Share
Go down

Huśtawka na drzewie

on Pon 02 Wrz 2013, 15:27
First topic message reminder :

Zawieszona najprawdopodobniej kiedyś przez jakichś pierwszaków. Gajowy szkoły pilnuje, aby drewno nie spróchniało i aby żaden uczniak nie zrobił sobie przez przypadek krzywdy. Dlatego też można spokojnie sobie tutaj usiąść i pohuśtać się.

Re: Huśtawka na drzewie

on Pią 29 Cze 2018, 22:16
Wpatrzony w pająka Marquez zwyczajowo oddał się refleksjom snutym niczym białe, lepkie nici, otaczające sznur huśtawki piękną koronką. Nie wiadomo, jakim cudem zawsze punktualnie zjawiał się na lekcjach, skoro posiadał tak cudowny dar opuszczania duchem ciała. Może to zasługa tych szybkich nóżek?

Trybiki w głowie chłopaka przyspieszyły jednak automatycznie, kiedy to jego uszy wykryły potencjalnie niebezpieczne głoski. Spojrzał w dół na swą szatę, aby dojrzeć powiększające się płomyki, jednak nie wyglądało, aby tym razem to on stał się ofiarą podpalenia. Dostrzegając dym oddalony od niego odetchnął z ulgą przez wykwitnięty już na ustach uśmiech, który nieco zastygł, po zderzeniu z dalszym planem. Dymek nie istniał sobie w powietrzu, zaklęcia również nie tworzą się z niczego. Być może pojawienie się w okolicy istoty ludzkiej nie przejęłoby Marqueza, jednak widok zielonych lamówek działał na niego niczym sygnał ostrzegawczy. Nie zerwał się jednak z huśtawki, wyczekiwał cierpliwie, żywiąc dużą nadzieję na pozostanie niezauważonym. Jeden Ślizgon i to w dodatku płci żeńskiej nie stanowił wielkiego zagrożenia. A przynajmniej tak mówiło jego kilkuletnie doświadczenie w tej brytyjskiej placówce oświatowej.


 

D o n ' t   s t o p   m e   n o w
I'm burning through the sky Yeah!
Two hundred degrees
That's why they call me Mister Fahrenheit
I'm trav'ling at the speed of light
I wanna make a supersonic man out of you

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 30 Cze 2018, 19:45
Panda wzięła do ust końcówkę papierosa i zaciągnęła się, pozwalając by nikotyna i wszystkie inne substancje ze szluga wypełniły jej płuca. Paradoksalnie, dopiero wtedy czuła, że oddycha, a przede wszystkim  łagodziła głód nikotynowy, który od czasu do czasu ją męczył niemiłosiernie. Pandora lubiła palić, dawało jej taką chwilę dla siebie, kiedy mogła w spokoju pomyśleć i odciąć się od całego świata. Wypuściła dym z ust i stuknęła w papierosa, by popiół spadł na ziemię. Dopiero wtedy dostrzegła, że nie była sama. Czyli tyle z błogiego spokoju. Każdy normalny uczeń, w takiej sytuacji schowałby używkę jak najgłębiej i w ogóle wszystkie dowody spalił. Tyle że Panda nie była normalnym uczniem, a już na pewno nie zamierzała się przejmować gościem, który potrafił irytować każdego w pobliżu. Dziewczyna była średnio cierpliwa do każdego człowieka, ale zdawała sobie sprawę, że ten koleś miał talent do wkurzania dosłownie każdego. Zaciągnęła się po raz kolejny, a dym posłała w stronę chłopaka. Skoro już mogła kogoś podrażnić to czemu nie skorzystać?
Może i jeden Ślizgon nie był zagrożeniem i na pewno Panda tak uważała. Stwierdzenie jednak, że ona sama go nie stanowiło było po prostu śmieszne. Uśmiechnęła się lekko w ten swój uśmieszek, mówiący „nie znasz mnie w ogóle i nigdy nie poznasz”, przekazywał on dozę tajemniczej aury, którą Pandora wokół siebie roztaczała. Sprawiało to, że jedni omijali ją szerokim łukiem, a innych do niej ciągnęło. Drugą opcją były osoby, które lubiły nieco adrenaliny i jazdy bez trzymanki, bo właśnie tym była znajomość z Pandą.
- Zgubiłeś swoje zabawki? – zapytała kąśliwie.
Za każdym razem kiedy Pandora otwierała usta szła na noże. Może i buźkę miała całkiem ładną, ale w środku było zepsuta do szpiku kości. Nic nie mogła na to poradzić, została wychowana w takim a nie innym środowisku, przez rodziców, którzy na każdym kroku mieszali ją z błotem. Nie było więc możliwości, żeby wyrosła z niej kochana istotka, która rozsiewa samą radość. Travers była bardziej podobna do dementora pod tym względem. Była przekonana, że skoro ona nie mogła być szczęśliwa, to inni też, Nie zrozumcie mnie źle, ona po prostu nie potrafiła inaczej. Nikt jej nigdy nie pokazał, że tak się da, a jedyną dobrą osobą w jej życiu był jej brat, który też miał swoje wady.
Kolejne zaciągnięcie się dymem papierosowym i kolejne dmuchnięcie w stronę chłopaka.


people can’t always be perfect because that’s not real, is it?
Pandora Travers

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 30 Cze 2018, 23:25
Nie dało się odmówić Marquezowi bycia najmniej lubianym uczniem w szkole, jednak jego niewinny wyraz twarzy zdawał się przeczyć temu tytułowi. Miodowe spojrzenie opływało sylwetkę zmierzającej w jego stronę dziewczyny, skupiając swe światło na jej twarzy, gdyż była to jedyna interesująca go część każdego człowieka. To głowa odpowiadała za przyjmowanie najważniejszych dla niego bodźców, to jej zadaniem było przetwarzanie ich i reagowanie, między innymi w formie werbalnej, która była najczytelniejszą dla srebrnowłosego młodzieńca. Nie był on niestety zbyt bystry w odczytywaniu mimiki, zaś i słowa czasem sprawiały mu problem, gdy były dobrane w sposób niebezpośredni, nie do końca zgodny ze swoim pierwotnym przeznaczeniem.

Marquez lekko skrzywił się, kiedy dym tytoniowy podrażnił jego nos i odruchowo przesunął dłonią powietrze licząc na to, że pozbędzie się drażniącego gazu.

— Jakie zabawki? — Spytał swoim szeleszczącym akcentem, jaki został mu jeszcze po rodzimym języku hiszpańskim.
Wiedział, że dziewczyna chce go w jakiś sposób obrazić, po tych kilku latach spędzonych w Hogwarcie trudno było mu posiadać złudzenia, że ktokolwiek, szczególnie ze Slytherinu, będzie miał inne zamiary, jednak zazwyczaj niestety nie potrafił rozgryźć przeciwnika. Którym słowem chciał go pokąsać? Jak powinien odebrać cios, aby go trafiło? Niektórzy już dawno porzucili werbalne ataki wobec Marqueza, przerzucając się na napaść z zaskoczenia, która przejawiała się wyczarowaniem mu czegoś bezpośrednio pod stopami, aby zachwiać jego równowagą, bądź niszczenie jego mienia w najbardziej wymyślny sposób. Drażnienie się z nim było bardzo trudne i najczęściej kończyło się rozdrażnieniem agresora.


 

D o n ' t   s t o p   m e   n o w
I'm burning through the sky Yeah!
Two hundred degrees
That's why they call me Mister Fahrenheit
I'm trav'ling at the speed of light
I wanna make a supersonic man out of you

Re: Huśtawka na drzewie

on Nie 01 Lip 2018, 15:40
Lubiany, nielubiany, Panda miała to do siebie, że nie lubiła nikogo. Tak więc mógłby siedzieć na tej huśtawce najbardziej popularny uczeń, a ona i tak by nic sobie z tego nie robiła. Obojętność była jej znakiem rozpoznawczym, zaraz po smutnym wyrazie oczu. Prawdę mówiąc nie zwracała uwagi na tego chłopaka, nie bardziej niż na innych, ale obiło jej się o uszy to i owo. To był plus małej ilości słów, wypływających z jej ust i oszczędzania śliny. Dużo słuchała, tak więc dużo wiedziała. Przechadzała się szkolnymi korytarzami i mierzyła ludzi wzrokiem, a jednocześnie wychwytywała słowa innych. Dlatego wiedziała, że ten z pozoru niewinny chłopak jest taki irytujący. Pandora sprawiała wrażenie nieśmiałej, a tak naprawdę ona po prostu nie lubiła ludzi. Nie bała się ich, a ich zdanie miała głęboko w nosie. Aczkolwiek nie dało się zaprzeczyć, że była zamknięta w sobie. Skryta i nastawiona na rozsiewanie tajemniczej aury, by nikt nie dowiedział się co siedzi w jej głowie. Ot co, mechanizm obronny stworzony już za dzieciaka, kiedy rodzice dawali jej do zrozumienia, że jest nic nie warta.
Wywróciła oczami na słowa chłopaka, jednocześnie zastanawiając się czy mówił zupełnie poważnie i po prostu był idiotą, czy się zgrywał. Nie miała zamiaru jednak tego kontynuować, więc zaciągnęła się po raz ostatni i podeszła do pnia drzewa, by zgasić o niego peta. Trzymając już do niczego jej niepotrzebnego papierosa wykopała butem mały dołek w ziemi i zakopała go tam, by pozbyć się dowodów zbrodni. Nie chciała wiedzieć ile petów leżało pod ziemią, na pewno zdecydowanie za dużo. Nie wierzyła, że była jedyną osobą, która w ten sposób łamała regulamin.
Panda, jeśli już otwierała usta, nigdy nie mówiła dosłownie w bezpośrednim przekazie. Właśnie to sprawiało, że niektórzy byli tak zaintrygowani jej osobą (ku jej nieszczęściu). To co teraz powiedziała było jednak zupełnie normalne, bez żadnego ukrytego znaczenia. Swoją drogą, że cholernie niemiłe, ale ona nie należała do miłych osób. Uniosła więc brwi i spojrzała na chłopaka. Dom w Hogwarcie, w którym się znalazła nie miał nic wspólnego z jej sposobem bycia. Była jednak zadowolona, że właśnie w Slytherinie się znalazła. Innym razem rodzice wydziedziczyliby ją na sto procent, i tak przecież była jednym wielkim rozczarowaniem. Jej charakter był wynikiem domowej tresury, która poszła nie tak jak życzyliby sobie jej rodzice. Pandora jednak nie czerpała przyjemności z obrażania innych, nawet nie do końca do niej trafiało, że faktycznie mogła kogoś urazić. Miała przecież zniszczony system moralny, który praktycznie nie istniał.


people can’t always be perfect because that’s not real, is it?
Pandora Travers

Re: Huśtawka na drzewie

on Wto 03 Lip 2018, 20:03
Czyżby właśnie jedne z najbardziej tajemniczych osobistości Hogwartu spotkały się ze sobą? Cóż z tego wyniknie? Pewnie nic dobrego.

Marquez wstał, jak na dobrze wychowanego chłopca przystało. Stan podwyższonej uwagi powoli opadał, a jego miejsce zastąpiły wpajane przez rodziców nauki - przy rozmowie z płcią nadobną nie wypadało siedzieć, jeśli sama była w pozycji stojącej. Te odruchy wyglądały dość komicznie u kogoś, kto na ostatnim miejscu listy priorytetów miał sprawianie przyjemności przypadkowym ludziom. Marquez już miewał sytuacje, kiedy przepuszczał dziewczę w drzwiach po to, aby po chwili patrząc jej prosto w oczy stwierdzić ze swoim niewinnym wyrazem twarzy, że ta nie nadaje się do rozmowy z nim i żeby lepiej sięgnęła czasem po podręcznik do prawdziwej nauki (za które uważa mugolskie przedmioty ścisłe).

— Jeśli panienka chce usiąść, to proszę powiedzieć, gdyż wolałbym nie opuszczać tego miejsca bez potrzeby — przedstawił swoją propozycję lekkim tonem.


 

D o n ' t   s t o p   m e   n o w
I'm burning through the sky Yeah!
Two hundred degrees
That's why they call me Mister Fahrenheit
I'm trav'ling at the speed of light
I wanna make a supersonic man out of you

Re: Huśtawka na drzewie

on Nie 08 Lip 2018, 13:09
Pandora wcale nie chciała uchodzić za kogoś tajemniczego. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to może przyciągnąć złe osoby. Z drugiej jednak strony obojętność, która była jej kwintesencją sprawiała, że miała to w nosie. Znała przecież nie te osoby, które powinna. Była z dobrego domu, po wielu próbach wytresowania jej na podobiznę rodziców, nieudanych co prawda, ale jednak.
Patrzyła na chłopaka spod przymrużonych powiek, a kiedy wstał lekko uniosła prawą brew. Co on wyprawiał? Naprawdę zamierzał się teraz bawić w jakieś wymuszone uprzejmości? Dla Pandy nikt nie wstawał. Uchodziła za osobę, dla której się nie wstawało. Nigdy nie przyjmowała takich ofert, aż za bardzo przypominały jej okrutne lekcje matki na temat dobrego wychowania, savoir-vivre’u i wszystkiego co Pandora powinna znać, a przede wszystkim praktykować. Zapewne teraz powinna uśmiechnąć się z wyższością, spojrzeć na chłopaka z brudną krwią jak na robaka i zająć miejsce, bo przecież jej się należało. Do jednego się stosowała – patrzyła na niego jak na skrzata domowego, ale mówiąc zupełnie szczerze patrzyła tak na wszystkich. Nie mógł więc czuć się wyjątkowy, na pewno nie przez jej wzrok. Pandora porzuciła wszystkie zasady dobrego wychowania tego lata kiedy podpaliła wielki ogród posiadłości. Nie żałowała, jedyne czego żałowała to, że z dymem poszedł tylko ogród, a nie cały dom. Cały dobytek osób, których nienawidziła. Zresztą nie było co się dziwić. Panda miała charakterek, za uderzenie w twarz podpaliła ogród, ot co.
- Siadaj. Nie potrzebuję tego cyrku. – odparła zgodnie z prawdą, nie było jej to potrzebne do szczęścia.


people can’t always be perfect because that’s not real, is it?
Pandora Travers

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 14 Lip 2018, 18:42
Marquez usiadł.
Pomimo swej genialnej pamięci, wpatrując się prosto w Pandorę przez kilka chwil, nie potrafił określić nawet na którym roku jest i czy kiedykolwiek widział ją na zajęciach, przy stole, czy w pokoju wspólnym. Spoglądał na nią cały czas, teraz jednak niewidzącym wzrokiem, jakby jej tu nie było.
Czujność Marqueza nie została jednak uśpiona, nawet jeśli jego myśli w całości zanurzyły się po raz kolejny w rozważania dotyczące etykiety. Ponownie rozkładając na cząstki pierwsze odwieczny problem faworyzacji kobiet, splótł ręce na kolanach siedząc prosto jak struna, co nadawało mu wygląd wiekowego myśliciela, który spędził na tej huśtawce co najmniej pół wieku.
Dla Ururu różnice między kobietami i mężczyznami nie istniały, pomijając kontekst anatomiczny, z którym był zapoznany. Jego własne doświadczenie wnosiło jednak istotną informację - to dziewczęta niespecjalnie wchodziły w otwarte konfrontacje z nim. (Nie wiedział jednak, że tych ukrytych ataków jest tyle samo co ze strony chłopców, nie wspominając o soczystych plotach wysmażanych na nowo każdego dnia, kiedy to jego siwa czupryna mignie przed oczami czystokrwistej pannie.) Ale czy to był powód, dla którego powinien im oddawać tak miłe mu miejsce?
I wtedy jeden ze sznurków podtrzymujących huśtawkę pękł, zaś zamyślony Marquez w mig znalazł się na ziemi, automatycznie podtrzymując się rękoma, co by nie przejść do pozycji leżącej. Przywrócony do świata realnego pozezował chwilę na uszkodzony element i sięgnął po różdżkę.
Reparo — wymachnął w stronę huśtawki, odsuwając się uprzednio, aby nie utrudniać magii zadania. Inkantację starał się wymówić jak najlepiej, zaś wolę skupił na wykonaniu zadania.


 

D o n ' t   s t o p   m e   n o w
I'm burning through the sky Yeah!
Two hundred degrees
That's why they call me Mister Fahrenheit
I'm trav'ling at the speed of light
I wanna make a supersonic man out of you

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 14 Lip 2018, 18:42
The member 'Ururu Marquez' has done the following action : Rzuć kością


'Lekcja' :

Result :


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 01:05
Czemu tutaj akurat przyszła? co się tutaj wydarzyło, że serce porwało ją prosto w to miejsce, a ona nawet się temu nie próbowała sprzeciwiać. Łudziła się, że go tutaj spotka, że poczuje jego zapach...a może liczyła, że wszystko się powtórzył. Od jakiegoś czasu krążyła po korytarzach szkolnych, zbierając wspomnienia w jedną całość. Przecież tylko to znała...podróż w jedną i drugą stronę. Lawirowała gdzieś na granicy przeszłości i przyszłości, ale gdzie była teraźniejszość? nie umiała jej dostrzec, dlaczego tak się stało. W głowie miała jeden wielki mętlik, i pierwszy raz nie wiedziała o zrobić, gdzie iść. Bała się...bała się świata, ludzi. Brawo Esmeraldo, stworzyłaś idealną iluzję. Ludzie widzą cię jako silną dziewczynę, kogoś kto nie boi się świata, a ty...lękasz się na samą myśl, że miałabyś wyjść do niego, sama, bez żadnego wsparcia. A w teorii zrobiłaś wszystko tak jak trzeba. Pomagałaś, oddawałaś swoje serce na tacy innym. A finalny akt tego przedstawienia jest tak, że zostałaś sama w tym teatrze. Nie ma już widowni, osób chętnych do oklaskiwania ciebie. A może po prostu w pewnym momencie przestało ci to wystarczać.
Poczuła to, znowu mocniejsze uderzanie serca, chociaż w jej stanie było to niemal nie możliwe, a jednak zdarzyło, i już kiedy myślała, że wszystko się ułoży, że będzie tak jak sobie zaplanowało...gra zaczyna się od nowa. Cyganeczka usiadła łagodnie na huśtawce, a chusta z monetkami zabrzęczała cicho. Kruczoczarne włosy dziewczyny kołysały się łagodnie na wietrze, a ona odpychała się łagodnie nogami od ziemi, wprawiając tym samym swoje ciało w kołysanie. Był to zaiste smętny widok...widok zmęczonego człowieka. Nie chciała już grać w tę grę, chciała wyciągnąć rękę i chwycić to czego chciała, ale nawet kiedy usiłowała to zrobić chwytała pustkę. Starała się wyszarpać dla siebie chociaż odrobinę szczęścia i jakie to przyniosło efekty...żadnych zupełnie żadnych.

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 20:58
Po OPCM
Dusić. Dusić. Niszczyć i niszczyć. Upadać. Nie mógł znieść tego echa, który pojawił się w jego głowie. Nigdy nie sądził, że będzie zdolny do takich myśli. Prawie by to zrobił. Już w nią celował. Wystarczyło tylko powiedzieć to jedno słowo. Wybiegł na błonia nawet nie zakładając żadnej kurtki. Był tylko w szacie swojego domu, która za nim powiewała jak skrzydła nietoperza połyskujące w ciemnych odcieniach zieleni. Nie czuł zimna, które o tej porze roku już dokuczało nie jednej ludzkiej istocie, może nawet jakimś zwierzętom. Nie zwracał na to uwagi. Kroczył szybko przed siebie. Z dala od swoich dziwnych myśli. Wyjął z kieszeni fajkę i zapalił zaciągając się głęboko do płuc. Przymknął oczy i chwilę przytrzymał dym w środku. Wypuścił go dopiero jak zaczął go dusić z cichym kaszlnięciem.
Ventus bardzo by chciał pomóc Esme, bardzo chciałby ulec temu, co ona mogła mu dać i dać jej jeszcze więcej, ale jego świadomość twierdziła, że nie powinien się mieszać, że powinien uciekać jak najdalej, a ona powinna przestać przejmować się innymi. Powinna wręcz już dawno zrozumieć, że to co próbuje osiągnąć jest wręcz głupie. Biegła za nim udając przed nim bestię. To co robi jest nielogiczne. Powinna zająć się sobą, powinna już dawno próbować myśleć tylko o sobie. Powinna zostawić tych, którzy doprowadzają ją na samo dno. Sahir. Ventus. Te dwie osoby nie są godne jej uwagi. Esme powinna sięgać po więcej. Jedynie Zabini nie zauważa tego szmaragdu jaki próbuje od siebie odrzucić, jaki próbuje wyrzucić i zakopać.
Zatrzymał się dopiero jak usłyszał trzeszczenie gałęzi i melodię monetek, którą wydawała tylko jedna osoba w zamku. Podniósł wzrok z ziemi trochę wyżej i dostrzegł jak jego anioł o kruczych włosach siedzi na huśtawce. Serce mu zamarło, a źrenice się powiększyły. Adrenalina dotarła do żył. W głowie pojawił się szum. Cofnął się, ale nie potrafił stąd uciec. Zamiast tego zbliżył się do niej i stanął na przeciw niej. Nic nie powiedział. Nie wiedział, co powiedzieć. Nie raz w końcu milczeli w swoim towarzystwie, ale teraz bał się, że będzie to zbyt niezręczne przypominając sobie ich ostatnią potyczkę.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 21:25
Słyszała ten szaleńczy bieg, nawet na chwilę uniosła głowę aby spojrzeć co się stało i kto to próbuje uciec...to tylko Ventus, znowu biegnie na oślep, próbując zrobić coś wręcz niemożliwego, coś czego nawet sama Esme nie byłaby w stanie zrobić. Kompletnie nie rozumiała tego, dlaczego tak bardzo on sam usiłował umniejszyć swojej wartości, ale przecież ona robiła dokładnie to samo. Czy Ventus był wart jej uwagi, zachodu, i własnego miejsca w jej myślach. Czy Sahir był wart tych decyzji jakie ona podjęła. Nie...żaden człowiek nie jest na tyle wart, aby ta cyganeczka raz za razem zmniejszała swoją wartość, czy jaki kolwiek sens istnienia.
W końcu czarnowłosa odwróciła wzrok w drugą stronę. Ta gra miała określone zasady. Zmusić partnera do tego, aby wykonał pierwszy ruch. A ten kto wykona ten krok...cóż przegrywa. Wahał się, wiedziała to. Może nawet gdzieś w głębi serca liczyła na to, że odwróci się w drugą stronę, i uwolni ją od konieczności wykonania swojego ruchu. Niestety Ventus tego nie zrobił, nie darowałby sobie doczołgania się do mety, aby odebrać nagrodę w postaci kilku chwila sam na sam z tymi szmaragdowymi oczami, bez względu na to jak raniące były to chwile.
Cyganeczka wpatrywała się w twoje buty, kołysząc się nadal delikatnie na huśtawce. Cała jej sylwetka wydawała się taka lekka, iż można było pomyśleć, że gdyby tylko rozbujać ją mocniej, naprawdę mogłaby polecieć, wzbić się gdzieś ponad chmury i nigdy więcej już nie wrócić. W pewnym momencie zatrzymała się, zadzierając głowę ku górze, aby móc spojrzeć w twoje oczy.
-Dzień dobry Ventus- Powiedziała łagodnie i uśmiechnęła się. Nie ważne jak gorzkie słowa padły, nie ważne ile piór jej wyrwałeś, ona zawsze uśmiechała się w twoją stronę. Mogłoby się wydawać, że nie pamięta tego wszystkiego, że to nie ma żadnego wpływu na to jak postrzega świat. Miało...i to wielki tylko kim ty jesteś w zetknięciu z tak dobrą aktorką jak ona.
-O czym myślisz kiedy tak biegniesz przed siebie...na oślep?- Zapytała się zaciekawiona nie przerywając z chłopakiem kontaktu wzrokowego. Tak dobrze słyszałeś, właśnie spytała się o czym myślałeś. Nie stwierdzała już faktów, czyżby dała ci szansę, aby samodzielnie się uzewnętrznić, nie stosowała swoich cygańskich sztuczek, aby móc zrozumieć twój świat.

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 21:46
Myślałem o tym, aby zabić człowieka. Udusić go własnymi rękami lub zaklęciem. Po prostu odebrać życie. Zdominować go i zabić. Patrzeć na to jak ginie, jak gasną ogniki w jego oczach, jak patrzy na mnie z przerażeniem i błaga bym przestał. Po prostu chciałem zabić człowieka. Myślałem o tym i bałem się tego. Prawie to zrobiłem na zajęciach z OPCM. Ona mi kazała to zrobić. Ale nie posłuchałem. Teraz biegłem, aby o tym zapomnieć, ale to nadal siedzi w mojej głowie.
Mógł jej to powiedzieć. Mógł wypowiedzieć te słowa, ale zamiast tego patrzył na jej uśmiech. Na to jak się z nim przywitała. Nie rozumiał jej. Nie potrafił jej zrozumieć nawet jak rozpaczliwie próbował. Był dla niej za głupi, ale jednocześnie nie chciał jej opuścić. To ona go przy sobie uwiązała i mogła zauważyć, że nie ważne jak bardzo on będzie się opierać w końcu przybiegnie na ciche jej wołanie. Nie chciał wyrywać skrzydeł. Zwłaszcza jej. Wystarczyło, że wyrwał już wszystkie sobie, ale co mógł zrobić? Musiał wyrywać pióra. Swoich nie miał.
Musiał się uspokoić. Wiedział, że ona potrafiła czytać z niego jak z otwartej księgi, więc musiał jak najszybciej zamazać tusz i nie pozwolić jej na to. On nie potrafił jej odczytywać, ale czuł, że coś jest nie tak. Nikt po takiej bitwie jaką oni ze sobą toczą nie wyjdzie bez szwanku, a ona zdaje się nie pamiętać tego. Zbliżył się do niej o krok i patrzył na jej bladą cerę. Zastanawiał się kiedy ostatnio coś... jadła, piła? Nie wiedział nadal jak miał to nazywać, ale jednocześnie nadal chciał ją chronić. Tak jak jej obiecał... nadal chciał jej dać siebie. Sięgnął nieświadomie do jej gładkich włosów i zaczesał je za ucho.
Dzień dobry – zapomniał o papierosie, który trzymał w drugiej dłoni. Głos miał drżący, ale nie miał zamiaru się nim zajmować. Każdy wiedział, że Zabini nie jest stabilny emocjonalnie.
Myślę – zaczął – o tym, aby w końcu się zatrzymać – zakończył. — A ty? O czym myślisz jak tak siedzisz? Bujasz się? Kołyszesz? – zapytał cicho i spojrzał na tlącego się papierosa. Przyłożył go do ust zaciągnął się jeszcze dwa razy i przydeptał peta na ziemi.


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 22:05
Obserwowała jak wyciąga w jej stronę rękę, chciał ją dotknąć, ale nie złapać, wiedziała o tym. Może więc dlatego nie cofnęła się. Pozwoliła na to, aby jego zmarznięte dłonie, dotknęły czarnych włosów, zakładając łagodnie za ucho muskając przy tym skrawek jej policzka. Zawsze dotykał jej tak nieśmiało, zupełnie tak jak by w swoich dłoniach trzymał jakiś wyjątkowo piękny zabytek, który może się rozlecieć. Jakże była to śmieszna ironia losu. Pragnąć czegoś tak bardzo, i przez to nie móc tego dotknąć, zbliżyć się bardziej. Tylko ona nie była ani zabytkiem, ani kruchą porcelaną. To sam Ventus budował sobie to więzienie, zawzięcie powtarzając, że on nie jest wart jej spojrzenia. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy może w końcu stać się prawdą. Czy on naprawdę chciałby tego? aby Esmeralda któregoś razu odwróciła się od niego ze słowami, że nie chce go, że nie jest jej wart. Może to ułatwiłoby mu egzystencję, ale na pewno zadałoby ostateczny cios, a ten nóż, który wówczas Esme wbiłaby w jego ciało byłby obusieczny.
-Więc się zatrzymałeś...dlaczego nie cieszysz się z tego?- Bo w myślach cały czas biegł? To było tylko złudzenie, złudzenie, które on sam sobie stworzył. Żadna w tym zasługa Esmeraldy.
-Ja?- Zapytała się cicho lekko zdziwiona tym pytaniem. Czy on kiedy kolwiek pytał się jej tak otwarcie co myśli? może to robił, tylko ona sama tego nie zauważała, albo nie chciała zauważyć.
-Kiedyś kiedy byłam mała i akurat pomieszkiwałam na obierzach Londynu, z jednego gospodarstwa ukradłam kurę. Biegłam z nią przed rozwścieczonym gospodarzem z dobry kilometr. A on rzucał obelgami, przekleństwami, i kamieniami- Jak to się miało do filozoficznych przemyśleń, do których to Esme miała skłonności? tak naprawdę to nic, ale zapytał się jej o czym myślała.
-Kawałek sukni mi się podarło wtedy, ale i tak była fajna zabawa- Takie to było proste jak nigdy. Wystarczyło wprost zapytać się o czym myślała, a ona jak gdyby nigdy nic odpowiedziała.
-I o tym...jakie wspomnienia posiada to miejsce- Sama uśmiechnęła się na dźwięk tych słów. To tuja ona i Ven kiedyś złożyli sobie cichą obietnicę. Żadne z nich nie musiało nic mówić. On obiecał, że ją ochroni, a ona...to pozostanie już do domysłu każdego z osobna.

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 22:29
To miejsce przywodziło wiele wspomnieć, a zwłaszcza to jedno. To kiedy obiecał ją chronić, a teraz, gdy ona do niego przyszła on ją odrzucił. Czuł się podle, ale tak bał się tego, że ją odrzuci, że to zrobił. Był największym kretynem na świecie i ludzie pozwalali mu istnieć. Już dawno ktoś powinien go zabić, albo on powinien zniknąć tak jak tego pragnął. Tak żałował, że zrobił wszystko dopuszczając do tego, że każde swoje słowa były puste jak spróchniałe drzewo. Nie ważne jak bardzo będzie mówić, że jest silna on nadal będzie widział w niej porcelanową laleczkę. Była nią i wiedział, że każdy jego cios jaki wykonał w jej kierunku odznaczał się na niej milionami blizn. Nie potrafił się zmienić, ale może postarać się, aby każdy dzień, który spędzi przy niej był znacznie lepszy od tego pierwszego.
Chociaż.
Pierwszy był naprawdę piękny. Te kolejne były masą ucieczek ze strony Ventusa. Pamiętał, że już wszystko było proste, że wszystko było stabilne, a potem nie miał z nią kontaktu. Potem jego ojciec poił go swoimi słowami. Kazał mu być kimś, kim nie chciał być. Kazał nienawidzić szlam. A on cofnął się. Cofnął się bardzo daleko sprawiając, że zapomniał jaki był przy niej szczęśliwy. Jej usta na jego ustach. Jej drobne ciało w jego objęciach. Chciał ją znowu złapać tak jak wtedy. Znowu objąć tak mocno i nie pozwolić jej uciec.
Wsłuchał się w jej historię i nawet się uśmiechnął. Kura. Esme myślała o kurze.
A... jak... nauczyciele? – zapytał zwracając uwagę ku przyziemnym problemom. Czemu tak pytał? Podświadomie martwił się o nią, a doskonale pamiętał, że miała problemy przez Charlesa. Dużo myślał od ich ostatniego spotkania. Zachował się podle i tak głupio. Jak mógł ją odrzucić, gdy ona do niego przyszła. Jak mógł kazać jej grać w grę, gdy ta gra miała swój koniec już dawno temu. Nie przyzna się do tego, że popełnił błąd. Nadal będzie do tego brnął, ale może już mnie tak silnie jak planował?


You have a right to live your life. Like no one else does, like no one else might

Re: Huśtawka na drzewie

on Sob 29 Gru 2018, 22:45
Uśmiechnął się, i ona to widziała, a to oznacza, że go rozbawiła, a przynajmniej wprawiła na tyle dobry nastrój, że jego ciało postanowiło zmusić go do uśmiechu. Jednocześnie wiedziała, że pewnie go tym wyznaniem zszokowała. Mógł szykować się na wielkie przemyślenia, których ona sam najpewniej nie będzie w stanie zrozumieć, a tutaj okazało się, że i Esmeralda myślała o prostych i przyziemnych rzeczach. Może naprawdę źle ją oceniał, może była tylko zwykłym człowiekiem, który nabrał cały świat na historyjkę o niebiańskim ptaku.
-Pytasz się czy wiedzą?- Mruknęła cicho puszczając swoje dłonie z linek, które utrzymywały kawałek deski na którym aktualnie siedziała.
-Tak...a przynajmniej dyrektor i nauczyciel obrony przed czarną magią- Postawiła sobie ten jeden warunek, aby wrócić do niego. Musiała powiedzieć prawdę, możliwe, że ten jedyny raz w życiu, a może po prostu chciała sprawdzić co się wtedy stanie. Przyzna się do bycia wampirem, a wtedy co? niebo się otworzy, oceany zaleją wodą całą ziemię. Nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego dostała drugą szansę. Coś, co ona przeważnie dawała ludziom, a teraz i ona ją otrzymała.
-Jednak nie wiedzą kto za to odpowiada- Nie mogła go wydać, jak bardzo by nienawidziła nie potrafiła...a może to nie była nienawiść. Sama nie potrafiła jasno określić jakimi emocjami panowała do tego samozwańczego pana ciemności. Może nie chciała jego imienia nigdy więcej łączyć już ze swoim życiem, ze swoją przeszłością, ale czy było to nie możliwe.
-Przytulisz mnie...Ven- Wyszeptała po chwilce milczenia wbijając swoje szmaragdowe tęczówki w sylwetkę chłopaka. Chciała, aby ją dotknął, chciała go do tego zmusić. Wiedziała, że może jej odmówić, ale jakiś cichy głosik szeptał jej, że tego nie zrobi. Byłaś naprawdę potworna...wykorzystywałaś takie sztuczki, aby zmusić tego człowieka do zrobienia tego czego tak się bał, ale jednocześnie pragnął. Co chciała udowodnić, swoją wyższość? a może tak naprawdę tego potrzebowałaś. Tak...zdecydowanie potrzebowałaś. Ukryć się, chociaż na chwilę, ale czy on ci na to pozwoli?
Sponsored content

Re: Huśtawka na drzewie

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach