Go down
Remus J. Lupin
Oczekujący
Remus J. Lupin

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Nie Gru 13, 2015 12:36 am
Gryfon marzył, by Irytek dał mu spokój. Dlaczego akurat przyczepił się do niego? Przecież był spokojny, nikomu nie wadził, był nieciekawy, taki nijaki, jednym słowem. A może właśnie dlatego? Przyleciał tu, żeby go nękać? Cóż, musi to jakość znieść, wysłuchać go i może wtedy da mu spokój. Nagle ni stąd ni zowąd wzdrygnął się, bowiem poltergeist pocałował go w czoło. Ze wstrętem wytarł się od niewidzialnego pocałunku i odsunął jak najdalej od niego, licząc, że już do niego na tyle blisko nie podleci.
- Irytku, doprawdy, jest mi niezmiernie miło. Staram się, by tak właśnie wyglądać, specjalnie dla ciebie - zakończył z uśmieszkiem i dla lepszego efektu, puścił mu oczko.
- W takim razie kiedy? - poprawił się szybko Luniak. Nie był duchem jak Nick czy Baron, był tylko siłą pełną złości uwielbiającą psoty, ot co.
- Jestem animagiem, mój drogi. A ten list jest od dziewczyny, która widziała mnie jak się przemieniałem... nie wiem jeszcze czego chce, ale zanim się tu zjawiłeś, wysłałem jej sowę, z datą i miejscem spotkania - zdecydował się jednak zdradzić mu swoją ,,tajemnicę''. Musi zdobyć jakieś zaufanie ze strony tej siły nieczystej i liczył, choć pewnie naiwnie, że on sam obdarzy zaufaniem jego.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.
Irytek
Poltergeist
Irytek

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Nie Gru 27, 2015 1:08 pm
Komplemenciarz! Musiał być naprawdę zaintrygowany tematem, skoro przyznał mu się do bycia niezarejestrowanym animagiem, co przecież mogło przysporzyć mu wiele problemów, gdyby rudzielec zechciał rozpowiedzieć to na prawo i lewo. Mimo to poltergeist nie miał teraz w głowie plotkowanie, a raczej...
- Pokaż! - zażądał z błyskiem w oczach. "Czy oni wszyscy są animagami? Najpierw Potter, teraz on... Będę musiał sprawdzić pozostałą dwójkę" postanowił sobie, tymczasem wyczekując przemiany Lupina. W co taki nudziarz mógł się zmieniać? Pewnie w sowę, albo... ALBO W PANIĄ NORRIS. Iryt roześmiał się wyobrażając sobie kociego Remusa w objęciach Filcha. Niezapomniana scena... Wracając jednak do tematu, nie zamierzał odpowiadać na pytania, dopóki prefekt nie udowodni swoich słów. Z wyczekiwaniem wpatrywał się w chłopaka. Byli sami w pokoju, nie mógł wymigiwać się czyjąś obecnością.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Remus J. Lupin
Oczekujący
Remus J. Lupin

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Gru 28, 2015 2:07 pm
Remus szczerzył się tylko krótką chwilę, bowiem myślał, że taka informacja zadowoli poltergeista i wreszcie da mu spokój. Niecierpliwie zerkał w okno i ku jego przerażeniu, zbliżała się sowa niosąca odpowiedź, zapewne od Anabell... Musi jak najszybciej pozbyć się tego wścibskiego wredoty, bo inaczej wszystko stracone...
- Oszalałeś? Tutaj i to w biały dzień? Nie ma takiej opcji, nawet o tym nie myśl - odparł spokojnie Lupin, wstając z łóżka i zbliżając się do parapetu, na którym siedziała już sówka i stukała dziobem w szybę. - Idź już sobie. Mam lepsze sprawy na głowie niż odpowiadanie na Twoje wścibskie pytania... - mruknął jeszcze niezadowolony, wpuszczając ptaka do środka.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.
Irytek
Poltergeist
Irytek

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Gru 28, 2015 3:12 pm
Dlaczego nie chciał udowodnić swojej racji? Taki zadufaniec jak Remus i wymigiwanie się, kiedy już dał się pociągnąć za język? Zresztą, czy on serio był aż tak naiwny by wierzyć, że po takich nowinach Irytek da mu jeszcze kiedykolwiek spokój?
Kolejna sowa, pewnie w tej samej sprawie co wcześniejszy list. Poltergeist po prostu musiał to sprawdzić! Udał, iż jej nie dostrzegł, lecz kiedy tylko gryfon otworzył okno, zaraz minął go silny podmuch lodowatego powietrza, a ptak wraz z listem został zgarnięty w blade łapska. Te szybko rozwinęły liścik, który rudzielec zdążył na szybko przeczytać.


//napisz w swoim poście co w nim było, bo nie garnę o który chodzi z waszej korespondencji, reakcję napiszę w następnym xD//


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Remus J. Lupin
Oczekujący
Remus J. Lupin

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Czw Gru 31, 2015 1:50 pm
Może trochę zbyt pochopnie wyskoczył z tym tekstem o jego animagii. Mógł się domyślić, że Irytek będzie chciał dowodu, na to, że mówi prawdę. Niby jak ma to zrobić skoro nie był animagiem? Zmieniał się w zwierzę, owszem, ale nie wtedy kiedy on tego chce tylko kiedy natura mu każe. To właśnie go różniło od Jamesa, Syriusza i Petera.
Nie zdążył odczepić listu, bo skutecznie wyręczył go w tym kudłaty rudzielec. Oczy szybko świdrowały pochyłe pismo, zanim Lupin zdążył w jakikolwiek sposób zaprotestować.
- Mamusia nie nauczyła cię kultury, jak widzę, albo sam ją po drodze gdzieś zgubiłeś... Nie wiesz, że nie czyta się cudzych listów? I ty oczekujesz, że ktokolwiek ci zaufa? - zaśmiał się Gryfon, coraz bardziej tracąc nerwy. Sam wyrwał mu kartkę z bladych rąk i odczytał zaskakująco długą odpowiedź w postaci dwóch słów: ,,Jak chcesz''. Wywnioskował, że zgadza się na jego warunek i spotka się z nim w cztery oczy.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.
Irytek
Poltergeist
Irytek

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Sty 04, 2016 3:19 pm
Oczywiście, że chciał dowodu! Ale wcale nie dlatego, że nie wierzył Remusowi, gdyż tak ryzykowne kłamstwo było zaskakująco przekonujące dla poltergeista. Nie, on po prostu widział już przemianę Jamesa i zwyczajnie chciał być po raz kolejny świadkiem tak niecodziennej magii. Wszystko co było nowe lub niszowe ciekawiło tego stwora, ale skoro prefekt nie zgadzał się na mały pokaz to coś zaczęło w tym wszystkim nie pasować i pojawiły się uzasadnione wątpliwości.
Zabrał mu karteluszkę z nadzieją na wyjaśnienie tajemnicy, jednak mocno się zawiódł. Całe dwa słowa... Tyle mu odpisała korespondentka, a przecież nikt by się nie domyślił z takiego urywku o co mogło chodzić! Irytek pozwolił Remusowi zabrać list i usadowił się wygodnie w powietrzu. Powoli zaczynało go to wszystko nużyć i już planował potajemne śledzenie huncwota. Musiał mu jednak wpierw dać odrobinę swobody by głupiec poczuł się pewniej i zrobił wreszcie coś zakazanego. No, albo chociaż interesującego.
- No, nie nauczyła, bo jej nie miałem. - wzruszył ramionami i ostentacyjnie ziewnął. Czas na scenkę z serii "ojeju, jak późno, lepiej już pójdę, a ty rób co zamierzałeś". - Wiesz kto w tym zamku jest od ciebie ciekawszy? Każdy. Słownie każdy, nawet Filch. - pomachał mu i zaśmiewając się z własnego docinka zniknął. Tyle go było... na razie.

[zt]


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

James Potter
Oczekujący
James Potter

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Lut 22, 2016 10:56 pm
Słońce razi mnie w oczy. Podnoszę dłoń do czoła, by cokolwiek dostrzec. Palce dziwnie mi się kleją. Przed chwilą dotknąłem poplamionego lemoniadą obrusu. Och, nie to na pewno nie ja go rozlałem. To musiała być Erin! Mamo, wierzysz mi prawda? Przecież dopiero co zszedłem z miotły. Suszy mnie w gardle jak gdybym poprzedniego wieczoru wypił beczkę Ognistej Whisky. Tylko dlaczego dopadł mnie kac morderca, kiedy moje palce przypominają dłonie dziesięciolatka, a na głowie mam znienawidzoną czapkę ze śmigiełkiem, najgorszy prezent urodzinowy od ciotki Meggi? Mama krzyczy, że zaraz będzie obiad. Tato czyta gazetę, a Erin łowi kijanki. Przecież ona nie…
Otworzyłem oczy. Ledwo dostrzegalny w ciemności baldachim z zasłoniętymi kotarami. Która to może być godzina? Zerkam na zegarek. Zostały cztery godziny do budzika. E, kupa czasu. Zastygłem w bezruchu. Wtem rozległo się tak przeraźliwe chrapnięcie, że sprawca tego aż sam się obudził. Coś się stało? Pytanie rzucone w ciemność zdradziło tożsamość delikwentna. Nie, nic. Śpij Remus. Odparłem, sam podnosząc się do pozycji siedzącej. Opuściłem stopy na podłogę i potoczyłem się do uchylonego okna. Merlin, idiota, znowu przyfrunął z jakąś padliną. Wpuściłem go, chwaląc jego łowność. Jak zwykle olał mnie ciepłym moczem i wylądował na szczycie szafy, pałaszując swoją zdobycz, która jeszcze popiskiwała. Wiedziałem, że nie zasnę już do rana. Cholera, jaka ta podłoga zimna. Pierdole, idę do łóżka. Accio, Mapa Huncwotów! Złapałem w locie zwinięty pergamin i rozsiadłem się na kołdrze. Pod łóżkiem ktoś zostawił niedojedzoną paczkę kociołków czekoladowych. Pudełko zaczęło roztaczać wokół siebie pole grawitacyjne, przyciągając mnie do siebie coraz mocniej. Wgryzłem się w kawałek czekolady, czując jak nadzienie z ognistej whisky pali mnie w gardło. Gdyby tylko ktoś z drużyny zobaczył jak opycham się czekoladą o trzeciej nad ranem… Ale przecież jak czegoś się bardzo chce, a nie wolno, to można. Dobra, zobaczmy co tam słychać w wielkim świecie. Uhoczyshcie pshysiegham, she khnuję choś nhiedoblegho. Wybełkotałem z pełnymi ustami, ściszając głos, by nie obudzić śpiącego towarzystwa. Rozkładałem kolejne warstwy mapy, czekając, aż rozwiną się wszystkie linie korytarzy, schodów i tajemnych przejść, które umieściliśmy na mapie. Sam nie wiem czego szukałem. Potwierdzenia? Ta mapa nigdy nie kłamie, a mimo wszystko wciąż śledziłem każdą poruszającą się parę małych stóp, w nadziei, że któreś imię będzie należeć właśnie do Erin. Wytrzeszczyłem oczy. W pokoju wspólnym pojawił się duch. I bynajmniej nie był to Prawie Bezgłowy Nick, zaganiający ambitnych kujonów do łóżek. Zeskoczyłem z łózka, zakrywając pergamin i kociołki kołdrą. Koniec psot i takie tam. Dobre sobie. Psoty miały dopiero nadejść. Otworzyłem powoli drzwi do dormitorium, wyszedłem na klatkę schodową i zamknąłem drzwi za sobą. Zszedłem kilka stopni niżej, wyciągając przed siebie różdżkę, ale tylko po to, by oświetlić sobie drogę.


Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 C10
Irytek
Poltergeist
Irytek

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Lut 22, 2016 11:36 pm
Przechadzał się bez celu, znudzony nawet bardziej niż zwykle. Dormitorium gryfonów, jego ulubione... A ostatnio jakoś nie wpadał tu na nikogo ciekawego. Pottera wiecznie nie było, Meggs jakimś cudem wcale tu nie zaglądała, choć przecież to jej dawny dom, a inni albo już dawno odeszli, albo spali...
Tragedia. Dom odważnych, tych ciekawych i psotliwych, którzy wszędzie muszą się wcisnąć i wszystko osobiście sprawdzić. Krukoni woleli naukę i spokój, puchoni za bardzo się cykali by łamać zasady, a wiecznie zadarte nosy ślizgonów były często nie do zniesienia. Najlepszy, czerwony dom z czterech możliwych, dopiero trzecia po północy, A TU CISZA.
Kopnął fotel, którego miękkie okrycie zdusiło jakikolwiek dźwięk. Nawet Huncwoci się uspokoili odkąd James nie miał dla nikogo czasu. Pewnie to wina Remusa; przejął dowodzenie i zanudził resztę na śmierć. Irytek wciąż nie odkrył jego tajemnicy, a nie wierzył do końca wersję z animagiem. To jednak mogło poczekać. Wyczuł ruch, jakąś żywszą energię, która się zbliżała. Na wszelki wypadek zniknął, obserwując nocnego marka z zaciekawieniem. A kiedy tylko dostrzegł potargane czarne kudły...
- Któż to zaszczycił Hogwart swoją obecnością. I to nawet własne dormitorium... Aż oczom nie wierzę. - skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej pojawiając się oparty o ścianę. Na jego bladej twarzy malował się szeroki, zachwycony uśmiech, którego za nic nie mógł zwalczyć. Cholerna mimika, trza było się jej nigdy nie uczyć, to by nie przychodziła sama w nieodpowiednich chwilach by zepsuć efekt "mam cię gdzieś, wcale nie tęskniłem". Ale cicho, może nie zauważy...


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

James Potter
Oczekujący
James Potter

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Sro Lut 24, 2016 4:48 am
Co jest grane? Dałbym sobie rękę odgryźć Łapie w zakładzie, że Irytek gdzieś tu musiał być. Albo mi się przewidziało, albo tamten fotel faktycznie przesunął się o kilka łokci. Cholera, Moher, durny kocie. Musisz mnie tak straszyć? Uciekaj stąd, ale już. Psssik. Pssssik. Nie, tylko nie do mojego dormitorium! Jak mi znowu nasrasz do butów, to zrzucę Cię z Astronomicznej, przysięgam! Cholerny pchlarz. No, no, Irytku. Nie ukrywaj się przede mną. Dobrze wiem, że jestem jednym z nielicznych, z którymi potrafisz zniżyć się do jakiejkolwiek rozmowy. Jednak doszły, mnie słuchy, że ostatnimi czasy wolisz skupiać swoją uwagę na płci pięknej. Czyżby poltergeisty przechodziły kryzys wieku średniego? A więc jesteś! Zmieniłeś się. Tsoja twarz wygląda tak samo, jak zwykle, a mimo to jesteś jakiś inny. Mniej straszny. Bardziej... Ludzki? Bzdura. Głupoty wygaduję, dobrze, że nie potrafisz czytać mi w myślach.
- Zaszczyciłem, a mimo to nigdzie się stąd nie wybierałem. Chociaż faktycznie ostatnimi czasy mało mnie było. Czas skończyć z tą egzystencją, bo nawet duchy przestają mnie zauważać. – Rzuciłem z cieniem uśmiechu na wargach. Nie byłem w humorze na uśmieszki, ten parszywy kot podrapał mnie w stopę, kiedy chwilę wcześniej nadepnąłem mu na ogon. Starałem nie dawać po sobie poznać piekącego bólu u nasady dużego palca. Dlatego mój uśmiech zabrzmiał raczej jak wymuszony szczękościsk. - Chyba z miesiąc się nie widzieliśmy. – Rzuciłem oczywistą oczywistością, by nie zapadało żadne możliwe krępujące milczenie. Cóż, ja potrafiłem w takim wytrwać przynajmniej od czasu, kiedy Evans zaczęła mnie chociaż tolerować, ale skąd mogłem wiedzieć co przyjdzie na myśl podczas takiej krótkiej chwili ciszy, Irytowi? Pewnie coś zajebistego. Oby tylko nie było skierowane przeciwko mnie. Rozsiadłem się na najbliższym fotelu, przewieszając bose stopy przez poręcz i oparcie fotela. Zerknąłem przez ramię na zasypany stosem pergaminów i papierkami po cukierkach stolik. Na podłodze natrafiłem akurat na numer Proroka Codziennego, w którym ukazał się artykuł, który ostatnio mnie zainteresował. Rozłożyłem demonstracyjnie gazetę na kolanach i wskazałem Irytkowi odpowiednią stronę.
- Słyszałeś kiedyś o Peruwiańskim Proszku Natychmiastowej Ciemności? – Spytałem. Niby od niechcenia. Jak gdyby sama świadomość istnienia tak epickiego artefaktu, w ogóle nie wywierała na mnie żadnego wrażenia. Ba, tuszowałem swój entuzjazm jeszcze gorzej niż on przed chwilą na mój widok. Ależ oczywiście nie mogłem mu dać do zrozumienia, że cokolwiek zauważyłem, ponieważ skromny ze mnie człowiek. Nie lubię się puszyć. Smarkerus mi świadkiem, że mam słuszność.
Irytek
Poltergeist
Irytek

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Sro Lut 24, 2016 1:26 pm
Uwielbiał czaić się na ludzi i znikąd wyskakiwać im przed nosami. Akurat Potter powinien zdążyć to zauważyć i nie dziwić się brakiem rudzielca po zejściu na dół, ale z drugiej strony przecież dopiero co wrócił ze swojego własnego świata w którym zaszył się na tak długo, że aż poltergeist się za nim stęsknił (i nie tylko on). Kiedyś trzeba było się jednak pokazać i nawet wymuszony uśmiech wystarczał Irytkowi. Czuł entuzjazm gryfona, który podwajał jego własny. Najchętniej by go wyściskał, ale bez przesady, to byłoby zbyt... a, pierdolić to!
- Duchy to cię nigdy nie zauważały, więc dobrze, że nim nie jestem. - dał mu usiąść, po czym zjawił się przy oparciu fotela i sięgnął ręką do czarnych włosów by już zupełnie pozbawić je ładu.
- A za miesiąc już nie zobaczymy. - kolejna oczywistość, bo co on, gorszy jest w te klocki? Z zainteresowaniem przyglądał się jak huncwot sięga po gazetę i wskazuje wybrany artykuł. "Peruwiański proszek"... Jakby on kiedykolwiek był w Peru. Albo słyszał o tym miejscu. Nazwę kojarzył i nie przywodziła ona mu na myśl zupełnie żadnych skojarzeń. A proszek, jak proszek. Wyszczerzył się szeroko.
- Słyszałem o Potterowskim Proszku Natychmiastowej Ciemnoty. Podobno mocna rzecz. Powiedz, przepis przekazujecie z pokolenia na pokolenie, czy może jesteś pierwszym, który odkrył właściwości swojego łupieżu? - ale on za tym tęsknił! Takie rozmowy o niczym z najlepszym przyjacielem, bo przecież byli przyjaciółmi!, nastrajały go pozytywnie pomimo tego co zdarzyło się zdarzyć i pokomplikować wokół jego osoby. Nawet nie chciał mu o tym gadać, bo pewnie słyszał plotki, a ich czas był zbyt cenny by go marnować. CZAS COŚ ODWALIĆ.
- Ej, jeleniu, rusz zad i chodź się zabawić. Możemy się pościgać! - Irytek odleciał kawałek od fotela i zmienił się w jednorożca. Tęczowego, bo co on się będzie hamował? Zrobił pozę sportowca szykującego się do biegu.
- A może... tchórzysz?


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Czw Maj 05, 2016 9:03 pm
Zakończenie sesji pomiędzy Jamesem Potterem a Irytkiem z powodu zbyt długiego zwlekania z postami.
[z/t x2]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984
Remus J. Lupin
Oczekujący
Remus J. Lupin

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Mar 20, 2017 4:12 pm
Bal Pożegnalny trwał w najlepsze, a Lupin zamiast z tego korzystać, bawić się i rozmawiać z kolegami i koleżankami, których pewnie więcej już nie zobaczy, siedział w dormitorium i robił porządki w kufrze. Tak, akurat teraz wzięła go ochota na zabawę w Pana Porządnickiego. Poza tym nie chciał niczego zapomnieć, ani też pakować się na ostatnią chwilę z jęzorem wywieszonym do ziemi jak to mają niektórzy w zwyczaju. Usiadł na swoim łóżku, przyciągnął do siebie kufer i otworzył go. Zawsze starał się systematycznie dbać o porządek, ale teraz jakoś to zaniedbał, co oczywiście od razu rzuciło się w oczy. Górną warstwę tworzyły papierki od cukierków i pudełka od czekoladowych żab. Zaczął się zastanawiać dlaczego ich nie wyrzucił od razu tylko schował tutaj, ale nie mógł sobie przypomnieć tego zdarzenia, wzruszył więc tylko ramionami i wygarnął śmieci na podłogę, by pozbyć się ich później. Znalazł też plik jakichś starych notatek, chyba z pierwszej klasy, trzy skarpetki bez pary i każda z wielką dziurą na palcu, złamany grzebień i kilka porozdzieranych koszul, szczególnie na plecach i ramionach. Z wiadomych powodów. Skarpetki, grzebień i zniszczone koszule dołączyły do kupki papierków, a notatki zaczął przeglądać i segregować na odpowiednie działy, tematy i przedmioty, bo nigdy nie wiadomo czy nie przydadzą mu się w dalszej, po hogwardzkiej edukacji.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.
Syriusz Black
Oczekujący
Syriusz Black

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Mar 20, 2017 7:22 pm
Bale… Dlaczego ich nie lubić? Być może nie z powodów, przez które znaczna większość dziewczyn dostawała kociokwiku na samo wspomnienie tego – według niego, prawdopodobnie niesłusznie wykreślonego z jakiejś listy wyrazów zakazanych; tyle chaosu powodowało – słowa, ale… Zawsze coś się na nich działo, nie? Zazwyczaj chociaż w jakimś stopniu interesującego, jeśli nie zupełnie pochrzanionego… Czyli tak czy siak idealnego do tego, aby w tym uczestniczyć. Taniec? Jaki tam taniec! Nie chodziło nawet o dobre żarcie, pod którym uginałyby się stoły. Za to wizja czystej, niekontrolowanej zabawy, tylu możliwości – to właśnie było tym, prawdziwą inspiracją dla ludzi jego pokroju. Ktokolwiek, kto się od tego migał, był… Syriusz nie miał na to nawet odpowiedniego słowa. Wiedział za to, że podobny ewenement zasługiwał, tak, zasługiwał na naganę w najmniej spodziewanej postaci. Ot co.
I tak też planował to rozegrać. Dosyć szybko orientując się, kto tu wyraźnie nie zamierzał wykorzystać potencjału planowanej imprezy, ha!, nawet nie zamierzając brać w niej udziału. W końcu ściany normalnych budynków miały uszy, ponoć – nie sprawdzał tego, więc co tu było wiele mówić o tych w Hogwarcie. Informacje roznosiły się jak przenoszone na miotłach wyścigowych.
Okej, prawdopodobnie coś takiego może by i przeszło, zważywszy na kilka wcześniejszych okoliczności, ale nie przy tej sposobności. To był koniec roku, ostatnie takie wydarzenie przed wejściem w tak zwane dorosłe życie. Cóż, dorosłe jak dla kogo. I naprawdę, ale to naprawdę – Remus miał się jeszcze nasprzątać. Poza tym… Tak szybko wiać z Hogwartu, bo chyba tym miała być powodowana ta nagła chęć na bawienie się w kurę domową, i przedkładać to nad okazję do porobienia sobie jaj? Toć to nie przystało!
Jeszcze przed własną, spóźnioną wizytą na imprezie, wciąż całkowicie na nią nie odstawiony – czymkolwiek miałoby być wspomniane odstawienie – zawitał zatem do dormitorium, by dać przyjacielowi wyraz swojego potępienia. Tym bardziej w momencie, kiedy zobaczył, co ten wyrabia. Szczerze mówiąc, nie miał nic przeciwko burdelowi na podłodze, a jednak tym razem na swój sposób go to… Zniesmaczyło. Z lekkim, choć bardziej teatralnym, skrzywieniem pochylił się i wziął samotną skarpetkę między dwa palce, zwijając ją w kulkę, którą dodatkowo obciążył w środku jakąś równie osamotnioną karteluszką – tą akurat zgarniętą z pierwszego lepszego stosiku. Nie kłopocząc się korzystaniem z magii, po prostu posłał swój prezencik prosto w sam środek głowy Lunatyka, pogwizdując przy tym z zadowoleniem. Jednak miał całkiem niezłego cela.
- Na dziurawe... – Zaczął, zaraz poruszając brwiami, gdy dostrzegł te bardziej porwane części garderoby Lupina, i wtrącając gdzieś pomiędzy swoją właściwą wypowiedź. - Choć chyba nie aż tak. Gatki starego, poczciwego Merlina. Od kiedy to zostałeś ofiarą opętania ekipy sprzątającej, huh? – To mówiąc, oparł się o kolumienkę łóżka, wsadzając ręce do kieszeni.
Remus J. Lupin
Oczekujący
Remus J. Lupin

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Pon Mar 20, 2017 9:15 pm
Nie przepadał za balami. Bale kojarzyły mu się z radością, beztroską i pijaństwem z czego to ostatnie, oczywiście w Hogwarcie nie miałoby miejsca. Lupin jednak przeczuwał, że i tak znajdą się tacy co alkohol jakoś przemycą i ukryją i nawet długi nos Filcha nic nie wykryje. W końcu nie raz już tak było i dobrze to pamięta. Remus nie poszedł na bal, bo zwyczajnie tam nie pasował. Co miałby tam robić? Stać w kącie i obserwować bawiących się ludzi? Co z tego, że zamówił sobie ubranie, przecież ma prawo się rozmyślić, czyż nie?  Nie czułby się dobrze wśród tylu szczęśliwych osób, w dodatku sam jak palec. Tu czuł się bezpiecznie, a przynajmniej do czasu, kiedy nie oberwał  w głowę kawałkiem zwinętej skarpety. Zmarszczył czoło niezadowolony i uniósł twarz, by zobaczyć kogo napadło rzucanie w niego fragmentami starej, niepotrzebnej już nikomu garderoby.
- Znajdź sobie własny kawałek kłębka do zabawy - odpowiedział spokojnie Remus, poprawiając włosy i odkładając notatki na łóżko obok siebie i ponownie zanurkował w kufrze intensywnie w nim grzebiąc. Natrafił na pudełko prezerwatyw, stary prezent od chłopaków, ale jeszcze ich nie odpakował. Rzucił je w kierunku przyjaciela, nieco się czerwieniąc. - Masz. Tobie bardziej się przydadzą - mruknął, po czym znowu zanurkował w pudle całkowicie ignorując jego pytanie o opętanie przez ekipę sprzątającą. Pogmerał jeszcze trochę we wnętrzu walizki, gdy natrafił na swoje zdjęcie z dzieciństwa, które kilka lat temu wysłał mu ojciec przez sowę. Zupełnie o nim zapomniał. - Zobacz. Mam tu dokładnie cztery lata, a to zdjęcie zrobione zostało trzy miesiące przed ugryzieniem przez Greybacka - powiedział do Syriusza zupełnie bez emocji. Już dawno się pogodził ze swoim losem, przestał użalać i rozpatrywać co by było gdyby. W jego przypadku nic nie było już istotne, ale na tym zdjęciu był jeszcze zupełnie normalnym człowiekiem, pozbawionym piętna wilkołactwa. - Fajny ze mnie był chłoptaś, nie? - mrugnął do niego starając się obróć to wszystko w żart.


Remus Lupin
The future starts today, not tomorrow.
Syriusz Black
Oczekujący
Syriusz Black

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

on Wto Mar 21, 2017 12:56 am
- Phi. Co ty? Z kotem mnie mylisz. Naprawdę? – Parsknął z lekkim wyrzutem, jakby spod byka, przypatrując się przyjacielowi. Niedoczekanie ludzkie. Zresztą… To nie sobie przywłaszczył ten kawałek opuszczonej przez Remusa skarpetki, tylko zwrócił ją prawowitemu właścicielowi. Lunio dostał skarpetkę, Lunio jest wolny! I czyż nie przysłużył się temu, by Lupin był teraz wolnym skrza... wilkołakiem? Ot co. Natomiast kłębki włóczki, wełny czy czegokolwiek innego, cóż, nijak go nie interesowały. No, chyba że miałby nimi zwabić jakiegoś wrednego kota, a potem dla zabawy przepędzić go na drzewo. Wtedy… Być może. Aczkolwiek teraz już w to nie wnikał. Darując sobie także komentarz o pięknisiowych poprawkach włosów, jakie czynił jego kumpel. Zupełnie tak, jak gdyby te wszystkie zaśmiecone kawałki podłogi przejmowały się wyglądem chłopaka. A sprzątanie kufrów zdecydowanie nie było elementem balu. Na który Remus się, mimo wszystko, przygotował…?
Syriusz uniósł jedną brew, przyglądając się znalezisku towarzysza i prawie od razu parskając naprawdę rozbawionym śmiechem, gdy przypomniał sobie ten prezencik. Cóż, najpierw fryzjerskie zabiegi, później wyciąganie takiej grubej broni… I niech mu ktoś powie, że Lunatyk powinien tego wieczoru pozostać w dormitorium – jak jakaś smętna, samotna sierotka bez przyjaciół. Miał chłopak potencjał, to była ich ostatnia impreza w Hogwarcie, przynajmniej w roli uczniów… A ten najwyraźniej chciał tu tak po prostu siedzieć.
- Mi? Czyżby? – Wykazując się refleksem i przechwytując paczkę prezerwatyw jeszcze w locie, zrobił minę najprawdziwszego niewiniątka, mrugając jeszcze przy tym oczami. Naprawdę. Mógł sobie i być psem na baby, ale to nie był jego prezent. I zamierzał sprawić, że ponownie znajdzie się on we właściwych rękach. Oczywiście, wcześniej przekładając pakuneczek między palcami i kontynuując pogawędkę, mimo że przyjaciel chciał najwyraźniej zostać całkowicie wessany przez kufer i pożarty przez syf w nim panujący, bo niebezpiecznie nachylał się do wnętrza drewnianej skrzyni. Odnajdując w niej… Swoje melancholijne, wspominające przeszłość ja? Black przyjrzał się fotografii, dłużej rzucając na nią okiem, ale coś w postawie kumpla zdecydowanie mu nie podpasowało. To było przykry, nawet mimo późniejszego maskowania wszystkiego za pomocą żarcików i wcześniejszego braku emocji. Taki Lupin to nie był dobry Lupin. A Syriusz naprawdę mu tego współczuł, choć z jego ust nie padły słowa na to wskazujące. Podjął grę w rozbawienie, bo oboje tego na swój sposób potrzebowali.
- Na pewno skromny, chyba że to cecha nabyta z czasem. – Odparował, unosząc tylko brwi i kręcąc głową w udawanym, nieco rozbawionym politowaniu. Nigdy w życiu nie przyznałby, że z tego kłębka wilczego futra był kiedyś nawet całkiem pocieszny dzieciak. Co to, to nie. Nie zamierzał dawać Remusowi żadnych powodów do wpadania w tryb melancholijnego wzdychania nad przeszłością. Życie było właśnie tu i teraz, płynęło przed ich oczami. Nie należało go spędzać na rozczulaniu się nad samym sobą. O ile, oczywiście, nie było się Syriuszem. Jego prawo wynikało, cóż, po prostu z bycia nim – przez znaczną większość czasu, a nawet wręcz notorycznie, nierozważnie niepoważnym. Lupin nim nie był, więc wszelkie rozczulanie się należało rzucić w kąt. Dokładnie tam, gdzie być powinno. Ewentualnie wrzucić z powrotem do kufra, skąd najwyraźniej wyfrunęło. Jak jakiś bogin czy coś w tym rodzaju. Bo kto jak kto, ale Lunatyk i tak był już stanowczo zbyt dojrzały. Momentami taki, ot, staruch w nastoletnim ciele. I sprzątaczka, kufrowa pani domu. Tak być nie mogło.
- Jakby pozbawić cię tych słonich uszu, nie ciąć pod miskę na głowie, zasłonić pół twarzy, przymknąć jedno oko, ewentualnie drugie… To tak, byłeś całkiem przyzwoitym dzieciakiem. Jak mniemam, to właśnie chciałeś usłyszeć, co nie? – Niby to mówiąc dosyć poważnie, a jednak zachowując w oczach ten zwyczajowy błysk braku powagi, przerzucił paczkę gumek z jednej ręki w drugą, podrzucając ją dosyć wysoko w powietrzu. Spojrzał przy tym na Lupina, przekrzywiając nieco głowę.
- Dzisiaj są balety, wiesz? Zakładam, że nie wiesz, bo cię na nich nie ma. – Tu bardzo znacząco uniósł brwi, jakby mówił a tylko spróbuj przyznać, że się migasz, zaraz dodając. – Tak szybko bym tego nie oddawał. To może być twój wieczór. W końcu, kto tu jest prawdziwym nocnym zwierzem? – Spytał zaczepnie, uśmiechając się pod nosem. – Daj spokój, Lupiniasty. Musisz wyluzować. Nikt nie zabierze ci kurzu z twojego kuferka zaraz po tym, gdy opuścisz swoją posępną wartę. – Po raz kolejny dając wyraz swojej dezaprobacie, zerknął jeszcze na jedną z – zapomnianych albo wywalonych; sam nie wiedział – kupek papierzysk, jaką dostrzegł niedaleko swoich nóg. Pochylając się nieco w przód, przeczytał nagłówek strony, prawie parskając przy tym śmiechem.
- Błotoryje też raczej nie będą zbyt wielkim problemem na tym balu. No, chyba że zawędrujesz za blisko stołu Smarkerusa, ale inaczej nic takiego ci nie grozi.
Sponsored content

Dormitorium chłopców z VII roku - Page 4 Empty Re: Dormitorium chłopców z VII roku

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach