Share
Go down

Jezioro

on Pon Wrz 02, 2013 2:35 pm
First topic message reminder :

Mieszka w nim wielka kałamarnica. Oprócz tego, znajduje się tutaj mała wysepka, na której uczniowie lubią spędzać czas, mocząc nogi w wodzie.

Re: Jezioro

on Wto Mar 31, 2015 8:32 pm
The member 'Aida Cuthbert' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 2, 3

Re: Jezioro

on Wto Mar 31, 2015 8:33 pm
The member 'Aida Cuthbert' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 5, 6

Re: Jezioro

on Sro Kwi 01, 2015 12:05 am
Zaklęcie miażdżące umysł chłopaka zostało przerwane - nie było zresztą utrzymywane z pełną mocą, problem był ten, że wciąż musiała zerkać na przeciwniczkę, która tańczyła w morzu ognia, jaki teraz coraz mocniej na nią napierał i spychał do wody - tylko dlaczego nie próbuje go ugasić, dlaczego przed nim nie ucieka? Lilith nie była taka, jak jej rodzeństwo - do szalonej było jej daleko, przynajmniej sama zwykła się uważać za całkowicie normalną: chciała skończyć Hogwart, dostać pracę... przynajmniej jeśli normalnym można nazwać kogoś, kto para się nekromancją. Czarna magia była upiorna: zawsze wypaczała tego, kto z niej korzystał, tak więc i ona w mniejszym czy większym stopniu była wypaczeniu poddana... Może to zblazowanie emocjonalne? To, że nic nie robiło na niej w sumie większego wrażenia; to, że trudno było u niej wymusić jakąkolwiek reakcję emocjonalną prócz tych ledwo zauważalnych, delikatnie stosujących o aktualnym stanie psychiki? Wszak była negacją samą w sobie: bawiła się śmiercią, a kochała, w swój pokraczny sposób, życie i była do niego przywiązała. Dzięki magii, jaką poznała, potrafiła właśnie je docenić.
Rudowłosa zerwała gwałtownie połączenie między nią a ofiarą i uskoczyła w tył, wznosząc swoją różdżkę, aby wywrzeszczeć: "Protego!", czując drżenie nogi, która ciągle była wyżerana kwasem, ręka również ją bolała... Niestety... nic nie wyszło z jej obrony. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy, cofając się o pół kroku, zombie pochwyciły Aidę i zatrzymały ją w płonącym morzu ognia, nie pozwalając jej z niego wyjść, by pochłonąć ją wraz ze sobą... Lecz co z tego? Chyba tylko to, że skoro już przyszło umierać, to z pewnością nie samej...
Krukonka wrzasnęła przeraźliwie, kiedy kwas opryskał jej twarz i klatkę piersiową - nie wypuściła różdżki, nie zerwała czaru, dzięki któremu zombie trzymały Ślizgonkę, nie odpuściła - poleciała do tyłu, tracąc równowagę i przewróciła się na miękką glebę, łapiąc w garść pukle swych włosów, drąc się w niebogłosy z bólu, który kompletnie przyćmił jej umysł i nie pozwolił myśleć trzeźwo - niebo, ziemia, powietrze, woda: wszystko zlewało się w jedno. W jeden chaos. W jedno cierpienie, które przenikało jej jestestwo i wyginało pokracznie ciało, gdy rzucała się bezładnie po ziemi, nie potrafiąc się nawet skupić na najprostszym zaklęciu medycznym. Nie potrafiąc skupić się na niczym.
Juliet..? Ciekawe jak jej szło ciskanie urokami, które tak ukochała. Ciekawe, jak sobie radziła w swoim żywiole wspierając samą Wojnę, ciągnąc jej wolę, by rozplatała się łańcuchami na błoniach i nie pozwalała przeciętnym uczniom, którzy nie podejrzewali, że śmierć może ich dotknąć tak szybko, uciec bez poniesienia choć minimalnych szkód.
A Shane? Sama Wojna? Mimo tego, że się z nimi nie dogadywałaś, to w ostatnich chwilach, kiedy twoja świadomość się rozpływała, myśli poświęcałaś właśnie im - czy to nie dziwne? Może to jednak krew? Czy poczują, że cię zabrakło? Mogłabyś zapłakać, jednak twoje oczy zostały wypalone, widziałaś ich jedynie okiem wewnętrznej wyobraźni, czułaś płonącą krew, która wołała ich do Ciebie... Nie - to Ciebie wołała do nich. Umierasz? Czy ty naprawdę umierasz? Jeszcze nie czas, jeszcze za wcześnie, nie możesz tutaj polec, chwileczkę, jak to możliwe..?! Shane, J...? Jesteście? Czy jesteście tutaj?
Wszyscy spotkacie się w piekle - tam, gdzie było wasze miejsce, nie ma co do tego pomyłki: potępieni nigdy nie dostąpią łaski zbawienia... I mogłabyś teraz się śmiać, choć jeszcze przed chwilą gotowa byłaś płakać: czy ot nie żałosne? Miałaś się z nimi rozprawić i wrócić... Jak więc... Jak..?
Nie ważne, nie istotne: twój brat pomści twą agonię: wierzysz w niego.
Naprawdę, naprawdę w niego wierzysz, choć jeszcze przed tygodniem prędzej byś wyśmiała tego, kto by ci powiedział, że spoufalisz się tak blisko z rodzeństwem, których uważałaś za niedojrzałych kretynów.
Lepiej polec z nimi, niż samej.
Lepiej polec z nimi, niż zostać samą jak palec na tym świecie... prawda?
Nie, to wcale nie prawda: nie ma w tej śmierci nic romantycznego: patrzcie! Oto jest ciało, które wyżerane kwasem obdziera się z mięsa, ubranie zniknęło, skóra dawno już też: w niektórych miejscach widać już kość - bardzo powolna, bardzo bolesna śmierć...
Gdzie tutaj romantyzm?
Chyba pochował się tylko po krańcach waszych poronionych głów.
Hahaha, tak czy siak - gińcie, skurwiele! Gińcie i niech wasze trupy kąpią się w waszej własnej krwi.
Jeśli nie od mojej różdżki... to od różdżki mej siostry i brata!


Grey: - 25% PŻ
Aida: - następny post równa się śmierci fabularnej
Lilith: - 40% PŻ


Ostatnio zmieniony przez Lilith Collins dnia Sro Kwi 01, 2015 12:11 am, w całości zmieniany 1 raz




"Co się dzieję, to się dzieję."
~ Topielica, 2014.

Re: Jezioro

on Sro Kwi 01, 2015 12:05 am
The member 'Lilith Collins' has done the following action : Rzuć kością

#1 'Pojedynek' :

#1 Result : 1, 1

--------------------------------

#2 'Pojedynek' :

#2 Result : 4, 4


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.

Re: Jezioro

on Sro Kwi 01, 2015 12:52 am
Co za nieziemski ból..... smród spalin... stłumiony nieprzyjemnie słodkawy zapach palonej skóry i włosów, krzyki, migoczące zaklęcia i stłumione krzyki.. .to nic, to nic. On miał białe światełka przed oczami, kiedy tak mocno zaciskał powieki. Zaciskał i otwierał, zaciskał i otwierał, widząc albo zalaną krwawym błotem i ślimakami ziemię, albo czerń powiek i światełka migoczące jak wirujące gwiazdy. Kręciło mu się w głowie... czuł, że krew kapie mu z nosa,czuł jej smak na języki u strach jeżył mu włosy na karku. Już nie wymiotował ślimakami. A może jednak? Nie czuł mięśni twarzy, zupełnie jakby ta zmieniała się w podbudowana gorączką, gorąca plastelinę i nieomal zatapiał w niej palce. Krztusił się, starając nabrać powietrza z tak koszmarnym trudem jakby się co najmniej dusił. Na zmianą ciągnął się za włosy, albo rwał maleńkie źdźbła soczyście zielonej twarzy. Zapomniał już gdzie upuścił różdżkę, że za plecami ma Hogwart i nazywa się Grey Leviathan. Był tylko jednym, wielkim krzyczącym bólem, który o dziwo w milczeniu znosił tę dziką, nasilającą się torturę w ciszy. To chyba było najbardziej przerażające. Płuca zdawały mu się zapadać, a ból głowy sprawiał, że chłopak miał wrażenie, jakby jego czaszka była plastikową butelką z której ktoś bardzo powoli odsysa powietrze i zastępuje próżnią. Prawie słyszał chrzest pękającej kości. Prawie czuł jak jego mózg ma coraz mniej miejsca i...
Nagle przerwało.
A on padł jak pacynka an bok oddychając tak szybko jakby co najmniej przebiegł 50 maratonów. To niby zwykłe urwanie zaklęcia ale nagle poczuł się tak, jakby ktoś wrócił mu na miejsce już ulatującą duszę i wstrzyknął dwieście procent życia w żyły. Ale powoli, bardzo powoli, Grey wręcz dusił się świeżym, wilgotnym od maleńkiego deszczyku powietrzem i wpatrywał ślepo przed siebie, na lekko poruszane wiaterkiem źdźbła trawy.Czekał aż przestanie się trząść. Czekał aż obraz przestanie mu się rozmywać. Czekał aż piszczenie w uszach ustanie i będzie mógł powrócić do rzeczywistości. I czekał tak słysząc gdzieś daleko za szybą potępieńcze wrzaski dwóch demonic o włosach barwy ognia... Dwóch parszywych demonic które doprowadziły go do tego stanu. Aż zacisnął obolałe szczęki i podźwignął się chwiejnie na łokcie, leżąc na brzuchu. Musiał rozeznać się w sytuacji, musiał na nowo nauczyć się widzieć i rozsmakowywać w widoku czarownicy, która wiła się na ziemi, chwytając za twarz, oraz drugiej jaka w ogniu dopełniała swojego żywota, wracając tam skąd przyszła.
Grey zaśmiał się wyjątkowo gorzko i przeniósł niespiesznie na kolana zwalczając w pewnym stopniu osłabienie i zaczął gramolić w błocie, już prawie bez cienia wstrętu pozbywając się ślimaka z gardła; ba wręcz pomógł stworzeniu wyjść i cisnął go o podłogę, przydeptując butem. Był wściekły. Wściekły na to, że widział tylko na jedno oko. Na to, że w zamian za bycie, kurwa, dobrym karze się go pluciem ohydnymi stworzeniami. Na to, że zaczęto mu robić papkę z mózgu, i ostatecznie na to, że ta mała, ruda suka jeszcze dychała! O nie... Pan Leviathan nie zginie... nie tutaj... on chciał umrzeć w łóżku, trzymając za rękę swoją ukochaną Kimi... nie umrze w błocie, zarzygany ślimakami. Ale Pani Truposzy właśnie tak dopełni swojego żywota.
Jedno jedyne zaklęcie przyszło m udo głowy kiedy kuśtykając zbliżył się w końcu do niej i wycelował weń różdżkę ustawiając się jak gracz bilarda, żeby trafić dziewczyną wprost w ścianę ognia, jaka pokrywała już sporą część wybrzeża, przeglądając się ognikami w wodzie.
- Desmaio.... - mruknął i różdżka tym razem niczym wreszcie powracająca wierna i czuła, zawsze usłuchana kochanka po prostu odepchnęła cierpiącą dziewczynę i przeturlała nią brutalnie po ziemi, żeby wpakować prosto w szalejący ogień.


*werbleeeeee!!!!!*


Ostatnio zmieniony przez Grey Leviathan dnia Sro Kwi 01, 2015 12:56 am, w całości zmieniany 2 razy

Re: Jezioro

on Sro Kwi 01, 2015 12:52 am
The member 'Grey Leviathan' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 5, 5

Re: Jezioro

on Sro Kwi 01, 2015 1:06 am
Ogień powoli tlił się swoim rytmem, ochoczo pochłaniając dwa ciała, które w postaci kilku korpusów leżały nieruchomo w morzu czerwieni, wznosząc w powietrze czarny, gryzący oczy i drażniący gardło dym, który widać było z pewnością na dużej odległości, nawet pomimo słońca, które skrzyło się nad głowami trójki uczniów, którzy wyplątali się z głównego pobojowiska. Trójka się stamtąd wydostała... i tylko jeden z nich przetrwał. Chyba tak właśnie musiało być.
Trzaski płomieni powoli dogasały, docierając do linii piasku, gdzie nie miały czego już pożerać, gdy Grey Leviathan lizał swoje powierzchowne rany - było z czego się wylizywać, pisk w uszach jeszcze długo go nie opuszczał, ale w końcu wszystko się uspokoiło - pozostało znużenie samym zdarzeniem... Szkoda jedynie, że z oddali nadal słychać było odgłosy walki i choć dzikie pnącza przestały trząść ziemią i wyrastać spod niej, to jednak uczniowie wciąż biegali wokół, rosząc glebę szkarłatną posoką. Ten dzień będzie się nieznośnie wydłużał...

Lilith Collins: śmierć fabularna
Aida Cuthbert: śmierć fabularna


[z/ dla wszystkich]


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.

Re: Jezioro

on Sro Wrz 02, 2015 5:57 pm
Cała grupka z klubu redakcyjnego pojawiła się więc na błoniach i ruszyli w stronę wysepki, która się nad jeziorem. Wszyscy zajęli miejsca, wyczekując powrotu Colette'a i Kim - duża część członków pogrążyła się w rozmowie i co chwila wybuchały śmiechy. Reszta zaś podziwiała przyrodę rosnącą wokół. Wszystko zdawało się toczyć swoim spokojnym rytmem i nawet wydarzenia, które miały nie tak dawno tutaj miejsce, nie były w stanie zepsuć tego wyjątkowego humoru. Zresztą...nie było tutaj śladu po walce, a do starego dębu i tak żadne z nich nie zamierzało się zbliżać. Słońce, co jakiś czas zaglądało znad chmur, a klub dyskutował o kolejnych numerach i planach, które zamierzał zrealizować. W końcu zaczęło się robić ciemniej, a mocniejszy wiatr potargał liśćmi drzew i płatkami kwiatów, które swoim zapachem zaatakowały nozdrza z pewnością interesującej zbieraniny uczniów. Kim i Colette pojawili się chwilę później, taszcząc ze sobą beczkę i kilka szklanek. Wszyscy bardzo ochoczo zabrali się za opróżnianie beczki - nawet dotychczas trzymające się z boku Sharon i Birdie. I tak cały klub redakcyjny uczcił swój udany numer szkolnej gazetki, a kiedy już słońce zeszło już naprawdę nisko, podnieśli się i ruszyli w stronę zamku. Warpowi nadal została z połowa beczki kremowego piwa.
[z/t dla wszystkich]


Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.

Re: Jezioro

on Sro Paź 21, 2015 7:27 pm
Kolejny chłodny dzień. Owszem, piętnaście stopni to może nie od razu mróz, ale jednak na dworze powiewały już mroźnym powietrzem, całkiem nieprzyjemnym. Adrienowi to jednak nie przeszkadzało, bo dla niego każda pogoda jest dobra. Nawet deszcz jest dla niego nie szkodliwy, wręcz przeciwnie. Lubi chodzić w deszczu. Tak, można uznać go za dziwaka, no ale taki już jest i nic na to nie poradzi. Dzisiejszy dzień miał zamiar spędzić na dworze, ale jednak nieco się ochłodziło, wrócił do zamku. Wiele uczniów opowiadało mu, że w jeziorze żyją trytony. Możliwe, że to jest prawda, ale nie miał kogo się o to zapytać. Babcia pochodziła z rodziny mugoli, jedynie jej córka, a matka Adriena dostała list ze szkoły. Ojca nie pytał się, bo i tak zapewne nie dostałby żadnej odpowiedzi z jego ust. Ehh. Pewnie wiele osób by mu zazdrościło. Dlaczego? Niektórzy uczniowie twierdzili, że ma tzw. "luz". O czym oni do cholery mówili? Czy to jest powód do radości? Adrien pewnie dałby się pokroić, jeżeli pod szlabanem mógłby siedzieć w domu.
Kochał Hogwart, kochał tutaj wracać. Wakacje w jego domu to nie wakacje. Gdy babcia żyła, możnaby je uznać za udane, ale teraz? W domu go praktycznie nie ma, bo nie ma z kim siedzieć i chociażby porozmawiać. Z ojcem zamieni na cały dzień dwa zdania i to na temat jego pracy. Przykre to jest, ale prawdziwe.
Po spędzeniu w pokoju wspólnym godziny postanowił znowu wyjść na zewnątrz. Gdzie się wszyscy podziali? Co jak co, ale puchonów w tym miejscu było zawsze sporo, chociażby tych pierwszorocznych, a dzisiaj jakby ich wywiało. Może jest jakieś zebranie, narada? Wzruszył ramionami i opuścił po raz któryś tam dzisiaj pokój wspólny. Udał się tym razem nad jezioro. Tak bardzo się zamyślił, że nawet nie spostrzegł kiedy był na miejscu. Spojrzał swoimi oczyma głęboko w tafle wody, tak jakby chciał coś z niej wyczytać, bądź też zobaczyć twarz najbliższej mu osoby. W końcu to jest świat magii, tak? Jednak i takie cuda się tutaj nie dzieją. Schował dłonie w kieszeń szaty stojąc tak nieruchomo.

Re: Jezioro

on Sro Paź 21, 2015 8:00 pm
McCarthy - ty i twoje fantastyczne pomysły.
Kelly jako jedna z nielicznych postanowiła zapuścić się nieco dalej od ciepła kominka, po za mury szkoły, które dzisiaj były nieprzyjemnie puste. Każdy zaszył się w bibliotece, gdzieś w salach, w końcu już niedługo czekały ich egzaminy, które rzekomo miały przygotowywać do życia. Do wymarzonych zawodów w Ministerstwie Magii, może gdzieś w przydrożnych sklepikach w Hogsmeade. Jednak żadna z takich wizji jej nie cieszyła. Chciała być na zawsze wolna, nieograniczana ośmiogodzinną pracą i obowiązkami, jednak marzenia są dla głupców.
- Cześć. - stanęła koło chłopaka, widywała go nie raz, nie dwa na szkolnych korytarzach, na zajęciach powtórkowych, ale nigdy nie zamieniła z nim ani słowa. Teraz być może to był dobry czas na zacieśnianie więzi...
W szkole działy się dziwne rzeczy, uczniowie ginęli, pałali do siebie nienawiścią, a czarna magia rosła w siłę...
Postanowiła nie mówić nic więcej, nie pytać czy przeszkadza, nie bawić się w zbędne ceregiele.
Zapewne zaraz się przekona na jaki typ czlowieka trafiła, ostatnimi czasy napotykała tylko samotników, którym zwykłym "co u ciebie" okropnie się przeszkadza.
- Adrien? - zapytała, nie będąc pewna, czy dobrze kojarzy. Para okrągłych zielonych oczu powędrowała wprost na jego twarz, jakby starała się z niej wyczytać, czy chłopak ma ochotę na jakiekolwiek towarzystwo.
Jak już wczesniej wspominałam, różnie to bywało.
Wiedziała o nim tyle, jak ma prawdopodobnie na imię, z jakiego jest domu i z której klasy - jedno bylo pewne, do ślizgona nigdy nie odważyłaby się ot tak podejść i się przywitać, z tym domem wiązała raczej kiepskie wspomnienia, których nie chciałaby powtarzać.

Re: Jezioro

on Czw Paź 22, 2015 1:51 pm
Bardzo lubił tutaj przychodzić. Jezioro bardzo mu się podobało, mimo iż krążyły o nim podejrzane plotki. Jednak Adrien nie był typem człowieka, który w takie badziewne historie wierzył. Raczej nadaje charakter miejscu, które sam oceni i dokladnie pozna, a nad jeziorem nie był dzisiaj pierwszy raz i jak na razie nic strasznego, ani tym bardziej dziwnego mu się tutaj nie przydarzyło.
Był zapatrzony w taflę wody jak w obrazek, nawet nie czuł chłodnego wiatru, który od czasu do czasu przytulał się do niego jak kiedyś babcia, może to właśnie ona? Różne plotki krążyły na temat zmarłych w świecie magii.
Nagle ni z tąd ni z owąd koło chłopaka pojawiła się ruda dziewczyna, która przyjacielsko się z nim przywitała. Kojarzył ją jedynie ze szkolnych korytarzy, ale wiedział jak ma na imię i na nazwisko. Nauczyciele zwracali się do uczniów po nazwisku stąd też wiedział jakie ona posiada. Uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Cześć. - odpowiedział dziewczynie przyglądając jej się z ukosa. Wydawała się miła i sympatyczna, ale w tych czasach nawet uczniom nie wolno wierzyć. Mało to jest aktorów, którzy potrafią zagrać każdą rolę? Jaką miał pewność, że i ona taką aktorką nie jest? Wiedział też o niej, że jest o rok młodsza, oraz że nalezała do uczniów lubiących się uczyć. Podobnie jak on, nie miał z tym problemu, a nauka wchodziła mu bardzo łatwo do głowy.
- Tak dobrze kojarzysz. Ty to pewnie pani McCarthy? - zapytał jej chociaż doskonale znał odpowiedź. Puchon nie rzucał słów na wiatr, był bardzo sumienny i uczciwy. Nigdy nie kłamał, bo po prostu nie był do tego zmuszony. Dziewczyna pochodziła od mugoli, to też wiedział, ponieważ o uczniach mugoli wiele się w Hogwarcie słyszy.

Re: Jezioro

on Pią Paź 23, 2015 10:01 am
Wlepiła spojrzenie w jego sylwetkę, jakby badając czy zaraz chłopak nie zrobi żadnego gwałtownego ruchu, na który nie była przygotowana. Cóż, po oststniej wizycie w skrzydle szpitalnym minęło już trochę, ale wciąż gdzieś tam głęboko w sobie czuła lęk przed wszystkim i wszystkim. Przezorny zawsze ubezpieczony - jak to zwykli mawiać mugole.
Zaciągnęła na szczupłe ręce mocniej materiał szaty, aby ochronić się przed chorobą.
Było chłodno, a wiatr bezmyślnie smagał twarz zimnym podmuchem, od którego to nos dziewczyny zmienił kolor na "świnkowy" róż.
- Wystarczy Kelly. - uśmiechnęła się ciepło i odwróciła spojrzenie w stronę jeziora, na które chłopak jeszcze chwilę temu tak zawzięcie spoglądał. Co tam widział? Nie miała bladego pojęcia. Ludzie zwykle byli bardzo skomplikowani i kiedy coś leżało im na sercu zapuszczali się właśnie tutaj.
Tu, gdzie była cisza i spokój, która przyprawiała ich o melancholijny nastrój. Szczególnie dzisiaj, kiedy nikt nie miał odwagi zapuszczać się na tereny jeziora z powodu zbyt niskiej temperatury.
- Co tam widzisz? - zapytała nagle przerywając ciszę, jaka między nimi zapadła.
Jednak nie była smutna, wymuszana czy też uciążliwa. Nawet najlepszym rozmówcom zdarzało się zatopić we własnych rozmyślaniach i nikt nie miał im tego za złe.
Dlaczego zawsze w takich miejscach jednak ludzie myślą raczej o czymś przygnębiającym? To było najlepsze z pytań, bo kiedy tylko spotyka się kogoś w samotności, w odosobnionym miejscu, raczej nie usłyszy się odpowiedzi w stylu: "myślę o różowych jednorożcach, które jedzą ciasteczka i skaczą po kolorowej tęczy."
Uśmiechnęła się ponownie, jednak teraz już bardziej do siebie.

Re: Jezioro

on Pią Paź 23, 2015 10:33 am
Zauważył po ruchach dziewczyny, że zaczyna jej się robić zimno. O tak. Puchon również odczuwał nieprzyjemny wiatr owiewający jego plecy, od czasu do czasu skulał się sam w sobie jakby chciał wydobyć z siebie odrobinę ciepła. Jednak chłopakowi nie przeszkadzała taka pogoda. Niektórzy się dziwili, gdy mówił, że lubi deszcz, śnieg. Jak można nie lubić jakieś pogody, skoro to jest wszystko stworzone przez matkę naturę i czy się to lubi czy nie trzeba przez to przejść? Nie ma ulubionej pory roku, ale najbardziej podoba mu się jesień jak i zima. Lubi patrzeć jak małe dzieciaki bawią się w śniegu, zwłaszcza mugole. Miał zaszczyt ich oglądać i mieć z nimi kontakt. Ojciec mieszka w mugolskiej dzielnicy Londynu, dlatego mugole dla niego to nie żadna nowość. Słyszał ostatnio przy jego rozmowie ze swoim klientem, że będzie chciał się przenieść do czarodziejskiej dzielnicy. Adrien tego nie chciał, ale pewnie jak będzie chciał z nim mieszkać to o jego zdanie nie będzie się pytał. No cóż. Miał jedynie nadzieję, ze trochę się to odwlecze i będzie mógł później sam decydować. Mógł zamieszkać w domu babci, ale sam? Na własną rękę? Obawiał się, że będzie musiał mieć na to zgodę ojca, a on na to nie wyrazi zgody. Tak mu się przynajmniej wydawało. Na pewno nie chodziło o jego niebezpieczeństwo, a tylko o to, że mieć syna przy sobie to dla niego komfort. Sprzątał, utrzymywał dom w ładzie to na pewno wiele dla niego znaczy skoro przyprowadza do domu czarodziei i czarownic. Dziwne, bardzo dziwne. Ojciec był czarodziejem z czystokrwistej rodziny i co? Mieszkał w dzielnicy mugolskiej? Może się czegoś obawiał? Szczerze powiedziawszy wcale by go to nie zdziwiło, bo był kawał gnidy i nie jednemu czarodziejowi zaszedł za skórę, a Ci jednak obawiają się działać w miejscu gdzie mogą sami na siebie sprowadzić niebezpieczeństwo.
Jedynie uśmiechnął się na stwierdzenie dziewczyny. Można powiedzieć, że chłopak nie ufał ludziom, nikomu nie mówił o swojej rodzinie, bo i po co? Może garstka osób z jego domu ma pojęcie co się u niego w życiu ciekawego, bądź też i nieciekawego dzieje. Kelly była na prawdę fajną dziewczyną, przyjazną, ale z pewnością za wcześnie na takie opowiastki. Może kiedyś, kto wie może staną się kiedyś przyjaciółmi, ale u chłopaka to trochę trwa, bo jest nieufny co do ludzi i trudno jest u niego otrzymać zaufanie.
- Może bardziej co chciałbym zobaczyć... Jednak to nie zwierdziadło, które pokazuje nasze prawdziwe pragnienia. Jednak bardzo lubię tutaj przychodzić. Wiesz, że ostatnio widziałem tutaj wyłaniającą się postać kobiety? Znaczy tak mi się wydaje, bo widziałem bladą twarz z długimi blond włosami. Wiesz może kto to może być? - zapytał dziewczyny. Być może ma jakieś pojęcie o tym jeziorze? Może to te trytony? Ale sam nie miał zielonego pojęcia jak to stworzenie wygląda. Może syrena? Ale gdyby tutaj istniała, na pewno nauczyciele na lekcjach coś by o tym wspominali.

Re: Jezioro

on Pią Paź 23, 2015 12:11 pm
Odkaszlnęła, zasłaniając usta dłonią. Czyżby powoli zbliżała się ta pora roku, w której ponad połowa uczniów choruje? Jednak praktykantka ze Skrzydła zawsze miała coś pod ręką, aby dolegliwości na (nie)szczęście przechodziły. Bo w końcu jaki mógłby być lepszy powód opuszczania zajęć od choroby?
- Szczerze? Nie mam pojęcia, nigdy nie interesowałam się stworami z jeziora. - zaśmiała się krótko, jakby chcąc ukryć swój brak wiedzy. Cóż, należała do domu Krukonów, jednak to nie oznaczało tego, że miała wiedzieć wszystko i o wszystkich. Lubiła się uczyć, sprawiało jej to przyjemność, ale nie z każdej dziedziny była orłem. To chyba jak większość uczniów.
- Zbyt dużo stworów tutaj żyje, żeby móc je wszystkie opisać nawet w największych księgach. Dlatego nie wolno nam wchodzić do wody. - rzuciła cicho. A co gdyby tak zaryzykować? Zobaczyć co kryje się w głębinach?
Słyszała opowieści o wielkim Krakenie, który spoczywa gdzieś na środku jeziora, tam gdzie jest najciemniej i najgłębiej. To dopiero byłoby przeżycie! O ile uszłaby z tego cało, co było raczej wątpliwą sprawą...
Może chłopak widział ducha? Wiele ich się kręciło po zamku, po błoniach, nie wspominając o Zakazanym Lesie. Swoją drogą, wiele rzeczy mógł zobaczyć, a ostatnią jaka przyszła jej na myśl była jego zwykła wyobraźnia.
Nie powiedziała nic więcej, tylko zamilkła w chwilowej zadumie. A co gdyby faktycznie wszyscy byli wstanie przywołać ducha? Czy wtedy ludziom żyłoby się lepiej? Mając okazję zobaczyć kogoś po raz ostatni i powiedzieć wszystko co leży im na sercu? W końcu śmierć jest niespodziewana i nieoczekiwana.
Raczej nie, to tylko mąciłoby ogólny spokój. Czas upływał nieubłaganie, a wraz z nim goiły się wszystkie rany, nawet te na duszy czy umyśle. Nie ma po co igrać ze śmiercią, w żadnej z jej postaci.
Czy miałaby ona dotyczyć ciebie drogi czytelniku, czy też kogoś twojego bliskiego. Nie warto się z nią targować, bo to ona rozdaje karty i w niemal każdym wypadku wygrywa. Daje ci nadzieje, pokazuje ci się w swojej idyllycznej postaci. Widzisz światełko w tunelu, które jest zwiastunem czegoś lepszego. Dążysz ku niemu jak ćma do ognia.
A potem co?
No właśnie to jedne z zasadniczych pytań. Co dzieje się wtedy, kiedy już je dogonisz? Może faktycznie czeka na nas tam raj i nie ma co dusz stamtąd wyrywać?
Och Panienko McCarthy, skąd takie głębokie rozmyślania?
Zamrugała kilka razy, aby na chwilę oprzytomnieć.
- Słyszałam tylko o Krakenie i Syrenach, ale obiecuję, że następnym razem się poprawię. - zasalutowała ze śmiechem.

Re: Jezioro

on Pią Paź 23, 2015 3:00 pm
No tak, ażeby opuścić nielubiane zajęcia to najlepiej jest zachorować. Adrien miał jednak ten problem, że on nie potrafił zachorować. Był bardzo odpornym czarodziejem. Od dziecka chorował bardzo sporadycznie i do tej pory tak ma. Możliwe, że dobrze o siebie dba, chłopak je dużo warzyw i owoców, więc może dlatego. Siedząc samotnie w pokoju wspólnym potrafi zjeść z pięć jabłek i pięć bananów już o winogronie nie wspominając. Tego jednak babcia go nauczyła i za to jest jej dozgonnie wdzięczny, bo to naprawdę pomaga w budowaniu swojej formy fizycznej, a nawet i psychicznej.
Ano właśnie, chłopak rzadko trafiał na uczniów, którzy mieli podobne upodobania. Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami bardzo lubił. Ba! Wręcz uwielbiał. Nauczyciel był naprawdę bardzo pomysłowy i każda lekcja była dla niego bardzo pouczająca i chodził na nie z wielką przyjemnością, a już na kolejne nie mógł się doczekać.
- Nie wolno nam wchodzić do wody... - mruknął do niej i uśmiechnął się pod nosem. Nie wolno? No niby coś słyszał na ten temat, ale czy możliwe jest iż grozi im tam niebezpieczeństwo. Kiwnął jedynie głową w jej stronę i teraz szczery uśmiech powędrował w jej kierunku. Zasady, zasady są po to, ażeby je łamać. On tam nigdy się tym nie przejmował, był owszem dobrym uczniem, ale bez przesady. Chyba nie ma ucznia, który przestrzegałby każdy punkt w regulaminie szkolnym.
- No owszem, nie wolno. - dopowiedział. Skąd w ogóle pomysł, że krukoni muszą wszystko wiedzieć? Nawet nie przeszło mu to przez myśl. Co prawda oni z tego słyną, ale czy taka jest prawda? Przecież krukoni to tacy sami uczniowie jak gryfoni czy puchoni, a nawet ślizgoni. To jest jedynie teoria, a w praktyce jest zupełnie inaczej. Tiara Przydziału jest od tego, ażeby przydzielać uczniów do konkretnego domu, ale uczeń się zmienia z jedenastolatka w siedemnastolatka. Wygląd, charakter tak samo, więc to się wszystko zmienia jak pogoda.
Uśmiechnął się na ostatnie stwierdzenie dziewczyny. Kraken? O nim nic nie słyszał, albo może nie chciał słyszeć. Jak było wcześniej wspomniane on plotkami się nie zajmował, a więc gdy była rozmowa na ten temat ten wyszedł z konkretnego pomieszczenia, bądź też myślami był całkowicie gdzie indziej.
- Kraken? Syreny? - pokiwał głową patrząc znowu głęboko w taflę wody.
Sponsored content

Re: Jezioro

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach