Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Chata Druida

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Chata Druida   Czw Cze 11, 2015 11:53 am

Niewielka, drewniana chata stojąca na uboczu wioski, na wzgórzu, której plecy osłaniają iglaste i liściaste drzewa, a wokół postawiono ledwo-stojący płotek, za którym mieszkający tutaj, starszy mężczyzna miał swój ogródek.

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esmeralda Moore
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sob Lip 11, 2015 8:11 pm

Ponowne wyjście na słońce nie było czymś o czym dziewczyna najbardziej w tej chwili marzyła. Niestety chciała czy nie wpakowała się w to i nie mogła teraz nagle się wycofać. Tym bardziej, że Colette do zbyt dysponowanych w tej chwili nie należał. Więc jak by sobie poszła została by tak naprawdę sama Alice. Niestety nie wiadomo z jakiej kategorii było to ich zadanie. Może ta dziewczyna po prostu poszła sobie gdzieś na łączką kwiatków nazbierać i się zgubiła, albo jakieś magiczne zwierze z lasu ją zeżarło. Opcji było tak naprawdę bardzo dużo, ale nawet Esmeralda nie chciała myśleć o tych najgorszych scenariuszach. W końcu jak by na to nie patrzeć była tą największą optymistą, ale w takim słońcu naprawdę ciężko było myśleć. Przynajmniej jej było ciężko. Bo musiała walczyć teraz w swoim wnętrzu, z uczuciem spalania się żywcem, a chęcią zamordowania tego staruszka aby zdobyć chociaż odrobinkę krwi. Niestety, jej plan poszedł się kolokwialnie mówiąc jebać, w chwili kiedy usłyszała, że ma córkę. Nie... w takim układzie nie mogła mu zrobić żadnej krzywdy.
Cyganka szła spokojnie na samym końcu, w powietrzu po za delikatnym wiaterkiem i śpiewam ptaków roznosił się teraz również dźwięk jej chusty z monetkami, która przygrywała jej wdzięcznie. Spódnica w kolorze tęczy powiewała delikatnie na wietrze, i ocierała się o trawę, a czarne włosy rozpoczęły swój magiczny taniec oplatając od czasu do czasu szyję dziewczyny niczym pętla która w każdej chwili mogła stać się jej stryczkiem. Zielone oczy obserwowały uważnie miejsce w którym się znajdowali. I jedyne o czym myślała to uciec z tego słońca które w tej chwili tak bardzo ją raniło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Wto Lip 14, 2015 8:37 am

I tak miła wizja melanżu nad jeziorkiem z letnimi i legalnymi dziewczętami (hell yeah!) zmieniła się w przygodę zapoczątkowaną przez wyjątkowo żywotnego, rozgadanego i – jakby nie patrzeć – agresywnego staruszka! Był przynajmniej jeden plus: teraz są dwie dziewczęta na jednego, podchmielonego jak Messerschmidt, Colette, hehheheheh! Bo Potter dosłownie odleciał do nieba. Zaraz, zaraz... WAT. Jak do tego doszło Warp aż wysunął z kieszeni butelkę Ognistej i przyjrzał jej dokładnie, jakby sprawdzając czy nie pływa w niej przypadkiem jakiś zagubiony toksyczek albo płyn nie emanuje niezdrowym blaskiem – nic jednak takiego nie miało miejsca, więc korzystając z okazji, pociągnął sobie jeszcze małego łyczka, zanim zniecierpliwiona Alice nie szarpnęła go za rękę, żeby ruszyć za rozochoconym poszukiwaniami staruszkiem. W co oni się na Merlina wpakowali?! W misje ratunkową oczywiście! Oh tak, brakowało im jeszcze w tle jakiejś super popisowej muzyki, dostosowanej do trzyosobowej Armii Zbawienia (Wróble Mroku drżyjcie!).
Po drodze, kiedy Snajperka ogarniała chwiejącego się Smoka Katedralnego, którego łeb z zaciekawieniem majtał się na wszystkie strony, Esmeralda trzymała się z tyłu i zdawała się blednąć jeszcze bardziej. A należy uwzględnić, że w ogóle była bledsza od czasu, kiedy Colette widział ją ostatnio.. mmm... dziwnee... Tak dziwne, że mistrz-niezauważalnego-myslenia-Kotlet mrużył oczy i przypatrywał się cygance, po czym chwycił ją pewnie za bladą, smukłą dłoń, pobrzdękującą bransoletami. I razem z czarnowłosym, pięknym widmem zrównał się spacerem z Alice, którą to dla odmiany objął w pasie. Cośtam, kiedyśtam Col mówił komuś tam, że nie jest Smokiem Casanovą. HA. Kłamał.

W końcu staruszek, nie bacząc na trud i pot na czole zmęczonej, wędrującej za nim trójcy, przedostał się do słodkiej, małej hacjendy i tam (najpewniej, lolz) zatrzymał.
- Khym. - detektyw chrząknął do splecionej w pąk pięści dłoni. - A więc to tu widziano poszukiwaną po raz ostatni... - ...i błysnął geniuszem... - W którą st..ronę się udała?
Powoli zaczynał podłapywać czkawkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Wto Lip 14, 2015 4:36 pm

Nic nie mogła poradzić na to, że gwałtownie cofnęła się do tylu i poślizgnęła na świeżej trawie. Bezwarunkowy odruch na wyciągniętego w jej stronę palca. Wyciągniętego w sposób bardzo gwałtowny, a Alice nie zdziwiła by się gdyby spod paznokcia starca zaczęły nagle tryskać iskry. Mało dziwactw spotykało się na tym Magicznym Świecie? Uparcie pozostając na ziemi chwyciła trawę w dłonie, czując się tak jak by wszystko miało zaraz obrócić się do góry nogami. Szeroko otwarte oczy utkwione były w mężczyźnie, który własną córkę opisywał jak nałożnicę... Do tego to lubieżne macanie się po głowie i wcześniejszy, wymierzony w pośladki jej kolegi klaps... Przełknęła głośno ślinę kiedy starzec się obrócił. Tak jak strzelający ogniem palec nie był by dla niej niczym niezwykłym tak to, co stało się chwilę potem było już rzeczą tak absurdalną, że dolna szczęka dziewczyny opadła w dół a z ust wydobyło się tylko jedno słowo...
- O kurwa... - Mruknęła patrząc, jak James Potter wznosi się ku niebu, tym razem nie używając do tego celu miotły a gołębich skrzydeł a płaszcz faluje za nim niczym czarna pelerynka. W głowie Alice natychmiast pojawiła się nieco pokraczna wersja Batmana (którego oczywiście nie znała, nie, nie, wcale nie zaczytywała się po ciemku w mugolskich komiksach) ale nawet to nie sprawiło, że potrafiła by się uśmiechnąć. Nieco speszona przyjrzała się dwójce towarzyszy, którzy wciąż pozostawali na ziemi. Uf, żadne z nich zdawało się nie usłyszeć tego niepasującego do niej słowa. Przeklinała. Na głos. Świat faktycznie właśnie stawał na głowie, a żeby przywrócić normalna kolej rzeczy trzeba było puścić ten zrobiony z trawy pas bezpieczeństwa i ruszyć za trzynogim (podpierającym się w końcu laską) człowiekiem, nawet jeśli każdy kolejny krok groził spadnięciem. Przyciągnęła więc nogi do siebie i powoli, niezgrabie gramoląc się do góry ignorowała to, że zaczyna jej się od tego wszystkiego kręcić w głowie. Z przyzwyczajenia wytarła upstrzone zielono brązowymi plamami dłonie w płaszcz, dopiero po chwili zdając sobie z prawe z tego, że nie jest on czarną, szkolną szatą na której nic nie widać a beżowym skrawkiem materiału. Pełna najgorszych przeczuć obróciła głowę i zerknęła na swój tył. Brązowo zielona plama zdobiła teraz - w bardzo wątpliwy sposób - nie tylko materiał na biodrach, ale też bardzo... strategiczne miejsce. Czując jak twarz zaczyna lekko palić ją ze wstydu - Panna Hughes wyglądała jak by właśnie załatwiła jedną z podstawowych potrzeb fizjologicznych - podeszła do Warpa i pociągnęła go za ramię, nie komentując nawet jego przyssania się do butelki. Zerknęła jeszcze przez ramię na Esmeralde, upewniając się, że idzie za nimi i posłała jej przepraszający uśmiech wskazując na dół swojego okrycia. 

***

Skupiona na podbieganiu co chwilę do młodszego Puchona - który za punkt honoru obrał sobie chyba przelanie miłości na każde drzewo i każdy rosnący obok drogi krzak - nie miała bladego pojęcia ile czasu zajęło im to podążanie za staruszkiem. Była za to pewna jednego. Szli dosyć długo - na tyle długo, że zapomniała o swego rodzaju barwach wojennych, którymi to niefortunnie się wymalowała - i jedyne na co miała ochotę to złapanie pod rękę Moore, władowanie Coletta w taczkę i wycofanie się w stronę zamku. Niestety - nie miała taczki. A w tym wszystkim nadal siedział Potter, wywleczony - jak zakładnik - Merlin wie gdzie.
Poczuła na talii rękę Puchona i spojrzała na niego wywracając przy tym oczami, pewna, że gdyby był kimkolwiek innym zarobił by solidnego kuksańca. Snajperka? Snajper stoi z boku. Obserwuje sytuację, wyczuwa moment i dopiero kiedy utwierdzi się w swoim przekonaniu - naciska na spust. Hughes nie była teraz pewna niczego i gdyby tylko przestała się hamować lub nie była sobą - strzelała by jak automat. Kałasznikow, który wali na oślep licząc na to, że trai w cokolwiek.
W końcu - co przyjęła z ulgą - starzec zatrzymał się na skraju wioski. Rozejrzała się dookoła widząc drewniany domek. Wyplątała się z objęć Cola i splotła ręce na piersi, chwilkę dłużej skupiając wzrok na Esmeraldzie. Drobne kropelki potu pokrywały jej czoło, a dzień - choć ciepły - wcale nie był tak gorący... Przekonana, że dziewczyna jest po prostu wystraszona uśmiechnęła się do niej wspierająco. Sama - w osobistym skołowaniu - skołowała się dzisiaj jeszcze bardziej, dlatego nie była pewna, czy po prostu nie posłała w stronę Moore głupiej miny. Chcąc jednak jak najszybciej załatwić całą sprawę powstrzymała się przed tłumaczeniem zaistniałej sytuacji. Zerknęła na Warpa, który nawet w tym osobliwym stanie zdolny był do przebłysków geniuszu i skierowała swój wzrok na starca. 
- Ile właściwie lat ma pana córka? - Zapytała - o dziwo łagodnie - i zlustrowała mężczyznę. Starego mężczyznę, którego latorośl mogła mogła liczyć sobie nawet sześćdziesiąt wiosen, ale na tyle jurnego, że równie dobrze pięć. - Czym się zajmuje? Ma w okolicy przyjaciół? - Rozejrzała się ponownie skupiając wzrok na wątłym płotku. Choć ten stary cap - To zrozpaczony człowiek, opanuj się Hughes... - niewątpliwie kochał swoją córkę, na jej miejscu zapewne sama przeskoczyła by ogrodzenie i zwiała. A miała w tym już doświadczenie. 
- I gdzie pan zabrał naszego kolegę? - Wyrwało jej się z gardła, bo chociaż wiedziała, że nie powinna - mocno zaniepokojona o jego los - nie potrafiła zebrać myśli.


// wybaczcie ilość, zbyt długi odwyk... Będę już grzeczna <3

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Wto Lip 14, 2015 5:37 pm

Oj tak - maszerował na ich czele i nawet się za nimi nie oglądał, by skontrolować, czy za nim idą, czy nie - a tylko by spróbowali nie pójść, to by im dał już popalić! Wytropiłby ich za pomocą mafii gołębiej i na samym krańcu Ziemi - o ile Ziemia miała jakikolwiek kraniec - goniłby ich wszędzie: Azja? Anglia? USA? NIE MA PROBLEMU! - gołębie, niezastąpieni towarzysze jego życia, zawsze wierni, były wszędzie! To i wiedział wszystko i wszystko słyszał - a zdawać by się mogło, że mieszka na jakimś wypizdowie i nie ma szans, żeby orientował się w czymkolwiek - no, powiedzmy, ze jego zainteresowania ograniczały się w sumie do tych ptaszysk i jego córki, która mu zniknęła nie wiadomo gdzie i nie wiadomo dokładnie kiedy! W zasadzie wiadomo kiedy. I wiadomo mniej więcej gdzie. Ale nie wiadomo, dlaczego jeszcze nie wróciła i gdzie znajduje się obecnie - jakoś mężczyzna najwyraźniej nie sięgał swoją mafią wszędzie - ma minusy, oj tak, a był zdesperowany, żeby ją odnaleźć.
Do chatki prowadziła dróżka - nic specjalnego, pięła się trochę pod górę i znikąd cienia, znikąd wody, istna pustynia! Iście trawiasta pustynia, bo wiosna rządziła się tutaj własnymi prawami i im bliżej byli celu, czyli jego chatynki, tym zdawała się bardziej rozzuchwalać - niemal czuć było jej słodką woń i słychać szelest jej spódnicy, gdy tańczyła, wolna niczym biała mewa, na szczycie tego wzgórza, wesoła niczym Jeff The Pink Fluffy Unicorn i zawzięta niczym odważna Alice Hughes - pozdrawiamy wszystkie nowo narodzone wampiry, którym w tym słońcu blisko jest do omdlenia, Sahir Nailah sp.z.o.o. Bycie miłym to podstawa. Tak, podstawa. Dla tego dziadka jednak podstawą to nie było - nie wierzcie mi, kiedy próbuje wam wmówić, że on wie wszystko - przecież nie wie, gdzie córka, sam sobie przeczę, pewnie już to zauważyliście, bo właśnie piszę do was jak krowie na rowie - ale nie ważne! Gracz musi uwierzyć w inną prawdę, by dotrzeć do tej rzeczywistej, jedynej prawidłowej - zobaczymy, drodzy gracze, czy wam się to uda.
I czy przeżyjecie.
Ważcie kroki.
Staruszek zatrzymał się przy płotku i dopiero wtedy oglądnął na trzyosobową drużynę, która za nim wędrowała taki kawał drogi.
- Tam. - Wskazał z niebywałą energią palcem w stronę Zakazanego Lasu - w zasadzie ten Zakazanay Las od tej strony prezentował się jak najnormalniejsza na świecie puszcza, tylko taka... większa. Chociaż może to tylko z tej perspektywy - Las ten niemalże przysiadł na chatynce i o tyle, o ile widoczność stąd pozwalała stwierdzić, to zdawał się zadbany i czysty - w ogóle nie wyglądał na dziki. - Córa ma 20 lat! - Oświadczył z dumą, kiedy tylko przychodziło mu mówić o ciele z jego ciała, które z taką skutecznością spłodził z małżonką! - W okolicy nie bardzo, w domu mi pomaga, czasami do matki chadza - to i szła grzyby nazbierać, potem mówiła, że do knajpy jakiejś idzie spotkać się z kimś, ale rano jak wstałem - ani grzybów, ani córy! - O, to i był problem. Niewątpliwy problem. Chociaż staruszek... na spanikowanego nie wyglądał. - Często nie wracała i po tygodniu, ale grzyby z Zakazanego Lasu zawsze przynosiła! No i mówiła mi, że na więcej wychodzi, niż na jedną noc. - Staruszek westchnął ciężko i zaplótł ręce na klatce piersiowej. - Pannica nie pyta! - Wystrzelił w nią znów tym paluchem. - Powiem, jak Księżniczkę moją znajdziecie!

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esmeralda Moore
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Wto Lip 14, 2015 6:04 pm

Ciekawość, była tym co nie jest pożądane u dziewcząt, które z zasady powinny umieć się zachować. Nawet cyganka to wiedziała. W końcu nie raz słyszała, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale według niej również do wiedzy. Pytanie tylko czego chciała się dowiedzieć przyjmując na siebie kolejną tajemnicę. Tamtej nocy wszystko wydawało się być tak bardzo logiczne, teraz powoli zapominała co chciała osiągnąć. Na czym jej zależało. Chciała być blisko nocy to było pewne. To w niej znalazła swoją kryjówkę jeszcze za czasów kiedy była człowiekiem, ale przecież nie tylko o to chodziło, to nie mógł być jedyny powód. Przecież byłaś zbyt złożoną istotą, zbyt skomplikowaną aby mieć takie pobieżne pragnienia.
Szła, a może raczej już wlokła nogę za nogą. Czuła się zupełnie tak jak by ktoś przypalał ją rozgrzanym żelazem, to było jeszcze gorsze niż jakiekolwiek tortury. Filch nic o nich nie wiedział, nie miał pojęcia co to oznacza cierpieć. Co zrobić aby nie uciec nagle, aby nie pokazać swojego prawdziwego oblicza... poczuła jak ktoś łapie ją za rękę. To był Colette jej zielone oczy zostały skierowane na jego osobę, a on mógł poczuć, że pomimo przyjemnego dla niego ciepła ręka dziewczyny nadal jest zimna. Dlatego też wyrwała ją szybko i przyspieszyła trochę kroku aby być dalej od tej dwójki. Niestety była tak bardzo skupiona na powtarzaniu sobie tego czego nie może zrobić, że nie zauważyła jakiegoś korzenia wyrastającego z ziemi. Zahaczyła nogą o niego i runęła na ziemię. Całe szczęście, że w ostatniej chwili zgięła się jakoś w pół i wyprostowała ręce przed siebie, dzięki czemu wylądowała na kolanach, a w jej dłonie powciskały się malutkie kamyczki zdzierając jej trochę naskórek na dłoniach. Wbiła wzrok w ziemię, a jej czarne włosy zasłoniły jej twarz zamiatając delikatnie ziemię.
-Musisz, wstawaj, dasz radę- Motywowała się sama w myślach i już po chwili stała na własnych nogach idąc dalej przed siebie zupełnie tak jak gdyby nic się nie stało.Zauważyła uśmiech Alice ale nawet nie odwzajemniła go. Po prostu szła jak zahipnotyzowana w nadziei, że zaraz znajdzie chociaż minimalną ilość cienia.
Zatrzymali się a kiedy oczom dziewczyny ukazał się zakazany las te dwa szmaragdy aż się zabłyszczały. Las ten był tak gęsty, że ledwo co przepuszczał promienie słoneczne.
-Chodźmy tam- Zarządziła sama chcąc już wykonać pierwszy krok w kierunku lasu. W tej chwili już żadna dziewczyna kompletnie jej nie interesowała. Chciała uciec ze słońca. Od spojrzenia tej ognistej gwiazdy która tak bardzo chciała ją przegonić ze świata dziennego i przegnać ponownie do mroku.
-Im mniej Pan będzie gadać tym szybciej znajdziemy Pana córkę.- Ciekawe, dziewczyna nigdy się do nikogo w ten sposób nie odzywała, zawsze była miła, delikatna jak kwiat lotosu, a teraz coś się pozmieniało. Nie pozwalała nikomu do siebie się zbliżyć, co więcej sama izolowała się od ludzi, co więcej chwilami jej spojrzenie mogło przerazić naprawdę nie jednego śmiałka. Z resztą gdyby tak się przyjrzeć dokładnie. Pomimo tego, że twarz ta sama, rysy też, usta, oczy, nos, nic się nie zmieniło. Nadal była bardzo ładna, ale było w jej urodzie coś niepokojącego. Coś co każdemu rozsądnemu człowiekowi kazało się trzymać od niej z daleka. Cóż całe szczęście, że kły jeszcze jej się same nie wysunęły bo to już by była przesada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sro Lip 15, 2015 9:38 am

Warp pchany na taczce... Alice chyba za mocno udzielało się wioskowe otoczenie, bo planowała wyrywać Puchona jak z wiejskiej dyskoteki i na koniec pewnie wyrzucić na hałdę gnoju, i tam zostawić do rana. Całe szczęście mijali ledwie krzaki i pojedyncze snopki siana, znikąd guanoproduktywnych zwierzątek, jakie mogłyby posłużyć do wprowadzenia powyższego scenariusza w życie. I dobrze, wystarczy, że już jedno z nich było upaprane w ciemnym brązie (bueheheh). Ogólnie Drużyna Gołębia przedstawiała się więc w składzie skwierczącej, choć zimnej jak lód Esmeraldy, skołowanej choć odważnie dążącej do odzyskania przyjaciela Alice, oraz pijanego i rozochoconego na przygodę Colette. Przy okazji ta pierwsza potykała się po drodze o korzenie, druga starała się być opiekunką i trzymać wszystkich blisko siebie, a jedyny 'menszczyzna' w grupie rozpłacze się, jeśli podczas wyjścia stłucze butelkę. Teraz na szczęście o tym nie myślał, dał dwóm trzpiotkom wymknąć się z łap i energicznie, bardzo profesjonalnie kiwał głową na każde, najcichsze słowo starego dziadygi z fajną laską.
Colette z niewiadomych dla niego przyczyn chciał tę laskę.
Chciał też już iść i z zachwytem przyjął szybką informacje zwrotną ze strony Esmeraldy, która też chciała już się zapuścić całą trójcą w ciemne, nieznane krzaki. Alkohol uderzał Puchonowi do głowy i bez namysłu palnął tylko:
- Tak, tak, znajdziemy ją! Dwadzieścia lat, miękkie włosy, grzyby... to więcej niż trzeba! - odparł i bez pardonu znowu zbliżył się do Alice. - C'mon, dość pytań, pora na przygodę! - ...i pochylił się, by złapać skołowaną brunetkę nad kolanami, po czym przerzucił ją sobie przez ramię, nie zważając na protesty. Obrócił się chwiejnie i posłał jeszcze staruszkowi czarujący uśmiech.
- Pan tu czeka, my przyprowadzamy córkę, a Pan w ramach wdzięczności oddaje nam kolegę i robi kompot! - zarządził dumnie wyginając pierś i ruszając szybkim krokiem, by dogonić już pchającą się do Lasu, Esmeraldę. Wpakował się wraz z czarownicą na ramieniu za granicę ogromnych drzew, prosto pod przyjemny i nierażący w oczy cień, wydobywając pokracznie różdżkę z tylnej kieszeni. - Mówiłem wam już, że ratowanie księżniczek jest bardzo w moim stylu? Ha! Dalej, leśne suki już po was idę! Puśćcie księżniczkęę!!! - wrzasnął i pobiegł sobie parę metrów, sprawiając, że Alice dostała przy okazji kilka razy małą gałązka po zgrabnych czterech literach. No... a potem Warp się zmęczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sro Lip 15, 2015 11:40 pm

A już zaczynała współczuć Warpowi, że w całej tej absurdalnej sytuacji musi mierzyć się z czkawką i procentami. Teraz najchętniej sama by się na niego zamierzyła,a raczej wymierzyła w jego stronę blade łapska, gdyby tylko skubaniec nie przewiesił jej sobie w pozycji uniemożliwiającej jakiekolwiek większe ruchy.
- Ty gamoniu jeden! Puść mnie... Puszczaj! Co za błazen! - Pokrzykiwała wiercąc się na jego ramieniu. Na nic się to jednak nie zdawało - gdzie te słodkie czasy, kiedy patrzyła z góry na uśmiechniętego, pierwszorocznego Puchona? Phi! Ten mały słodziak, który niegdyś tak ją zauroczył - nie dosyć, że podskoczył w górę o co najmniej kilka stóp - postanowił zamienić sobie móżdżek w beczkę na whiskey.
- Bałwanie jeden,nic nie wiemy! Nic! Masz zamiar podchodzić do wszystkich dziewczyn i macać je po głowie, żeby sprawdzić czy mają miękkie włosy? Zacznijmy od tego baru o którym mówił! Cokolwiek! Ja nie chce do lasuuu... - Krzyczała i jęknęła, puszczając w końcu ciało bezwładnie i nie tyle już pozwalając się nieść jak worek kartofli, co mając wielką ochotę by się w taki worek zamienić. A przynajmniej do czasu kiedy to Puchon nie zrobił sobie z jej tyłka tarczy chroniącej go przed opadającymi co jakiś czas gałązkami. 
- Zgupłes do reszty Colette! - Pacnęła go otwartą dłonią w pośladek. - Puszczaj mnie! - Szarpnęła się po raz ostatni a - jeszcze niedawno cwałujący przed siebie jak osioł - chłopak w końcu się zatrzymał. Natychmiast zeskoczyła z jego ramienia, lekko się przy tym chwiejąc i obracając do niego plecami.
- Spadaj! - Splotła ręce na piersi i przełknęła głośno ślinę wpatrując się w rozpościerająca się przed nią puszczę. Puszczę pełną cieni, krzaków, trzasków i - najpewniej - wielu niehumanoidalnych istotek, których tak się bała. Natychmiast cofnęła się o dwa kroki i chwyciła Coletta pod ramię. - Ale mnie nie zostawiaj... - Prawie szepnęła - mistrzyni zdecydowania. Zerknęła przelotnie na Esmeralde. Głupia sytuacja... O ile Warp widział ją już w różnym stanie - przy Pannie Moore wychodziła zazwyczaj na poukładaną i normalną dziewczynę. Ale przecież nie chadzała z nią na spacerki po lesie! W lesie były ZWIERZĘTA. I różne inne stwory z którymi nie dało się normalnie porozumieć i przewidzieć co tam siedzi im w głowach. A co działo się w jej głowie? Wątpliwości rozpoczęły szalony taniec. Nikogo nie znajdą. Zgubią się. Wpadną w mrowisko. Wygłodniałe mrówki zajmą się ich ciałami a za kilka dni banda grzybiarzy znajdzie po nich tylko kilka malutkich kosteczek... Wtuliła się na chwilę w Warpa i rozszerzonymi z przerażenia oczami spojrzała na trzymającą się na uboczu Esmeralde.
- Nie rozdzielajmy się... - Poprosiła drżącym głosem i wsunęła rękę w kieszeń usyfionego płaszcza.Zacisnęła mokre od potu palce na różdżce, przepraszając ją jednocześnie za wszystkie podłe epitety, którymi obdarzyła ją w ostatnich dniach. - Macie czym zaznaczyć drogę? - Rozejrzała się dookoła usiłując wyrównać oddech i opanować ogarniającą ją histerię. W końcu - Alice nie puszczała ramienia młodszego Puchona - ruszyli, a Panna Hughes zaczęła poważnie zastanawiać się nad zamknięciem oczu i przejściem całej tej drogi na ślepo. Pewnie nawet by to zrobiła, gdyby tylko te wszystkie trzaskające pod ich stopami gałązki nie przyprawiały jej o szybsze bicie serca.

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sob Lip 18, 2015 12:11 am

Starzec pokiwał tylko mocno, skwapliwie głową, potwierdzając tą genialną teorię, w której mniejsza ilość gadania liczyła się wprost proporcjonalnie do wzrostu szukania - dlatego już ich nie zatrzymywał - odprowadził ich bystrym spojrzeniem, wychodząc jeszcze za róg domu, by dłużej ich śledzić, jakoś nie widząc potrzeby wspominania o dróżce - no wiecie, nie pytali, to biedny staruszek nawet nie wpadł na to, że dzieciarnia może nie znać tutejszych okolic i pobłądzić! A co czekało na nich w środku..? No wszystko w po kolei.
Podróż zapowiadała się wprost znakomicie! W tak doborowym towarzystwie zresztą to musiał być znakomity wypad - w momencie, kiedy nikt nie pytał w sumie o drogę, zamiast popytać miejscowych od razu szedł do lasu - pozostaje tylko rzucać kośćmi na gorsze, bardziej gorsze, złe, bardziej złe, demoniczne i sahirowe zakończenie - oczywiście zakończenie sahirowe było najgorszym - dlatego ja, kochani gracze, rzucę sobie teraz kośćmi i adekwatnie jedyneczka będzie zakończeniem gorszym, a szósteczka sahirowym - aż sam jestem ciekaw, co mi wypadnie, mam takiego farta do szósteczek..! 
Las przywitał was dość ciepło - czy może raczej, chłodno, ale w jak najbardziej pozytywnym sensie! W końcu zniknęliście z promieni słonecznych, w końcu drzewa zamknęły się za wami ścianą - Esmeralda prowadziła, Warp biegł beztrosko za nią, ciągle gotów na honorowe ratowanie księżniczek, a za nimi Alice - albo raczej Alice tak bardziej przy Colettcie, który starał się dzielnie utrzymywać pion i wciąż parł do przodu - tak minęła minuta, druga, trzecia - dawno już przestaliście widzieć za sobą domek, dawno już przestał ktokolwiek zwracać uwagę na to, w jakim kierunku idziecie i gdzie to wyjście - oj nie, sorry - jedyna wasza nadzieja w pannie Hughes, która jako jedyna tutaj ogarniała - ale też wraz z waszą podróżą zaczął do waszych uszu docierać odległy szum, który z każdym krokiem się wzmacniał - szum typowy dla wody.
Las tutaj już nie był tak zadbany, czysty i przyjemny, jak na swoich obrzeżach przy chatce druida - gałązki szczękały wokół was, wrony krakały pod kopułami, słychać było szelesty ich lotek, kiedy wznosiły się do lotu, ale żadnej z nich nie można było zauważyć.
Co teraz?

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sob Lip 18, 2015 12:11 am

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 5

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esmeralda Moore
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sob Lip 18, 2015 1:24 am

Ciemność to było jedyne miejsce w którym w tej chwili dziewczyna czuła się dobrze, ale tym razem było coś nie tak. Może to dzięki temu, że jej zmysłu się wyostrzyły i słyszała więcej, a może wszystko przez tą dwójkę którym serce biły jak oszalałe. Jej zielone oczy zaczęły wodzić od lewej do prawej, padały na konary drzew, i na jakieś krzaki których gałęzie w mroku przypominały szpony, które tylko czekały aby ich złapać. I pewnie dziewczyna by się wystraszyła tego, gdyby nie fakt, że w tej chwili to ona była jedynym potworem którego powinni się bać. Widocznie jest to normalna kolej rzeczy. Przestajemy bać się potworów spod łóżka, albo z naszej wyobraźni, w chwili kiedy odkrywamy, że najgorszy potwór siedzi w nas. No, ale to nie jest czas na prowadzenie wewnętrznego monologu, na temat kim to cyganka jest albo nie jest.
-Dobra...- Powiedziała cicho sięgając do swojej chusty z monetkami gdzie ukrywała się do tej pory jej różdżka. Złapała ją pewnie za rączkę i odwróciła się twarzą do pozostałych jej towarzyszy.
-W tamtym kierunku słychać szum wody. Nie widzę sensu aby w tej chwili włazić w głąb tego lasu. Dlatego proponuję iść do wody- Mruknęła i wskazała różdżką miejsce z którego dochodził ten dźwięk.
-Col, ty przestań zgrywać bohatera i ogarnij się trochę. I proponuję nie rozdzielać się nigdzie. Idźcie tak aby jeden widział drugiego- Na chwilę obecną był to jedyny plan jaki mieli, chyba, że pozostali członkowie brygady do zadań specjalnych wymyśli coś innego.
-Chyba, że widzicie to inaczej?- Zapytała się i czekała w tej chwili na jakąś odpowiedź z ich strony. Naturalnie nadal nie opuszczała swojej różdżki, w tym lesie tak naprawdę nigdy nie wiadomo. Pomimo tego, że ostatnio spędzała tutaj całkiem sporo czasu, to nigdy nie zapuszczała się do nie znanych jej obszarów. A tego terenu zupełnie nie poznawała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Sob Lip 18, 2015 10:02 am

O nie, nie, nie, przypryszym: Colette DOKŁADNIE wiedział gdzie jest. A przynajmniej wiedział w którą stronę, z miejsca obecnego postoju, zawrócić, by wrócić w okolice, z których wdepnęli w to bagno. Chill out, mieszkał na wsi, nie raz nie dwa drałowało się po lesie – choć zdecydowanie mniejszym i jaśniejszym – i nie łaził tu ostatecznie kręcąc się w kółko. Bonusowo w swoim błezbłędnym algorytmie liczył kroki od kiedy (po jakiś 10-15 metrach od obrzeży lasu) zaczynało się robić zdecydowanie ciemniej.
Od wejścia do ciemniejszej strony boru był mniej rozmowny i zdecydowanie mocniej... rozglądający się – tak mocno, że nieomal wpadł na Esmeraldę, która wyrosła mu spod ziemi. Od ruchowo odskoczył na pół kroku.
- Łoł! - mruknął prostując się i na moment oglądając za siebie. Ciemnawo, słonecznych promieni jak na lekarstwo, czyli niby idealnie na grzyby, ale jak spojrzał pod nogi, to pod jego pokracznymi odnóżami, nie widział ani jednego. W obrębie jego sokolego, wzmocnionego przez okulary, wzroku też nic nie było widać. - Udałabyś się nad wodę będąc młodą, samotną wieśniaczką, która szuka grzybów?
To nie był przytyk co do decyzji Esmeraldy, a pytanie z czystej ciekawości, w końcu nikt nie zrozumie kobiety tak, jak druga kobieta. Ale plan zdawał się mieć ręce i nogi, dlatego poprawił ułożenie dłoni Alice pod swoim ramieniem i obrócił się całym ciałem przodem w stronę szumu i odczekał moment, żeby swoją pijacką wyobraźnią sprawdzić, jak to się miało co do jego poprzedniego ułożenia, kiedy stał, od wejścia o lasu ciągle idąc przed siebie w linii – bodaj- prostej. Ubzdurał sobie, ponieważ nie miał kompasu, że od wejścia, idąc prosto będzie zmierzał na północ, teraz, kiedy odnosił się do tego kierunku, to... wychodziło dokładnie to samo. Bo szum od początku był przed nimi i kręcenie się było zbędne. HAHA! Ale was zrobił! ...i siebie. No nic, chłopak kiwnął głową z ożywieniem.
- Ja jestem za, przynajmniej będzie jakiś punkt odniesienia i takie tam... może podążymy wzdłuż rzeki, też nas gdzieś poprowadzi... albo do źródła w środku lasu, gdzie sczeźniemy zjedzeni, albo do wyjścia do rzeki na zewnątrz. Albo do jeziorka wewnątrz lasu, co też będzie zabawne. - wyszczerzył się, w ogóle nie przejęty niczym, nabuzowany i gotowy na wszystko. Swoją różdżkę miał już dawno wyciągniętą i gotową do walki, niczym rycerz swoją szablę – grunt, żeby mu się za bardzo nie pomyliło, bo jak zacznie nią machać, to skończy połamana. Szkoda by było.
No, to ruszył przed dziewczętami, idąc na tyle wolno, by według życzenia, nie schodzić im z oczu, przedarł się przez lekkie krzaczki, przy okazji obłamując kilka drogocennych gałązek i wstąpił na lekkie przerzedzenie w toni drzew, które przedstawiało widok... niewielkiego, kompletnie zdziczałego i zarośniętego wodospadziku, który wylewał hektolitry wody wprost do jeziorka, znajdującego się w centrum tej quasi-polanki. Polaneczki. Właściwie to co do wielkości ciężko to było nawet nazwać skwerkiem.
- Aaaa... jednak jezioro. Jeziorko. Oczko wodne. Chodźcie, zobaczycie. - zawyrokował i wszedł raźniej na teren gdzie słonce w niewielkim, bo niewielkim stopniu, ale przemykało większą ilością promieni, choć szaleństw nie było. W końcu jeziorko było... no... właściwie to trochę mocniej przypominało idealnie wykrojoną w kółeczko kałużę. Głęboką kałużę, bo nawet jeśli dookoła nie było egipskich ciemności, to ciężko było zobaczyć dno. Właściwie to to coś chyba nie miało dna. Col stanął w niewielkiej odległości nad ŚMIERCIONOŚCNĄ SKARPĄ PRZY TYM JEZIORZE i zadumał się. - Mam nadzieje, że tam nie wpadła. - mruknął i rozejrzał się zw wszystkie strony, zadzierając jeszcze na koniec głowę do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Hughes
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Nie Lip 19, 2015 1:53 am

Koniec świata był blisko... 
Tak jak nie wierzyła właściwie w nic- ani boga, żądającego uwagi i grzmiącego z niedostępnego nieba, ani w reklamy, które przekonywały, że ten (i tylko ten!) płyn poradzi sobie z plamami po ropie czyrakobulwy - tak to jedno malowało się przed jej oczami jak spełniony już zapisek, fragment czytanej po latach kroniki, która w dodatku każdy trzaskający pod jej stopami patyk zdawał się potwierdzać. I te cholerne wrony! Na całe szczęście Warp był zbyt rozanielony by dojrzeć te wszystkie skrzywienia, które malowały się na jej twarzy, kiedy kolejny skrzek rozdzierał powietrze a Esmeralda szła przed nimi. Cały czas walcząc z tym, żeby nie zacisnąć powiek usiłowała ogarnąć nieco otoczenie, ale zbyt przerażona tą dziką i żywotną pustką (niech zniknie!)  nie była w stanie wykrzesać z siebie nic kreatywnego. Właściwie poza tym przypadkowym momentem, kiedy to zatrzymali się na chwilę przy jednym z kamieni by mogła zawiązać buta, a - jak to na Lebiodę przystało - nie była w stanie unieść swobodnie nogi na tyle by jej się to udało i oznaczyła głaz błotem. Tak więc jeden z wielu - naprawdę wielu - głazów w tym lesie nosił teraz błotniste znamię nieco skrzywionego serduszka. 
Stopy Puchonki poderwały się w górę, nie tyle na zatrzymanie się Moore - im było ciemniej tym bardziej Alice zdawała się być zainteresowana leśną ściółką - co na krzyk Puchona, który sprawił, że jej (nie tak błotniste) serduszko zadrżało nieco mocniej. 
Wystrasz mnie jeszcze raz to tak cię pacnę, że wytrzeźwiejesz... 
Wciąż nie skóra do żadnego gestu, oderwana od rzeczywistości kiedy to tylko zapuścili się w tę cholerną puszczę zwróciła uwagę na delikatny szmer dopiero w momencie, kiedy zrobiła to -nabuzowana jak chyba nigdy wcześniej - Esmeralda.
- Tak, tak! - Pokiwała skwapliwie głową, zdolna chyba zgodzić się teraz na wszystko co uchroniło by ją przed dalszym przedzieraniem się przez rzucające cienie krzaczory. Nie spuszczając wzroku z tego osła - który tym razem przynajmniej wyzbył się chęci do cwału a nawet sam postanowił być tarczą torującą im ścieżkę - zatrzymała się w końcu na skraju niewielkiej polanki. Polanki mniejszej niż najmniejsza klasa w Hogwarcie. Właściwie idealnej do tego, by zapędzić na nią Kółko Redakcyjne, postawić wokół niej ściany i wpuścić tam rozszalałe hipogryfy... Niestety jedynym przedstawicielem tego kołka był teraz Colette, a Alice - nawet bojąc się tych pokracznych hybryd - zarąbała by każdego hipogryfa, który wystartował by na chłopaka z pazurami czy dziobem.
- Będzie ci zimno jak przemoczysz portki... - Mruknęła przesuwając gładko rękę po jego piersi i nachylając się nad ciemną, o dziwo nie odbijającą nawet tych wątłych promieni słońca wodą.
- Podobno nie raz chodziła po lesie. Wątpliwe, że nagle tu wpadła... - Wyszeptała przekonując niejako samą siebie i zawahała się. Ale jeśli woda okazała by się być słona pomogła by Puchonowi w szybszym powrocie do normalności, czy raczej zbzikowania, które nie raz w końcu okazało się pomocne. Zerkając przelotnie na Esmeraldę kucnęła i zanurzyła dłoń w matowej tafli.

_________________

Buntować się przeciw wam? A kto wy jesteście?
Bezkształtna masa, amorficzny stwór, zatomizowany świat, tłum bez formy i konstrukcji.
Waszego świata już nie można nawet rozsadzić.
Sam się rozlazł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles Myrnin Hucksberry
avatar


avatar
Niosący naukę

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Czw Lip 23, 2015 3:26 am

Wszystko zdawało się być już uzgodnione i raczej nic nie miało stanąć na jego drodze ku wykonania zadania, które zostało mu zlecone przez staruszkę. Wypoczął dzięki gościnności staruszki - łóżko Księżniczki było zresztą niezwykle wygodne, a na dodatek przyjemnie pachniało, więc Charles bez problemu mógł sobie wdychać te żeńskie aromaty. Zapewne by oponował, gdyby nie fakt, że był zmęczony, nadal trzymał go kac, a na dodatek nie chciał sprawiać dodatkowych problemów gospodyni. Ruszył więc sobie do łazienki, umył się porządnie, skupiając się zwłaszcza na stopach na których był brud ze skarpetek i z butów. Nie spodziewał się, że to taka przyjemność brać prysznic po tak męczącej nocy...! Westchnął z zadowolenia, wyszorował jeszcze swoje włosy i opuścił wannę. Był teraz czysty i pachnący - nawet różdżką sobie nastawił 'automatyczne' szczotkowanie szczoteczką, którą również przygotowała mu kobieta. Przynajmniej nie będzie już zabijał oddechem. Gdy znalazł się w końcu w łóżku córki staruszki, rzucił jeszcze szybkie spojrzenie na okno, które znajdowało się w pokoju i zanim się spostrzegł, zapadł w głęboki sen. I śniło mu się...właśnie, cóż takiego mogło się śnić Hucksberry'emu? Koza! Koza na której jechała staruszka, a potem ta koza ubrana w sukienkę i dostojne korale mówiła ludzkim głosem, że jest tą, której szuka. Mężczyzna nie wiedział już sam, czy jest bardziej zaskoczony, czy przerażony, aż w końcu...obudził się. Nastał nowy dzień, promienie słoneczne zaatakowały jego oczy, ale pomimo tego "koszmaru", był wypoczęty. I co najważniejsze...praktycznie w ogóle nie czuł już kaca. No i oczywiście nie można byłoby zapomnieć o kogucie, który obwieścił poranek. Charles o niczym innym nie marzył, żeby udusić te zwierzę. Jednakże, to było zdecydowanie nie na miejscu, więc po prostu się podniósł, ziewnął potężnie, poprawił całkiem niezłą koszulę męża staruszki, którą i tak później zmienił na swoją - na szczęście o wiele czystszą, niż wczoraj, przyodział jeszcze swoje spodnie, które nie pachniały alkoholem i zszedł na dół. Zjadł przygotowane przez kobietę śniadanie, wziął ze sobą koszyk ze smakołykami, oraz kozę, ubrał jeszcze buty i przeniósł się świstoklikiem do...właśnie. Gdzie dokładnie? Tego nie wiedział. Najpierw poczuł nieprzyjemne wibracje spowodowane tymże rodzajem podróżowania - chyba nawet raz krzyknął w tym tunelu - a później już, ledwo stojąc na nogach i powstrzymując się od wymiotowania, stał na zielonej trawie, wraz ze swoją towarzyszką, która niezbyt zadowolona sobie meczała.
Wszędzie rosły jakieś drzewa, a przyjemny wiosenny wietrzyk muskał jego twarz. Gdzieś tam - a tak przynajmniej mu się wydawało - majaczyła chatka. A na dodatek miał wrażenie, że coś słyszy...ale kto wie? Może mu się przesłyszało? Niezdecydowany Charles podrapał się po brodzie i spojrzał na kozę, która stała tuż obok
- To jak, kozo? Wiesz gdzie iść? - Spytał po chwili stworzenia, poprawiając koszyk z przysmakami.
Zapewne niektórzy pomyśleliby, że ma coś nie tak z głową, skoro rozmawia ze zwierzęciem, ale dla Charlesa nie było rzeczy...niemożliwych.
Nadal miał zresztą wrażenie, że to zaginiona Księżniczka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Colette Warp


VI rok

PisanieTemat: Re: Chata Druida   Pon Lip 27, 2015 10:11 am

- Ej, głupia, gdzie ty pchasz te łapki! - natychmiast, niczym pierwszorzędny komandos, skoczył w stronę oddalonej od niego o kilometry (jakieś 30 cm) Alice i przewalił ją z pacnięciem na trawę, żeby jak najszybciej wyrwać jej rękę z bestialskiej toni niezbadanych wód. Któż – pewnie Diablo jeden – wie, co tam się mogło znajdować! Może tylko te słodkie, małe rybki jakie tylko czekały, aby zrobić Puchonce naturalny manicure i pomóc jej pozbyć się naskórka na palcach, a może syrena, jakiej nie interesowały kobiety i tym razem dała spokój z wciągnięciem o tej dziwnej studni, a może jednak jakieś prastare stworzenie, jakie zwęszyło mięcho i już parło do góry, żeby... - Tam może siedzieć Leszy! - mruknął konspiracyjnie, przyciskając palec do swoich ust. Chyba przy okazji alkoholu przedawkował słowiańskie przypowieści. - Jak on się dowie co wyprawiamy w jego lesie, to ten chory psychol załaskocze nas na śmierć!
Leszy, opiekun lasu, naprawdę łaskotał rozwydrzonych i hałaśliwych podróżników. Na śmierć. Potwierdzone, słowiańskie info.
Col zgramolił się z dziewczęcia, zerkając kontrolnie to na Esmeraldę wodzącą sprytnym wzrokiem po tej niewielkiej polance. Skwerku. To na podejrzanie głęboką kałużę. Póki co nic się nie stało, nawet poruszenie wody, wynikłe z grzebania w niej, teraz zamarło jakby nigdy nie miało miejsca. Krakania wron, kawek, kruków - czy co tam jeszcze było mroczne i krzaczące - też nie było słychać, za to ozwał się odgłos innego zwierzęcia. Takiego, jakie Colette dobrze znał, zważywszy na swoje quasi-wioskowe pochodzenie.
- Koza! - zacieszył i poderwał się na nogi, zerkając na dziewczęta. A że stały po dwóch jego stronach, to głowa latała mu jak choremu psychicznie. - Słyszałem kozę! Koza oznacza, że tam gdzieś są ludzie, nikt nie puszcza kozy samopas do lasu! HALO! - i tyle go było, pobiegł w stronę źródła tego dźwięku, zostawiając dziewczęta niedaleko w tyle. Z gracją lamparta przeskoczył przyczajony gaj pokrzyw, pokonał z chlupotem granicę bagienka, unikając wizytacji wilgoci wewnątrz jego butów i łapą jak maczeta odciągną od twarzy ramie rozległych krzaków, by na ślepo i totalnie bez pardonu wjebać się w plecy jakiegoś gościa z czymś włochatym na sznurku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Chata Druida   

Powrót do góry Go down
 
Chata Druida
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Chata Druida
» Serce zakazanego lasu
» Chata szalonego szamana
» Tymczasowa "Chata Wróżki"
» Wrzeszcząca Chata

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Hogsmeade :: Inne miejsca-