Go down
Sharon Gallagher
Hufflepuff
Sharon Gallagher

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Pon Lis 26, 2018 12:01 am
Był takim buntownikiem z powołania najwyraźniej, niestraszne było mu łamanie zasad, choć Sharon miała wielkie opory przed tym, kompletnie była w tym świecie zagubiona, no co zrobisz jak nic nie zrobisz. Niektórzy tacy już byli, choć, o Merlinie, zdarzały jej się wykroczenia jako że należała do Klubu Redakcyjnego, a jak wiadomo dziennikarze czasem trochę naginają prawo, nawet szkolne. Gdyby profesor Sprout wiedziała albo ją woźny przyłapał! Jedyny szlaban miała na II roku i był straaaaszny, naprawdę straszny. Nigdy i więcej, Szampon Wspaniały prosiła. Ale tak na zawsze chciał opuścić zamek?! O mamo, przecież dostanie zawału zaraz. Ten chłopak był niemożliwy, tak sobie pomyślała, w Zakazanym Lesie były straszne rzeczy, coś mogło go zjeść i... w ogóle. A przecież zdarzyło się przez te siedem lat, że jej pomógł, więc mimo wszystko byłoby szkoda! Naprawdę szkoda niewyobrażalna! Może powinna go przestraszyć jakąś opowieścią i wtedy by go to przekonało? Przecież były zabezpieczenia i nie tylko, nie jedna osoba tutaj kombinowała, słyszała różne pogłoski, ale przez to co działo się w ostatnim roku to nic dziwnego, że były te zwiększone środki bezpieczeństwa. I co teraz? Jak powinna zareagować? No musiała to sprawdzić i się upewnić, bo byłoby mimo wszystko szkoda, nie? A przyzwyczaiła się do Charlesa mimo wszystko. Dobrze że się ciepło ubrała, bo było naprawdę chłodno i jeszcze w tych krzakach było dość nieprzyjemnie. Chyba robiło się coraz ciemniej, to w końcu ta godzina... A CO JEŚLI TO ONA SAMA SIĘ ZGUBI?
Był gdzieś za nią! Ha! Nie znikł!
- Cał-łe szczę-ę-ście! - wykrztusiła, czując ulgę. Zaraz zrobiła wielkie jak sowa oczy. Jak to miała w zwyczaju w takich sytuacjach. Nie zwróciła uwagi na ten ton, bo nie złapała go Bijąca Wierzba ani nic w tym rodzaju. Nic mu nie groziło! - Gdz-d-ie idz-i-i-esz? Chyb-ba-a nie do-o-o Zakaza-a-anego La-a-su?



Błonia           - Page 18 45843354ab1c88b53bd7c070620b2ad6
A long way down
It can't change
I bet
In Technicolor Yawn

Katherine Esme Cullen
Hufflepuff
Katherine Esme Cullen

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Nie Gru 02, 2018 12:38 pm
Katherine postanowiła oderwać się od szkolnych obowiązków i przejść się po szkolnych błoniach.Miała na sobie szkolna szatę z herbem domu Helgi na piersi.Panna Cullen była skrytą dziewczyną o blond włosach i niebieskich oczach które mają członkowie jej rodu.Ze względu na swoja historię nie chcę a nawet boi się zawierać nowe znajomości z domownikami własnego domu bo boi się odtrącenia.Jako jedyna z rodu wylądowała w domu Helgi bo jej rodzina była w domu Salazara,przez co w domu jej ojciec jej wytyka to że zdradziła rodzinę a nawet hańbą się odniosła lądując w domu Helgi.Katherine nie chce takiego życia jak jej narzuca własny ojciec,chce żyć własnym życiem i być szczęśliwą a nie z przymusu.Nie miała pojęcia że niektórzy uczniowie mogą po jej odcieniu włosów i oczu powiązać ją z rodem Cullen i Platt,że pochodzi od nich a nie jest to tylko nazwisko.Panna Cullen nie sądziła że dziś jej życie się zmieni że zacznie się nawiązywać nić przyjaźni z domownikami jej domu


Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą
Rabastan Lestrange
Slytherin
Rabastan Lestrange

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Wto Sty 01, 2019 12:13 am
/wbijam bo, dawno nie było posta.



Błonia, tereny wokół zamku, które teraz przyozdobione były białym puchem, leżącym nawet sporymi stertami, a w tym miejscu nie mogło zabraknąć także naszego Rudzielca, który z rękami w kieszeniach marynarki, powoli przemierzał okoliczne tereny, jego szare oczy uważnie rozglądały się po krajobrazie, a palce zaciskały na różdżce ukrytej w kieszeni. W tym momencie miał jedne z tych momentów, gdzie koniecznie musiał zrobić komuś krzywdę, nawet jeśli ona nie będzie zbyt znacząca dla tamtej osoby. Być może po prostu potrzebował jakiegoś impulsu, żeby zaspokoić swój głód, który budził się w jego umyśle niczym ogromna bestia, patrząc na wszystkich krwistoczerwonymi ślepiami. Było wiadomo, że Lestrange do delikatnych osób nie należał, wprawdzie jego wygląd na to wskazywał jednak nie był taki ani trochę z racji tego, że miał silny charakter, a wielu mówiło mu, że to po matce. Miał w sobie zarówno pewne cechy charakteru należące do matki jak i do ojca, jednak on chciał iść własną, wyznaczoną przez niego ścieżką. Był pewnego rodzaju buntownikiem i to z wyboru. Znalazł swoją ofiarę, zapewne jakiś pierwszoroczniak, który przypałętał się w te rejony niepotrzebnie, może szukał wrażenie albo osoby do towarzystwa? No i znalazł Rudzielca, który powolnym krokiem zbliżył się do niego z lekko łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. Nawet nie potrzebował używać różdżki do tego co chciał zrobić, a mianowicie wepchnął malca w jedną z większych zasp śnieżnych, stojących niedaleko miejsca gdzie się ten zatrzymał. Nie był przy tym ani trochę delikatny i zapewne kupa śniegu nie uchroni go od pewnych małych urazów.  
- Patrz jak chodzisz
Wymamrotał tylko w stronę dzieciaka, rzucając mu pełnie zarówno nienawiści jak i rozbawienia spojrzenie.
Katherine Esme Cullen
Hufflepuff
Katherine Esme Cullen

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Wto Sty 01, 2019 1:06 am
Panna Cullen wpatrywała się w krajobraz przed nią,nie chciała się mieszać w sprawy innych uczniów nawet jeśli ktoś im dokuczał,tak jak ją wychował ojciec w niej nadal zostało,że nie wolno się mieszać w sprawy innych ludzi.Katherine patrzyła na krajobraz pustym wzrokiem,gdyby jej wzrok mógł zabić to już by uczniowie leżeli martwi,nigdy tego nie okazywała ale dziś jej wzrok pokazywał lęk i wściekłość jednocześnie.Lęk przed tym,że uczniowie mogą odkryć kim naprawdę jest i mogą ja powiązać z rodami Cullen i Platt z których pochodzi a wściekłość na ojca że narzuca jej jak ma żyć gdyby była czystokrwistą czarownicą a nie półkrwi,której zasady zaaranżowanego małżeństwa nie według panny Cullen.Mimo,że była w domu Helgi to jej wzrok mówił czasami i jej zachowanie,że powinna być w domu Salazara jak jej rodzina i tak się czasami zachowywała gdyby była z domu Salazara a nie Helgi przez geny w sobie rodziców-ślizgonów.


Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą
Charlotte Everglade
Nauka
Charlotte Everglade

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Sro Sty 02, 2019 2:21 am
To, że panna Everglade znajdowała się na błoniach nie było niczym dziwnym, ani niespotykanym. Jako nauczycielka opieki nad magicznymi stworzeniami bardzo często prowadziła tutaj lekcje, a jej zamiłowanie do różnych stworzeń sprawiało że nawet zimą często odwiedzała tę część zamku. Tak było też i dnia dzisiejszego, zimny, biłaby puch okrywający ziemię nie przeszkadzał jej w prowadzeniu zajęć w terenie, wręcz przeciwnie uważała że dodaje to trochę uroku do jej, mało uroczych metod nauczania. Nie dawno skończyła zajęcia z jedną z grup, musiała jednak upewnić się że stworzenie, które im pokazywała dostanie się bezpiecznie do klatki i z niej nie zwieje.
Szła teraz w kierunku zamku, ubrana w długą, dopasowaną czarodziejską szatę gdy jej oczom ukazała się, wcale nie zabawna sytuacja. Rudego ślizgona kojarzyła jedynie z widzenia, nie przyszło jej go uczyć a jedyne, co wiedziała na jego temat to to, że dość często, daje się ludziom we znaki. Gdy tylko zaczęła pracę w tej szkole, jedna z koleżanek po fachu poinformowała ją o tych gorszych przypadkach, tylko jak on się nazywał? Charlotte szybko znalazła się koło biednego pierwszorocznego, który stał się ofiarą ucznia ostatniej klasy i to, samo w sobie stawiało rudzielca w jeszcze gorszej sytuacji. Każdy, kto znał Charlotte doskonale wiedział że nie znosi takich zagrań.
- Nie waż się zrobić nawet kroka Lestrange!- rzuciła w kierunku rudowłosego po czym sama, wyciągnęła rękę ku pierwszoklasiście pomagając mu wstać ze śnieżnej zaspy. Chłopak był bardzo drobny, przypominając jej trochę samą siebie, gdy zaczynała naukę w Beauxbatons. Niebieskie spojrzenie uważnie przejechało po twarzy młodego chłopaka.
- Nic Ci nie jest?- zapytała, aby upewnić się że dziecko nie doznało żadnych, poważniejszych obrażeń. Gdy chłopiec odpowiedział jej na pytanie, ta pokiwała głową. - Idź do skrzydła szpitalnego, niech pani Selwyn upewni się że nic Ci nie jest. - rzuciła do ucznia, pospieszając go gestem ręki.
Gdy pierwszoklasista odszedł już od nich, panna Everglade odwróciła się do ślizgona posyłając mu zimne i pełne pogardy spojrzenie, dzięki któremu chłopak mógł być pewien, że to, co zrobił z pewnością nie ujdzie mu płazem.



There is a charm about the forbidden that makes it unspeakably desirable.
Charles Cameron Clark
Hufflepuff
Charles Cameron Clark

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Sro Sty 02, 2019 2:49 am
Nie uzyskał upragnionej odpowiedzi. Żadnego "n-nie, n-n-nic" wyjąkanego tym skomlącym tonem, który przyprawiał go o bezsilną frustrację i coś na kształt mdłości. W pewien sposób był w stanie zrozumieć problemy z akceptacją ze strony reszty świata - sam miał podobne. Lecz próba zwykłego wyobrażenia sobie motywów Sharon, gdy robiła z siebie ofiarę losu, przekraczała możliwości jego wyobraźni i empatii.
Nie, żeby ta ostatnia towarzyszyła mu w nadmiarze.
Całe szczęście!
Charles zadał sam sobie pytanie, do kogo w rzeczywistości ten niewyobrażalny fart należy i dlaczego choć raz to właśnie on nie mógłby zostać szczęśliwym posiadaczem.
Mój jedynie przewrócić jeszcze raz oczami, ponownie wznieść do nieistniejących bóstw modlitwy o cierpliwość i miłosierdzie, w milczeniu poprosić o siły do obcowania z kreaturą podobną Sharon. Dopiero po dopełnieniu tych wszystkich procedur - i tak nie doczekał się żadnego odzewu - odwrócił głowę i uraczył Wspaniały Szampon spojrzeniem, które niewiele wspólnego miało z przyjaznym.
- Po prostu za mną nie idź - oznajmił szorstko. Kwestia dotycząca celu jego wędrówki wydawała mu się żałośnie wręcz oczywista, więc nie pokusił się o rzeczowe wyjaśnienie swojego problemu.
Wzrok znów wbity w ciemną linię lasu. Krok ponowiony. Oto nieustraszony CCC wyrusza w nieznane.
Rabastan Lestrange
Slytherin
Rabastan Lestrange

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Sro Sty 02, 2019 11:44 am
Widocznie nie tylko on potrzebował chwili wytchnienia, a może chwili triumfu? Bo jak inaczej można nazwać jego minę, kiedy zobaczył, że ten pierwszoroczniak o mało co się nie rozpłakał gdy został popchnięty na zaspę śniegu w niezbyt delikatny sposób. Na twarzy Lestrange'a nie było jednak żadnych emocji, jakby te nagle uleciały z niego niczym powietrze z przekłutego balonika. No może tylko chytry uśmieszek czaił się w kącikach jego ust i nawet chciał zrobić coś jeszcze temu przestraszonemu malcowi kiedy usłyszał głos. Zatrzymał się w połowie swojego zamiaru, unosząc lekko głowę, żeby jego szare oczy mogły spotkać się z nie miłym spojrzeniem nauczycielki, zaklął cicho w duchu na samą myśl, że akurat w tym momencie musiała się ona pojawić na horyzoncie jakby była jakąś zmorą. Już i tak miał na głowie swoją jakże uroczą narzeczoną, do której czuł tylko i wyłącznie nienawiść,  oczywiście ona podzielała jego uczucia i tylko wyłącznie przy jego rodzinie udawali jakże szczęśliwą parę a tak naprawdę to zabijali się wzrokiem przy każdej możliwej okazji. Rudzielec był prawie pewien, że ta miała już obmyślonych tysiąc sposobów na zabicie go. Odchrząknął delikatnie jakby chciał dać znać, że jednak tutaj jest, kiedy ta zajmowała się tym małym gówniarzem, który przestraszony zerkał w jego kierunku co chwilę. W duchu lekko zaśmiał się na to, że tamten bał się mu spojrzeć prosto w oczy, co nawet odpowiadało naszemu Ślizgonowi. Był posłuszny wobec polecenia nauczycielki, skrzyżował ręce na piersi patrząc tylko na tą całą scenę z widocznym politowaniem na twarzy. Charlotte była tutaj od niedawna, a już potrafiła go zdenerwować swoimi pogardliwymi spojrzeniami i faktem, że była po prostu suką dla wszystkich a zwłaszcza dla uczniów. Na jej szczęście nie miała lekcji z Rabastanem, więc jeszcze nie poznała jego prawdziwej natury.
Uniósł delikatnie brew do góry, kiedy ta rzuciła mu krytyczne spojrzenie, nawet delikatnie rozstawił ręce na boki jakby chciał pokazać, że on jest tutaj niewinny.
- Potknął się, chciałem mu tylko pomóc.
Mówił to takim tonem jakby to było coś zwyczajnego, wręcz był święcie przekonany, że w tym momencie mówił prawdę. Bo skąd miał wiedzieć, że ta widziała wszystko co się tutaj stało, a nawet jeśli nie widziała wszystkiego to nie powinna patrzeć na niego, jakby miał zamiar zabić tego gówniarza. Jego szare oczy nie odrywały się od twarzy nauczycielki co było bardzo śmiałym posunięciem, bo ten nie czuł żadnej skruchy w stosunku do nauczycieli a tym bardziej do tych nowych.
Charlotte Everglade
Nauka
Charlotte Everglade

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Sro Sty 02, 2019 12:22 pm
Na nieszczęście Rabastana, nauczycielka doskonale widziała co też miało miejsce i z pewnością nie miała zamiaru puszczać mu tego płazem. W tym momencie obrała sobie za cel danie ślizgonowi porządnej nauczki i wierzcie mi lub nie, z pewnością tego celu dokona. Szkoła powinna nie tylko uczyć magii ale również i wychowywać i takie sytuacje nie powinny mieć w ogóle miejsca, ale najwidoczniej niektórzy zatrzymują się w rozwoju w bardzo wczesnym wieku. Nie jej było to oceniać jak bardzo niedorozwinięty jest rudowłosy chłopak, była jednak nauczycielem już od kilku długich lat i ten fakt, nie pozwalał jej zignorować zachowań nierozważnego ucznia. Kobieta rzuciła mu tylko pogardliwe spojrzenie słysząc jak ten odchrząkuje, nie przyspieszyła jednak swoich działań. To nie on był w tej chwili najważniejszy, tylko biedny i wystraszony pierwszoklasista z którym zapewne będzie musiał ktoś później porozmawiać.
Dopiero gry uczeń oddalił się Charlotte przeniosła swoją uwagę na ślizgona i naprawdę bardzo nie podobała się jej postawa chłopaka. Po za w której stał jak i spojrzenie którym ją obdarzył sprawiało, że kobiecie robiło się nie dobrze na samą myśl, że takie osoby w ogóle posiadają różdżki. Tego wrażenia dopełniły słowa, które padły z jego ust. Uczeń kłamał jak z nut sądząc że uwierzy w te brednie, tak jakby wcale nie widziała całego zdarzenia i była głupią blondynką, czemu zaprzeczały ciemne, idealnie ułożone włosy. Kobieta założyła ręce na piersi, a w jej spojrzeniu po za pogardą pojawił się również wstręt. Panna Everglade brzydziła się kłamstwem jak niczym innym, a w jej karierze spotkała już chyba wszystkie oślizgłe stworzenia. Oczywiście młody ślizgon zapewne o tym nie wiedział, w końcu nie miał przyjemności uczęszczać na jej zajęcia.
- Wszystko widziałam Lestrange, oszczędź więc sobie tych kłamstewek. - zaczęła lodowatym i dość spokojnym tonem jak na to, jakie emocje pojawiły się w niej. Nie pozwoliła jednak by emocje nią zapanowały, była profesjonalistką a przede wszystkim perfekcjonistką która nie miała zamiaru okazywać ani jednej emocji temu małemu padalcowi.
Po chwili kobieta wyciągnęła rękę w kierunku mężczyzny. - Poproszę twoją różdżkę. - rozkazała tonem nie znoszącym sprzeciwu, ktoś w końcu musiał nauczyć chłopaka manier i mimo, iż przedmiot którego uczyła wydawał się być większości mniej ważny doskonale wiedziała jak radzić sobie z takimi przypadkami. - Nie myśl że ujdzie ci to na sucho Lestrange, opiekun twojego domu, jak i reszta grona pedagogicznego dowie się o tym, co zrobiłeś, i nie grzeb się tak z tą różdżką, dostaniesz ją z powrotem dopiero po wykonaniu kary, może ona czegoś cię nauczy. - jej twarz wydawała się być wykuta z jasnego kamienia a usta pomalowane czerwoną farbą wypowiadały słowa spokojnie i dobitnie.



There is a charm about the forbidden that makes it unspeakably desirable.
Rabastan Lestrange
Slytherin
Rabastan Lestrange

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Sro Sty 02, 2019 12:33 pm
Oczywiście Rudy zawsze musi mieć pecha w życiu bo każdy go dyskryminuje na każdym możliwym kroku, nawet Ci pieprzoni nauczyciele, którzy nie pozwalają nawet w zimowy okres bawić się z młodszymi uczniami, to nic, że tak naprawdę to nie była zabawa bo miała niewiele wspólnego z tym słowem, ale dla niego nadal tak było. Rabastan nie miał zamiaru poddawać się kobiecie nawet gdyby była samym dyrektorem, niestety ale trafiła na ostrego zawodnika pod tym względem, jako że Ślizgon czasami swoim niewyparzonym językiem przerastał nawet samego siebie. Rzadko kiedy był wprawdzie niemiły wobec nauczycieli bo jednak jakiś szacunek do nich miał, ale widocznie trafiła kosa na kamień skoro nie miał nawet zamiaru ustąpić. Wytrzymywał jej spojrzenie, jakby to była najbardziej normalna rzecz no i jakby rozmawiał z jakąś głupią dziewuchą, a nie nauczycielką, którą była. Z jego ust wyrwało się delikatnie westchnienie, a on sam wywrócił teatralnie oczami jakby chciałjej w ten sposób pokazać, że jednak ta go cholernie nudzi a on zdecydowanie ma ważniejsze sprawy na głowie niż dyskutowanie o swoim zachowaniu z Charlotte.
Wzruszył lekko ramionami na jej słowa, jakby ta informacja w tym momencie mało go interesowała.
- Może jednak się coś Pani przewidziało, czasami mi też się to zdarza - wyrzekł po chwili milczenia, zmuszając swoją twarz do lekkiego, ledwo dostrzegalnego uśmieszku. Było mu cholernie zimno, bo nie był on typem osób ubierających się na cebulkę o czym świadczyła jego koszula rozpięta o dwa guziki za dużo i byle jak narzucona marynarka w której kieszeniach trzymał swoje zmarznięte już ręce. Przestąpił z nogi na nogę czekając na jej werdykt, a kiedy ta powiedziała o różdżce, uniósł delikatnie brew do góry. Właśnie zaciskał na niej palce, ale przez głębokie kieszenie marynarki nie mogła zauważyć, że miał ją przy sobie. - Zostawiłem ją w dormitorium, widocznie Pani nie zauważyła, że w tym momencie jej nawet nie użyłem. Nie potrzebuję róźdżki, żeby komuś pomóc wstać - wyrzekł po chwili, rzucając jej trochę pogardliwe spojrzenie. Wyciągnął nawet ręce z kieszeni jakby chciał pokazać, że nic w nich nie ma, po czym wsadził je spowrotem mamrocząc coś pod nosem o zimnie i innych mniej ważnych sprawach.
- To jaki szlaban dostaje?
Zapytał zupełnie niewinnym tonem.
Charlotte Everglade
Nauka
Charlotte Everglade

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Sro Sty 02, 2019 12:36 pm
Charlotte z pewnością nie nazwałaby tego dyskryminacją, gdyby rudowłosy zachowywał się tak, jak na młodego mężczyznę w jego wieku przystało z pewnością nie miałby najmniejszych problemów. Rabastan jednak wolał zachowywać się jak byle podlotek i wyżywać na młodszym dziecku co w jej mniemaniu było zachowaniem karygodnym i nie przystającym żadnemu czarodziejowi. Ona sama również była ostrym zawodnikiem i nie miała zamiaru odpuścić swojego, zwłaszcza iż już nie jedno złe słyszała na jego temat.
Nie podobało się jej ani to westchnienie a ni to, jak wywrócił oczami słysząc jej słowa. W tym chłopaku wszystko, wydawało się być zupełnie nie tak a nauczycielka przez chwilę miała wrażenie że nieznane jest mu pojęcie szacunku czy chociażby kręgosłupa moralnego. Zignorowała więc jego komentarz o tym, że coś jej się przywidziało, ona doskonale wiedziała że tak nie jest i nie dała się tym zbić z pantałyku. Jeżeli sądził że tak kiepskie wymówki i kolejne kłamstwa sprawią, że panna Everglade odpuści był w naprawdę wielkim błędzie.
- Jest środek dnia, zapewne powinieneś być teraz na lekcjach i mówisz mi że nie masz przy sobie różdżki? - Ton jej głosu nie zmieniał się, cały czas przemawiała do chłopaka stanowczo i spokojnie i jeżeli miał chociaż odrobinę oleju w głowie powinien zrobić to, co mu kazała. Nie wykonał jednak jej polecenia to też, gdy ten wyciągnął ręce z kieszeni kobieta podeszła do niego i ostrożnie wsunęła dłoń do jednej z jego kieszeni, a jej place poczuły smukły kawałek drewna. Wyciągnęła różdżkę chłopaka, po czym przyjrzała mu się uważnie. Nie skomentowała jednak tego zdarzenia, posłała mu jedynie jeszcze bardziej niezadowolone spojrzenie. Ślizgon okłamał ją jeden, jedyny raz co już na starcie sprawiało że Charlotte nie ufała mu i nie miała najmniejszego zamiaru ułatwiać mu kary.
- Proszę za mną.- rzuciła w kierunku chłopaka po czym ruszyła w kierunku zamku, a dokładniej zachodniej jego wieży. Miała nadzieję że kara, jaką wymyśliła dla młodego, butnego chłopaka czegoś go nauczy. - Uczniowie w twoim wieku powinni wykazywać się większą rozwagą, a dokuczanie pierwszoklasiście było zachowaniem karygodnym i nie przystającym przyszłemu czarodziejowi. Tak samo jak sposób, w jaki zwracasz się do nauczyciela. W twoim wypadku szlabany pewnie nic nie dadzą więc mam zamiar przydzielić ci inne zadanie, które być może nauczy cię trochę pokory, Lastrange.- kobieta zaczęła swój wywód widząc że chłopak podąża za nią, zwolniła jednak nie co kroku zanim przedstawiła mu karę, jaka na niego czekała, mimo iż jej twarz nie zdradzała żadnych emocji, chciała zobaczyć reakcję chłopaka na jej słowa.
- Jak zapewne wiesz w szkolnej sowiarni znajdują się tysiące sów, każda z nich musi jeść pić i wydalać produkty przemiany materii. Ptaki jednak nie używają toalet, doskonale pewnie wiesz, jak wyglądają podłogi i ściany sowiarni... I to będzie dzisiaj twoim zadaniem. Masz wyczyścić całą sowiarnię na błysk, dopiero kiedy to zrobisz otrzymasz swoją różdżkę z powrotem, oczywiście jeśli stwierdzę, że wykonałeś zadanie poprawnie. - Czy była z siebie zadowolona? Jedynie trochę, gdyż miała wrażenie że tak kara jeszcze nie jest wystarczająca, traktowała ją jednak jako dobry wstęp do ich wspólnej "znajomości".

/zt x2
Sharon Gallagher
Hufflepuff
Sharon Gallagher

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

on Nie Sty 06, 2019 1:05 am
Aż tak jej nie lubił? Pewnie byłoby jej przykro. Zawsze było jej przykro za siebie, za niechęć innych ludzi, mimo że czuła że to zwyczajnie niesprawiedliwe. Charles też był więc niesprawiedliwy, pomimo tego jakie ogromne wrażenie zdawał się na niej robić. Zwłaszcza odkąd... odkąd widziałam go bez koszuli. Pokręciła głową, starając się wyrzucić ten obraz z głowy. Szampon Wspaniały, uspokój się i uspokój swoje chore hormony! To było proste, nie miała żadnych motywów, to po prostu się działo, tak jak i działo się to, że on sam nie rozwiązywał swoich problemów. Nie było tak? Pewnie że było! Założyłaby się o wszystkie słodycze świata, ale... ale na głos i tak mu przecież nic nie powie. Szczęście musiało mu nie sprzyjać i zapewne były tego zdania sowy, które nad nimi przelatywały, ale dla Sharon to było wielkie szczęście. Chciała mu się odwdzięczyć za wszystko, co dla niej robił, więc powstrzymanie go przed wpakowaniem się w kłopoty zdawało się być idealne. Nie przestraszyła się tego spojrzenia, choć była blisko. Cofnęła się nieco do tyłu i prawie się przewróciła o wystający korzeń, ale dzielnie zachowała równowagę.
- A-ale... - zaczęła, ale kompletnie nie miała argumentu na to, że za nim idzie. To zdawało jej się po prostu jedynym rozwiązaniem. Przez chwilę stała jak głupia i patrzyła za nim jak zmierza w stronę lasu do którego nie powinni wchodzić i kalkulowała. A jeśli coś mu się stanie? A jeśli coś go zje?! A jeśli... od tych pytań zakręciło jej się w głowie i już po chwili pobiegła za nim, czując niemalże od razu jak pot spływa jej po karku.
- C-Charles...! Chaaaarlesssss! - wołała za nim, truchtając, choć dla niej to był bieg. - Zaczeekaj!
Kiedy go dogoniła - byli wtedy już na obrzeżach Zakazanego Lasu - złapała go za szatę albo za koszulę. Nie potrafiła stwierdzić, bo pot spłynął jej do oczu i zaburzył obraz.
- Nie idź.

[z/t x2 do obrzeży Zakazanego Lasu, tam odpisz]



Błonia           - Page 18 45843354ab1c88b53bd7c070620b2ad6
A long way down
It can't change
I bet
In Technicolor Yawn

Sponsored content

Błonia           - Page 18 Empty Re: Błonia

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach