Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Dom Żerlicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Dom Żerlicy   Pon Wrz 02, 2013 2:14 pm

First topic message reminder :

Część chatki jest rozwalona, bo komin został praktycznie zniszczony przez Steve'a Fluffy'ego. Magia iluzji już nie działa, wszystko jest widoczne, mogą być jednak jakieś drobne pułapki. Dom został w większości "wysprzątany" przez nauczycieli, część przedmiotów zabrana. Nadal jednakże unosi się tu specyficzny zapach - zapach czarnej magii wymieszanej ze smrodem zgnilizny i krwi. Chatka nadal skrywa w sobie mnóstwo sekretów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Pią Lis 13, 2015 3:41 pm

Dla Jewgienija była to po prostu chata. Zwyczajna, rozpadająca się chałupa, która kojarzyła mu się tylko z jakimś starym, zagubionym domem czarownicy z bajek dla mugoli. Nie wiązał z nią swoich myśli, ani tym bardziej żadnych odczuć. Niemniej, gdy wszedł nie spodziewał zastać się w środku nikogo. Otrzepał ubranie z deszczu, wycisnął z niektórych jego części wodę i zaklął siarczyście pod nosem - oczywiście po rosyjsku. Był to jego ojczysty język i gdy był sam bądź w towarzystwie swoich braci używał własnie jego.
Pomieszczenie było prawie całkowicie ciemne, co zapewne można by zawdzięczać czarnym chmurom zasłaniającym jakiekolwiek promienie słońca. Giena rozglądał się po pokoju, jakby chcąc upewnić samego siebie, że nic go nie zaskoczy. Żaden czarny kot nie wyskoczy mu przed nosem, a od tyłu nie zajdzie go baba jaga znana z legend. Kiedy jednak usłyszał głos ukrytego w ciemnościach chłopaka, drgnął i automatycznie złapał za różdżkę. Nie wiedział jednak, w którą stronę ją wycelować, w końcu nie widział osoby do niego mówiącej. Trzymał ją więc w pogotowiu, by nie dać się niczym więcej zaskoczyć.
- Tylko zagubionego pijaka. - Odpowiedział w ciemność po angielsku. Jego rosyjski akcent był bardzo silny, w końcu większą część życia spędził własnie w Rosji, nie musząc używać innych języków. Mimo to, nie był w tym najgorszy.
- Przepraszam za najście, zaczęło padać i nie miałem gdzie się schronić. - Bycie miłym, bleh. Skręciło go od własnych słów, mimo to wolał najpierw ujrzeć twarz właściciela chaty (bo za niego właśnie uznał Cirila) nim zacznie się rzucać.
Nie, nie bał się. To nie było w jego stylu. Wolał jednak podejść do sytuacji spokojnie i z głową, przynajmniej na tyle, na ile pozwalały mu procenty huczące pod czaszką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ciril Hootcher
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Pią Lis 13, 2015 3:59 pm

Rozmowa zaczęła się kleić jako tako, a każdy wypowiadany przez niezapowiedzianego gościa wyraz, utwierdzał go w przekonaniu, że nie jest on anglikiem. Wyraźne zaciąganie wschodnim akcentem i głos, który wcale nie należał do młodzieniaszka tłumaczył mu, że właśnie stanął przed osobą, która mogła być nauczycielem. Kto inny przecież kręcił się w tych okolicach o tej godzinie?
Przeniósł ciężar na lewą nogę, po czym dalej wpatrując się w swojego rozmówcę, wycelował różdżkę w stronę paleniska. Rzeczywiście w całej chatce było ciemno, chciał to zmienić.
- Lumos maxima- szepnął pod nosem, jednak jego zaklęcie nie przyniosło żadnego efektu. Najwyraźniej tym razem nie udało mu się dobrze wypowiedzieć jego nazwy. Rozejrzał się dookoła ciemnej izby, w której się znajdował i nie widział żadnego pomysłu na dalsze działania. W prawdzie nie chciał jeszcze ujawniać swojego miejsca pobytu, ale co mu po tym punkcie zaskoczenia, gdy nie ma żadnego punktu odniesienia. Stanął przed dorosłym czarodziejem, któremu na pewno wyjdą wszystkie zaklęcia. No chyba, że znajdował się w stanie, który uniemożliwiałby mu odpowiednią składnię (c' nie?)
- Co cię tu sprowadza wędrowcze? Zakazany Las nie jest sympatycznym miejscem na spacery...- zapytał już bez ceregieli. Mógł się zgubić, temu nie zaprzeczał, deszcz mógł go zaskoczyć, to prawda. Ale czemu akurat tutaj?
Skłonił swoją postać w stronę Bułhakowa w dalszym ciągu mierząc do niego swoją różdżką. Nie chciał wyglądać na bezbronnego, mimo faktu, że i tak jego rozmówca, gdyby miał sposobność, zobaczyłby, iż ma przed sobą ucznia Hogwartu. W końcu szaty i czerwono- żółty szalik mówiły swoje.
- Mam nadzieję, że nie będziemy musieli używać żadnych zbędnych ruchów. Moja różdżka wycelowana jest dokładnie w twoją stronę...- wolał uprzedzić o tym, że nie jest bezbronny.


Ostatnio zmieniony przez Ciril Hootcher dnia Nie Lis 15, 2015 2:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Pią Lis 13, 2015 3:59 pm

The member 'Ciril Hootcher' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 2, 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Nie Lis 15, 2015 2:51 pm

Ciemność, w której nic nie widział zaczynała go irytować. A gdy coś zaczynało go irytować, bezpieczniej było odsuwać się jak najdalej i schodzić mu z drogi. Niby dzięki mrokowi, który panował w pomieszczeniu jego ruchy były niedostrzegalne, ale nie widział przez to towarzysza rozmowy i także z jego strony mógł spodziewać się wszystkiego. Do tego wszystkiego dochodziły powoli ulatniające się z jego organizmu procenty i wszystko w nim krzyczało daj mi wódki. Jęknął zrozpaczony, że nie zabrał ze sobą żadnej flaszeczki, albo chociaż piersiówki, z której mógłby pociągnąć z dwa łyki, dla lepszego samopoczucia. W sumie nie sądził, że zawędruje tak daleko. A tak w ogóle, to gdzie on właściwie był?
- Nie przypominam sobie, bym musiał się zwierzać z tego, co tu robię. - Wypowiedziane zdanie może miałoby jakąkolwiek powagę, nawet nutkę jadu, gdyby co drugie słowo nie zacinał się i potrzebował chwili na pokonanie nadchodzącej pijackiej czkawki. Zakazany Las. Przynajmniej wiedział już, gdzie się znajduje. Nie dawało mu to jednak niczego, bo powrót do domu był tak samo odległy, jak jeszcze przed paroma sekundami.
- W ogóle, co tu tak ciemno. Jak to kurwa szło... Lumos? - Wybełkotał plącząc się w swoich własnych słowach i gdy na końcu jego różdżki pojawiło się światło aż jęknął czując, jak mordercze promyczki wypalają mu oczy.
- Kurwa. - Wysyczał po rosyjsku, a światło zgasło od razu, gdy tylko został oślepiony. Stracił panowanie nad zaklęciem, a przy okazji wkurwił się niemiłosiernie bo teraz paliły go gałki oczne, jak jeszcze nigdy.
- Tylko nie zrób sobie nią krzywdy, chłopcze. - Zarechotał, choć przecież przed chwilą sam nie wykazał się jakimś szczególnym kunsztem. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że dosyć, iż nie zobaczył twarzy młodzika (tyle przynajmniej wywnioskował z jego głosu) to jeszcze miał teraz różnokolorowe plamy przed oczami. Zalanie się w trupa było mniej bolesne, niż to!


Ostatnio zmieniony przez Jewgienij Bułhakow dnia Nie Lis 15, 2015 5:49 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Nie Lis 15, 2015 2:51 pm

The member 'Jewgienij Bułhakow' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 5, 1

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ciril Hootcher
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Nie Lis 15, 2015 6:04 pm

Dziecko będące na VI roku zajęć w Hogwarcie czasami daje radę, a czasami jeszcze nie, wykonywać zaklęcia tak, aby się udawały. Dlatego też każde poślizgnięcie się i danie ciała nie aż tak bardzo wchodzi w psychikę. Nie przejmował się, że tamtym razem mu nie wyszło, bo tak oto, jego przeciwnik pokazał, że nie jest na tyle trzeźwy do poprawnego wypowiadania się, co czyniło go mniejszym zagrożeniem. Słuchał jego wypowiedzi, starał się zrozumieć wszystkie słowa przez niego wypowiedziane, jednak nie do końca mu to wychodziło. Może to ten dziwny akcent, a może jego rozmówca był tak pijany, że nie mógł sklecić poprawnego zdania. Gdy wyjął różdżkę i wskazał jej dokładne położenie poprzez nieudane, jednak przez chwilę widoczne Lumos, bez wahania wycelował w jego stronę swój kijek i bez żadnego namysłu, można powiedzieć, że pod wpływem natchnienia, wypowiedział słowa swojego zaklęcia.
- Accio różdżka
Zaklęcie musiało się udać, gdyż czuł energię wypływającą z końca swojej magicznej zabawki, a nim się zorientował, różdżka Bułhakowa znajdowała się w jego posiadaniu.
- No! To teraz możemy porozmawiać jak równy z równym!- odpowiedział wychodząc ze swojej kryjówki. Wysoka smukła postać z dwoma różdżkami powoli wyłoniła się z cienia i pokazała swoje oblicze starszemu Rosjaninowi. Miał nadzieję, że sprawy tak się potoczą. To nie tak, że na to czekał, ale w jego myślach ciągle chodził plan rozbrojenia rozmówcy, o którym wiedział w prawdzie niewiele, jednak nie chciał wystawiać się na pastwę jego zaklęć. Teraz dzierżąc jego oręże w dłoni nie miał czego się bać. Ciągle celował w jego stronę.
- Jak widzisz nie zrobiłem sobie krzywdy. Na twoim miejscu poprosiłbym, abym to tobie tego nie zrobił. - wycedził wysoki, jak na swój wiek Gryfon.
- Lepiej nie rób głupich ruchów, zabiłem tu już kogoś, nie zawaham się zrobić tego także tobie. W sumie... Mogłoby to sprawić dla mnie przyjemność, więc lepiej nie skłaniaj mnie ku temu pomysłowi...- uśmiechnął się bielą wszystkich przednich zębów.
- Zabić czy nie zabić?


Ostatnio zmieniony przez Ciril Hootcher dnia Pon Lis 16, 2015 12:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Nie Lis 15, 2015 6:04 pm

The member 'Ciril Hootcher' has done the following action : Rzuć kością

'Pojedynek' :

Result : 4, 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Wto Lis 17, 2015 2:30 pm

Wiązanka przekleństw cały czas chodziła mu po głowie, gdy przecierał sobie oczy czując, jakby miał w nich kilo piasku. Naprawdę nie wiedział, co zrobił w życiu takiego złego, że teraz wszystko się na nim mściło. No dobrze - wiedział. Nie prowadził życia grzecznego, powściągliwego, czy chociażby - w miarę przyzwoitego. Kochał zabijać, ale jeszcze bardziej wielbił znęcanie się nad innymi. Widok błagających go oczu, płaczu zmieszanego z krwią... Ach, na samo wspomnienie czul narastające w nim zadowolenie. Teraz jednak ugrzązł w jakiejś przeklętej, zatęchłej chacie podczas deszczu i nie widział nic, nie tylko przez ciemność, ale wręcz przeciwnie - zbyt ostre światło, które na dodatek... sam wyczarował. Brawo dla niego, najpotężniejszego Śmierciożercy na świecie, papo byłby z niego dumny.
W momencie, w którym usłyszał formułkę zaklęcia dzieciaka stojącego naprzeciwko niego, poczuł jak różdżka, którą dopiero trzymał w dłoni wylatuje mu z niej i, jak się spodziewał, leci wprost do nieznajomego. Wiązanka przekleństw znów wypłynęła z jego ust, a on jedną ręką oparł się o ścianę, drugą kończąc przecieranie oczu. Byłoby nawet znosie przez fakt, że zaczął cokolwiek widzieć w tych ciemnościach, gdyby nie to, że poczuł pod swoją dłonią coś oślizgłego. Wytarł to z obrzydzeniem o nogawkę spodni i dopiero wtedy skupił swoją uwagę na rozmówcy.
- Nikt cię nie nauczył kultury, chłopcze? - Powstrzymał się od dodania "ty mały chujku" na końcu, cały czas czując oślizgłą maź na dłoni i nerwowo ocierając ją o materiał chcąc jak najszybciej się tego czegoś pozbyć. - Aż tak groźnie wyglądam, że dopiero bez różdżki możemy być "jak równy z równym"? - Zakpił, choć tak naprawdę nie było w tym nic zabawnego. Bez różdżki, jak bez ręki - tak przynajmniej czuje się większość czarodziei. Giena albo był zbyt pewny siebie, albo po prostu zbyt nawalony, by przejąć się taką drobnostką. Wsadził ręce do kieszeni i przyglądał się Cirilowi, który wreszcie postanowił wyłonić się z cienia.
- Mocne słowa, jak na uczniaka, którym zapewne jesteś. Zabijanie to nie zabawa. - Dodał, po czym zaśmiał się, odrobinę jak szaleniec. - Są dużo przyjemniejsze formy rozrywki. - Zakończył myśl i przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, by po chwili podrapać się po udzie.
- Gdybyś chciał mnie zabić, już byś to zrobił. Czego więc chcesz? - Zapytał przeszywając go wzrokiem w całkowitej ciszy. Nie miał ani czasu ani ochoty na głupie gierki, zwłaszcza, że to nie on je w tej chwili prowadził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ciril Hootcher
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Sro Lis 18, 2015 6:02 pm

Stał niewzruszony wobec każdego wysyczanego słowa swojego rozmówcy. Jak to zwykle bywa, zraniona zwierzyna chwyta się ostatniej deski ratunku, w tym wypadku były to idealnie wykrojone słowa. Może był egoistą. Może to w jego rękach drzemała teraz władza nad tym człowiekiem. Nie podejmował jednak żadnych kroków, aby pozbawić go życia. Mógłby, jednym zaklęciem, jednym spojrzeniem, jednym gestem, i gdyby tylko chciał wysłuchałby jego ostatniego tchnienia, jak dźwięków, które wydobywane przez najlepszych pianistów, zachwycają tłumy.
Gdyby tylko wiedzieli, po której stronie barykady stoją. Że nie winni być sobie wrogami, a braćmi; że razem mogliby moczyć ręce w ciepłej krwi swoich ofiar, wspólnych ofiar w imię tego jednego. Szliby ramię w ramię, jak jeden kierując swe spojrzenia w stronę ludzi, którzy zwykli głosić zgoła odmienne zdanie.
A tak, stoją tutaj, wyklinając się nawzajem.
- Nikt słaby nie wchodziłby do Zakazanego Lasu... Rozbrojenie Cię było konieczne, abym wiedział, że nie będziesz mi w stanie nic zrobić. Możesz tu zostać póki deszcz nie przestanie padać...- powiedział nadając swojej barwie głosu niewinnego wydźwięku. Tak naprawdę jeszcze nie wiedział co z nim zrobi. Być może śmierć z jego ręki jest przeznaczeniem tego człowieka? Czekał na znaki. Jak dotąd Wykonywał wszystkie zadania, w jakie wpakował go jego przewodnik los. Nie sprzeciwiał się, nie uciekał. Żywił nadzieję, że kiedyś wyjdzie mu to na dobre i otrzyma swoją nagrodę.
A może to właśnie ten pijany Rosjanin był jego nagrodą...
- Za darowanie ci życia... No i to schronienie nad głową... Chcę tylko jedną zapłatę.- powiedział podnosząc różdżkę na wysokość, która wskazywałaby, że celuję w głowę śmierciożercy. - Chcę, abyś zdradził mi swój sekret...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Pią Lis 20, 2015 1:28 am

Czy gdyby Giena znał pragnienia Cirila wszystko wyglądałoby inaczej? Czy mogliby wtedy pominąć tę całą, dosyć kłopotliwą część, podczas której próbowali zastraszyć się nawzajem? Być może, choć Śmierciożerca zdecydowanie robiłby wszystko, by pokazać swoją wyższość i to, że jednak jest starszy, dużo bardziej doświadczony i na pewno silniejszy. Przynajmniej w jego mniemaniu.
Przez cały czas starał się nie spuszczać chłopaka z oczu, choć w pomieszczeniu nadal nie było światła. Słuchał uważnie jego słów i uśmiechnął się w ten swój, dosyć szaleńczy sposób. Kiwnął głową na znak, że rozumowanie Gryfona jest całkiem słusznie.
- No na pewno nikt o zdrowych zmysłach. - Zaczął wyciągając jedną dłoń z kieszeni i drapiąc się po nosie. - Niestety, nie byłem zbyt świadomy, kiedy przekraczałem granicę tego lasu. Prawdę mówiąc, byłem tak zalany, że nawet nie pamiętam, którą stroną tu przyszedłem. - Zaśmiał się, niby pod nosem ale jednak wystarczająco głośno, by dźwięk ten dotarł do uszu jego rozmówcy. Gienie zdawało się, że im bardziej chłopaczyna starał się go przestraszyć, tym bardziej go bawił. Nie było w tym jeszcze żadnego szyderstwa, choć przy Bułhakowie nie było ciężko stać się kolejną ofiarą jego brutalnych i zabawnych tylko dla niego samego żartów. Mimo to, Ciril kombinował całkiem nieźle, czym zasłużył sobie na niemy, nigdzie nie odnotowywany plusik.
- Mądre posunięcie. Chociaż nie ochroniłoby cię przed każdego rodzaju napastnikiem. - Dodał całkowicie bezbarwnym głosem, choć może było w nim lekkie... Zniecierpliwienie? Kto wie, Giena sam chyba nie wiedział, czego chciał w tym konkretnym momencie. Kolejne słowa chłopaka przyjął z uśmiechem, choć nie miał zamiaru mu niczego zdradzać. Ani dziękować za możliwość spędzenia tych kilku chwil pod dachem, który - jak się zdążył już domyślić - do młodzieńca nie należał.
- Sekret? Och, jak miło. - Powiedział przeszywając go wzrokiem. Chłopiec chciał ciekawostki, Giena jednak nie był głupi i lubił zostawiać wiele informacji dla siebie. - Który? Bo wiesz, chłopcze, dorośli ludzie mają wiele tajemnic. - Mruknął głosem zimnym, a jednak na swój sposób pociągającym. Rozejrzał się po pomieszczeniu i ujrzał palenisko, w którym brakowało ognia, by mogli ogrzać całkiem zmarznięte kończyny. Wraz z deszczem przyszło ochłodzenie i Śmierciożerca powoli czuł, jak drętwieją mu palce u stóp. Nie to, żeby miał się tym jakoś przejmować.
- Ach, może chodzi ci o sekret tłumaczący, skąd mam taką przystojną twarz? - Pstryknął palcami, a w kominku pojawiła się iskra, która po chwili wznieciła ogień. Odrobina światła wpadła do pomieszczenia i teraz było dużo przyjemniej. Chociaż Giena chyba nie chciał widzieć, w jakich dokładnie warunkach przyszło im spędzać te przyjemne chwile. Teraz jednak mógł przyjrzeć się twarzy Gryfona i aż uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Wybacz tę małą sztuczkę, wolę jednak widzieć z kim rozmawiam. - Dodał od niechcenia, choć tak naprawdę po prostu się popisywał. Miał wewnętrzną potrzebę szpanowania wszystkim, co tylko się dało i nie mógł nad nią po prostu zapanować. A magia bez użycia różdżki była zdecydowanie jednym z jego największych osiągnięć w życiu.
- Skoro już tak sobie gaworzymy, w całkiem miłych okolicznościach... - Podszedł do pierwszego siedzenia, jakie tylko zobaczył i dotknął go jednym palcem, by po chwili z niesmakiem cofnąć rękę.
- Fuj. Mam nadzieję, że tu nie mieszkasz, bo to byłoby dosyć niesmaczne. Na czym to ja... A tak, skoro już tak sobie plotkujemy, może zdradzisz mi swoje imię? Mam wrażenie, że deszcz tak szybko nie przejdzie, a lepiej, żebym nie zwracał się do ciebie per "gówniarzu". Mnie by może to jeszcze bawiło, ale ciebie jak mniemam - nie za bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ciril Hootcher
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Pon Lis 23, 2015 12:40 pm

„[...]jednak jest starszy, dużo bardziej doświadczony i na pewno silniejszy[...] „- i o to właśnie chodziło w tym całym przedstawieniu. Nie bez powodu Ciril skupił się na odebraniu oręża swojemu przeciwnikowi. Bardzo dobrze wiedział, że Giena nie był pierwszym lepszym uczniem, który to nauki dopiero pobiera, spijając słowa z ust swoich wykładowców. Starszy od niego mężczyzna, samotnie podróżujący przez Zakazany Las, nawet gdy jego umysł niekoniecznie wiedział co robi, musiał znać dokładnie swoje możliwości, aby to zrobić. Gdzieś tam podświadomie nie miał lęku na podróż, szedł, bo wiedział, że raczej nic złego nie może mu się stać; że nikt mu nie zagrozi. Do tej pory, Młody Gryfon, nie miał kontaktu z takimi osobami. Przeważnie nie stawał naprzeciwko doświadczonych czarodziejów, jako równy z równym. Każdy rozsądnie myślący młodzian doszedłby do tego, iż priorytetem w jego zachowaniu byłoby rozbrojenie przeciwnika.
Ze zdziwieniem odnotował fakt, że jego rozmówca potrafi czarować bez użycia różdżki. Właśnie w tym momencie doszedł do wniosku, że jego różdżka była tylko picem. Po dłuższej chwili, mógłby się domyślić, że nie wszystkie zaklęcia da radę wykonać bez pomocy magicznego rdzenia, jednak to jest temat na następny post.
- Możliwe, że dawno nie widziałeś lustra- powiedział uśmiechając się pod nosem, po czym przeszedł kilka kroków w stronę płonącego już paleniska.
- Jestem Ciril, uczeń Hogwartu. Ta chata w prawdzie nie jest moja, ale jeśli bym chciał to mógłbym rościć o prawo do jej posiadania. Jak to kiedyś mówiło prawo, gdy zabijesz właściciela jego rzeczy staną się twoje... A ja właśnie to zrobiłem. W tym palenisku umierała czarownica, która żyła w tejże chacie...- powiedział nie zwracając już uwagi na to, aby celować w stronę Bułhakowa. Może jego zabawa miałaby jakikolwiek cel, jednak teraz nie widział w tym już sensu. Stali w swoim towarzystwie i tak naprawdę wszystko mogłoby się wydarzyć, gdyby tylko któryś z nich poczyniłby do tego kroki.
- Nie wiem czy ten dom był w jakikolwiek sposób dezynfekowany, w każdym bądź razie, uważałbym co dotykam. Nie wiadomo, co rozkładające się ludzkie ciała wydzielają z siebie. Chyba nawet nie chciałbym próbować się o tym przekonać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jewgienij Bułhakow
avatar


avatar
Strona cienia

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Sro Lis 25, 2015 3:33 pm

Przez cały czas nie dawał po sobie poznać, że męczy go brak różdżki. Nie przywykł do strachu, wręcz przeciwnie - zawsze był pewny siebie i to się nie zmieniło. Po prostu miał wewnętrzne przeczucie, że w tym miejscu, o tym czasie powinien mieć swoją broń przy sobie. Gotów na wszystko w każdej chwili.
Choć ani przez chwilę nie zdjął maski pewnego siebie, potężnego czarodzieja, nie spuszczał też z oczu Cirila. Obserwował każdy jego ruch, gotów do tego, by się bronić, gdyby dzieciak chciał coś odwalić. Z jednej strony nie czuł zagrożenia, bo co mógł mu zrobić kilkunastoletni chłopiec? Z drugiej jednak wolał mieć się po protu na baczności.
Uśmiech, który pojawił się na jego ustach na chwilę zamarł, jakby w oczekiwaniu na reakcję, która miała nadejść już nie długo. I choć Giena miał naprawdę wielką ochotę przywalić młodzikowi w twarz, powstrzymał się. W pewien sposób docenił nawet poczucie humoru chłopaka, śmiejąc się pod nosem.
- Możliwe, że rodzice za mało okładali cię w dzieciństwie. - Dodał całkiem poważnym tonem i z kieszeni wyciągnął papierosa, którego po chwili zapalił. W jego mniemaniu każde dziecko powinno oberwać w swoim życiu kilka razy po łbie. Albo po dupie, jak kto woli. Takie wychowanie panowało w jego rodzinie i nie widział zastrzeżeń. Nawet on, jako dziedzic rodu, oczko w głowie tatusia jakby to określił Vakel, oberwał nie raz i to całkiem mocno. Czy wyszło mu to na złe? Wątpił.
- Ciril. Mistrz i pan, jeżeli dobrze pamiętam znaczenie imienia. Czy właśnie za takiego się uważasz, chłopcze? - Zadał to pytanie przez chwilę nie spoglądając na niego. Rozluźnił się trochę, bo jego umiejętność skupiania się na czymś przez dłuższy czas nie była w najlepszym stadium rozwoju. Kucnął przy palenisku spoglądając w ogień.
- Uczeń Hogwartu. Czy wam w ogóle przystoi chwalić się morderstwem? - Zaśmiał się pod nosem i spojrzał prosto w oczy Gryfona, jednocześnie wypuszczając dym papierosowy z ust. Przez chwilę milczał, przyglądając się chłopakowi i badając jego mimikę, mowę ciała, wszystko.
- Fuuuuuj. Mogłeś uprzedzić, zanim czegokolwiek dotknąłem. - Jęknął krzywiąc się z obrzydzenia. - Zrób coś z tym domem, skoro teraz należy do ciebie. To chyba naturalne, że każdy chce posiadać jak najwięcej, a skoro miałbyś do tego prawo - czemu nie? Może nie jest to miejscówka stulecia, ale zawsze może ci się do czegoś przydać. - Mówił cicho, nad wyraz spokojnie. I cały czas patrzył. Jak na razie nie chciał wyrabiać sobie opinii o Cirilu, ani dobrej ani złej. Mimo to, miał wrażenie, że mógłby chłopaka polubić (o ile w jego przypadku jest to w ogóle możliwe).
Skończył papierosa, po czym wrzucił peta w ogień i podniósł się otrzepując spodnie. Czuł, jak powoli alkohol opuszcza jego ciało i zdecydowanie nie podobało mu się to uczucie. Mruknął coś pod nosem, jednak nie było to nic konkretnego i przede wszystkim - zrozumiałego.
- Nie wiedziałem, że Hogwart szkoli małych psychopatów. - Zaśmiał się. - Chociaż pewnie się tam nudzisz. Z tego, co wiem, nie robicie tam niczego ekscytującego. - Przypomniał sobie te wszystkie raporty od Vakela, które pokazywał mu ojciec. Poza wszechobecnym idiotyzmem wielu sytuacji, nie działo się w tej szkole nic, co mogłoby go zainteresować. Wcale nie zazdrościł bratu, miał wrażenie, że gdyby pracował w szkole nie znalazłby w niej nikogo, na kim mógłby zawiesić oko i odrobinę uwagi. Choć z drugiej strony, nie spodziewał się niczego lepszego po Ministerstwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ciril Hootcher
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   Pon Lis 30, 2015 1:14 pm

Bycie czyjąś marionetką zdecydowanie było w jego stylu. Lubił, gdy za jego plecami stał ktoś o wiele silniejszy, aby w ostateczności wesprzeć go swoją potęgą. Nie jest tak, że jest zupełnie bezsilny i mocny tylko w słowach. W razie potrzeby umie się przecież obronić, całkiem nieźle radzi sobie w bezpośrednich kontaktach. Jako uczeń, dość niedoświadczony, nie był jednak na tyle wyszkolony, aby samemu radzić sobie we wszystkich sytuacjach. Samodzielność przychodzi z wiekiem, tak samo jak umiejętność odpowiedniego wykorzystywania swojego potencjału. Jak na razie był lalką w rękach Losu, którego władaniu poddał się niemal bezgranicznie. Wszystko, co działo się w jego życiu było sprawką czegoś, co czuwało nad nim od dnia narodzin. Żądza adrenaliny i przeżywania ekstremalnych przygód budziła w nim takie pokłady energii, że mógłby nie spać kilka dni, a zapewne byłby w stanie dokonać rzeczy przekraczających możliwości innych rówieśników.
Przyglądał się poczynaniom rozmówcy z zainteresowaniem. Chciał zobaczyć do czego zdolny jest pijany osobnik w chwili zagrożenia. Czy jego odruchy były w normie, czy jasność umysłu nie była przyćmiewana przez procenty znajdujące się w jego żyłach. Zastanawiał się, czy można brać jego słowa na serio, a może z przymrużeniem oka. Przecież każdy zachowuje się inaczej po alkoholu, to wszystko siedzi w nas, tam gdzieś głęboko w środku. Ten osobnik zachowywał się jakoś dziwnie, zbyt pewnie, nawet ordynarnie. Mimo, że Ciril odebrał mu różdżkę, facet nie omieszkał obrażać go i jego rodziny. Cóż, niech go jeszcze trochę wkurzy, a sytuacja może zmienić się diametralnie. Z różdżką w ręku i rozbrojonym przeciwnikiem, mógł czuć się bezpieczniej.
- Okładanie nie ma tu nic do rzeczy. Najwięksi psychopaci rosną właśnie przez takie wybryki. Ja an szczęście miałem okazję samemu przekonać się do skręcenia w drugą stronę...- odpowiedział mu ze spokojem w głosie. Jego zdecydowana postawa mogła zdradzać, że nie czuł już się aż tak bardzo zagrożony, jak było to widoczne przed odebraniem oręża swojemu rozmówcy.
- Jestem kim jestem. Póki nie mam nikogo godnego, kto mógłby mi wydawać polecenia, będę swoim panem i mistrzem, jak to odczytałeś z mojego imienia. - urwał na chwilę, aby wycelować różdżką w śmierciożercę. - Zabawne jest, że mówisz mi tu o wychowaniu, a sam nie jesteś w stanie się przedstawić. Czyżbyś nie miał imienia? A może rodzice za mocno cię bili po głowie, że zapomniałeś o jakichkolwiek manierach...- oddał mu soczyście. Nie bądźmy hipokrytami. Wymagajmy, ale dawajmy też coś od siebie.
Przestąpił z nogi na nogę opuszczając w tym samym czasie różdżkę. Samotny kosmyk włosów opadł mu na czoło. Zdecydowanie wilgoć nie działała dobrze na jego kudły. Zapewne chwila i jego czupryna zmieni się w szopę i wyglądać będzie jak owca.
- Cóż. Uważam, że Hogwart nie wie kogo szkoli... Przecież sam Czarny Pan uczył się w murach tego zamku, a nauczyciele nie zauważyli, że dzieje się z nim coś złego. Ale czy to powód żeby ich oceniać? Ich ignorancja doprowadziła przynajmniej do tego, że wiem w którą stronę mam teraz podążać...- czyżby powiedział za dużo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: xxx   Wto Gru 08, 2015 12:05 am

To nie mogło tak dłużej trwać - radosna pogawędka w opuszczonej, przegniłej chacie zamordowanej ludojadki. Nietrzeźwy dorosły i chowający swe prawdziwe zamiary uczeń Hogwartu... To prawie jak stek z winem plus przystawka! Przynajmniej z punktu widzenia akromantul, które były już chyba jedynymi stworzeniami, poza parą śmiałych czarodziejów, które zaglądały w tę okolicę. Rozmawiający nawet nie spostrzegli zbliżającego się niebezpieczeństwa... Bezszelestnie podkradające się pajęczaki wlazły od tyłu i dopiero, gdy wparowały bez ostrzeżenia do domu Żerlicy, Jewgienij i Ciril połapali się w sytuacji. Bułhakov potrzebował tej jednej chwili zaskoczenia, aby szybkim susem zajść gryfona, wyrwać mu swoją różdżkę i wyskoczyć przez okno na zewnątrz. Był starszy, bardziej doświadczony i już niejedno w życiu widział, więc nawet procenty nie przeszkodziły mu w ucieczce. Hootcher oczywiście ani śmiał dać za wygraną i ruszył w ślad za mężczyzną, ten jednak zdążył się już teleportować. Nie mając już czego szukać w nowym gniazdku ośmionogich morderców, wymykając się ich klekoczącym szczękom, młodzieniec oddalił się w bezpieczniejsze miejsce.

[ztx2]

_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Dom Żerlicy   

Powrót do góry Go down
 
Dom Żerlicy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: Zakazany Las
-