesioną przed siebie - szedł jak arystokrata, którym bez wątpienia był i od którego owa arystokratyczność promieniowała silną, daleko niosącą się aurą. Nie przejmował się zanadto porywistymi wiatrem smagającym jego włosy, policzki oraz szerokie poły atramentowej szaty. Z kieszeni wystawał drewniany kraniec różdżki, którą widocznie trzymał w pogotowiu, szmaragdowy krawat Slytherinu, nieuwiązany, niósł luźno przewieszony szyję - Evan nie lubił uniformów, ale jednocześnie odczuwał głęboką potrzebę afiszowania się z przynależności do Domu Węża, pierwszego z pierwszych, najpotężniejszego i bez wątpienia najczystszego.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Nie Paź 20, 2013 8:00 pm

Nie od dziś przecież znane są jej punkty ze szkolnego regulaminu, która z taką namiętnością starała się przestrzegać. Pani Prefekt, czyż nie brzmi to obowiązująco? Starała się. Starała się, jak mogła, by pokazać, że można jej ufać, że zasługuje na tę zaszczytną rangę. Czy można było mieć jej to za złe?
Ale teraz nawet o tym nie myślała. Nie kiedy spoglądała w te chmurne niebo, gdy co jakiś raz wracała do podziwiania rosnących dziko kwiatów. Tyle uroków jesieni! Nawet jeśli ta postanowiła się pokazać z tej gorszej strony dzisiejszego dnia. Z domku nie dobiegały żadne dźwięki, nie uchodził też dym z kominka, który przecież zawsze odkąd pamiętała był znakiem, że gajowy jest u siebie.
Wahała się. Zapukać, czy też nie...? Czy Hagrid był u siebie, a może rzeczywiście jest na jakieś specjalnej misji?
Tak bardzo potrzebowała ciepła przyjaznego ciała. Kogoś, kto był gotowy by ją wysłuchać, by doradzić i sprawić, że zapomni o problemach przy herbatce i ciastkach.
Zrobiło się chłodniej. Objęła się ramionami i spojrzała w stronę Zakazanego Lasu. Pogoda się pogarszała i nawet tam w lesie było niespokojnie.
Chmara ptaków zerwała się z koranów, a spomiędzy drzew wysunęła się sylwetka. Zrobiła kilka kroków do przodu, mrużąc delikatnie zielone oczy. Uczeń wydawał jej się znajomy - z pewnością kojarzyła go z widzenia, nieraz widziała, jak rozmawiał z Severusem. Biła z niego niesamowita pewność siebie, która ją drażniła. Może to dlatego, że przez takich, jak on, jej przyjaciel się zmienił? Być może...
- Nie wiesz, że wstęp do Zakazanego Lasu jest zabroniony? A może sądzisz, że Ciebie przepisy nie dotyczą, co? - Odparła, skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i uniosła głowę wysoko. Dumnie. Nie wiedziała czego się spodziewać po tym Ślizgonie.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Nie Paź 20, 2013 8:43 pm

Kątem oka dostrzegł rudowłosą dziewczynę; z początku nawet się nie zatrzymał i szedł dalej przed siebie, nie przejmując się jej obecnością. Dopiero, kiedy znalazł się bliżej, dostrzegł w niej prefekta - Lily Evans. Bez wątpienia nie utrzymywali w trakcie nauki żadnych kontaktów ze sobą, ale winni kojarzyć zarówno swoje twarze, jak i nazwiska. Ona była prefektem, prefektów znał każdy. On był Rosierem, z tych Rosierów, co akcentował, gdziekolwiek się nie pojawił - ucząc się razem z nim w jednej szkole przez kilka lat nie sposób było to przeoczyć. Prawdopodobnie znali się także z Klubu Ślimaka, do którego Slughorn zapraszał utalentowanych i dobrze urodzonych uczniów. Pondato, Evan widział ją wielokrotnie w towarzystwie Severusa - i jej towarzystwo niewymownie wręcz martwiło Ślizgona. Snape nie powinien zadawać się z takimi, jak ona. Evan dobrze znał czarodziejskie rody Anglii, których wcale nie było tak wiele i dobrze wiedział, że Evans się do nich nie zalicza. Jako prefekt, Lily znajdowała się poniekąd na świeczniku. Każdy wiedział, kim była. Każdy, dla kogo ta wiedza była istotna. Kiedy przejmą już te tereny, kiedy Śmierciożercy zawładną Hogwartem, dzieci z rodzin niemagicznych w ogóle nie będą miały tutaj prawa wstępu. Dobrze o tym wiedział. Wszyscy wiedzieli.
Stał prosto, wyniośle, przez jego twarz przemknął grymas niezadowolenia - był to w istocie wyraz złości zmieszanej z obrzydzeniem i pogardą; nie dość, że go nakryto, to jeszcze uczyniła to pospolita szlama. Tak, szlama - Evan wypowiadał to wyzwisko z nadzwyczajną lekkością, i w myślach, i na głos. Jego dłonie drgnęły w kieszeniach płaszcza, możliwe, że chwycił różdżkę... nie wyciągnął jej jednak.
- Stój jak stoisz i nie podchodź zbyt blisko - rzekł władczo, z niekrytą niechęcią; dzieci rodzin niemagicznych winny być izolowane. - Głowa niżej, kiedy mówisz do lepszych od siebie.
 Zabronione, dozwolone... to wszystko normy ustalone przez ześwirowanego pryka. Hogwart był Hogwartem pod wodzą Blacka, ten stary dziad, Dumbledore, doprowadził w nim do absurdów. W oku Evana mignęła złowieszcza iskra, na moment odwrócił wzrok w stronę zamku, w zamyśleniu.
- Szukam Severusa - oświadczył wtem, z grobową miną, kierując spojrzenie chłodnych źrenic wprost na szmaragdowe oczy Lily.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Wto Paź 22, 2013 8:23 pm

Nie każdy ma pamięć do imion i nazwisk, a niektórym zajmuje to trochę czasu zanim sięgną w otchłań wspomnień i uda im  się znaleźć to, czego szukają. Dlatego Lily stała teraz naprzeciwko Ślizgona ze zmarszczonym lekko czołem, mrużąc delikatnie zielony oczy w którym kłębiła się mgła.  Co chwila mózg podsuwał jej różne wydarzenia z przeszłości, a to kiedy usłyszała rozmowę Severusa z jego "przyjaciółmi" :
- Ona jest szlamą, Snape. Jak możesz z nią rozmawiać?
- Niech Cię to nie obchodzi, Avery.

A to moment, kiedy nie odpowiedział na jej powitanie podczas jednego ze spotkań klubu Ślimaka, bo był tak pochłonięty rozmową z Rosierem...
Zaraz! Tak! Rosier. Rosier. Czarnowłosy. Wyższość wymalowana na twarzy.
Czyżby to był on...? Całkiem możliwe. Przecież kojarzyła tą dumną postać. Niejednokrotnie posyłał jej złośliwe spojrzenie na szkolnym korytarzu.
Na jego słowa zadrgały jej wargi.
- A co? Boisz się mnie? - Odparła, czując jak na jej twarz wstępują rumieńce.
Szlama.
Dobrze usłyszała, co powiedział. Zdążyła usłyszeć.  Nie miała najmniejszego zamiaru słuchać jego poleceń. Uważał siebie za lepszego od niej, bo miał 'czystą' krew? No i co z tego? Nie miał prawa jej rozkazywać.
Chyba nie wie, że ma do czynienia z upartą szlamą. Z taką, która jest wręcz dumna ze swojego pochodzenia.
- Zważ na słowa, nie zapominaj, że łatwo możesz zarobić szlaban. - Odpowiedziała zimno, choć jej oczy płonęły ogniem. Wyciągnęła różdżkę i skierowała ją w stronę tarczy prefekta.
- Daj mi powód, a załatwię Ci czyszczenie nocników w Skrzydle Szpitalnym, Rosier.
Nie, złamał zasady i musi liczyć się z konsekwencjami.  Spojrzała mu wyzywająco w oczy, czując jak gorąc całkowicie rozpływa się po jej policzkach.
Zapomniała nawet chwilowo o sytuacji w Pokoju Wspólnym. O Jamesie, Erin i Dorcas - teraz nic się nie liczyło.
Nic oprócz złości na Ślizgona.
- Nie wiem, gdzie jest Severus. Wszak jesteś jego przyjacielem, czyż nie wiesz najlepiej, gdzie może się podziewać?
Jej odpowiedź była opryskliwa. Nie zamierzała udawać spokojniej, nie kiedy ktoś ją obrażał.
- A teraz opowiesz mi, co robiłeś w Zakazanym Lesie, chyba, że wolisz od razu iść do profesora Slughorna.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Wto Paź 22, 2013 10:44 pm

Evan westchnął - nie ze złości, nie z irytacji, nawet nie z bezsilności, westchnął ze znudzenia. Choć wystający z kieszeni kraniec różdżki zadrżał, nie wyjął rąk z połów szaty, obojętnym, chłodnym spojrzeniem zmierzył Gryfonkę od stóp po samą głowę - jakby bacznie się jej, nie wiedzieć po co, przyglądając.
- Szalenie. - odparł spokojnie, z melancholijną nutą, nie odejmując wzroku od jej twarzy. - Masz Avadę wypisaną na twarzy - dodał beznamiętnie, bez wyraźnie słyszalnej kpiny w głosie, choć z całą pewnością nie mówił poważnie. Brzmiał chłodem, jaki dało się wyczuć od ślizgońskich lochów, a oczy biły dystansem, z jakim kojarzyć się mogły wyłącznie tamtejsze puste, przesiąknięte oparami tajemnych eliksirów oraz epatujące dziedzictwem złowrogiej magii Salazara Slytherina tunele. Patrzył, ciekawiła go reakcja szlamy na podobne słowa. Czy tacy jak ona nie powinni się bać samej nazwy tegoż zaklęcia? Gdyby tylko nie byli w Hogwarcie... Prawda, Evan jeszcze nigdy nie zabił człowieka, ale niezwykle silnie nurtowało go, jak to jest - zabijać. I potrafił sobie wyobrazić conajmniej kilka rzeczy, za które zabić chyba by mógł.
- Spaceruję, schowaj tę różdżkę. Inaczej stracisz nie tylko wolny wieczór, ale i odznakę. - Ton jego głosu na powrót przybrał ton rozkazu; zdawać by się mogło, że Ślizgon zachowywał się po książęcemu całkowicie bezwiednie. Nie bał się Gryfonki pomimo tego, że nie był uzbrojony. Lwy może i były odważne, waleczne, ale przy tym też, niestety dla nich, niezwykle szlachetne. Rosier głęboko wierzył w to, że Evans nie skrzywdziłaby nawet muchy i nawet wtedy, gdyby ta mucha wpadłaby jej do herbaty. Rzucać zaklęcie w kogoś, kto nawet nie trzymał  w ręku różdżki, nie było szczególnie rycerskie, nawet, jeśli niektórzy Gryfoni - notabene kosztem Snape'a - rzeczywiście bawili się w taki właśnie sposób.
- Szukam Severusa - powtórzył, mimo to, cierpliwie. Tym razem wypowiedział te słowa powoli i wyraźnie, tak, by było jej łatwiej zrozumieć; nie miał pojęcia, jakim cudem ta dziewczyna ukończyła poprzednie sześć lat z taką bystrością intelektu. - Gdybym wiedział, gdzie jest, zapewne bym go nie szukał - wyjaśnił, zerkając wymownie, na posępne połacie Zakazanego Lasu. - Od dawna powinien być w Zamku... Pewnie rozdeptały go tam centaury, dłuższy czas temu słyszałem jakiś krzyk.  - Z jego głosu nie dało się wyczytać ani przejęcia, ani smutku.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Czw Paź 24, 2013 7:22 pm

Nie rozumiała Ślizgonów i chyba nigdy ich nie zrozumie. Byli dla niej, jakby z innego świata i funkcjonowali w zupełnie różnej rzeczywistości od tej, w której funkcjonowała ona. Dlatego, kiedy Rosier w ogóle nie zareagował na jej słowa, zacisnęła usta w wąską kreseczkę i nie przerywała kontaktu wzrokowego.
- Zabawne, doprawdy. Jak tak dalej pójdzie Ty będziesz miał coś innego wymalowanego. A wiesz co? Szlaban. - Odparła, nie obawiając się go i jego słów. Dlaczego? Bo nieraz to słyszała z ust tych 'czystokrwistych' zarozumialców. Odwzajemniła się spojrzeniem, tylko jej było koloru Avady, o której tak gorączkowo rozmyślał, nie mogąc się powstrzymać.  Evans jednak miała nad nim przewagę - była prefektem. Na dodatek naczelnym. I nie miała zamiaru użyć różdżki by walnąć w niego jakimś urokiem, choć nie powie, że nie pomyślała o tym. Lecz myśl znikła, jak bańka mydlana.
Bardziej zastanawiała się, czy ukarać Slytherin za brak poszanowania Ślizgona dla zasad.  Być może miała lepszy dzień, a być może nagła myśl o Potterze i o całej sytuacji zaważyła, że jednak schowała różdżkę z powrotem do kieszeni.
- No proszę Cię, jakbym chciała Cię zaatakować już dawno bym to zrobiła - odparła obojętnie i odgarnęła kosmyk rudych włosów za ucho.
- Nie wiem gdzie jest, Severus. Nie jestem jego niańką - mruknęła i spojrzała gdzieś w bok. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. Czuła, jak ciarki coraz częściej przebiegały po jej kręgosłupie.
- To może idź go poszukać w zamku? Może na Ciebie czeka? Poza tym zaraz się zacznie godzina policyjna. Powinieneś być w swoim dormitorium...
Przygryzła ze zdenerwowania dolną wargę i rzuciła spojrzenie w stronę Zakazanego Lasu. Miała nadzieję, że jednak Severusowi nic się nie stało. Niee, na pewno nic mu się nie stało.  Jej były przyjaciel nie był przecież głupi i zawsze umiał o siebie zadbać.
Zawsze.


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Pią Paź 25, 2013 7:50 pm

W istocie, szmaragd jej oczu był szmaragdem Avady Kedavry; widząc podobny blask kiedyś ta szlama zginie. Ale nie będzie to dzisiaj, ani jutro, ta wojna dopiero się rozpoczynała... a póki byli uczniami Hogwartu, niestety ich jeszcze nie dotyczyła. Patrzył w jej oczy dumnie i arogancko, jak kot, jak drapieżna bestia, która pragnie przestrzec przed rozpoczęciem polowania. Na słowa o ataku jego usta nie drgnęły; z całą pewnością się jej nie bał. Nawet, gdyby była tak głupia, by jednak sięgnąć po różdżkę, Evan doskonale wiedział, że jako szlama nie jest jemu równa i że nie poradzi sobie w tej walce. Zresztą - głównie dlatego jej nie chciał.
- Kamień z serca - odparł po chwili znudzonym głosem, niezbyt umiejętnie i jeszcze mniej starannie udając ulgę.
Podobnież nie zrobiła na nim groźba szlabanu, opiekun Slytherinu, Slughorn, miał, na szczęście, poszanowanie dla szlacheckich zasad. Jego słowo przeciwko słowu Evans - całkiem prawdopodobne, że zwolniłby go z kary. A jeśli nie... jeśli nie, to trudno. Pracował już parę razy w ciągu tych siedmiu lat spędzonych w Hogwarcie i conajmniej kilka spośród tych szlabanów wspominał całkiem przyjemnie.
Westchnął, szlama naprawdę nie była szczególnie bystra.
- Evans, spróbuj pozwolić wejść swojemu umysłowi na wyższy poziom rozumowania - zaproponował, nie przestając patrzeć w jej oczy. - Jestem pewien, że zdoła, jeśli dasz mu trochę więcej czasu. Snape jest w Lesie, poszedł po jakieś pieprzone rośliny do eliksiru z ostatnich zajęć, chciał poćwiczyć. Nie wraca już od paru godzin i raczej nie wróci przed tą twoją...  - zastanowił się chwilę, czy aby na pewno dobrze powtarza; nie był na bieżąco w zmianach zasad panujących w Zamku i nie przejmował się nimi zanadto. Wojna nie budziła w nim strachu, Śmierciożercy nie byli przecież zagrożeniem dla niego.
- ... Godziną prolicyjną. - Bo i czym była policja, tego wiedzieć nie mógł. - Masz rację, czas wracać. Poradzi sobie sam - rzekłszy to, wciąż na nią patrzył; coraz to bardziej wyzywająco. Bo i wyzywał, wyzywał na próbę jej gryfońskie serce. "Gdzie kwitnie męstwa cnota, gdzie króluje odwaga i do wyczynów ochota"... Nie wierzył, że będzie chciała zostawić Severusa na pastwę losu, po zmroku, w tak niespokojnym okresie.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Sob Paź 26, 2013 3:27 pm

I on również zobaczy blask Avady - jeśli uważał, że to go ominie to niestety się zdziwi, bo i jego to dosięgnie. Wszak służył człowiekowi, który był zdolny do wszystkiego. I jeśli nie zabiją go podczas jakieś walki, to istnieje ryzyko, że w końcu powinie się mu noga i zapłaci za to swoim życiem. Ona natomiast w tym spojrzeniu wyrażała całą dumę i gotowość do działania godną domu lwa. I Lily się go nie obawiała ; mógł nawet celować w nią różdżką, a ona nie porzuciłaby swej postawy, nie chowała się i nie prosiła o litość.
Była Gryfonką. Była prefektem naczelnym. Była zwyczajnie Lily Evans o płomiennych włosach i o oczach koloru soczystej trawy.
- Istotnie. Wszak czeka Cię tylko wizyta u profesora Slughorna. - Mruknęła, czując jak napięcie między nimi się powiększa. Zarówno on i ona sprawdzali się na pewien swój swoisty sposób. Chociaż on nie widział w niej żadnego przeciwnika, uparcie wierząc o tym, że ma przewagę dzięki swojej 'krwi'. Ale pozory mylą przecież, nieprawdaż? I kiedyś się o tym przekona..
Wtedy gdy najmniej będzie się spodziewał.
- Tego nie możesz być pewien! Może... może jednak wrócił? - Wyszeptała, sama nie do końca w to wierząc. - W każdym razie, wracaj do zamku, a ja pójdę go poszukać. Po prostu już idź. - Dodała zdenerwowana, dłużej patrząc na drzewa. Przecież nie mógł być taki głupi... przecież.
No właśnie.
Pełnia się zaczynała...


Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Martwy †

PisanieTemat: Re: Grządki    Sob Paź 26, 2013 9:55 pm

Arianna co do zasady nie łamała zasad i nie inaczej było tym razem. Choć powinna już pewnie być w dormitorium, pomagała w szklarni przy przesadzaniu mandragor. To bardzo niewdzięczna praca, więc niewielu jest do tego chętnych, ale Aria lubiła pchać się wszędzie tam, gdzie mogła nabyć nowe doświadczenie w interesujących ją dziedzinach. Nauka była jej pasją. Zakończyła swoje zadanie, pożegnała się z nauczycielem i spokojnie wyszła, kierując się w stronę zamku z zamiarem szybkiego zanurzeniu się pod kołderką ciepłego łóżeczka - wieczór był taki zimny, brrr!
Bardzo szybko poznała uczniów z VII roku, od siedmiu lat chodzili razem do Hogwartu, choć nie znali się zbyt dobrze, będąc w innych domach. Arianna miała ich za część szkolnej elity, skupionej choćby i w Klubie Ślimaka - do którego sama nie należała. Lily Evans, prefekt naczelny, Arianna żywiła głęboki szacunek do tej dziewczyny - była ambitna, mądra i dużo czasu poświęcała nauce. To, że pochodziła z rodziny mugolskiej, nie miało dla Arianny żadnego znaczenia - nawet, jeśli kiedykolwiek o tym gdzieś usłyszała. Pewnie nie pamiętała, nie przykładała większej wagi do czyjegoś pochodzenia... choć doskonale znała pochodzenie Evana, trudno byłoby nie znać. Rosierowie znani byli ze swoich okrutnych poglądów i, jak większość starszych chłopców z Domu Węża, Evan budził w niej lęk. Było w nim coś dziwnego, coś bardzo podłego i agresywnego. Coś, co sprawiało, że lepiej z nim było nie spacerować po zmroku w takim miejscu...
Objęła różdżkę obiema dłońmi, powolutku idąc w stronę dwójki uczniów, zbliżając się bardziej do Lily, niż do Evana, patrząc to na nią, to na niego. Na nią  - pytająco, na niego - strachliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Nie Paź 27, 2013 9:09 pm

- Towarzyska? - Zdumiał się teatralnie. - Do zajęć z eliksirów jeszcze trochę czasu, nie wybieram się do Slughorna  wcześniej. Evans, skup się na tym, co mówię - W jego głosie, obok znudzenia, jęła pobrzmiewać irytacja. - Nie żartuję, Snape jest w Zakazanym Lesie. Wiem, gdzie jest i wiem, gdzie go nie ma. W dormitorium go nie ma. W Zamku go nie ma. Jest tam - Wskazał ręką na połacie lasu; wiedział, że szlamy nie grzeszą bystrością intelektu, ale po prymusce spodziewał się chociaż przeciętnego poziomu.  - Ja nie mam zamiaru go szukać, dość czasu zmarnowałem - Wzruszył ramionami, spozierając na nadchodzącą Puchonkę; nie potrzebował jej tutaj teraz, choć mogła być dobrym pretekstem, aby się stąd ulotnić. Ślizgoni mieli - ironicznie - większość zajęć z Gryfonami, niż Puchonami, toteż nie znał Arianny nazbyt dobrze, w szkole też nie rzucała się w oczy niczym szczególnym. Gardził Hufflepuffem, jak każdy Wąż, ale nazwisko Jemare nie budziło w nim odrazy - i to liczyło się teraz najbardziej. Jej rodowód prawdopodobnie nie zawierał mugolskiej skazy.
- Zostaw nietoperza, wrócił do lasu i przy wizgu skrzydeł rozbija się o drzewa - Celowo wskazał na przezwisko nadane Snape'owi przez adoratora Evans, znał je cały Hogwart; powinien, zdaniem Rosiera, wzbudzić w Gryfonce wystarczające wyrzuty sumienia. - Jeśli będzie miał trochę szczęścia, nie spotka żadnej... kuny i rano wróci do gniazda w lochach zamku. - Ton głosu Evana był obojętny, jakby zupełnie obojętnym był mu los księcia półkrwi.  Skinął głową Ariannie, z nonszalancją;
- Zgubiłaś się? - zapytał, co oznaczało ni mniej, ni więcej, co "powinno cię tutaj nie być" lub, przy bardziej dosadnej interpretacji, "wynocha". Nie potrzebował świadków tej rozmowy, kłopotów i tak mogło być dosyć. Jego wzrok w  obronnym odruchu spoczął na trzymanej przez nią różdżce.


"Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow,
Creeps in this petty pace from day to day...
"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Pon Paź 28, 2013 8:42 pm

- Jesteś nieznośnie arogancki, Rosier. - Prychnęła zmartwiona Evans, wciąż spojrzeniem krążąc od niego do Zakazanego Lasu. Usłyszała i zrozumiała już za pierwszym razem, ale Ślizgon i tak dopisał sobie całą historyjkę do tego, byleby tylko poczuć się lepiej. Byleby tylko poczuć, że w jakiś sposób góruje nad nią, co dla niej samej było bez znaczenia. A co do wyrzutów sumienia... osiągnął swój cel, jak najbardziej! Sprawił, że myśli zaczęły gorączkowo przemieszczać się w jej głowie, chcąc ułożyć się w jedną układankę.
- To nie szukaj. Nie rób nic. Po co? Wszak jesteś paniczem, jesteś kimś wielkim. Jesteś w pełni czystokrwisty, a on tylko w pół. Wracaj grzać swój wygodny tyłek w dormitorium, a ja się tym zajmę - wyszeptała zajadle, a jej oczy niebezpiecznie błysnęły. Nie rozumiała, jak mógł być taki wyprany z uczuć. Jak bardzo był egoistyczny. Nawet nie troszczył się o swojego współlokatora.... Przyjaciela wręcz!
Cała drżała od emocji. Nie od razu więc zauważyła nowo przybyłą Puchonkę. Westchnęła ciężko i poprawiła swoją szatę.
Ach czemu dała się tak ponieść...? Czemu nie umiała się dzisiaj kontrolować? Nie miała nawet siły by myśleć o zgłoszeniu skargi na Evana u profesora Slughorna.
Kiedy indziej. Kiedy indziej dosięgnie go sprawiedliwość i to ona się przyczyni do jej wymierzenia.
Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej prędzej grymas, niż uśmiech.
- Cześć, Arianna. Nie powinnaś być już w Pokoju Wspólnym? Zostało jakieś pół godziny do 22 - wykrztusiła rudowłosa, poprawiając rozczochrane włosy, próbując choć trochę je okiełznać. Znała blondynkę, bo niejednokrotnie miały razem zajęcia i zdarzyło się, że od czasu do czasu rozmawiały przy jakiś roślinach w cieplarni profesor Sprout.
Rozległo się dziwne wycie, a przestraszona Evans lekko podskoczyła.
Czyżby...? A może to tylko mi się wydaje? Może to tylko wiatr?
Spojrzała na Evana i Ariannę.
- Wracajcie do zamku. Natychmiast - powiedziała głośno głosem nieznoszącym sprzeciwu, a jej spojrzenie, choć było w nim widać strach nagle stwardniało.
A przecież miała tylko sprawdzić, czy Hagrid jest u siebie...



Lily Evans
Daj rękę, pójdziemy wstecz po naszych wspólnych śladach, pozwól, że poprowadzę cię raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar

Oczekujący

PisanieTemat: Re: Grządki    Wto Paź 29, 2013 6:38 pm

Na Merlina, którędy poszłaś Evans? To pytanie zadawał sobie już dobrych kilka minut. Otóż po tym jak opuścił Pokój Wspólny w celu pójścia za panią prefekt i przypilnowania, aby nic głupiego nie zrobiła (oczywiście powód był nieco inny, a mianowicie troska o dziewczynę, ale do tego się nie przyzna), ona gdzieś się zapodziała. Mógłby założyć się o swoja miotłę, że widział ją na schodach prowadzących na trzecie piętro. Pojawił się tam, ale Evans nigdzie nie było. Pozaglądał do klas, popytał się duchów, ale na nic się to zdało. Zrezygnowany postanowił sprawdzić ostatnie miejsce, które przyszło mu do głowy, a mianowicie chatkę Hagrida. Po drodze schody zrobiły mu psikusa i zamiast na parterze, stanęły na drugim piętrze i nie miały ochotę się ruszyć. Dziesięć minut zajęło mu czekanie i proszenie, co nic z resztą nie dało, schodów aby zabrały go na dół. Kiedy wreszcie wysłuchały jego prośby, James nieco poirytowany wyszedł z zamku. Rudą czuprynę Evans zobaczył już z daleka, co niezmiernie go ucieszyło. Kiedy był już dość blisko, zobaczył, że pani prefekt nie jest sama – prowadziła właśnie dyskusję z Rosierem, za którym szczerze powiedziawszy James po prostu nie przepadał. Dopiero po chwili dostrzegł również Jemare, która wyglądała na przestraszoną.
- Witaj Rosier, dawno nie mieliśmy przyjemności się zobaczyć – przywitał się chłodno Rogacz. Spojrzał na Ślizgona przelotnie i zwrócił się w stronę dziewczyn. – Nie chce nic mówić, drogie panie, ale robi się już późno i chyba powinniśmy wrócić do zamku – mruknął w ich stronę. Również usłyszał ciche wycie, co bardzo mu się nie spodobało. Pełnia. Nikogo nie powinno być w tej chwili w pobliżu Zakazanego Lasu. Przez poszukiwania Evans stracił zbyt wiele czasu, teraz powinien być z Remusem, a nie tutaj. Jak tylko zaprowadzi wszystkich do zamku, to wróci, Lunatyk nie powinien w czasie pełni być sam, a chłopaki bez niego mogą sobie nie poradzić z Lupinem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
avatar


PisanieTemat: Re: Grządki    Sob Lis 02, 2013 4:28 pm

Zauważył ICH. Jego wyostrzony węch go nie zawiódł i zaprowadził tam, gdzie wyczuł ciepło ciał. Ciał, które mógł rozszarpać na strzępy bez większych konsekwencji. Zawył i pobiegł, a z każdym machnięciem jego łap przybliżał się do tej grupki, wśród której był James. I co Rogaczu? Nie spieszyłeś się zbytnio... i za ten błąd. Za ten błąd mogą ucierpieć wszyscy, zwłaszcza Lunatyk. Co zrobisz i jak im wytłumaczysz, co robi tutaj wilkołak? Tyle pytań...
Stworzenie zawyło i ruszyło ku najbliższemu celu - ku Lily Evans.
Rosier i Arianne mieli okazję, żeby się stąd wynieść. Zresztą zarówno rudowłosa i okularnik ich poganiali.
Nie bądźcie głupcami...
Macie przecież jeszcze szansę..



Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Grządki    

Powrót do góry Go down
 
Grządki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Grządka z dyniami.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart :: Tereny Przyzamkowe :: Chata Hagrida -
Skocz do: