Share
Go down

Chata Druida

on Czw Cze 11, 2015 11:53 am
First topic message reminder :

Niewielka, drewniana chata stojąca na uboczu wioski, na wzgórzu, której plecy osłaniają iglaste i liściaste drzewa, a wokół postawiono ledwo-stojący płotek, za którym mieszkający tutaj, starszy mężczyzna miał swój ogródek.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Chata Druida

on Wto Lip 28, 2015 12:30 am
- AAAAA! - Krzyknęła przerażona Alice, kiedy jakaś tajemnicza siła powaliła ją na ziemię a serce dziewczyny zabiło niebezpiecznie mocno. Zesztywniała z przerażenia i gotowa na najgorsze jak sparaliżowana wpatrywała się w ledwie widoczny fragment nieba. Sekundy stapiały się jedną z drugą, kiedy oczekując ujrzeć potwora - najgorszego z najgorszych - dostrzegła ostatecznie nad sobą głowę Colette. Mrugnęła wciąż wytrzeszczonymi ze strachu oczami i powoli, czując się tak jak by płuca zmieniły jej się w kamień nabrała powietrza. - Ty... - Zaciśnięte gardło z trudem wypuszczało z siebie jakiekolwiek dźwięki. - Ty skończony... Ty walnięty... - Położyła dłonie na ramionach bruneta chcąc go odepchnąć a jej blada twarz zrobiła się nagle czerwona. - Ty pochrzaniony kretynie ty! Jesteś jedynym psycholem w promieniu stu mil! Złaź ze mnie świrze! - Jęknęła żałośnie, gramoląc się powoli do góry i - zanim jeszcze wstali - chwyciła go za poły rozpiętego płaszcza. Rzuciła szybko okiem na Esme i pochyliła konspiracyjnie głowę, nie chcąc by dziewczyna zyskała kolejny dowód na jej ewentualne niezrównoważenie. - Col, błagam cię... - Szeptała gorączkowo, nie spuszczając wzroku z tych dwukolorowych tęczówek a jej zaciśnięte na odzieniu chłopaka palce pobielały. - Wyjdźmy stąd. Znajdziemy tę dziewczynę ale nie tak. Proszę, to nie ma sensu, będziemy kręcić się w kółko a ja...A ja tu zaraz zwariuję! - Podskoczyła kiedy kolejny skrzek rozdarł powietrze nad nimi i spuszczając wzrok puściła Puchona. Z zaciśniętymi ustami podniosła się w końcu z ziemi i przetarła - i tak już skandalicznie utytłany - płaszcz. Unikając wzroku towarzyszących jej w tym piekielnym spacerze po lesie Puchonow starała się opanować nieco drżenie własnego ciała i wyrównać oddech. I było by dobrze. Wszystko w końcu by się ułożyło, gdyby tylko kolejny - nieco odmienny od dotychczas ich otaczających - dźwięk nie wbił się sztyletem w rozedrgane serce. Nie rozpoznając go posłała Warp'owi pytające spojrzenie, by chwilę później ujrzeć jak brunet znowu usiłuje udowodnić, że osły potrafią galopować. 
- Stój głąbie! Stój! Skąd wiesz kto... - Nie dokończyła. Puściła się za nim biegiem wpadając po drodze w jakąś przyczajoną plantację pokrzyw, pacnęła z chlupotem kolanami w cholerne błoto i z trudem przedarła się przez krzaki, których ułamane gałązki powplątywały jej się we włosy. Nie mając bladego pojęcia co się dzieje zderzyła się nagle z czymś twardym i - po raz kolejny już - runęła do tylu. Mimowolnie krzywiąc się na rozchodzący się w okolicach kości ogonowej ból uniosła głowę i zamarła. 
- Prof... Profesor Hucksberry..? - Jęknęła nie dowierzając temu co widzi i czując, że zaczyna jej się kręcić w głowie. - Co pan tu robi?! - Palnęła jeszcze, zanim do rozhisteryzowanego umysłu nie dotarło, że to raczej nie ona powinna zadawać tu pytania. Wytrzeszczonymi oczami wpatrywała się w niecodzienną towarzyszkę nauczyciela...



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Chata Druida

on Sro Lip 29, 2015 11:34 pm
Koza postanowiła jednak uparcie milczeć - tak dla odmiany - i skupiła się na jedzeniu zielonej trawy, której miała pełno przed swoim pyskiem. Jako, że wiosna zagościła już na dobre w Anglii, wszędzie wokół niego było zielono i przyjemnie. Zapewne położyłby się i leniwie spoglądał w niebo, gdyby nie to, że miał zadanie do wykonania. No a skoro już obiecał, że się tym zajmie, miłej staruszce, to zamierzał to właśnie zrobić. Potrząsnął delikatnie koszykiem, który dzierżył w swojej prawej dłoni, a w drugiej trzymał za sznurek, który nałożył wczoraj kozie, żeby ta przypadkiem sobie mu gdzieś nie polazła. Nie miał potem zamiaru tracić czasu na jej poszukiwania, a kto wie...? Może ktoś jej szukał? No cóż! Przysunął rękę z koszem w stronę głowy by się chociaż odrobinę podrapać i na całe merlinowskie szczęście, jakoś mu to wyszło. Odetchnął, rozglądając się wokoło i badając widoczny teren. Było czysto, choć miał wrażenie, że coś słyszał...jakby na potwierdzenie jego przypuszczeń, koza w końcu zaczęła meczeć coraz to głośniej i głośniej, przez co Charles nie usłyszał, jak ktoś się zbliża do miejsca w którym obecnie przebywał i tym oto sposobem, poczuł, że coś - a właściwie ktoś - się z nim zderzyło. Syknął bardziej z zaskoczenia, niżeli z faktycznego bólu, chociaż i ten miał w tym swój udział i odwrócił się bardzo powoli w tamtą stronę, niemalże tracąc równowagę i lądując na ziemi; koza i koszyk zrobiły jednak swoje i udało mu się utrzymać pozycję pionową. Zwierzę zdawało się być ubawione całą sytuacją i tylko potrząsało swoim łbem, mecząc radośnie. Zaś Myrnin...no cóż. Najpierw jego spojrzenie spoczęło na chłopaku, który praktycznie leżał pod jego nogami, po czym bardzo powoli przeniósł je na dziewczynę, która była w niekoniecznie dobrym stanie. Oboje zresztą wyglądali, jakby ten mały lasek był ich domem. Hucksberry zamrugał szybciej, próbując przyswoić to, co właśnie ujrzał i czy rzeczywiście było to prawdziwe, czy też raczej stanowiło jakiś dziwny twór jego wyobraźni. Koza jakby przeczuwając to, co się z nim dzieje, szarpnęła go za rękaw i zameczała stanowczo. Czarodziej odchrząknął więc, próbując zebrać myśli i zastanawiając się, czy odłożenie koszyka i sięgnięcie po różdżkę będzie najlepszym pomysłem w tej sytuacji.
- Mógłbym o to samo zapytać, panno Hughes. Tak się składa, że mam większe prawa odnośnie opuszczania zamku, niżeli Wasza dwójka, zwłaszcza po tym, co ostatnio miało miejsce i też z powodu ogólnych wydarzeń, które wstrząsają światem czarodziejów. Na dodatek zarówno pani, panno Hughes, jak i pani kolega, pan Warp... - i miodowe tęczówki powędrowały na dół, przyglądając się z mieszaniną cudacznych uczuć, które odczuwał w tej chwili Charles, Colette'owi. - Nie wyglądacie najlepiej, mniemam, że mają państwo dobre usprawiedliwienie. Czekam więc na nie, niemniej prosiłbym o to, by się sprężyć, bowiem mam w tych stronach coś niesłychanie pilnego do uczynienia.
Jego głos brzmiał zdecydowanie lepiej, niż wczorajszej nocy, ale nadal był bardziej zachrypnięty, niż zazwyczaj; poza tym kilka czerwonych żyłek było widocznych na spojówkach. Nie miał jednak zamiaru udawać, że niczego nie widzi, zwłaszcza, że w końcu to byli uczniowie i tak po prostu postanowili wędrować po jakimś obcym lesie - jeszcze coś by mogłoby się im stać i miałby tylko więcej roboty z tym całym bałaganem. Postanowił więc najpierw zająć się nimi, a później ruszyć w poszukiwaniu męża starszej czarownicy.



Re: Chata Druida

on Nie Sie 02, 2015 9:38 am
Tego kontrowersyjnego wjazdu na zad nauczyciela się ewidentnie nie spodziewał – plecy Charlesa dosłownie wyrosły spod ściółki! - zwłaszcza, że jeszcze kilka dni temu na pogrzebie chciał wypaść w oczach Profesora Hucksberry'ego na rozważnego i dojrzałego młodego czarodzieja, jaki gotów jest wziąć na barki naukę tak trudnej sztuki jak Biała Magia i jako dobrze zapowiadający się adept otwarcie liczy na pomoc belfra. ...a teraz leżał pijany w jego nogach, rozbijając się bez pozwolenia po jakiejś wsiowej stronie Zakazanego Lasu i to jeszcze z dwoma dziewczynami! Całe szczęście Warp w takim stanie nie czkał, bo zaliczyłby tym samym dno ostateczne.
Burknął coś i wygramolił się z powrotem do pozycji pionowej, wspierając się dłonią na gałęzi i rozpoczął żmudny rytuał otrzepywania się z suchego igliwia, gałązek, pająków, mrówek, listków, ziemi i... no tak, nawet musiał wyskubać pióro jakiegoś czarnego ptaka z czupryny. A kiedy skończył okazało się, że cała trójka (bo Esmeralda również zapewne miała wystarczająco czasu, by do nich dołączyć) zdążyła się już zapoznać, rozpoznać i już przygotowywali się chyba do rozkładania sobie leżaczków, czekając aż Mości Warp się wreszcie ogarnie. Dlatego z wdzięczności wyszczerzył się tylko do wszystkich promiennie.
- Proszę tak na nas nie patrzeć Panie Huckes... Bear. Ym. Panie Psorze! - wyratował się, stając w obronie Alice i moralności. - Jesteśmy tu całą, najpotężniejszą trójcą tej szkoły, aby wypełnić zaszczytne zadanie i na nowo pokazać powątpiewającym już mieszkańcom Hogsmeade, że jako uczniowie Hogwartu jesteśmy wartościowymi czarodziejami! Dlatego postanowiliśmy pomóc pewnemu staruszkowi znaleźć jego córkę. A właśnie, jak Pan Psor tu tak wyprowadzał na spacer Pana przyjaciółkę... hehe. – pomachał do kozy, która na pełnej linii go zlała, zajmując się trawą. - Nie widział Pan tu jakiegoś dziewczęcia? Dwadzieścia lat, miękkie włosy...? - pijany Col nie zdawał sobie najwidoczniej sprawy jak mocno jego wskazówki są „pomocne” w odnalezieniu zguby.
Po prostu wszystko układało się dla niego w coś mającego perfekcyjny sens i ta układanka już niedługo drgnie po myśli ich wszystkich.


It has been a beautiful fight. Still is.

Re: Chata Druida

on Nie Sie 02, 2015 6:31 pm
Spuściła głowę w dół i pokręciła nią nieznacznie, kiedy ich nauczyciel Obrony przed Czarną Magią okazał się być człowiekiem z krwi i kości a nie fatamorganą wywołaną strachem przed całym tym cholernym lasem. Jeśli wcześniej myślała, że nie mogło być gorzej - myliła się. W całej i tak już pełnej absurdu sytuacji umoczyli właśnie na całej linii. Słysząc za sobą ciche łamanie gałązek, spowodowane zapewne przez Esmeralde, która powoli zbliżała się do nich i z całą pewnością również nie mogła uwierzyć w to co widzi, podniosła się powoli z ziemi nie kłopocząc się nawet wycieraniem dłoni o płaszcz. Kawałek materiału był już tak zasyfiony, że mógł jedynie ubrudzić je jeszcze bardziej. Trzepnęła więc tylko całym okryciem raz a porządnie licząc na to, że przynajmniej cześć leśnych ozdób opadnie na ziemię. Podeszła do Cola i chwyciła go pod łokieć, mając nadzieję, że nie zdążył jeszcze wygibać się tuż przed nosem nauczyciela. Choć i tak zionęło od niego na dobre półtora metra, a otwierając swoją jadaczkę i postanawiając zabrać głos zaprzepaścił ostatnią szansę na to by udawać, że fetor alkoholu, który roztacza wokół siebie jest tylko kolejną częścią tej popieprzonej przygody i - tak jak wszystko tutaj - idiotycznym wypadkiem, spowodowanym przez jeszcze bardziej idiotyczne czynniki. Skoro zmutowane gołębie porwały ich kolegę - pijany borsuk* rozlewający wokół siebie alkohol nie byłby niczym niezwykłym. No ale stało się, a co się stało to się nie odstanie i tak dalej i tak dalej... Nawet jeśli to "dalej" nie miało być do końca przyjemne... Zaciskając rękę na łokciu bruneta podniosła nadal czerwoną twarz by móc spojrzeć profesorowi w oczy.
- Jakkolwiek to co mówi Colette wydaje się być... dziwaczne... - Przygryzła wargę zastanawiając się do którego momentu przedstawienie ich historii było bezpieczne i nie wzbudziło by podejrzeń nauczyciela co do stanu jej trzeźwości. - To mówi prawdę profesorze. - Wypuściła powietrze a cały spokój do którego się zmusiła natychmiast ją opuścił. - To znaczy tak jakby. To znaczy chwileczkę - wsunęła rękę do kieszeni i wyciągnęła mocno zdewastowany kawałek pergaminu w stronę nauczyciela - dostaliśmy pozwolenie na opuszczenie zamku. Wszyscy... czworo. Ale... w wyniku pewnego... wypadku... Potter zmuszony został do tego żeby się od nas odłączyć... - No wie pan. Gołębie wielkości kogutów chwyciły go za fraki i wywlekły Merlin wie gdzie... Przylgnęła nieco mocniej do Warpa czując się tak jak by po raz kolejny miała się przewrócić. - No i żeby go odzyskać, faktycznie musimy pomóc pewnemu staruszkowi w odnalezieniu córki. Szukaliśmy jej aż w końcu się zgubiliśmy i kompletnie niechcący wylądowaliśmy w tym lesie... - Przełknęła głośno ślinę spuszczając jednocześnie głowę i wlepiając wzrok w kozę a policzki paliły ją niezdrowym żarem. - Staramy się wyjść a gdzieś na skraju jest chatka. To tam mieszka ten mężczyzna no i... I on to może potwierdzić! - Z całej siły powstrzymywała się przed przyłożeniem dłoni do twarzy i jęknięciem.


*:
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-pijany-borsuk-wypil-siedem-piw-i-zasnal-na-plazy,nId,1860441



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Chata Druida

on Sro Sie 05, 2015 1:03 am
Również usłyszała ten cichy odgłos który niósł się po lesie. Tak, zdecydowanie to była koza. Gratuluję ci Colette inteligencji, oraz tego, że raczyłeś poinformować nie tylko twoje towarzyszki o tym jakie to zwierzę najpewniej jest gdzieś nie daleko, ale również wszystkie inne stworzenia. Romka przymrużyła lekko oczy odprowadzając wzrokiem chłopaka który już biegł na łeb na szyję przed siebie.
-Co za kretyn- Mruknęła cicho. Oczywiście nie zainteresowało go kompletnie to skąd by tutaj niby koza miała się wziąć. Zdecydowanie alkohol działał na niego bardzo negatywnie. Budził w nim to ADHD które tak bardzo irytowało, przez co dziewczyna miała najnormalniej w świecie odwrócić się i zostawić Alice na pożarcie puchonowi. Chociaż i dziewczyna nie wykazała się zbytnim rozsądkiem, bowiem po chwilce zielone źrenice cyganki nawet i jej nie mogły nigdzie znaleźć.
-Kolejna- Westchnęła po czym spokojnie po prostu zaczęła iść ich śladem, kierowania tym meczeniem. Po krótkiej chwili w końcu ich znalazła, ale najwyraźniej nie byli sami. Poznała tą sylwetkę, i zaklęła cicho w duchu. Jeszcze tego im brakowało aby nadziali się na nauczyciela, a tłumaczenia, że chcieli pomóc koledze w tym wypadku chyba się nie sprawdzą. Już słyszała w swojej głowie typowy tekst "mogliście powiadomić nauczycieli o takowym zajściu.. bla,bla,bla".
Esmeralda podeszła do puchona po czym bez ceregieli po prostu palnęła go stosunkowo mocno w głowę.
-Opanuj się kretynie- Warknęła wyraźnie podkurwiona tą całą sytuacją. Co do Alice, ją tylko zmroziła wzrokiem, po czym te dwa zielone szkiełka zostały skierowane na nauczyciela.
-A Pan nie powinien był zajmować się śledztwem?- Cóż, ona czuła się na wygranej pozycji. Podczas przeszukiwań dormitoriów pewnie wszyscy trzymali różne dziwne rzeczy w kufrach, a ona jako cyganka... cóż miała niewiele. Ale jedna z cennych dla niej rzeczy cały czas znajdowały się przy niej w bezpiecznym miejscu, co więcej... w takim miejscu do którego nauczyciel... ba nikt nie będzie mieć dostępu.

Re: Chata Druida

on Czw Sie 06, 2015 1:40 am
Chyba lepiej, że były to plecy, a nie coś innego - na przykład gdyby Charles stał zwrócony w tamtą stronę twarzą, możliwe że oberwałby w dość istotne miejsce. Okoliczności, które towarzyszyły tej, jakże niezwykłej chwili, gdy Puchon postanowił w niego uderzyć, sprawiały, że nauczyciel zupełnie zapomniał o tym, o czym rozmawiali na pogrzebie - i dla własnego dobra i swojego pragnienia wiedzy, lepiej by nie wywlekał tutaj tego tematu, bo wtedy z pewnością wszystko byłoby stracone i Myrnin w bardzo elegancki sposób - oczywiście, bo jakby inaczej? - zamknąłby chłopakowi przysłowiowe drzwi przed nosem. A jako, że stan Charlesa był zdecydowanie lepszy, niż wczoraj, choć nadal trafiały go jakieś dziwne zawirowania głowy, to był w stanie dostrzec, że Colette znajdował się pod wpływem alkoholu, zresztą nawet czarodziej z dwoma setkami na karku po szklaneczce wina skrzatów by stwierdził, że ten młodzieniec sobie za bardzo zaszalał. Patrząc tak na niego, na Alice Hughes, która czaiła się gdzieś za nim i na Esmeraldę wyłaniającą się z cienia, nie do końca był pewien, co ma z nimi zrobić. Najchętniej odesłałby ich do zamku, wręczył miesięczny szlaban, zapomniał o tym, co zobaczył i miałby z głowy, ale na swoje nieszczęście, to tak nie działało. Sytuacja wszak była bardzo nietypowa. Na słowa Colette'a, ciemne brwi czarodzieja uniosły się do góry, koza zaś zameczała.
- Ach tak, panie Warp? Doprawdy niezmiernie intrygujące, zwłaszcza po tym, jak na błoniach polegli Wasi koledzy i koleżanki, nie wspominając o tym, iż Hogsmeade można odwiedzać tylko w określone terminy. Już nie napomknę o zgodzie któregoś z nauczycieli, acz jeśli udałoby Wam się, moi drodzy, jakoś ją otrzymać to zapewne byłby z Wami dorosły opiekun, a takowego tu nie dostrzegam... - i przerwał, przeszywając ich, o dziwo, całkiem trzeźwym spojrzeniem miodowych tęczówek. Po kolejnych słowach chłopaka, wziął głębszy wdech i poruszył głową tak, żeby zarzucić kosmyk włosów z czoła do tyłu, jako że obie ręce miał obecnie zajęte. - Nie przypominam sobie bym widział jakąkolwiek niewiastę w tych okolicach, sam niedawno się tu pojawiłem... - i odchrząknął, bo aż mu się przypomniała wczorajszo - dzisiejsze ocknięcie się na środku głównej ulicy Doliny Godryka. Niestety, los bywa przewrotny, a on sam na ich nieszczęście nie był żadnych wytworem wyobraźni - to samo zresztą tyczyło się w drugą stronę. Wyczuwalną woń alkoholu - nie mówiąc już o widocznych skutkach - postanowił nie komentować, skupiając się na ważniejszej kwestii. Czekał więc na słowa Alice, która postanowiła się również odezwać i w międzyczasie nawilżył czubkiem języka swoje wyschnięte wargi. Nie spodziewał się, że ta sprawa tak się przeciągnie, no ale warto byłoby zacząć od tego, że nigdy by nie przepuszczał, że znajdzie w tym miejscu trójkę uczniów. Kiedy Alice wyciągnęła w jego stronę rękę z jakimś mocno pomiętym pergaminem. Charles więc nie miał wyboru i odłożył w końcu koszyk ze smakołykami, starając się zrobić to, jak najdalej od kozy, którą po wszystkim chwycił pewniej, zerkając na stworzenie, co jakiś czas. Te wydawało się być niekoniecznie zadowolone z takiego obrotu spraw, ale pozostało zwierzęciu jedynie meczenie i rzucie zielonej trawy. Sięgnął więc po pismo, ale nie mógł się zbytnio rozczytać, ponieważ...wszystko było rozmazane.
- No cóż... - zaczął swoim zachrypniętym głosem, spoglądając na Alice, która mówiła dalej. To wszystko brzmiało, jak niezwykle fantastyczna historia rodem z jakieś cienkiej książeczki o przygodach czarodzieja Balbissona. Nie do końca potrafił im uwierzyć, na dodatek rozmawiali o tym wszystkim w lesie, z kozą i z koszykiem pełnym smakołyków. Przynajmniej tyle dobrego, że jeszcze nie zaczęło padać. - Pana Pottera porwały olbrzymie gołębie i Wy, drodzy państwo, postanowiliście pomóc pewnemu jegomościowi, który obiecał Wam za to zwrot pańskiego kolegi, tak? - Wypowiedział to niezwykle powoli, czując, jak jego język uderza o podniebienie. Z dwie poziome zmarszczki przecięły jego czoło. Miód w jego oczach leniwie płynął. - Szczerze powiedziawszy, nie wierzę państwu. Skoro niemniej ten jegomość jest w stanie coś więcej na ten temat powiedzieć, to prosiłbym panią, panno Hughes, by zaprowadziła mnie tam pani. A przy okazji wraz z pani koleżanką... - i jego spojrzenie w końcu spoczęło na dłużej na Esmeraldzie i zarejestrowało...dziwaczne zmiany, które coś mu mówiły, tylko nie był sobie w stanie przypomnieć na ten moment, co konkretniej. - Zajmiecie się bezpiecznym transportem pana Warpa do chatki. W późniejszym czasie wyjaśnimy sobie wszystko.
Pergamin spoczął w kieszeni jego szaty, sam Charles chwycił za koszyk ze smakołykami i trzymając za sznurek na którym prowadził kozę, czekał na to, aż go zaprowadzą do staruszka. Na pytanie Esmeraldy, zareagował bardzo...dziwnie. A to dlaczego? Ciężko było jednoznacznie stwierdzić. W każdym razie na jej słowa jakby się wyprostował i bardzo powoli skierował głowę w jej stronę, posyłając na pół drwiący, na pół uprzejmy uśmiech, by nie dać po sobie zbytnio niczego poznać.
- Droga panno Moore, to co powinienem, a czego nie, nie zależy od pani, a ja nie mam obowiązku tłumaczyć się pani z mojego postępowania - odpowiedział jej bardzo spokojnym tonem, po czym odwrócił się ponownie twarzą w stronę chatki, zapisując sobie w głowie, by nie spuszczać z dziewczyny oczu i na nią uważać.
- Ach, Charlie! To jest niegrzeczne!
- Spokojnie, kochanie. Panuję nad sytuacją.

Drugi głos należał do niego, ale był bardziej rozbawiony i nieprzewidywalny. Występ rozpoczęty, zapraszamy na sztukę pt. "Druga twarz pana Hucksberry'ego".




Re: Chata Druida

on Sob Sie 08, 2015 10:42 am
Jakby nie patrzeć Alice ratowała im teraz wszystkim tyłki, zwłaszcza, że zachowała ten ważny papierek, nadal była uprzejma i opanowana, grzecznie i cierpliwie wszystko tłumaczyła i co najważniejsze publicznie (tutaj Pan Hucksberry był wdzięczną publiką) nie okładała Warpa po łbie jak niektórzy. Niestety, jakkolwiek Colette nie byłby w stanie zwalczyć czaru wili podczas trzeźwości, to teraz alkohol tak go otumaniał, że nie widział w Esmeraldzie zupełnie niczego poza samą skorupą wyglądu jaki nie dość, że nie był w jego guście to jeszcze teraz zdawał się być wręcz aż namolnie przerysowany.
- Aua, sorry Panno Nudna-jak-flaki-z-olejem, próbie się tutaj dobrze bawić i jednocześnie wreszcie coś zrobić, w przeciwieństwie do niektórych, którzy potrafią tylko wyzywać innych i mieć wieczny problem. - fuknął gładząc się po głowie. Słowo by dał, że dziewczyna naprawdę nie wyglądała, jakby miała w łapie tyle pary, a teraz czuł jak potylica lekko mu pulsuje. Tyle jednak zainteresowania powinno Moore wystarczyć, bo Warp zwrócił uwagę z powrotem na papierkową wymianę informacji pomiędzy Puchonką a nauczycielem i milczał, stając na palcach jak tajniak i starając się ogarnąć co to. Ze swojej strony kompletnie zapomniał, że dostali jakąkolwiek zgodę – w końcu od kiedy Potter pokazał mu jedno z tajnych przejść do Hogsmeade na błoniach, Warp urządzał tam sobie wycieczki we własnych terminach w głębokim poważaniu mając te ustalone odgórnie przez szkołę. Na szczęście nie był teraz aż tak pijany, żeby dzielić się tym ciekawym faktem z Panem Charlesem, tylko milczał najpierw złajany przez starszego czarodzieja (pobrzeżnie i bardzo elegancko, ale jednak) a potem ogłupiony przez konkretne podejście Alice.
Jak dziecko we mgle milczał więc, żeby nie zepsuć tego dobrego wrażenia, jakie zbudowała ich koleżanka i pokopał nieco butem w ziemi, delikatnie odganiając ręką łeb kozy, jaka sięgała za kolanem nauczyciela do jego koszyczka. Zaraz, zaraz... KOSZYCZKA?! Col przyjrzał mu się lekko przekręcając głowę, ale w większości jego zawartość była zakryta jakaś szmatką – jedną z tego rodzaju szmatek, jakie miały przy sobie wszystkie babcie – a spod niej wystawało chyba jabłko i coś w szklanym naczyniu. Hm. Coś ciekawskiemu Puchonowi podpowiadało, żeby tam nie zaglądać, nawet jeśli kontrolne spojrzenia na Psora mówiły, że ten w konkretnej sekundzie zajęty był naprostowywaniem i wyjaśnianiem tej dziwnej sprawy z brunetką. Nieee... nie zaglądać, nie zaglądać, nie zaglądać, nie zagląd... i Profesor podniósł koszyk, po czym tym razem skonfrontował się z Cyganeczką. Uff, blisko było...
Puchon w tej chwili lekko zatarł dłonie.
- Świetnie, to dobry pomysł. Może ta dziewczyna zdążyła już dojść do domu, a my tłuczemy się tutaj bez celu... - przerwało mu meknięcie kozy i tym samym kosmos pokazał mu, że lepiej będzie jak zamknie już jadaczkę. - No, chodźmy.
Zbliżył się do Alice, jaka miała ich prowadzić, żeby ułożyć się w formacji bojowej. Teraz z nauczycielem u boku czuł się już o wiele pewniej i mógł iść przez Zakazany Las nawet na wskroś.
Algo galopować, jak to osły miały w zwyczaju.


It has been a beautiful fight. Still is.

Re: Chata Druida

on Sob Sie 08, 2015 5:58 pm
Może i ślepy bieg za Puchonem nie należał do najbardziej rozsądnych, roztropnych i przemyślanych decyzji, ale nawet gdyby Alice miała czas na to żeby usiąść, w spokoju przeanalizować sytuację a nawet sporządzić makietę z ich podobiznami - zrobiła by to samo. Colette był dla niej ważny i żadna siła (nawet strach) nie był w stanie zatrzymać jej na miejscu kiedy tamten leciał ku nieznanemu. Dlatego bardzo niechętnie spojrzała na Esmeralde, która postanowiła najzwyczajniej w świecie przyłożyć mu w łeb. W końcu tylko ona miała niepisane przyzwolenie na to by naruszać w gwałtowny sposób przestrzeń Smoka a to z jednego, prostego powodu - obojętnie za co ten mały pacan by od niej nie oberwał - już chwilę później nachylała się nad nim pełna wyrzutów sumienia, sprawdzając czy aby nie narobiła żadnych szkód i latając to co ewentualnie udało jej się popsuć. Twarz Hughes poczerwieniała więc jeszcze bardziej na ten durny gest ze strony cyganki a jasnobrązowe oczy, kompletnie ignorując to lodowe spojrzenie strzeliły błyskawicami. Delikatna zapowiedź burzy, która już za kilka dni miała przejąć kontrolę nad organizmem... Opanowała się jednak i ścisnęła mocniej ramię bruneta coby tylko nie odwinął się dziewczynie i powstrzymując się przed jakimkolwiek komentarzem wróciła spojrzeniem do profesora. Brakowało jeszcze tylko tego, żeby zaczęli nawalać się pod nosem nauczyciela. Nawet jeśli Panna Moore ewidentnie ją poirytowała - siedzieli w tym wszyscy razem i - do jasnej cholery - wszyscy razem z tego wybrną. Oddała więc pergamin z pozwoleniem mając nadzieję, że faktycznie jest to dokument upoważniający ich do opuszczenia zamku a nie jeden z przypadkowych papierów których zawsze miała pełno w kieszeniach i skinęła głową.
- Zdaję sobie z tego sprawę profesorze. - Mruknęła czując jednocześnie jak Colette niespokojnie rusza się przy jej ramieniu. - Ale z pewnością wszystko da się jeszcze wyjaśnić. - Spuściła głowę wysuwając rękę spod ramienia Warpa i pociągnęła go delikatnie za rękaw płaszcza. - Nawet nie próbuj wskoczyć na tę kozę... - Szepneła mu do ucha tak by tylko on mógł ją dosłyszeć i ruszyła przed siebie kompletnie skołowana. Przeszła przez wydeptaną przez nich ścieżkę i zatrzymała się na niewielkiej polance. Rozejrzała się dookoła zastanawiając się gdzie właściwie powinni teraz iść. Na szczęście Osioł w galopie nie przejmował się zbytnio otoczeniem i mocno poturbował po drodze jeden z krzaków. Jeśli cały ten Leszy faktycznie istniał - pozostało im już jedynie spisanie testamentów. Podeszła wolno w stronę powyginanych gałązek, na zmianę zerkając to na Esmeralde, która zachowywała się conajmniej dziwacznie i pozwalała sobie na kompletny brak szacunku, to na prowadzoną przez nauczyciela kozę. Dwa elementy, które zaklucaly ewentualnym obserwatorom wizję pogodnej grupki szukającej dobrego miejsca na piknik. W końcu nie wytrzymała i przedzierając się przez nadwątlone chaszcze zerknęła na profesora.
- Przepraszam, że pytam profesorze, ale... Po co panu ta koza? - Uch ciekawość... Idiotyczna ciekawość. Kto wie, może psy stały się zwyczajnie zbyt mainstreamowe a Charles Myrnin Hucksberry miał być po prostu nieodnotowanym nigdy w historii przedstawicielem hipsterów? Cokolwiek nim nie kierowało - biały, przedzierający się z nimi przez las futrzak wyraźnie nurtował dziewczynę. W końcu doszli do miejsca w którym na próżno było już szukać śladu ich wcześniejszej wędrówki a Alice rozejrzała się bezradnie dookoła. Obecność nauczyciela pozwoliła jej na ukojenie stresu związanego z przebywaniem w lesie, wczytała za to potrzebę sprawdzenia się, a fakt, że kompletnie nie mogła być teraz pewna swoich decyzji był chyba gorszy niż wszystkie otaczające ją i nie pozwalające na to by ujrzeć ich źródło dźwięki.
- Tak jak mówiłam zgubiliśmy się... - Przełknęła głośno ślinę zerkając na swoich towarzyszy. - Ale wydaje mi się, że powinniśmy iść tam... - Wskazała dłonią na mniej zarośnięty fragment lasu, nie przypominając sobie, żeby przed usłyszeniem wody przedzierali się przez mocniejsze krzaki.



Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...

Re: Chata Druida

on Sob Sie 08, 2015 10:12 pm
Dziewczyna uśmiechnęła się tylko lekko pod nosem.
-No właśnie... flaki- Powtórzyła i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Czy obchodziło ja to co puchonka w tej chwili o niej myślała, nie bardzo. Jeżeli to wszystko co miało miejsce czegoś ją nauczyło to na pewno jednej rzeczy. Nie można całe życie być dla drugiej osoby, bo wtedy człowiek w końcu się wypali. Ona i tak była wystarczająco poharatana, a najpewniej przy następnym spotkaniu z Sahirem dojdą kolejne rany.
-Przyjemnie by było patrzeć jak wpadasz na jakieś stworzenie w tym swoim szaleńczym biegu. A ja bym z bezpiecznej odległości patrzyła jak wciągają twoje wnętrzności niczym spaghetti. Ciekawe czy wtedy byś się równie dobrze bawił, ale cóż, każdy zupełnie inaczej lubi się bawić- I w tej chwili widzimy jak inni ludzie traktują dziewczynę. Czyli naprawdę zawsze miała być uśmiechnięta, szczęśliwa, służąca radą. Miała stać gdzieś z boku i zgadzać się na wszystko, kiwać posłusznie głową. Oj nie, za wiele razy w życiu tak robiła, i do czego ją to doprowadziło. A mianowicie do takiej sytuacji, że w tej chwili nie miała swojego życia. Nawet nie miała samej siebie, ale oczywiście nikogo to nie obchodziło, i w sumie Romka już dawno przestała na to liczyć, że ktoś w końcu coś zrozumie. Ludzie byli głupi, zaślepieni swoimi problemami, a ona jak ta kretynka leciała z chusteczką, zabierała te złe energie, ale nie dostawała nic w zamian. No chyba, że czasami ktoś zdzielił ją po grzbiecie.
-No w sumie fakt, nie musi Pan, bo w końcu codziennie spotyka się nauczycieli w takim miejscu jak to, z kozą przy swojej nodze, i wcale nie jest to dziwne.- Uśmiechnęła się tutaj wyraźnie rozbawiona tą cała sytuacją. Plus w tej całej sytuacji była taki, że stała w cieniu, słońce nie grzało jej w głowę, przez co uczucie palenia żywcem nareszcie odeszło, chociaż i tak najlepiej czuła by się w zimnych murach zamku.

Re: Chata Druida

on Pon Sie 10, 2015 11:12 pm
Nie przywykł do takich manifestacji odczuć jakie właśnie prezentowały mu Alice i Esmeralda w stosunku do swojego, w stanie nietrzeźwości, kolegi. Może i wydawał się być wdzięczną publiką, ale niemniej po jego głowie krążyły różne, niekoniecznie dla nich przychylne, myśli. Na dobrą sprawę miał powyżej uszu tych nikomu niepotrzebnych dyskusji, które właśnie teraz odbywały się między ich trójką. Charles zwyczajnie nie był w humorze, a jego cierpliwość z każdą chwilą coraz bardziej spadała w dół. Nadal opracowywał legilimencję, więc Colette, Alice i Esmeralda mieli wielkie szczęście, że nie miał czego użyć, by zajrzeć do ich głów i wyciągnąć kilka znaczących faktów odnośnie tej całej nielegalnej wyprawy. Pergamin nie był żadnym dowodem, zwłaszcza, że to, co było na nim napisane było nieczytelne. Przyglądał się za to ze zmrużonymi oczami dziwnie bladej Esmeraldzie, która budziła w nim niezbyt przyjemne odczucia. Gdy tylko wróci do Hogwartu to natychmiast się za to zabierze. Koszyczek był - na całe magiczne szczęście - cały, więc wszyscy mogli ruszyć dalej przed siebie - wszyscy łącznie z kozą. O dziwo Puchon skorzystał z głowy i nie postanowił prowokować profesora do tego, by ten sięgnął po swoją różdżkę i zrobił z niej użytek.  Rozglądał się po tej części lasu, ale zdecydowanie ciężko było stwierdzić, czy to druga strona Zakazanego Lasu, czy też zupełnie inne miejsce. Szli jednak przed siebie, zmierzając - jak miał nadzieję - do chatki tego starszego jegomościa. Być może to właśnie on był mężem tej kobiety, która udzieliła mu noclegu? To akurat świetnie by się złożyło. I tak mijał im czas, Myrnin nie zwracał uwagi na trójkę uczniów, dopóki Alice nie zadała mu pytania. Zmarszczył czoło, spojrzał na kozę, a później na dziewczynę i podrapał się po brodzie.
- Dla pani bezpieczeństwa, lepiej by pani nie wiedziała, panno Hughes - odparł po minucie zdawkowo, ucinając tym samym temat. Kiedy tak w końcu przystanęli i Puchonka skierowała się w stronę w którą powinni iść, Hucksberry wyciągnął różdżkę i użył zaklęcia "Wskaż mi". Zignorował przy tym uwagę Esmeraldy  i ruszył w danym kierunku, mijając różnego rodzaju zarośla i drzewa, aż po jakimś czasie dotarli na miejsce. Mężczyzna poprawił serwetkę, która zasłaniała zawartość koszyczka, poklepał po głowie kozę i zapukał.
- Na przyszłość radziłbym się wystrzegać państwu takich wycieczek. Na dobrą sprawę pan, panie Warp, powinien zostać zawieszony za złamanie z czterech punktów szkolnego regulaminu. Ale na razie Wam odpuszczę, zwłaszcza, iż potrzebuję wszystkich szczegółów odnośnie Waszej wycieczki. Proście Merlina o to, by ten mężczyzna był w środku.

//Teraz już nie odpisuję, dopóki MG się nie odezwie.


Re: Chata Druida

on Pon Paź 05, 2015 3:42 pm
Tak, tak, moi kochani, moi najdrożsi - oto i mój wspaniały event pora zakończyć, skoro czekaliście na to zakończenie bardzo dzielnie przez taki okres czasu - ale dam wam za to bonusy, ech, no tka się zdarzyło, jak to Adminka lubi mówić - Admin też człowiek, nie da się ogarnąć wszystkiego kiedy ma się tyle na głowie! Nie to, żebym ja miał tego wszystkiego szczególnie wiele, ale dobra wymówka zawsze spoko, zwłaszcza gdy jest się MG, a nie poszkodowanym graczem. Oh well. Zgoda - odpłacę się wam za to jakoś, hm? Nie umrzecie. Brzmi dobrze? Nie? Mam nadzieję, że jednak tak i będziemy mogli przejść dalej - dalej, czyli tam, gdzie pan Charles dzielnie wyprowadzał was z lasu, bo tak się złożyło, że bez niego byście jednak zabłądzili - wampirzyca rąbnięta piękną pogodą, cudnym słoneczkiem, która ledwo zdołała zaczerpnąć tchu w cieniu i chłodzie lasu, który był dlań zbawienny, upity Puchon, który bynajmniej nie starał się nawet udawać, że jest inaczej i dzielnie szedł naprzód, wierząc w to, że jest Księciem na Białym Chomiku i wyrusza na magiczną (magiczna misja w świecie magii zawsze na probsie) wyprawę do jeszcze bardziej magicznego lasu, a tam? Żadnej magii. Ba dum tss. A do tego jeszcze Puchoneczka, co dzielnie przedzierała się przez gąszcz i starała się bardziej nie utytłać i nie zgubić, niż już była utytłana i zgubiona, ale nie ma tego złego, co by na złe nie wyszło (coś pomieszałem?) - w końcu, hej! - była w towarzystwie najbardziej rozchwytywanego ciacha szkoły, Pana Coletta Warpa! Nic tylko cykać fotki i o autograf prosić, zanim Warpa porwą na melanż i tyle będzie po nim śladu. Ale wracając do tematu - udało się rzeczywiście opuścić las - na szczęście pan Charles, jak już pisałem, wpadł na pomysł, jak was poratować z tej tragiczno-śmiesznej sytuacji - nie wiem jak wy, ale ja ubawiłem się w chuj, na następną sesję też przychodzicie najebani albo na kacu - i rzucił "Wskaż mi", które odsłoniło przed nim tajniki wszelakich dróg plątających się... nie, zaraz, tu nie było drogi. Więc odsłoniło tajniki bezdroży. Brzmi lepiej. W każdym razie - dzielnie dotarliście do chatki i profesor zapukał - zapukał a odzew się pojawił - dziadziunio wyszedł z chatki po krótkiej chwili szurania, stukania i innych odgłosów które sugerowały jego zbieranie się z krzesła czy innego mebla (niektórzy lubią sobie siedzieć na szafach) - rzecz jasna na dachu chatki ze strzechy leżał pan Potter obsiadywany przez gołębie z Sherisse usadowioną w jego gnieździe. Znaczy - kudłach pana Pottera - czy muszę mówić, że Sherisse mordował wszystkich wzrokiem? Serio, Voldemort nawet srałby na widok tego gołębia...
- O, ooo, Księżniczka! - Zawołał stary dziadziunio, kiedy drzwi się otworzyły, ten (jak Sherisse) zabił Charlesa wzrokiem, który zaraz wyłagodniał, gdy tylko ten wzrok przeniósł na Kozę - kucnął, laska wyleciała mu z dłoni, a Koza od razu wpadła w jego ramiona. - Moja kochana córa! Jak ja cię dawno nie widziałem! Gdzieś była, jak cię nie było?! - Koza wylizała swego "ojca" po twarzy, który podniósł się z nóg i uścisnął dłoń każdego z was. - Dziękuję wam, dziękuję!
Brawo! Tak oto doprowadziliście "córkę" Księżniczkę do swojego "ojca", która okazała się kochanką Charlesa z ostatniej popijawy, a która została zamieniona przez niego podczas wygłupów w kozę - no cóż, każdy ma prawo popełniać pomyłki, prawda? Jesteście jedynymi uczniami, którzy widzieli profesora OPCM w takim stanie - będzie o czym opowiadać, czyż nie? A panie, panie Charles? Cóż... sugeruję... więcej picia - udało się w końcu panu dostarczyć koszyk do wspaniałego męża babuni! I udało wam się wyzwolić pana Pottera z niewoli mafii gołębiej!
Więc jaki morał z tej bajki?
Alkohol jest rozwiązaniem wszystkich problemów!
Pijcie więcej i czerpcie z życia garściami!
Amen.
[z/t all]
Wszyscy dostają + 20PD, 50 fasolek i wizytę w Pokoju Nagród!


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Chata Druida

on Pon Lip 04, 2016 8:23 am
Nie był to szczęśliwy poranek - ba! - nie były to szczęśliwe tygodnie dla Druida, który siedział ze swoją kochaną córką, Księżniczką, na ławeczce przed swoim domkiem, dzierżąc w dłoniach długą, powykręcaną u szczytu laskę, na której zwykł podpierać swoje sędziwe ciało - no niby takie sędziwe, ale gwarantuję, że temu panu o jasnych oczach, przypominających pomimo błękitnego koloru ślepia jastrzębia, zupełnie niczego nie brakowało - a już na pewno nie gdy spoglądało się w jego poznaczoną zmarszczkami, pociągłą twarz o mocno wystających kościach policzkowych zarysowanych wysoko pod oczami - ale oczy oczami, a spojrzenie to dzisiaj staruszek miał nietęgie, oj nietęgie... Westchnął cichutko, coby żony nie obudzić, gdy jego córka żuła wytrwale kępek trawy siedząc na czterech literach tuż obok niego - również na ławeczce, oczywiście, żeby nie było - a na jej głowie siedział gołąb z pół przymkniętymi oczami, umoszczony pomiędzy rogami tak, że w zasadzie mógłby sobie tam prawdopodobnie uwić gniazdko i cały świat uznałby, że to normalne - przecież od zawsze gołębie najbardziej lubiły zakładać swoje domy na kozich łbach - i tak właśnie sennie mijał im poranek, wtłaczając ich w brak pośpiechu - ćwierkały sobie skowronki i wróbelki, kukułki i wszystkie inne ptaszki, których nie wymienię, bo nie jestem zoologiem - ćwierkały z pewnością gołębie i ten kot, który właśnie spomiędzy drzew wybiegł na polną, wydeptaną elegancko drogę leśną szerokości nadającej się do zmieszczenia nań powozu, zatrzymując się, żeby w napięciu spojrzeć gdzieś przed siebie (może już słyszał kroki nadchodzących podróżnych) i zaraz pobiegł dalej (nawet koty nie zadzierały z mafią gołębią) i ćwierkały też sarenki, które właśnie... chciałem napisać, że które właśnie wyszły na żer, ale be my gest, nie będę dopierdalać tak wczesnej godziny - które właśnie sobie żerowały, o.
Generalnie to wszystko ćwierkało, oprócz Księżniczki, Sherisse i Druida.
Ćwierkał nawet Pan Lestrange przemierzając leśną dróżkę.


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Chata Druida

on Pon Lip 04, 2016 11:50 am
!Avellin Louvel

Gdy tylko Rudolf ujrzał w Hogsmeade desperacką prośbę o pomoc Druida, jego serce zatrzepotało w piersi. Był bardzo wrażliwy na ból innych i zawsze spieszył się, by wybawiać zbłąkane i zmartwione istoty z opresji. Dlatego więc założył swe wędrownicze buciki, schował do kieszeni szaty kilka papierosów, upewnił się, że różdżkę ma przy sobie i wyruszył w drogę, pędząc jak najszybciej, by pomóc starszemu człowiekowi.
Z rękoma w kieszeniach przemierzał leśną dróżkę, wpatrując się w korony drzew i chmury płynące leniwie po nieboskłonie, zastanawiając się, jakie to wyzwanie może postawić przed nim łaskawa Fortuna tego dnia. Nucił sobie pod nosem i dla wielu ten pogodny dźwięk mógłby być wesołym ćwierkaniem wróbla. Zmierzał powoli w kierunku przerzedzających się powoli drzew, spomiędzy których dostrzec mógł druidzką chatę.


Re: Chata Druida

on Pon Lip 04, 2016 2:04 pm
- PIEJO KURY PIEJOOO, NIE MAJO KOGUTA! - Tubalny głos niósł się echem wśród z wolna rzednących drzew po - nie należącej już do szkoły - części Zakazanego Lasu. Rubeus Hagrid - najznamienitszy gajowych, zoolog z zamiłowania - co kilka kroków podskakiwał radośnie w górę. Nie dajcie się zwieść temu co na płycie - to właśnie on wymyślił tę zacną przyśpiewkę, a podczas podróży do Ciechowa ktoś najzwyczajniej w świecie rąbnął mu tekst.
Tak.
Z plączącym się u stóp i Kłem i przewieszoną przez plecy kuszą wyłonił się w końcu z lasu i ruszył w kierunku chaty, w której - zgodnie z ogłoszeniem - niejaki dziadzia potrzebował pomocy. Machnął wielką łapą w stronę młodziutkiego chłopaczka, przez swoje blond włoski kojarzącego się większości z amorkiem i z uśmiechem na zarośniętej gębie pozdrowił siedzącego na ławeczce pod domem mężczyznę.
- Dobry panu! Jaka pinkna koza! Bardzo okazała. - Siedzący na łbie zwierzęcia gołąb specjalnie go chyba nie zdziwił.

Re: Chata Druida

on Pon Lip 04, 2016 2:36 pm
Gdyby opowiedzieć całą historię tego jak Lily Evans trafiła do Hogsmeade i to dokładnie w okolice chatki druida, z całą pewnością nie uwierzyłby jej nikt, kto jej nie znał i nie wiedział o tym, że nie zwykła z takich rzeczy żartować. Ogólnie zaczęło się od tego, że dyrektor zaprosił ją do swojego gabinetu, poczęstował jak zawsze dropsami i ucięli sobie krótką pogawędkę, co było dość nietypowe, zważywszy, że obecnie ciężko było dostać się do profesora Dumbledore'a na takie nieobowiązujące rozmowy i jak się później okazało, było coś jeszcze. Z raportów o dyżurach, przeszli do nieco poważniejszych tematów, aż w końcu dyrektor pokazał jej ogłoszenie i zaproponował, żeby może oderwała się na chwilę od powtórek. Od ataku minął z miesiąc, środki bezpieczeństwa zostały wyostrzone, a na miejscu miał być ktoś, komu profesor ufał. I kto z pewnością jej pomoże. Dostała jeszcze przepustkę by woźny nie robił problemów i ubrana w szkolny mundurek z szatą, mimo że było dość ciepło, to jednak istniało ryzyko, że zacznie padać. Zostawiła rozpuszczone rude włosy, poprawiła swoją odznakę prefekta, która zapewne i tak nie będzie jej potrzebna, dała się sprawdzić Filchowi czy nie wynosi niczego podejrzanego i czy pozwolenie nie jest przypadkiem podrabiane, po czym opuściła szkolne mury. Była trochę zdenerwowana, nie wiedziała czego ma się spodziewać a z ogłoszenia, które podsunął jej dyrektor, niewiele wynikało. Przeszła się spacerkiem wedle mapy, którą sobie sporządziła i zaklęcia "Wskaż mi". W końcu dotarła na miejsce, gdzie dostrzegła nietypową sytuację. Na początku rude brwi Lily uniosły się do góry w geście niezrozumienia, aż w końcu uśmiechnęła się na widok Hagrida, oraz skinęła bardzo grzecznie w stronę pana Louvela.
- Witaj, Hagridzie - przywitała się z gajowym Hogwartu, po czym zwróciła zielone spojrzenie w stronę praktykanta o blond włosach. - Dzień dobry, panie Louvel.
Najpewniej to o nich mówił profesor Dumbledore, choć wydawało jej się, że będzie to raczej jedna osoba. Oczy dziewczyny w końcu spoczęły na kozie z gołębiem na głowie, a następnie na staruszku.
Nie powinna się dziwić... prawda?



All our times have come
Here but now they're gone
Seasons don't fear the reaper
Nor do the wind, the sun or the rain
We can be like they are


Sponsored content

Re: Chata Druida

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach