Zapraszamy serdecznie do przyłączenia się do przygody!


CalendarCalendar  IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  GrupyGrupy  FAQFAQ  

Share | 
 

 Emmelina Vance [dorosły]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Emmelina Vance
avatar


avatar
Strona światła

PisanieTemat: Emmelina Vance [dorosły]   Pon Kwi 06, 2015 8:17 pm

Imię i nazwisko: Emmelina Vance
Data urodzenia: 13.01.1950 r.
Czystość krwi: Półkrwi
Była szkoła: Hogwart (Hufflepuff)
Praca: Uzdrowicielka w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga na oddziale Urazów Pozaklęciowych

Różdżka:
Grab to drewno z którego powstała różdżka dzierżona przez tę kobietę. Można dojrzeć niewielkie rysy na niej, jednak wewnątrz rdzeń z rogu dwurożca pozostaje nienaruszony niczym dobroć tej czarownicy. Dopasowana idealnie do jej dłoni ma dokładnie 13 i 2/3 cala długości.

Widok z Ain Eingarp:
Biegła wraz z jedną koleżanek po zamku. Były to przyjemne chwile - czas wolny od lekcji i robienia zadań domowych, który spożytkować można było na spędzanie wspólnie czasu. Em bardzo lubiła być w towarzystwie, a szczególnie takim, które darzyło ją sympatią i nie twierdziło, iż jako Puchonka jest niezdarą. Tak więc we dwie zaglądały w różne kąty. W końcu młodzieńcze lata są od tego, by nie kryć ciekawości i odkrywać! Razem podczas tej "wyprawy" znalazły coś, rzeczywiście godnego uwagi. Ten zamek był zaskakujący.
Dziwne pomieszczenie z lustrem. Towarzyszka tej Puchonki od razu zbliżyła się do niego i zaczęła wpatrywać w nie jak zaczarowana. Zaś ona próbowała rozszyfrować napis znajdujący się na tym zwierciadle.

- Em! Spójrz tylko! Moi rodzice! Są tam! - To już nie podobało się Vance. Przecież rodzice Katy nie żyją od roku. Niemożliwe, że są tutaj, a na pewno nie uwięzieni w lustrze.
- Daj mi chwilkę...

Z początku wydawał się jej bezsensowny. Po chwili jednak pierwsze słowo od lewej wydało się oczywiste. "To przecież "nie" pisane od tyłu" - pomyślała. I dzięki temu przeczytała całość.

„Odbijam nie twą twarz, ale twego serca pragnienia”

-  Katy spójrz na ten napis - A dziewczyna zrobiła to niechętnie. I zaniosła się płaczem, bo dotarło do niej, że martwi nie wrócili do żywych, tylko ona chciałaby, żeby to się stało. Między chlipaniem zaproponowała, że zanim opuszczą to miejsce Emmelina też powinna chociaż zobaczyć, co jest "pragnieniem jej serca". Ta stanowczo jednak odmówiła.
Są informacje, których lepiej nie poznawać, pragnienia które bezpieczniej jest skrywać i fakty, które tylko mogą nas skrzywdzić. Była na tyle inteligentna, że nie chciała ryzykować, że popadnie w stan podobny do ten w którym przed chwilą znalazła się jej koleżanka.
- Dobrze mieć jeszcze jakieś tajemnice przed samym sobą - mruknęła wreszcie do smutnej i złej Katy, gdy razem opuszczały pomieszczenie, którego już nigdy powtórnie nie odnalazły.

Przykładowy Post:
Tego dnia na oddziale było wyjątkowo spokojnie.
Można powiedzieć, że aż za bardzo. Jak gdyby zbierało się nie tylko na ogromny deszcz, ale burzę. Cóż, nie każde dni są pracowite. Nawet w Mungu pojawiają się te ciche i spokojne, bo nie da się ukryć, że nie co sekundę ludzie robią sobie krzywdę. Obchody zrobione, pacjenci spokojni i zajęci wypoczynkiem oraz zbieraniem sił, by można było ich wreszcie wypisać, a nawet Ci, którzy byli już tam na stałe, nie sprawiali jakichś większych problemów. W oczekiwaniu na jakiś nagły przypadek brązowowłosa uzdrowicielka spacerowała powolnie po korytarzu. Nawet tam było tak cicho, co jest niepodobne do tego miejsca. Z zasady mają tu zamieszanie, pracownicy biegają po salach, by pozbierać biednych ludzi, jacy mieli okazję się tu dostać, a Ci krzyczą lub chociaż rozmawiają burzliwe. Zawsze jednak musi być jakiś wyjątek, luźniejszy dzień w pracy. Nie żeby ktoś się o to kłócił, ale Emmelina, którą zwykli wszyscy nazywać Em lub zwracać się do niej po nazwisku była nad wyraz pracowita i lubiła mieć zajęcie. Szczególnie, gdy wiązało się to z czynieniem czegoś dobrego. Swój zawód postrzegała jako ciągle robienie dobrych uczynków, co ogromnie się jej podobało. W końcu uczyła się po to, by wiedzę wykorzystywać, a nie tylko ją mieć, a w ten sposób właśnie się to działo. Ponad to właśnie w tym miejscu szczególnie doceniała to, co ma. Od zawsze to robiła, jednak gdy wreszcie zmierzyła się z realnym wymiarem słowa "pomagać" właśnie w tym szpitalu, przybrało to formę obowiązku wobec świata. Cieszyć się, że jest tak, a nie gorzej, bo przecież zawsze może, a jej udało się ominąć tak wielu nieprzyjemności. Dzięki swojemu przyjaznemu usposobieniu i światopoglądzie współpracownicy szybko ją polubili. Bo jak tu nie kochać istotki, która od początku dnia, aż do jego końca wkracza z uśmiechem, determinacją, dobrym humorem i błyskiem w oku do każdego pomieszczenia? Sumiennie wykonuje powierzone jej zadania z największym możliwym zaangażowaniem, dla pacjentów ma otwarte całe swoje serce, jak i dla każdej istoty. Nie jest tylko szanowana, ale przede wszystkim daje się polubić, gdyż uwielbia słuchać innych i w rozmowach z nią wręcz czuje się, że można powiedzieć jej każdy sekret, bo go nie wyda. Godna zaufania kobiecina, która do tego jest uczciwa ze sobą i innymi. Pięknie brzmi, prawda? Ach, oczywiście, że tak. Wielu uzna za słabość to dobre serce i spokój jakim emanuje. Bo przecież nigdy się kłóciła. Nigdy nie próbowała sprzeciwiać się wyzwiskom, czy zaczepką. W szkole mieli z tego niezły ubaw. Mogli się bawić jej kosztem, a ona z milczeniem to przyjmowała. Pogodziła się z tym, że "jeśli ma się dobre serce to trzeba mieć twardą dupę". Choć bolało. Takie rzeczy zawsze bolą. Nie ma jednak ludzi idealnych, więc czemu się dziwić? Emmelina to nie kamień, żeby nie czuć. Nie mówi o tym często, ale zdarzało i wciąż zdarza się jej po takich smutnych spotkaniach ukrywać się gdzieś i płakać. Bardzo liczy się z opinią innych ludzi i chciałaby, by złe rzeczy po prostu się nie działy. Często złudnie wierzy w to, że da się każdego "naprostować". Łatwo więc poudawać, że potrzebna jest nam pomoc, a ona z otwartymi rękami pomoże. To duża słabość, bo niejeden raz zdarzyło się już, że ktoś wykorzystał jej dobroć. Nie mówiąc już o zdarzeniach, które umiały wpędzić ją w skrajne przygnębienie tylko z powodu tego, że "świat jest niesprawiedliwy, a ja nie mogę z tym nic zrobić". Inną zaś jej wadą jest pracoholizm. Raz zaczętej pracy nie przerwie, choćby miała wykończyć przy tym siebie. Do tego zakłady. Zdanie zaczynające się od słów: "Nie zrobisz tego" kończy się tylko tym, że po prostu musi spróbować pokazać, że może. Taki już jej urok, nie lubi pokazywać innym, jak bardzo jest krucha od środka. Wystarczy, że z zewnątrz mamy raczej obrazek osóbki łamliwej. Bo jak tutaj powiedzieć, że takie chucherko z kościstymi policzkami i jasną cerą jest drugim wcieleniem słowa siła? Widok nie jest jednak zły - uśmiech rozjaśnia każdemu twarz, a u niej szczególnie wywołuje wrażenie, że gdyby mogła to przychyliłaby wszystkim niebo. Do tego błyszczące, często zmartwione, a jednocześnie kojące sobą spojrzenie. Od razu wiadomo, że wszystkim bardzo się przejmuje i widać to już po tym.
Dlatego też pewnie, gdy ten niezrozumiały spokój jaki zapanował na chwilę został tak brutalnie przerwany, przeraziła się nie na żarty. Przybiegła do niej wtedy jedna z praktykantek która poinformowała ją, że w sali czeka dziewczynka, około lat 9, potraktowana zaklęciem Cruciatus. "Jaki potwór mógł to zrobić?" - pytanie to było chyba jednak retoryczne. Nie ma na tym świecie wielu takich, którzy podnieśliby różdżkę na kogoś, kto nie jest wstanie nawet się obronić, a tym bardziej niewinne dziecko. Które teraz leżało tuż za drzwiami i walczyło o życie.
Gdy weszła zobaczyła naprawdę drobną blondyneczkę. Nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, że była nieprzytomna, czy też ubolewać. Z jednej strony nie świadczyło to za dobrze o jej stanie, zaś z drugiej... może chociaż teraz nie cierpi tak bardzo? Ciężko stwierdzić. Prócz tego miała wiele zranień, na szczęście nie głębokich. Nie wyglądała dobrze, jak to bywa z każdym, kto musi odwiedzić szpital. Zdrowi raczej tutaj nie przesiadują, chyba że są odwiedzającymi.
- Ferula - szepnęła Emmelina, by pozbyć się chociaż utrapienia jakim były krwawiące rany. Na wszelki wypadek potraktowała ją jeszcze Anapneo, aby przypadkiem nie przestała jej oddychać po takim rollercoasterze dla organizmu jaki przeszła. Delikatność dzieci i ich narządów wymagały postępowania stopniowego i bardzo spokojnego, by nie pogorszyć przypadkiem ich stanu. Do tego inni pracownicy rozmawiali już z rodzicami blondyneczki teraz leżącej przed kobietą, która miała nadzieję, że znajdą tego, kto jej to zrobił. Najgorsze jednak dopiero czekało. Trzeba było małą Emily (bo z informacją o imieniu i nazwisku przybył ktoś wreszcie!) obudzić, żeby podać jej potrzebne eliksiry. Jeśli ktokolwiek uważa, że to proste niech lepiej walnie się w głowę, ktoś w tym czasie wyniesie go w zupełnie inne miejsce, a po obudzeniu zaproponuje mu wypicie czegoś. Z pewnością będzie chętny do współpracy, prawda? W ogóle nie będzie zmęczony albo przestraszony...
- Rennervate - padło jednak mimo wszystko. Dziecko po pewnej chwili otworzyło oczy. Można było spodziewać się takiej reakcji, jak ta. Grobowa cisza, zero słów wydobywających się z na co dzień rozgadanej buźki, drgawki. Cruciatus wyrządza spore krzywdy nie tylko cielesne, ale psychiczne. Po pewnym czasie uzdrowiciele po prostu przyzwyczają się do tego, jakkolwiek strasznie by to nie brzmiało. Wiedzą, co się dzieje z ludźmi.
- Emily, kochanie. Twoi rodzice są za drzwiami. Przysłali Cię tu, bo potrzebujesz pomocy. Wypijesz coś i poczujesz się lepiej, dobrze? Przestanie boleć... - mówiła powoli i głaskała dziecko po główce w tym samym momencie, gdy podano jej Eliksir Uspokajający. Siedziała w ciszy i po chwili podano jej również Eliksir Wiggenowy oraz Wzmacniający, a ona nawet nie po minutach znowu spała. Oczywiście nie można było jeszcze nic powiedzieć o jej stanie umysłowym, ale wiadomo było, że chociaż przebudziła się i żyje kontaktując na tyle dobrze, że wykonywała proste czynności. To już sporo szczęścia po takim zaklęciu albo ktoś zwyczajnie nie miał zamiaru się nad nią znęcać. Była efektem ubocznym jakiegoś zdarzenia - znalazła się w nieodpowiednim miejscu w złym czasie i została szybko wyeliminowana z całego zdarzenia.  Panna Vance zakładała, że wszystko nie trwało dłużej niż kilkanaście sekund, jednak biorąc pod uwagę kruchość i słabość Emily uwarunkowaną wiekiem i budową wystarczyły, by musiała odbyć wizytę u nich.
- Była niczym zawadzający pionek w jakiejś okrutnej rozgrywce szachowej - stwierdził jej jakiś czas później przy spotkaniu Albus Dumbledore, który jak zwykle wybitnie orientował się w tym, co zaszło. Zadziwiał ją tym. Miał informatorów dokładnie wszędzie. Nigdy nie mogła go czymś zaskoczyć.
- Uważam droga Emmelino, że mogłabyś pomóc ograniczać takie wypadki. Służyć słusznej sprawie - dodał potem, a było to jawne zaproszenie... do Zakonu Feniksa o którym dowiedziała się w następnej kolejności. Nawet tak wielki czarodziej, jak on miał zaufanie do Vance.
Odpowiedź nie mogła być wtedy inna niż pozytywna.
Dla tej dziewczynki, która mogła zginąć przez cudze porachunki.
Dla każdego, kogo życie jest zagrożone w obecnych czasach przez całe zło jakie się po świecie panoszy.
Dla lepszego jutra dla nas wszystkich.


Ostatnio zmieniony przez Emmelina Vance dnia Czw Kwi 09, 2015 9:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caroline Rockers
avatar


avatar
VII rok

PisanieTemat: Re: Emmelina Vance [dorosły]   Pią Kwi 10, 2015 10:51 pm



_________________


Hear Me Roar
Burn Them All
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Emmelina Vance [dorosły]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» WZÓR KARTY I WSKAZÓWKI TWORZENIA (dorosły)
» [DOROSŁY] Alastor "Szalonooki" Moody
» [Dorosły] Minerwa McGonagall
» Albus Dumbledore [Dorosły]
» [Dorosły] Horacy Slughorn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Biblioteka :: Kroniki :: Dorośli -