Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Ismael Blake [uczennica]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ismael Blake
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Ismael Blake [uczennica]   Sob Sie 15, 2015 11:26 pm



What do you do when there's no hero in your story?
SIMPLE.
You kill the monster and crown yourself.


Imię i nazwisko: Ismael Adara Eunice Blake.
Wyuczone przez lata.
Jak właściwie mam na imię?
Pytanie, które z biegiem czasu zaczęła rozbrzmiewać w jej głowie. Kim tak dokładnie była? Skąd się wzięła na tym świecie? Dlaczego teraz nazywała się tak, a nie inaczej? Ah, to wszystko było tak zagmatwane, tak skomplikowane... nawet za bardzo, jak na młody umysł dziecka, który musiał przyswoić nowe wiadomości.
Zagrajmy w grę...
Tak, to miała być gra. Tylko gra. Tak mówili. Ale kłamali, bo przecież dorośli zawsze tak robią. Wodzą dzieci za nos, jakby były ich marionetkami, a potem kłamstwa przeradzają się w prawdę, bo przecież kłamstwo powtórzone wystarczająco wiele razy zmieni się wreszcie w prawdę.
od tej pory będziesz udawać kogoś, kto nazywa się Ismael.
Tak było. Słowa ciotki zatarły się gdzieś w świadomości, ale wciąż tam były - jako delikatne kształty i świadomość.
Anisha Adara Fawley.
Imiona i nazwiska rodziców: Ava Blake oraz Matar Fawley.
Spotkali się podczas jednej z pogoni Matara do ameryki, gdzie szukał sensacji. Był dziennikarzem, świeżo po ukończeniu szkoły, miał więc nadzieję na szybki sukces i sławę. Cóż powiedzieć - i jedno i drugie go nie znalazło, ale w jego życiu pojawiła się miłość życia. Młoda Ava była kobietą na tyle interesującą, że para wzięła ślub już po paru miesiącach, szybko po tym spodziewając się także dziecka. Niechęć narażania przyszłej pociechy podczas podróży sprawiła więc, że oboje zamieszkali w Ameryce na siedem lat.
Siedem długich lat, podczas których ich córka rosła w szczęściu, otoczona miłością.
Wszystko skończyło się niedługo po upływie tego czasu.
Podobno jej ojciec dowiedział się czegoś, o czym nie powinien. Podobno zadarł z niewłaściwymi ludźmi. Podobno jego żona zniknęła w dniu, kiedy miał miejsce wypadek samochodowy, w którym ten zginął.
Ich córka trafiła do Anglii, do rodziny ojca, która zaopiekowała się nią i zmieniła imię, a zamiast rodowego nazwiska zaczęła używać tego jej matki, żeby natrętni dziennikarze nie wykazywali zbyt dużych zainteresowań.
Data urodzenia: 01.05.1961
Miejsce zamieszkania: Maidstone lub Londyn
W Maidstone znajduje się posiadłość wujostwa, w której spędzają większość czasu. Posiadają jednak także mieszkanie w Londynie, przy ulicy Pokątnej, w niemugolskiej dzielnicy.
Status majątkowy: Bardzo bogata
Po rodzicach odziedziczyła spadek. Dość pokaźny, a że przez większość swojego życia była dzieckiem pod opieką i kontrolą dorosłych, nie miała też co z majątkiem zrobić.
Czystość krwi: Półkrwi
Ojciec; Charłak z rodziny Fawley, matka; czarownica czystej krwi
Dom w Hogwarcie:

H U F F L E P U F F
You can trust us to stick to you through thick and thin – to the bitter end. And you can trust us to keep any secret of yours – closer than you yourself keep it. But you cannot trust us to let you face trouble alone, and go off without a word.

Różdżka:
Była w miarę długa, 12.5 cala. Bardzo ładna, smukła no i giętka. Wykonana z czarnego bzu, co tylko podsycało w dziewczynce podniecenie. Przecież wiadomo było, jakie plotki krążą na temat różdżek wykonanych z tego drewna. A do tego... Ah! Włos z ogona testrala. Jej jasne oczy zabłysły dziwnym blaskiem, gdy narzędzie zostało jej przedstawione. Chwyciła ją jednak nieco niepewnie, bojąc się, że i ta ją odrzuci. Delikatny dreszcz przebiegł jej po plecach, gdy tym razem nic nie wybuchło, nie odskoczyło, a ona sama poczuła jak różdżka sięga do jej serca, dając nieme przyzwolenie.


Wzrost: 161cm
Waga: 54kg
Kolor włosów: Rude
Kolor oczu: Heterochromia; prawe zielone, lewe niebieskie

Bogin: Rogogon Węgierski
Amortencja: Stała przed kociołkiem, nieco niezdecydowana, wpatrując się w spiralne smugi pary, unoszące się znad uważonego przez profesora eliksiru. Koncepcja sprawdzania, co tak na prawdę poczuje, kiedy powącha wywar wcale nie przypadła jej do gustu. W końcu jednak przełamała się i zrobiła krok do przodu, pochylając nad żeliwnym kociołkiem i biorąc głęboki wdech.
Poczuła znajomy, przyjemnie łaskoczący w nos i orzeźwiający zapach słonej, morskiej wody, który zawsze otaczał posiadłość wujostwa w Anglii. Wywołało to na jej ustach delikatny, ledwo zauważalny uśmieszek - raczej melancholijny, jak po prostu zadowolony. Drugą nutą, którą po chwili wyłapała był zapach przypominający ten, który unosi się z dymem ze zgaszonego przed chwilą knota świeczki. Ten sam, który można było wyczuć przy smokach, szczególnie jeśli te niedawno korzystały z ognia, który w nich drzemał. Ostatnim co poczuła, był zapach lasu po burzy. Zaraz potem cofnęła się dwa kroki w tył, nieco zmieszana, niepewna, a może po prostu z zaskoczeniem uświadamiająca sobie, że eliksir nie mógł kłamać.

Widok z Ain Eingarp: - Co tam widzisz?
Mel oderwała wzrok od gładkiej tafli lustra, przenosząc go na głowę wystającą zza niego. Oczy przybysza patrzyły na nią czujnie. Uśmiechnęła się delikatnie, wciąż jeszcze oszołomiona. Starała się nie odwracać spojrzenia, jednak obraz falujący w lustrze kusił i mamił. W końcu było to coś, czego pragnęła. A przynajmniej tak wszyscy twierdzili.
Widzę siebie, oczywiście. A za mną... oh za mną piętrzy się On. Góra mięśni, pokryta matową, czarną łuską. Podbija delikatnie łbem moją prawą rękę, pozwalając się dotknąć, pogłaskać. Pewnie gdybym spróbowała, pozwoliłby mi się wspiąć na grzbiet... a końcu tego bym chciała. oh...
Milczała jednak, nie mogąc wydusić z siebie słowa i przygryzając dolną wargę. To było jej pragnienie, marzenie.
- Nieważne. Może kiedyś ci powiem. - wymruczała, podnosząc się wreszcie z podłogi. Zasłoniła zwierciadło, z wyraźnie malującą się na twarzy niechęcią.

Podsumowanie dotychczasowej nauki w Hogwarcie:
Ojciec czarodziej, matka też.. Geny więc przemówiły jasno i wyraźnie, a dostanie listu nie było jakimś wielkim dla wszystkich zaskoczeniem. Wszystko co potrzebne zostało zakupione, dziecko pociecha finalnie dostarczona na peron 9 i 3/4, a potem żegnaj dziecię, radź sobie samo.
No i jakoś próbowała sobie radzić.
Ale to, ze ktoś nosi okulary wcale nie znaczy, że jest w stanie sprostać wymogom edukacyjnym na wysokim poziomie. Ismael w swoich osiągnięciach jest mocno... przeciętna. A przynajmniej w części. Wróżbiarstwo? Wywróżyło sobie rychły koniec. Runy? Zwijają się w konwulsjach. Historia Magii? Popełniła samobójstwo jakiś czas temu. Są jednak przedmioty w których wiedzie prym jak Transmutacja, Obrona Przed Czarną Magią, a także Zaklęcia i uroki. Jednak przedmiotem, który w absurdalny wręcz sposób zafascynował jej serce jest Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami. Można powiedzieć o niej wiele, ale na pewno nie to, że nie ma ręki do zajmowania się zwierzątkami. Tymi większymi i mniejszymi.
A z takich innych to na miotle też radzi sobie całkiem dobrze, przynajmniej zaliczyła mniej wypadków jak średnia wyciągnięta ze wszystkich uczniów.

Wygląd:
Ismael jest przede wszystkim osóbką niewielką. Mierzy sobie całe 160 centymetrów, z których jest niewypowiedzianie dumna. Zawsze przecież mogła być jeszcze niższa... Próbuje udawać, że wcale nie przeszkadza jej niższość wobec sporej części świata i trzeba przyznać – przychodzi jej to całkiem zgrabnie, jednak przy dłuższych żartach i docinkach na ten temat szybko kończy jej się cierpliwość. Ale mimo że niewielka, to zgrabniutka. Zbudowana jak najbardziej proporcjonalnie, posiadająca wszelkie potrzebne kobiecie walory. Co prawda nikt by nigdy nie posądziłby jej o posiadanie jakichkolwiek mięśni, jednak one jak najbardziej istnieją, delikatnie rysując się pod jasną skórą dziewuszki. Swoją drogą – zwykle unika słońca, uskarżając się na jego zabójcze promieniowanie, więc cała jest blada niemal jak ściana.
Skupiając się może na czymś już konkretniejszym to twarz ma owalną, o klasycznych, delikatnych i przyjemnych dla oka rysach, które zaostrza delikatnie zadarty nosek, po którym rozsypują się piegi. Tak jak i po policzkach. Spod wachlarza czarnych, gęstych rzęs spoglądają na świat oczęta w kształcie migdałów. Zwykle jednak przysłonięte są jeszcze okularami. Wadę ma niewielką. Znikomą, można by powiedzieć. Ale podobno wygląda w nich równie znośnie jak i bez. Może zyskuje trochę bardziej inteligentnego charakteru w swojej urokliwej powierzchowności.
Wszystko to jednak jakoś specjalnie wpływa na łatwe wyłapywanie jej w tłumie. Posiada jednak dwie rzeczy, które drastycznie zwiększają ten współczynnik, nie dając jej zbyt wysokich szans z czyimś bystrym wzrokiem. Jest ruda. I gdy piszę ruda to mam na myśli ten ciepły, wyrazisty odcień rudości, który w słońcu daje wrażenie rozedrganych płomieni. A co z drugą cechą? Co prawda kwestia oczu została już poruszona, jednak omawiany był zaledwie ich kształt, który jest – powiedzmy sobie to wprost – dość pospolity. Zabawa zaczyna się dopiero, gdy trzeba zdefiniować barwę jej tęczówek. Są jasne, nieco blade, czają się w nich żółtawe żyłki i plamki, jednak na tym kończą się ich cechy wspólne. Prawa jest zielona, a lewa niebieska – i to cała tajemnica. Żeby pozostać fachowym i sprawiać wrażenie mądrego, wystarczy przyswoić sobie w tym przypadku słowo heterochromia lub określenie: dwubarwność tęczówek.
Dziewczątko często sprawia wrażenie, jakby ktoś wyrwał ją z jej świata, wstawił do tego i nie przypomniał instrukcji obsługi. Porusza się z jakąś ostrożnością, która miesza się z ospałością. Wolne, spokojne ruchy, pełne jednak gracji, przez którą ktoś kiedyś próbował ją posądzić o posiadanie w rodzinie jakiejś Wili. Gdy jednak zyskuje na dynamiczności w pierwszych chwilach bardzo często zdarza się, że coś trąci, przewróci, zniszczy. Charakterystyczną dla niej cechą jest przygryzanie dolnej wargi gdy się nad czymś zastanawia.
Należy także nadmienić, że jej ciało niestety nie jest jak wyjęte spod dłuta Michała Anioła lub Giambologna. A przynajmniej już nie jest. Od prawego biodra po podstawę lewej piersi, przez bok ciągnie się blizna po oparzeniu.

Charakter: Podobno jak rude to nie ma duszy. Co do Ismy to nikt nigdy nie próbował zaświadczyć, że dusze posiada. Jest to raczej kwestia sporna. Jedni mówią tak, inni krzyczą nie. A czemu? Bo to mała żmijka jest czasami. A nawet całkiem często. Po prostu dziewczątko uważa za zabawne wbicie komuś drzazgi pod paznokieć poprzez złapanie za źle użyte słówko albo rzucenie perfidnej uwagi. Co prawda robi to tylko dlatego, że ona jest w stanie przyjąć wszystko, a przynajmniej znaczną większość, na klatę. Nie wspominając już o niespotykanej umiejętności jaką jest śmianie się z samej siebie. (pomijając oczywiście wzrost.) Ale wiadomo... niscy ludzie są bliżej piekła. A inni tak śmiesznie się irytują.
Trzeba jednak powiedzieć, dla jako takiego zrehabilitowania, że potrafi mieć złote serce i użyczyć ludziom nieba. A także z całą dziecięcą naiwnością, dać się wykorzystać. Po prostu czasem to okropne sumienie, i system wartości, biorą się do kupy, walą ją po łbie i mówią co powinna robić wyłączając przy okazji umiejętność mówienia asertywnego „nie”.
Zresztą... gdy przebywa w świecie realnym ma tendencję do bycia złośliwcem nie tylko jeśli chodzi o docinanie, ale także o zwykłe podejmowanie decyzji przez wzgląd na innych. Im bardziej ktoś czegoś chce, tym bardziej ona tego nie chce. Reakcja na czyjeś akcje będzie w 180* odwrotna. Wszyscy jednogłośnie podejmują decyzję by nie iść do zakazanego lasu? No proszę państwa... oczywiście, że ona radośnie tam pobiegnie. Zadowolona dodatkowo z siebie, że zagrała komuś na nosie. W końcu niezależność jest taka fajna. I własne zdanie.
A tak nawiązując do tego świata realnego i nierealnego to gdy nic się nie dzieje, ma tendencje do odlatywania i przebywania w swoim własnym. Świat ten posiada jednak dwa stany, albo jest przepełniony wszystkim albo... kojarzycie coś takiego jak pudełko nicości? Posiadają je faceci. Jest to stan w którym facet myśli zupełnie o niczym... Serio. I wciąż jest w stanie oddychać. No więc Eu posiadała taką abstrakcyjną umiejętność, takie pudełko i na razie jako tako to funkcjonuje. Chociaż ostatnio ustawiła w nim parę ładnych poduszek, żeby było miękko. To chyba nie jest zbyt dobry znak.
Wszędzie spróbuje wetknąć swój nos. Wszystko chce zobaczyć, dotknąć, sprawdzić jak działa. Na wycieczkę uda się z największą przyjemnością nie zastanawiając się nawet ile może ona potrwać i czy wróci na obiad, o to będzie się martwiła po drodze. Uwielbia coś robić, a nurzanie się w marazmie na dłuższą metę ją irytuje. Uwielbia przebywać na łonie natury, ze stworzeniami, które niekoniecznie są w stanie tworzyć słowa i układać je chociażby w proste zdania. Do tego odznacza się sporą empatią, co pozwala jej u tych co inteligentniejszych, ludzi także, wyłapywać z łatwością zmiany stanów emocjonalnych i reagować na nie w odpowiedni sposób.




Przykładowy Post:
Fale uderzyły gwałtownie o skalisty brzeg przy którym stał dom. Mel stała w oknie, odsuwając jednym palcem delikatne firanki i spoglądając w burzliwą toń. Cały prawy bok piekł. Nieprzyjemne ciepło rozchodziło się od niego na całe ciało. Miała ochotę zerwać z siebie ubranie i zrobić z tym wszystkim porządek – świeża wciąż blizna ciągnęła, bodła w psychikę. A przecież to wcale nie była jej wina. Czuła się jednak jakby ktoś posadził jej umysł na stosie poduszek pod którym znajdowało się przysłowiowe ziarnko grochu.
Westchnęła cicho, przypominając sobie całe zajście.
Ojciec był szczęśliwy, że wreszcie przyjechała go odwiedzić. Od paru miesięcy siedział w Rumunii, opiekując się smokami. Robił to co kochał, a los chciał, że jego córka złapała takiego samego bakcyla co on.
Bestia była na wyciągnięcie ręki, a przynajmniej tak się jej zdawało. Fascynowała ją, oczarowywała potężnym łbem, zwalistym korpusem obleczonym w łuskę. A słońce tak cudnie prześwitywało przez błonę na skrzydłach.
Ale coś poszło nie tak. Ktoś popełnił błąd. I to nie była ani ona, ani jej ojciec.
W jej wspomnieniach znów rozjarzył się płomień. Wspomnienie bólu uderzyło w bok, przypominając swąd palonego mięsa gdy czmychnęła za skalny wyłom. Był jednak na tyle płytki, że ogień lizał jej skórę zbyt długo.
Ludzie krzyczeli, bestia ryczała. A przez wszystko to przebijał się jej krzyk. Podobny raczej do zawodzenia zwierzęcia. Nieartykułowany. Przepełniony cierpieniem, na końcu omdlewający.
Złapała za firankę. Szarpnęła wściekle i uderzyła pięścią w ścianę.
Bała się. Bała się teraz strasznie, że całe to zdarzenie to będzie dla niej zbyt wiele. Że nie będzie w stanie podejść już do tego wszystkiego z taką pasją – bez pretensji, bez obiekcji, bez...przerażenia, które teraz wzbierało w niej wraz z nudnościami na samą myśl o tym przeklętym smoku.


Ostatnio zmieniony przez Ismael Blake dnia Nie Sie 13, 2017 8:37 pm, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Ismael Blake [uczennica]   Nie Sie 16, 2015 2:21 pm


Dodałam Ci tylko dopisek do tytułu. Ogólnie Karta ciekawa i w bardzo ładnym stylu napisana. Widać, że Ismael posiada w sobie niebezpieczną pasję, która została oddana w dobry sposób. Podoba mi się, że nie jest wyidealizowana i ma wady zarówno w charakterze, jak i w swym wyglądzie.  Łap ode mnie 10 fasolek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ismael Blake [uczennica]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ismael Blake
» SELFIE PROJECT
» Arielle Blake
» Octavia Blake
» Arielle Blake

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Uczniowie -