Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Dormitorium chłopców z VI roku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz Labiryntu
avatar


avatar

PisanieTemat: Dormitorium chłopców z VI roku   Pon Wrz 02, 2013 2:12 pm

First topic message reminder :

W dormitorium znajduje się:
- pięć łózek z baldachimem,
- pięć dużych, dębowych szaf,
- pięć średnich komód,
- łazienka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dormitorium chłopców z VI roku   Sob Maj 06, 2017 2:20 pm

Oboje zawalili sprawę, jeśli chodzi o odsłonięcie się i ukazanie swoich uczuć. On nie dawał jej żadnych znaków, że jest dla niego kimś zdecydowanie więcej, aniżeli zwykłą koleżanką, a ona tym tropem nawet nie rozprawiała mocno o tym, czy jest szansa zaistnieć jego życiu. Ponadto Charlotte była trochę małostkowa i wystarczyło jej niewiele jego uwagi, by czuła się zauważona. Całe szczęście jednak, w porę się otrząsnęli i postanowili pójść krok dalej - mogli żałować, że nie zrobili tego wcześniej, że zbyt długo zwlekali, zbyt mało byli ze sobą szczerzy w tej sprawie, ale teraz to już nie miało znaczenia. Doskonale wiedzą na czym stoją i nawet pomimo tego całego niebezpieczeństwa, niepewności, a także pewnej dozy strachu o siebie i swoją przyszłość, zdecydowali się na dość istotny, można by rzec, że najważniejszy krok.
Słuchać mógł jej w nieskończoność, tak bardzo się w niej zadurzył. Z pewnością z czasem to minie i będzie miał niekiedy tego dosyć, jednakże już teraz przyjaźniąc się z nią, nauczył się w pewien sposób żyć z tym słynnym słowotokiem. Była to swego rodzaju terapia dla niego, bowiem dzięki niej, miał większą tolerancję dla swoich rozmówców i nie spławiał od razu wszystkich - im więcej czasu z nią spędzał, tym bardziej się otwierał na ludzi, wystarczy spojrzeć chociażby na ten rok, nawiązał wiele różnych znajomości i to nie tylko z osobami ze Slytherinu. Na pewno duża zasługa była w tym Macmillan, która kolejnymi monologami pozwalała mu nauczyć się żyć nieco społeczniej.
Jej serce może się uspokajało, jego zaś biło jak szalone - sfera uczuciowa była dla niego czarną magią, nigdy nie wiedział jak się zachować, co zrobić, jak zareagować i przez tak małe doświadczenie, nie był też przygotowany na to wszystko, nie wyuczył swojego organizmu, by działać w miarę spokojnie. Paradoksalnie, łatwiej było mu powiedzieć coś niemiłego, rąbnąć kogoś zaklęciem czy przyznać nawet, że jest w stanie kogoś zabić, niż uspokoić bicie serca po takiej dawce wyznań. Z czasem pewnie nauczy się z tym funkcjonować, ale teraz - Charlotte na pewno słyszy dokładnie to jak mocno jego serce bije w tym momencie, a już tym bardziej, jak leży na jego klatce piersiowej.
Kiedy tak wpatrywali się w siebie, nie potrafił wykrzesać z siebie słowa. Było to dla niego tak niesamowite, a jednocześnie prozaiczne - teraz dostrzegał zupełnie inne rzeczy w Charlotte. Dotąd było to subiektywne zdanie, że jest po prostu śliczna. Teraz jednak zaczął zwracać uwagę na to dlaczego i tak naprawdę, z każdą kolejną sekundą zakochiwał się w niej coraz bardziej. Postrzegał ją w tym momencie jak boginię i z minuty na minutę coraz bardziej utwierdzał się w tym, że ma niesamowite szczęście - ma przecież najpiękniejszą dziewczynę na świecie... no bo już tak może o niej mówić, czy nie?
Jej rumieńce wywarły na nim ogromne wrażenie, dotąd zawsze była pewna swoich odruchów i tak naprawdę jeśli coś takiego się pojawiało, to nie zwracał na to zbytnio uwagi. Tym razem było inaczej - zrobiło mu się nieco cieplej w klatce piersiowej, kolejny raz przekonując się, jak bardzo jest szczęśliwy w tym momencie. Nawet z pozoru głupie rumieńce miały na niego tak ogromną moc, że nie widział świata poza nią.
Chwila uspokojenia tych gorących emocji, była dla niego dość kojąca i dzięki temu mógł nieco zwolnić bicie serca, czy też przestać skupiać się w całości na jej wspaniałości. Gdy wróciła pamięcią do wydarzeń z końcówki balu, słuchał jej uważnie i zastanowił się chwilę, jednakże nie wiedział co ma odpowiedzieć. Skwitował to wszystko jednym, małym uśmiechem i kolejną chwilą rozmyślań.
Sytuacja miała się inaczej co do drugiej części jej wypowiedzi. Czując najpierw jej usta na swojej szyi, potem dłoń pod koszulką, a następnie niepewność w jej głosie, musiał jakoś zareagować, pomimo tego, że miał takie same odczucia, co ona - również mocno żałował. Wplótł ponownie dłoń w jej włosy i zmierzwił kilka kosmyków jej włosów palcami, które po jakimś czasie zaczęły to, co umieją najlepiej - kręcić i plątać włosy Macmillan!
- To moja wina - przyznał bez ogródek. - Gdybym zachowywał się inaczej, miałabyś chociaż jakieś podstawy, żeby się zbliżyć - dodał, a w jego tonie było słychać żal i winę, którą obarczał właśnie siebie za skomplikowanie tych spraw.
Niemniej jednak na swoje usprawiedliwienie miał to, że działał z myślą o niej - nie chciał się zbliżać, by jej nie ranić. Nie był głupi i spodziewał się, że gdy już powiedział jej o swojej podróży, robiła dobrą minę do złej gry przy wszystkich, a będąc sama ze sobą, martwiła się, denerwowała czy nawet roniła łzy, a wszystko przez to, że Giotto jest uparty. Od uczuć jednak nie da się tak długo uciekać i choć był bliski tego, by wyjechać bez wyjaśnienia sobie pewnych spraw, tak z każdą kolejną sekundą przybliżającą go do końca ich znajomości, odczuwał coraz większy ból i ciężar. Zrozumiał to dopiero niedawno, ale do samego końca próbował się temu oprzeć - nawet pod koniec balu przecież nie od razu zaprosił ją do siebie, tam też miał chwilę wątpliwości, dopiero gdy coś pchnęło go, by znowu ją pocałować, zrozumiał jak bardzo było to ważne wydarzenie w jego życiu. A potem już wszystko poszło lawinowo - to wszystko, co zostawało tylko w jego podświadomości i najskrytszych marzeniach, urzeczywistniło się.
Objął ukochaną drugą ręką gdzieś w połowie pleców i chwilę masował ją po bocznej stronie tułowia. W pewnej chwili parsknął śmiechem, choć było to nieco wymuszone i dosyć słabe, ale po nim nie można było spodziewać się zbyt wiele.
- Pierwszy raz jestem zakochany... nie wiem, jak się zachować - rzucił nieco żartobliwie, choć było w tym sporo prawdy. Cała jego pewność siebie, chłód czy rozplanowanie życia teraz nie miało racji bytu, bowiem do tej sytuacji doprowadził tak naprawdę zbiór przypadków. To, że tego chciał, nie oznaczało jednak, że wiedział jak się zachowywać i co robić. Miał nadzieję, że tą szczerością nie zrazi jej w żaden sposób, a wręcz przeciwnie - pokażę jej, że wszystko to co robi, jest naturalne, a nie wyreżyserowane przez coś.
Niewątpliwie jednak wygląd zakłopotanego Nero był czymś, co nie zdarzało się zbyt często. Z pewnością Charlotte, gdy będzie wspominać o tym kiedyś, będzie miała ubaw z tych jego reakcji - najpierw przecież tak gorąco i ochoczo ją całuje, dotykają się, wyznanie za wyznaniem, odkleić się od siebie nie mogą, a potem nagle bum, Giotto Nero nie wie co powiedzieć. Zapisze się to w annałach (i pewnie na kamerach) Hogwartu.
Westchnął lekko i znowu zaczął ją masować, tym razem po plecach.
- Ale jestem szczęśliwy... bardzo - dokończył poprzednią myśl, choć tak naprawdę sam by się chyba tego po sobie nie spodziewał. Dotąd aż tak mocno nie wyrażał swoich emocji, przynajmniej nie tych pozytywnych, a tu proszę: przyznał przed nią, że jest w końcu szczęśliwy i nie trzeba wyśmienitego obserwatora, by dostrzec, że tak naprawdę, czuje się tak pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar


avatar

PisanieTemat: Re: Dormitorium chłopców z VI roku   Pon Maj 08, 2017 12:24 am

Bale czy nie bale, randki czy nie randki, a może inne, zupełnie irracjonalne potrzeby spotkania się sam na sam w jakimś miejscu nie tłumaczyły tego, że Giotto, bez uzgodnienia ze swoimi kolegami z dormitorium przyprowadził do niego dziewczynę. I żeby tego było mało, Gryfonkę. Zresztą nawet jakby próbował coś uzgadniać, nie było zbytnio mowy na wieczne sam na sam z prostego powodu; żaden szanujący się Ślizgon nie da się zmusić do spania w Pokoju Wspólnym, bo tak. A trzeba przyznać, że zwłaszcza Regulus i Rabastan. I to właśnie oni pogrążeni w cichej rozmowie weszli do środka bez pukania, bo przecież do własnego domu się nie puka, nie?
- Mówię ci, unikała mnie większość wieczoru... - mruknął młody Lestrange zanim jego oczom ukazał się dość interesujący widok. Rude brwi chłopaka powędrowały na chwilę do góry zanim na ustach nie pojawił się arogancki, fałszywy uśmieszek. - No, no, Nero. Pogratulować. I wszystko pewnie byłoby super, gdybyś jednak znalazł sobie inne miejsce z... tą piękną panienką. Tak przy okazji miło mi, jestem Rabastan.
- Jest z rodu Macmillan. Z Gryffindoru - dodał Regulus, patrząc na to niemalże ze znużeniem. - Nie zmienia to faktu, że jeśli zamierzacie kontynuować to proponuję rzeczywiście zmienić lokalizację, Nero. Wiesz, jesteś w porządku i w ogóle, ale jednak bal mnie wykończył i chcę się wyspać.
- Nie mam nic do Gryfonek - wtrącił niemalże rozbawiony rudowłosy, zbliżając się do swojego łóżka i ściągając z siebie różne ozdoby. - Cóż, ale się zgodzę z Regiem. Powiedzmy, że moja ukochana nie raczyła się zgodzić na podobne zabawy. Dlatego tak wczesną moją obecność, podziękujcie jej. Może akurat jest w Pokoju Wspólnym.
- O ile komuś nie grozi w innej części zamku - parsknął Black, zamykając w końcu drzwi. - Ale radziłbym się pospieszyć, jeśli chcecie czmychnąć bez rozgłosu. Coraz więcej Ślizgonów wraca z zabawy.





_________________
Sowa Specjalna & Prośby do MG & Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me. It resembles my own mind except that you happen to be insane.”
— George Orwell, 1984

Chcesz napisać prośbę do konkretnego Mistrza Gry na Prywatną Wiadomość? Użyj odpowiedniego określenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charlotte Macmillan
avatar


avatar
Dojrzały

PisanieTemat: Re: Dormitorium chłopców z VI roku   Pon Maj 08, 2017 10:32 pm

Oczywiście, że zawalili. I to po całej linii, i prawdopodobnie do końca życia będzie to rozpamiętywane i wypominane przy każdej możliwej okazji, jednak chyba dobrze, że koniec końców ktoś coś zrobił, ktoś jakoś zareagował, ktoś pozwolił na to żeby nie było żadnych planów, ktoś inny był mistrzem braku planów i znaleźli się gdzie znaleźli. Mogło być gorzej, mogli nigdy nie powiedzieć sobie co czują i stracić okazję na coś, czego obydwoje przecież chcieli. Dlatego też Charlotte wolała zaryzykować niż potem żałować, że nie podjęła jakichś kroków i na dobre to wyszło. I dzisiaj powinni skupiać się tylko na tym, powinni się cieszyć, że koniec końców nie byli matołami grającymi w podchody do końca życia. Bo to by na pewno sprawiło, że wiara w nich do końca zostałaby utracona.
Doskonale słyszała jak serce w klatce Ślizgona pracuje. Wsłuchiwała się w to jak czasem bije szybko i szaleńczo, a następnie spowalnia do normalnego rytmu. Sprawiało to, że zastanawiała się nad tym o czym też chłopak akurat myślał, jakie sprawy zaprzątały jego umysł i czy już oddawał się jakimś mrocznym widmom i demonom przeszłości i przyszłości, czy jeszcze pozostawał w pełnym skupieniu na tym co działo się tu i teraz. Logicznym było, że wolała myśleć, że miejsce ma to drugie, jednak znała Giotto i nie była pewna czy w tym momencie jej wiara ma jakiekolwiek potwierdzenie w rzeczywistości.
Nie miała jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, słysząc głos szóstoklasisty, który sprawił, że pokręciła przecząco głową mimo, że miało to niewielki efekt w związku z tym jak leżała.
- Nie ma co szukać winnego. Myślę, że nie czas teraz mówić kto zawinił bardziej, a kto mniej. - stwierdziła z całą pewnością, dłoń z obojczyka Giotto przenosząc na policzek, po którym gładziła go kciukiem. Miała nadzieję, że nie uważał, że Charlotte go o cokolwiek obwiniała bo tak nie było i jeśli pojawi się taka konieczność zamierzała mu to uświadomić i przekonać, że w tym aspekcie myli się i to bardzo mocno.
- Jest dobrze. - zapewniła go cicho, słysząc o wątpliwościach, które posiadał. - Bardzo dobrze. - dodała szeptem, przymykając powieki i nabierając głęboko powietrza w płuca. I prawdopodobnie leżałaby tak beztrosko dalej, zaraz decydując się na kolejny monolog gdyby nie głosy, które pojawiły się w pokoju i które sprawiły, że już po chwili zerwała się i zsunęła ze Ślizgona, przyglądając się jego współlokatorom mocno speszonym wzrokiem.
Odruchowo Gryfonka objęła się ramionami, jakby to miało jej jakkolwiek pomóc, skacząc wzrokiem od Blacka do Lestrangea i z powrotem.
- Miło poznać. - nawet odruchowo uśmiechnęła się w kierunku Rabastana, dziwnie czując się jednak w obecności trzech Ślizgonów, w tym dwóch wątpliwej reputacji. Miała jednak nadzieję, że nie skończy się to w żaden nieprzyjemny sposób więc też słuchała ich względnie spokojnie, świadoma, że jej czas tutaj się skończył.
Dlatego też kiedy Black wypowiedział ostatnie głowo Chalotte powoli zaczęła schodzić z łóżka Giotto, zerkając jeszcze na niego pospiesznie, następnie próbując namierzyć swoje buty. Zabawa w Kopciuszka nie była czymś co by planowała tego dnia, tak samo jak zostanie w tym dormitorium.
Nim jednak znalazła swoje buty zatrzymała się i spojrzała na Regulusa, posyłając mu niemrawy uśmiech.
- Dzięki za ostrzeżenie. - w normalnych okolicznościach byłaby o wiele bardziej rozgadana i pewnie buzia by jej się nie zamykała, jedna teraz czuła pewien dyskomfort i policzki płonące jej czerwienią, przez co nie potrafiła zdobyć się na powiedzenie czegokolwiek niż tych kilka słów rzuconych mniej pewnym siebie głosem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Giotto Nero
avatar


avatar
VI rok

PisanieTemat: Re: Dormitorium chłopców z VI roku   Wto Maj 09, 2017 8:24 pm

Giotto nie doszukiwał się w tej sprawie winnego - on doskonale miał świadomość tego, że tylko i wyłącznie przez jego zachowanie, nie zbliżyli się do siebie wcześniej. Przez wiele miesięcy, czy nawet lat, starał się skutecznie negować wszystko to, co Charlotte starała się z nim tworzyć. Był cyniczny, zimny, momentami nieuprzejmy, a jednak cały czas starała się do niego dotrzeć; nie była jednak głupia, więc miała gdzieś z tyłu głowy świadomość, że przyjaźń to jedyne co może wskórać. Nikt o zdrowych zmysłach przecież po zwykłym "spierdalaj", nie stwierdziłby przecież "rozkocham go w sobie i będziemy szczęśliwi". Mogła się upierać, że to nie przez niego, że oboje byli w jakiś sposób winni, bo to on nie dawał znaków, że chce, bo to ona nie była bardziej zdecydowana, ale nie ma co się oszukiwać - ich relacja była spieprzona w ten sposób tylko i wyłącznie przez niego, także tutaj akurat się nie zgodzą. Niemniej jednak, nie czuł się z tą winą jakoś bardzo źle, miał to po prostu gdzieś w głowie, ale koniec końców - przecież i tak jednak do tego doprowadzili, można więc puścić to w niepamięć.
Oczywiście jak to na MLu, nie mogli się cieszyć sobą zbyt długo, bo ktoś musiał im przeszkodzić w tej jakże romantycznej chwili. Całe szczęście, że byli to Regulus i Rabastan, z którymi Nero, siłą rzeczy miał jeszcze jakieś normalne stosunki - wszakże ten sam pokój, no i z Blackiem grał w drużynie Quidditcha. Nie spodziewał się ich jednak tak szybko, dlatego nieco się zezłościł, bo zdecydowanie nie nacieszył się jeszcze ani obecnością, ani kontaktem z Charlotte, która nerwowo zeszła z niego i zaczęła szukać butów.
Giotto podniósł się do pozycji siedzącej i westchnął lekko masując jedną ręką kark. Skinięciem głowy podziękował za wszelakie informacje i od razu przekręcił się tak, by siedzieć obok Macmillan. Nierozważnie byłoby zostać tutaj teraz, gdy podobno Ślizgoni powoli zaczynają się schodzić z balu. Nie bał się w żaden sposób współmieszkańców, ale wolał oszczędzić Charlotte uszczypliwości i chamskich komentarzy, czy nawet zaczepek. Szczęście w nieszczęściu, że to akurat ta dwójka ich nakryła, a nie jakiś dumny szlachcic, nienawidzący dzieciaków z domu Godryka.
Nałożył swoje buty i ponownie chwycił szatę, którą jeszcze wcześniej zdjął. Pokręcił nieznacznie szyją i złapał za rękę Charlotte w celu pośpiesznego opuszczenia pokoju.
- Jutro porozmawiamy - rzucił do współlokatorów i splótł palce swojej dłoni z dłonią Macmillan, wyprowadzając ją jednocześnie najpierw ze swojego dormitorium, a następnie z pokoju wspólnego Slytherinu, który całe szczęście mieścił w sobie na razie tylko kilku pojedynczych reprezentantów zielonych.
Nie miał pojęcia dokąd mogą się udać, ale szczerze powiedziawszy, miał to gdzieś - chciał po prostu z nią spędzić tę noc i nieważne czy zrobią to w innym dormitorium, gdzieś indziej w zamku, czy może na zewnątrz. Zbyt dobrze się ten bal dla niego skończył, by teraz tak szybko dać się spłoszyć.
Kiedy stanął już nieopodal wejścia do dormitorium Slytherinu, spojrzał na Charlotte, masując się drugą ręką po szyi.
- Wybacz, nie spodziewałem się, że wrócą tak szybko - rzekł spokojnie.
Korzystając jednak z okazji, przysunął się nieco ku niej i objął ją w dole pleców jedną ręką, całując przy tym delikatnie w czoło. W zasadzie, to zrobił to też z tego względu, że nie miał pojęcia, gdzie mogą się teraz udać.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Dormitorium chłopców z VI roku   

Powrót do góry Go down
 
Dormitorium chłopców z VI roku
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Łazienka Chłopców
» Pokój Czterech Pór Roku
» Dormitorium dziewcząt z VII roku
» Dormitorium dziewcząt z VI roku
» Łazienka chłopców

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Hogwart [schowany na czas wakacji] :: Tereny zamkowe :: Lochy i podziemia :: Pokój Wspólny Slytherinu -