Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Pokój Wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18, 19  Next
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Pokój Wspólny   Pon Wrz 02, 2013 2:29 pm

First topic message reminder :


Pokój wspólny jest to przytulne i zachęcające miejsce. Są tam wielkie żółte kotary, przytulne fotele oraz ogromny kominek. Ma małe podziemne tunele prowadzące do dormitorium. Wszystkie mają okrągłe drzwi jak wieczko do beczki. Cały pokój wspólny jest w barwach domu (żółty i czarny).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Vladimir Smirnoff
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Wto Mar 03, 2015 2:42 pm

W pozycji półleżącej trwał na kanapie, każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie. Nie dlatego, że był znudzony. Nie dlatego, że na coś czekał. Alkohol za mocno uderzał do głowy, a miał przy sobie tylko butelkę wódki i dziewczynę. A dziewczyny przecież nie zje. I niestety ten pokój, choć magiczny, potężny i tajemniczy, nie był w stanie wyczarować Vladimirowi pajdy ze smalcem i skwarkami. Musiał więc zawiesić myśli w innym punkcie. Na szczęście z pomocą przyszła Alice.
- Zdradzę ci sekret - zaczął pijackim głosem, brzmiącym jakby jego mięśnie wiotczały. - Nie lubię wódki. Lubię pić, lubię być pijany, kocham pijanych ludzi. Ale smak wódki odrzuca mnie tak samo jak ciebie. Z tą różnicą jednak, że ja bez wódki jestem mało ciekawy, więc pić muszę.
Oczywiście, zmyślał. Miał cudowny charakter i wiedział to. Był święcie przekonany, że pseudo surowe, acz pełne miłości wychowanie uplasowało go wysoko wśród ludzi, którzy zasługują na szacunek. Był za to wdzięczny rodzicom. Lubił siebie. Był lubiany, przynajmniej tak sądził. Nawet Ślizgoni nie mieli do niego nic, pomimo że był szlamą, pomimo jego stylu.
Ale chciał to powiedzieć, byleby, być może, schlebić dziewczynie. Udało się lub nie, ale kobiety, jak mawiał ojciec, pod wpływem komplementów rozkwitają jakby kwiaty zroszone wodą i promieniami słońca. Nie było dnia, by nie powiedział matce, że pięknie wygląda, świetnie gotuje lub idealnie zaparzyła herbatę. Kobiety na to zasługują.
Vladimir wciąż uciekał myślami, lecz tym razem wrócił na dobre. I zaczął grzebać w kieszeniach, uprzednio podając butelkę koleżance. Wyjął kilka papierków, jakieś drobne, zdjęcie rodziców schowane w medaliku i na koniec przypinkę w kształcie papużki. Gdy matula wyhaftowała dlań pomarańczową czapkę z pomponem, przyczepiła papużkę do mankietu. Wyglądał co najmniej dziwne, nic w tym dziwnego. Ale pewnego razu ukłuł się w głowę.
- Mam taki konkurs. Z nagrodami. Będziesz mogła powiedzieć, czego chcesz, co chcesz dostać, co mogę dla ciebie zrobić. Główna nagroda to papużka.
Zawiesił głos, chwycił za butelkę, odkręcił i pociągnął soczystego łyka. Nie zakrztusił się, nie zrobił grymasu, a jedynie oblizał usta i wciągnął powietrze.
- Zrób to. Jak ja. Jak ruska dziełuszka. Sekret tkwi w manipulowaniu oddechem i nie piciu tego jak soczek, tylko jak syrop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Wto Mar 03, 2015 9:30 pm

Mało ciekawy... Alice parsknęła. Co się z nią działo?
- Kokiet z ciebie Smirnoff. - Obrzuciła chłopaka szybkim spojrzeniem. - Gdybyś wystartował w plebiscycie na maskotkę tego zamku to miał byś mój głos. Na pewno w kwestii ciuchów.
Nie spędzała nigdy czasu z Vladimirem. Po prostu nigdy nie piła a tego Puchona próżno było szukać w bibliotece czy nawet na zajęciach. Ale świadectwa jego obecności, zazwyczaj pod postacią szklanych butelek różnej wielkości - zawsze już pustych - rozlokowane były chyba w całym zamku.
- Konkurs. Jestem beznadziejna w konkursach. - Zachichotała i zsunęła się z kanapy na ziemię. - Ale dawno nie robiłam fikołka!
Kucnęła chwiejąc się lekko i padła bokiem na ziemię gdy tylko oderwała nogi od puszystego dywanu. Rozejsmiala się głośno leżąc tak przez chwilę i rozcierając obolały jeszcze bardziej bok. Beztroska. Chyba już zapomniała co to takiego.
Oparła się o kanapę wsłuchując się w lekcje i wstrzymując oddech jak dziecko. Przejęła butelkę i zamykając oczy i przystawiła szyjkę do ust. Zanim ją przechyliła złapała oddech nieomal się dusząc.
Jesteś beznadziejnaaaaa... Pokręciła głową nad sama sobą. Zmrużyła oczy wpatrując się w butelkę. Odetchnęła głęboko i kiedy ledwie wypuściła powietrze przyssała się do szkła.
Jak syrop, jak syrop, jak syrop... Powtarzała sobie w duchu czując jak paląca substancja spływa lekko po gardle. Trwało to długo czy tylko tak jej się wydawało? Zgięła się wpół kaszlać głośno i łapiąc oddech. Oddała mu butelkę przecierając załzawione oczy.
- Braktyka czynjii miszcza. - Powiedziała to czy wybuczała? Sama tego nie wiedziała. Rzuciła się nagle na lezącą nieopodal kanapy torbę.
- Też chcę ci coś dać! - Przegrzebała jej zawartość. Znalazła w końcu mugolski breloczek z pluszowym królikiem. Kiedyś miała przymocowany do niego klucz do domu ciotki. Teraz pluszaczek mieszkał w torbie, zapomniany i niepotrzebny. Przytuliła go lekko z troską szczęśliwa, że jego samotność dobiegła kresu.
- Jest twój! Tylko zrób fikołka. - Roześmiała się sięgając znowu po butelkę i wpatrując w trzaskający wesoło ogień.
Wesoło? A może... Kojąco? Wtuliła mocniej głowę w miękką kanapę i samanie wiedząc kiedy - zasnęła.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patricia J. Crafword
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pią Maj 29, 2015 9:48 pm

Gdy tylko zobaczyła kanapę, opadła na nią i ułożyła się w kłębek. To własnie było to, o czym marzyła cały dzień. Wiedziała , że powinna teraz siedzieć nad eliksirami, ale... Powiedzmy sobie szczerze, nie paliło się jej do tego. Grunt to zdać, no nie? Ciepło kominka ogrzewało jej twarz i rozświetlało pokój. Spokój i cisza... Tak, po całym dniu nauki należało się jej trochę odpoczynku. Zastanawiała się tylko jak długo to potrwa. Zapewne zaraz przyjdzie więcej osób, zrobi się głośno i spokojnie będzie już tylko w łóżku. Może towarzystwo kogoś z domu poprawiłoby jej humor? Dziś nie czuła się najlepiej, cały dzień z nikim nie rozmawiała. Może właśnie tego jej brakowało? W sumie sama nie wiedziała czego chce, leżała sama na kanapie i obserwowała tańczące płomienie w kominku. Z jednej strony wolała zostać sama, z drugiej chciałaby chociaż przez chwilę z kimś porozmawiać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Sob Maj 30, 2015 7:23 pm

Kiedyś ktoś powiedział "uważaj na życzenia" i teraz po głębszym zastanowieniu można dojść do wniosku, że ten ktoś miał sporo racji. Lepiej najpierw zastanowić się nad tym czego tak naprawdę się chce, bo niebiosa mogą przez przypadek na opak zrozumieć twoją prośbę. Potrzebowałaś kogoś do rozmowy, ale nie zaznaczyłaś czy chciałaś kogoś z kim się dogadasz czy też nie, dlatego też nic dziwnego, że do dormitorium wszedł Kyohei. Chłopak z którym dogadać się jest wyjątkowo ciężko, a teraz sięgało to niemalże granic nie możliwości.
Azjata rozejrzał się po dormitorium, pierwszy raz były tutaj pustki, ale to dobrze. W obecnym nastroju najpewniej rozpierdolił by tutaj wszystkich którzy odważyli by się chociaż by niemo uśmiechnąć. Taki miał nastrój bojowy. Dlaczego? może dlatego, że coraz bardziej tonął w tym bagnie, ledwo mógł łapać oddech, jeszcze co chwila rozpaczliwie szarpał się w tej gęstej mazi w której siedział, ale to sprawiało tylko, że szybciej się topił. Aż w pewnym momencie zrozumiał, że nie ma sensu dalej walczyć. Trzeba pogodzić się z tym co się działo, bo z losem i tak nie wygra. Jeżeli nie dane jest mu wznieść się do nieba, to zwiedzi sobie podziemia, też będzie dobrze. Było mu w tej chwili tak bardzo wszystko jedno, czy ktoś poda mu jakiś patyk i wyciągnie z tego bagna, czy może raczej każdy przechodzień będzie zatrzymywać się tylko na chwilę aby się przyjrzeć temu chłopakowi, wzruszyć ramionami i iść dalej przed siebie.
-Suń się- Warknął na ciebie, spychając brutalnie twoje nogi z kanapy na ziemię, nie bardzo się przejmując tym czy na skutek tego czynu zlecisz z niej czy też nie.
-Nie jesteś tutaj sama- Dodał po czym opadł ciężko na kanapę i oparł swoją kostkę lewej nogi o kolano prawej, po czym wbił swoje brązowe skośne oczy w trzaskający ogień. Wydawało się, że już kompletnie zapomniał o twoim istnieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patricia J. Crafword
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Nie Maj 31, 2015 8:47 pm

Mocne szarpnięcie za nogi wyrwało ją ze stanu błogiego odpoczynku. Z trudem utrzymała się na kanapie.
- Tak Kyohei, siadaj, nie krępuj się. - Prychnęła tylko do chłopaka piorunując go spojrzeniem, którego on najprawdopodobniej nie zauważył.
W jednej chwili zaczęła żałować, że pragnęła towarzystwa kogoś z domu. Nie liczyła się z tym, że może trafić właśnie na Kyo. Jakoś nie mogli znaleźć wspólnego języka, ale to chyba norma w jego wypadku.
Zrozumiałe jest to, że każdy ma swoje problemy i może sobie z nimi nie radzić, ale wyżywać się z tego powodu na innych, których to nie dotyczy? Jess uważała, że to lekka przesada, jednak nie chciała poruszać tego tematu z Kyu, który i tak był rozzłoszczony.
- Ktoś tu nie ma humorku. - Mruknęła wystarczająco głośno żeby chłopak to usłyszał. Najwyraźniej wrogie nastawienie rówieśnika jej się udzieliło. W jednej chwili wizja samotnie spędzonego wieczoru odeszła zbyt daleko aby do niej wrócić. Patricia odgarnęła włosy, które opadły jej na twarz i postanowiła zmienić miejsce. Jej jedynemu towarzyszowi nie paliło się zbytnio do rozmowy. Myślała, że mimo niemiłej sceny, która wydarzyła się po jego przyjściu będą w stanie wspólnie milczeć i gapić się w ogień.


Ostatnio zmieniony przez Patricia J. Crafword dnia Pon Cze 01, 2015 7:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pon Cze 01, 2015 3:35 pm

Ależ czyż nie taka jest kolej rzeczy. Ci słabsi zawsze wyżywają się na innych aby okłamać samego siebie. Kyo był słaby i doskonale zdawał sobie z tego sprawy, i ta świadomość nie dawała mu spokoju. Nie chodziło tutaj o fizyczną słabość, ale o psychiczną. I chociaż mogło by się wydawać, że wcale tak nie było. W końcu chłopak przeszedł w swoim życiu naprawdę wiele. Zawsze się innym ludziom wydawało, że doświadczenia budują naszą psychikę, umocniają ją, jednak zapominają o jednej bardzo ważnej rzeczy która w tym wszystkim tkwiła. Trzeba mieć z kim się podzielić tym co nas boli, raduje, smuci. Jeżeli takiej osoby zabraknie to co się dzieje wtedy z człowiekiem. Ty Kyo nie mogłeś się z nikim dogadać. Dlaczego? próbowałeś?... naturalnie, że tak, wiele razy. I to dogadanie kończyło się zawsze albo czyjąś śmiercią, albo jakimiś innymi wyjątkowo paskudnymi wydarzeniami. Jesteś tak bardzo myślącym o innych ludziach egoistą. Paradoks? jak najbardziej. Jak można być egoista i człowiekiem myślącym o innych jednocześnie. A jak widać można. Tutaj objawiło się to tym, że musiał stać się egoistą, aby nie przywiązać do siebie żadnego człowieka, bo już aż za dobrze znał scenariusz przyszłych wydarzeń, gdyby na coś takiego sobie pozwolił. Czy nie myślisz przypadkiem zbyt schematami? a nawet jeśli to w tej chwili i tak to nie miało znaczenia. Wróciłeś ponownie na linię startu i nie mogłeś ruszyć na przód, bo bagaż doświadczeń i przeszłości za bardzo ciebie obciążał, ale nie mogłeś się niczego pozbyć. Byłeś za bardzo przywiązany do tych ludzi, do miejsc, i do samego siebie.
-Odezwała się ta, która rozwaliła się na całą kanapę jak by była u siebie- Mruknął cicho... On nie miał humorku, a przypominasz sobie moja droga chociaż krótką chwilę kiedy ten azjata miał dobry humor. Czy widziałaś kiedy kolwiek uśmiech na jego ustach. Cóż w sumie nawet nie mogłaś tego widzieć, bo na lekcje ten puchon nie raczył się stawiać, a jak już się pojawił to 99% zajęć przespał. A po lekcjach, znikał gdzieś na całe dnie i wracał dopiero do dormitorium wieczorem kiedy to wszyscy szykowali się spać w swoich dormitoriach. Wtedy to właśnie siadał na tej kanapie, i wpatrywał się w trzaskający ogień. Sam na sam ze sowimi zepsutymi myślami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patricia J. Crafword
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pon Cze 01, 2015 4:36 pm

- Po części jestem u siebie - uśmiechnęła się lekko lecz na Kyo raczej nie wywarło to wielkiego wrażenia. Jej wrogi nastrój już minął, miała nadzieję, że ich wymiana zdań na tym skorzysta, ale nie spodziewała się wiele po chłopaku. Faktycznie, mało kiedy widziała go na lekcjach, nie rozmawiali prawie wcale i rzadko mijali się w dormitorium.
Nie znała go prawie wcale, mimo że byli z tego samego roku.
- Masz całą kanapę dla siebie - podkreśliła swoją zmianę miejsca - gdybyś zjawił się trochę wcześniej pokój wspólny na pewno byłby pusty. Jednak miałeś pecha i musiałeś trawić akurat na mnie.
Właściwie to po co siedziała przed kominkiem w jego towarzystwie? Równie dobrze mogłaby już pójść do łóżka i odpocząć jak zamierzała na początku. Może to chęć poprawienia relacji między nimi, chociaż Kyo nie wyrażał takiej potrzeby. Patricia nie lubiła być z nikim w konflikcie, a po jego zachowaniu uznała, że w takowym się znajdują.
Nie uważała, że to z jej winy, najwidoczniej chłopak ma taki charakter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pon Cze 01, 2015 8:16 pm

No i właśnie tego chłopak nigdy nie był wstanie zrozumieć. Ludzie pomimo tego, że nie chcieli przebywać w jego towarzystwie bo dała im wystarczająco dobitne sygnały, że nie miał ochoty na przebywanie z nikim, to i tak siedzieli i zastanawiali się nad tym jak do niego dotrzeć. Dlaczego im na tym aż tak bardzo zależało. Dlaczego aż tak uparcie próbowali wyrwać go z tego jego małego światka ciemności który sobie stworzył. Przecież było mu tam dobrze, z dala od ludzi, od nowych problemów. No dobra, oszukuj siebie dalej, że jest ci tam dobrze, ale w sumie czasami są takie chwile w naszym życiu, że musimy podjąć jakąś decyzję. A do wyboru wcale nie mamy dwóch usłanych różą ścieżek, ale dwie mroczne, bagniste, pełne trupów drogi przez mroczne lasy. I tutaj człowiek musiał zdać się na intuicję, aby koniec końców dowiedzieć się, że i tak wylądował w zajebistym bagnie.
-No właśnie... po części, a to jest różnica- Mruknął cicho i wyciągnął spokojnie swoje nogi nie zaszczycając dziewczyny nawet swoim spojrzeniem. Chłopak rzadko nawiązywał z kimś kontakt wzrokowy. Dlaczego? może dlatego, że oczy to zwierciadło duszy, a on nie chciał aby kto kolwiek zaglądał w jego zwierciadła. Za bardzo wstydził się swojej przeszłości.
-Ja bym powiedział, że to raczej ty masz pecha- To była prawda, ci którzy odważyli się nawiązać z nim jakaś konwersację z reguły wychodzili z pomieszczeń z podniesionym ciśnieniem, i chęcią zamordowania go własnymi rękami. A czasami kiedy byli zbyt upierdliwi kończyli unieruchomieni na ziemi po przez odpowiednie zaklęcie rzucone prze jego osobę. Tak na marginesie był ciekawy ile Lily będzie kazała mu jeszcze czekać za sobą. Sądził, że tą dziewczynę będzie stać na coś więcej, ale jak widać była tylko mocna w gębie, jak połowa uczniów tej szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patricia J. Crafword
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pon Cze 01, 2015 9:04 pm

- W sumie to masz racje. - Odezwała się po chwili namysłu, wiedziała, że balansuje na krawędzi. Jedno niewłaściwe słowo, nieodpowiedni ruch i może spodziewać się wszystkiego. To uczucie zaczęło ją przytłaczać więc zamilkła na dłuższą chwilę.
Szybko zrozumiała, że nawiązanie z nim jakiejkolwiek pozytywnej relacji jest nie lada wyzwaniem. Chłopak nie był zbytnio towarzyski, wręcz przeciwnie zamknięty w sobie i tajemniczy. Najwyraźniej jego priorytetami nie było mieć wielu znajomych, mieć jakichkolwiek znajomych. No cóż... W takim razie po co wchodzić sobie w paradę? Jess zrezygnowała z prób zaczęcia rozmowy i miłych gestów, odpuściła sobie. Nie będzie się prosić o sympatię osoby, której na tym nie zależy, nic na siłę.
Zaczęła się zastanawiać, dlaczego właściwie taki jest. Z natury, tak po prostu? Mało prawdopodobne, pewnie jego przeżycia znacząco wpłynęły na psychikę. Nie widywała go w większym towarzystwie, zapewne nie miał osoby, z którą mógłby szczerze porozmawiać. Z drugiej strony nie wyglądał na takiego, który by takiej potrzebował.
Dalej siedziała w fotelu wpatrując się w ogień i zastanawiając się, jak długo potrwa ta niezręczna cisza. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności... pewnie dosyć długo. Powoli zapominała, że w pokoju jest ktoś jeszcze i pogrążyła się w swoich myślach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kyohei Takano
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Sob Cze 06, 2015 9:12 pm

Chłopak westchnął cicho, wyczuwając w powietrzu wiszącą awanturę. Nie miał dzisiaj naprawdę ochoty na żadne kłótnie. A jak wiadomo z jego charakterkiem nie było to możliwe.
-Dobra, już dobra- Mruknął cicho i wstał ze swojego miejsca podciągając lekko spodnie, które zsunęły się na skutek siedzenia na kanapie.
-Będą tym mądrzejszym i zejdę z drogi na której można znaleźć jakiś konflikt- Raz się może poświęcić, i chociaż w normalnych okolicznościach najpewniej wszedł by w dalszą konwersację, byle tylko upewnić się, że ta dziewczyna nigdy więcej do niego się nie odezwie, to dzisiaj nie miał na to najnormalniej w świecie siły. Wszyscy wszędzie mówili tylko o błoniach, i o wampirach. Na dłuższą metę ten temat potrafił być naprawdę upierdliwy. Dlatego też Kyo chyba zostanie w dormitorium tak długo aż ta sprawa nie przycichnie... No właśnie w DORMITORIUM. Pewnie jak jego koledzy z roku przyciągną tam swoje leniwe tyłki, to też zaczną kłapać jadaczkami tylko na ten jeden, jedyny temat. Kyohei był w stanie wszystko zrozumieć, ale ile na miłość boską można gadać o tym samym, i samym. Powtarzać cały czas te niby mądre przemyślenia. Co oni wiedzieli o prawdziwym bólu, o stracie. Kompletnie nic, a zachowywali się jak by doskonale wiedzą o czym mówią.
Po przeciągnięciu się chłopak wyminął siedzącą dziewczynę i nie zaszczycając jej spojrzeniem, ani żadnym "dobranoc" po prostu poszedł po schodach do dormitorium, znikając tym samym z pokoju wspólnego, pozostawiając puchonkę ze swoimi myślami.
z/t
Ps: Wątek skończony na prośbę Patrici
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pią Lip 10, 2015 1:51 pm

[z/t dla Patricii]

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pią Lip 24, 2015 1:01 pm

Podobno nieużywany organ zanika... Biorąc pod uwagę to co działo się ostatnio z Alice - mogło by to być całkiem niezłym wytłumaczeniem pozy, w której aktualnie znajdowała się dziewczyna. Z zamkniętymi oczami, splecionymi na karku dłońmi, głową na puchatej poduszce i wyprostowanymi przed siebie nogami zdawała się leżeć. Tylko tak... Leżeć pionowo..? Na ścianie... Do góry nogami... A prawda jak zwykle znajdowała się gdzieś pośrodku.
Tego wieczoru Puchonka postanowiła opuścić dormitorium i choć prowizorycznie otoczyć się ludźmi. Nie miała ochoty na żadne zabawy czy pogadanki w większym gronie a biblioteka zdawała się ją ostatnio przytłaczać, krzycząc wręcz o tym jak wiele rzeczy ma jeszcze do zrobienia. Chwyciła więc podręcznik od Historii Magii i zeszła do Pokoju Wspólnego, by wśród szumu różnych łagodnych głosów okopać się na kanapie i pogrążyć w lekturze. Tja... Szkoda tylko, że na miejscu okazało się, że gruba, oprawiona w skórzaną okładkę książka wcale nie zawiera opisu wojen goblinów z XVII wieku a pełna jest farmazonów na temat tego jak ułożenie fusów na dnie filiżanki herbaty ma wpływać na losy ludzkości... Najwyraźniej nie skupiając się zbytnio na tym co robi buchnęła Esmeraldzie podręcznik do wróżbiarstwa... Patrząc na te bzdury zmarszczyła nos i odrzuciła książkę na bok, po to tylko by zaraz znowu chwycić ją w cienkie palce i choć trochę przysłonić nią sobie otaczający ją świat. Świat, który raził... Klapki z oczu powoli zdawały się opadać a Alice nie mogła już okłamywać samej siebie, że wszystko jest w porządku. Nadal jednak nie mogąc odnaleźć wyjścia z tej pochrzanionej sytuacji - a może bojąc się tego, co miała by zrobić? - trwała w bezruchu, skupiając wzrok na książce, której jednocześnie nie widziała a Pokój Wspólny powoli pustoszał. Nie poruszyła się kiedy drzwi zamknęły się za ostatnią obecną w nim osobą. Nie poruszyła się kiedy skrzaty - po cichu, jakby wstydząc się jej obecności - przyszły uporządkować to co pozostawili po sobie zaspani uczniowie. Dopiero kiedy pierwsze promienie słońca zaczęły rozświetlać podłogę wpadając przez zaczarowane okna a jeden z nich odbił się od białej stronicy i zamigotał na jej bladej twarzy - z głośnym westchnieniem, zaskoczona tym ile czasu pozostawała w bezruchu zatrzasnęła książkę i spuściła głowę. Pokręciła nią kilka razy ganiąc się w myślach za to co robi, czy raczej - czego nie robi...
Gdzieś, kiedyś przeczytała, że do prawidłowego funkcjonowania narządów niezbędna jest krew. Tak, tak. Ten czerwony, życiodajny płyn, który płynął w żyłach każdego stąpającego po tej ziemi człowieka. Rozejrzała się więc ukradkiem czy przypadkiem nikt nie pojawił się w pokoju kiedy trwała w tym zawieszeniu i wstała odsuwając jednocześnie drewniany stolik. Chwyciła puchatą, żółtą poduszkę i położyła ją na ziemi. Sama chyba do końca nie wierząc w to co robi - kucnęła opierając na niej zgięte w łokciach ręce i odbiła się od podłogi, uderzając lekko stopami w kamienną ścianę. Zamknęła oczy chcąc poczuć jak krew napływa w końcu do uśpionego umysłu. Może  świat nie stanął jeszcze na głowie, ale Panna Hughes na pewno...

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pią Lip 24, 2015 4:03 pm

To była jakaś kompletna, beznadziejna klapa, tam na wieży. Colette jak nigdy zaczął przez swój żałosny stan potrzebować samotności, a przynajmniej „braku towarzystwa Sahira”. Wymiotał się już wystarczająco w tym ciasnym słoiku, obtłukł sobie głowę i dogorywał, starając się tego za bardzo nie okazywać. Przy okazji czuł podobne fale ze strony wampira, jaki pod koniec rozmowy praktycznie warczał. Już dość... dosyć, koniec z dzisiejszym dniem. Trzeba było zakończyć to felerne spotkanie – było ono jak konające zwierze, które Colette (gdyby miał sztylet) bez wahania by dobił. Dlatego też z taką ulgą przyjął informacje o powrocie i przez wszystkie piętra nie zmusił się do wykrztuszenia ani jednego słowa, na koniec posyłając w kierunku czarnowłosego trochę głuche „dziękuje” - po tym już samemu przeszedł jeszcze kilka metrów żeby dostać się do zbiorowiska beczek i otworzyć przejście do Domu Borsuka. O tak drastycznie wczesnej porze nie spodziewał się tam nikogo, dlatego nie przygotował sobie jeszcze żadnej logicznej i przekonującej historyjki na temat tego, dlaczego zarwał noc i jeszcze się gdzieś wymknął, po czym wrócił „przeziębiony” i osłabiony. Po prostu wyobrażał sobie jak schodzi po schodkach niżej wprost do swojego dormitorium, podchodzi do łóżka i nie kłopocząc się ze zmianą ubrań na piżamę, po prostu wsuwa się pod przyjemnie chłodną kołdrę i momentalnie zasypia. Ale czas nie leciał tak szybko jak w bujnej wyobraźni Warpa, a także świat nie obdarowywał go niewyczerpalnymi zasobami energii, jaką mógłby wydobywać wedle woli. Serio, choć przez chwile sądził, że szklanka wody i dwie – góra trzy – godziny niespokojnej drzemki wystarczą, by mógł latać sobie po piętrach i folgować nadwyrężonemu organizmowi? Nah. Nope. Niet, panie Smoku. Wystarczyłoby, gdyby był zmęczony po całym dniu treningu, wystarczyłoby gdyby był po nocy zakuwania do egzaminów, gdyby po prostu ostatnie 24 godziny poświęcił na zalewanie się w trupa. Ba, wystarczyłoby nawet, gdyby wracał w bitwy na błoniach. Ale ten mały idiota nie miał w sobie krwi, tym razem nawet gdyby wyprodukował cudowna adrenalinę, ta i tak nie dotarłaby na czas do mózgu i nie dałaby mu ostatniego, potężnego kopa energetycznego. Dlatego pewnie od samego wejścia, nieomal od razu pierdolnął na kolana, przesuwając dłonią po ścianie, o którą machinalnie chciał się oprzeć, ale nie wyszło. Wrota zamknęły się za nim, a on klęczał podparty od przodu rękoma i oddychał szybko, i głęboko, nie chcąc znowu w całości skończyć na glebie. Na nieszczęście podczas tego kretyńskiego przedstawienia coś, a raczej ktoś, mignął mu przed oczami niedaleko kominka.
- Alice...? - mruknął głucho, mając cholernie dużą nadzieję, że to były zwidy i odpowie mu cisza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Pią Lip 24, 2015 5:27 pm

Punkt widzenia naprawdę zależał od punktu siedzenia, wiecie? Czy może - w tym wypadku - stania na podłodze nie do końca tą częścią ciała, która była do tego przeznaczona. Skołowany błędnik zaczynał mylić kierunki, perspektywa nagle się rozmywała a kolory wyglądały o wiele dziwaczniej. Dało się nawet dojrzeć Gumy Drooblesa, które pierwszoroczniacy poprzylepiali na spodach okrągłych stolików. Albo dało by się, gdyby tylko Puchonka otworzyła oczy... Pogrążona we własnym świecie, całą swoją uwagę skupiała na odpływającej powoli w stronę głowy krwi. Twarz dziewczyny już dawno nabrała czerwonego koloru a gdzieś w pod czaszką zaczynała rosnąć bańka grożąc, że jeśli nie wróci za chwilę do normalnej pozycji to ciało zbuntuje się i zrobi to wbrew jej woli. Zacisnęła jednak mocniej wargi, chcąc podtrzymać ten stan choć chwilę dłużej. W sumie... Zaczynał chyba działać! Alice..? Alice..? Alice.. ? Powtarzała w myślach pytanie rozsądku, który postanowił ją wreszcie nawiedzić. Ale nie... To co usłyszała absolutnie nie wydobywało się z jej głowy. Bardziej tak... z boku? Skołowana otworzyła oczy i przekręciła głowę, upadając oczywiście przy tym na wyścielający podłogę - na całe szczęście - puchaty dywan. Krzywiąc się nieco zebrała się wreszcie do kupy i wlepiła wzrok w stronę wejścia do Pokoju Wspólnego. 
- Serio Warp? Nie mogłeś poczekać z tym do weekendu? - Wypuściła z gardła głośne westchnienie rozpoznając w słabym świetle sylwetkę Puchona i podniosła się z ziemi. Bardziej zniecierpliwiona jego zachowaniem niż rozeźlona wywróciła oczami, wciąż przekonana, że Colette po prostu nawalił się jak ostatnia świnia. Zrobiła kilka kroków w jego kierunku i nagle zatrzymała się a serce zamarło jej w piersi. Ten oddech... 
- Colette? - Spytała niepewnie, pokonując resztę dzielącego ich dystansu w dwóch szybkich susach. Klęknęła przy chłopaku kładąc mu rękę na twarzy i nieco ją unosząc. - Col... - Mruknęła cicho zdejmując mu okulary, które zsunęły się na czubek nosa. Z resztą nic dziwnego, że się zsunęły. Warp był praktycznie cały mokry... I blady... Cholernie blady... 
- Matko Boska... - Szepnęła chyba do samej siebie rozcierając w palcach resztki lepkiego potu. - Chodź tu... - Wsunęła dłonie pod jego ramiona i nieporadnie, powoli uniosła go nieco w górę. Praktycznie zaciągnęła go do kanapy mieszczącej się na przeciwko kominka. O nic nie pytając - z resztą wyglądał tak jak by ledwie miał siłę mówić - chwyciła pierwszy lepszy koc i opatuliła nim ciało bruneta. 
- Zostań tu a ja pobiegnę po pielęgniarkę. - Przejechała dłonią po policzku chłopaka próbując jednocześnie złapać z nim kontakt wzrokowy. Tak jak ten mały osioł potrafił zawsze wyprowadzić ją z równowagi, tak teraz była naprawdę przerażona jego stanem.

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   Sob Lip 25, 2015 1:27 pm

Było mu w tym momencie tak nieziemsko niedobrze, że miał wrażenie, iż zaraz naprawdę wyrzuci z siebie ten brak kolacji, jaką sobie wczoraj darował. A do śniadania jeszcze daleka droga. Oblał się zimnym potem i co dłuższe kosmyki jego czupryny poprzyklejały mu się do policzków i kompletnie bladych ust. Oddychał znacznie szybciej niż wcześniej, nawet wywołane tym dyszenie słysząc tak, jakby był gdzieś głęboko pod wodą albo oddzielony od świata przez pancerną szybę. Jakieś interakcje i dźwięki dochodziły... słyszał mocno stłumione stuknięcie, czyiś koszmarnie zniekształcony głos oraz szybkie tupanie przywodzące na myśl słonia biegnącego po miękkim dywanie - dudniło w uszach, ale nadal nie dochodziło do nich w pełni swej mocy. Wzrok też zamazywał się pulsacyjne, jakby ktoś złapał Warpa za łeb i wkładał mu go cyklicznie, w pedantycznie równych odstępach czasu, łeb do wody w muszli klozetowej. Z tym, że ta konkretna muszla miała na dnie nie kolanko z rur, a ciemną, drewnianą podłogę. Jedynie zmysł dotyku działał tak, jak powinien i od razu wyczuł czyjąś bliskość, przenosząc uwagę swojej trupio-bladej gęby wprost na... chyba dziewczynę. Tak, zdecydowanie, jej zamazaną buzię okalały krótsze, kasztanowe włosy a dotyk dłoni był taki kojący... Okulary zdjęła tak delikatnie, że nawet nie odczuł ich braku, zresztą w takim stanie nie szczególnie poprawiały sytuację. Zatrząsł się i chyba machinalnie się uśmiechnął, ucieszył, ale jego ciało zrobiło to poza konsultacją z mózgiem. Do audiencji u przeciążonego organu myślowego doszło dopiero, kiedy dziewczyna postanowiła go heroicznie dźwignąć do góry, a on – poruszając się na nienaoliwionym, mocno popsutym automacie - starał się jej pomóc i przyciskał początkowo plecy do ściany, żeby jak już upadać, to na bok, a nie na koleżankę. Dało to na szczęście jako takie owoce, a reszta... reszta pozostaje milczeniem.
Leżał na kanapie w bezruchu, tak jak został na nią rzucony i jedynie zadygotał raz na jakiś czas przez nagłe uderzenia gorąca albo zimna. Na tym etapie nie kojarzył już na dobrą sprawę gdzie się dokładnie znajduje, na czyją łaskę jest zdany i czy w ogóle uda mu się jeszcze raz otworzyć oczy – ale pomagało. Jego ciało ułożone w jednej linii umożliwiło krwi rozprowadzić się trochę sprawniej i powoli, miarowo wróciło mu kapkę kolorków na twarz - bardzo wypłowiałych i mało satysfakcjonujących, ale jednak! Przekręcił głowę na bok, słysząc już tylko coś o pielęgniarce i czując przyjemnie gładzącą go dłoń. Tu, przez minimalny skok adrenaliny, znowu zadziałał automat, jaki wyrwał się dłonią sprytnie spod koca i ujął drobniejszą rękę Puchonki.
- Nie, nigdzie nie idź...- zmusił się do rozsunięcia ciężkich powiek i spojrzenia na parkę ciemnych oczek tuż obok. Potrzebował naprawdę długiej chwili, żeby po tym zniewalającym kontakcie wzrokowym odnaleźć z powrotem jęzor, jaki spierdolił mu chyba do tyłka. Przełknął ślinę, jaka zbawiennie podziałała na jego wysuszone gardło. - Wyglądasz słodko jak się martwisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pokój Wspólny   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Wspólny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18, 19  Next
 Similar topics
-
» Pokój Wspólny
» Pokój Wspólny Slytherinu
» Pokój Wspólny
» Pokój Wspólny Hufflepuffu
» Pokój Wspólny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: Lochy i podziemia :: Pokój Wspólny Hufflepuffu
-