Share
Go down

Stół Gryfonów

on Pon Wrz 02, 2013 1:53 pm
First topic message reminder :

Wielki stół Gryffindoru, przy którym zasiadają Gryfoni, aby zjeść posiłek.

Re: Stół Gryfonów

on Sob Cze 06, 2015 6:44 pm
Rozglądał się po Wielkiej Sali, nie zatrzymując wzroku na nikim konkretnym. Robił to bardzo dyskretnie, ale nie na tyle, by uznać go za spokojnie siedzącego w jednym miescu. Obserwacja uczniów wyrwanych z łóżka o takiej barbarzyńskiej godzinie była doprawdy interesującym doświadczeniem. Większość z nich wyglądała jak muchy uwięzione w pajęczej sieci. Mało kto był na tyle rozbudzony, by szerzej otworzyć chociaż jedno oko. Właściwie gdyby tak zacząć sprzedawać zapałki do oczu, można by było rozkręcić na nich niezły biznes. Tyle, że potencjalna klientela bynajmniej nie byłaby tym tematem zainteresowana. Odwrócił pytające spojrzenie na Lily, która właśnie ścisnęła mocniej jego dłoń. Otoczył ją ramieniem i przyciągnąć bliżej siebie. Oparł brodę o jej głowę zupełnie nie przejmując się tym, czy ktokolwiek z nauczycieli widzi w jakiej pozycji siedzą. Robiło mu się niedobrze, gdy profesor Dumbledore przeszedł do wymieniania nazwisk osób, które zginęły. Nie bardzo wczuwał się w tę sytuację ani sens tego co się wydarzyło. W życiu nie słyszał o bardziej niepotrzebnej… masakrze. Bo inaczej się tego nie dało nazwać. Niepotrzebna ofiara z młodych istnień, które mogły dalej żyć. Poczuł uścisk dłoni na swoim kolanie i osłupiał, zupełnie zapominając o tym, co mówił dyrektor szkoły. W życiu nie spodziewał się, że dziewczyna byłaby zdolna do takiego gestu w tak publicznym miejscu. Oparł policzek na jej głowie, oplatając ciaśniej ramionami, głaszcząc Lily po włosach. Nie odpowiedział, nie znajdował żadnych słów pocieszenia, które i tak niczego by nie zmieniły. James spojrzał tęsknie na półmiski z jedzeniem, ale poczuł, że i tak nie dałby rady zbyt wiele przełknąć, dlatego podniósł się z miejsca i wyszedł z Sali, przepuszczając Lily w drzwiach. Po drodze spotkał Syriusza, który gdzieś się zawieruszył i od razu humor mu się poprawił i udał się z nim na transmutację. Lily zostawiła ich na chwilę samych, twierdząc, że niebawem dołączy. Każde z nich więc odeszło w swoją stronę.*

*piszę to, bo tak było w temacie transmutacji. Lily weszła na lekcje po nich.

/zt x2


Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 12:03 am
Zawitała do Wielkiej Sali i jeszcze przed tym jak zasiadła przy stole próbowała ocenić sytuację. Ilość puchonów przy lewym skrzydle pomnożona przez liczbę świeczek na suficie jednoznacznie wskazywała na to, że nie ma już niczego co lubiła jeść. Kurczę, przeszło jej przez myśl, zawsze tak jest, że masz na coś ochotę to się spóźnisz, a te przeklęte chłopaczyska z drużyny porwą wszystko. Bez słowa usiadła w swoim ulubionym miejscu - gdzieś tam, hen daleko, na końcu stolika, gdzie zawsze tłoczą się postacie drugo i trzecioplanowe. Pomiędzy pustym miejscem na ławce i chłopakiem, który zapytany o datę zawsze twierdził, że mamy 11 września 2001 roku i wpatrywał się z fascynacją w przestrzeń. Mercedes uważała, że może widzieć tam rzeczy, których oni, zwykli, ziemscy wojownicy mogli nie dostrzegać gołym okiem.
Wtedy przypomniało jej się, że w gąszczu zawirowań zgubiła Irytka, którego goniła przez właściwie całą drogę na parter. Być może, gdyby nie przecisnęła się na chama przez grupę pierwszoklasistek to nadal miałaby go na oku, ale była głodniejsza niż myślała. Trudno! Najpierw kanapka, później czarujące rudzielce. Gdyby był milszy to zmieniłaby kolejność.



"Ci, którzy są mądrzy i mają mózgi,
nigdy niczego nie rozumieją..."
- Kubuś Puchatek

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 12:24 am
Nie musiał być milszy by zrezygnowała z pierwszeństwa kanapki, bo ledwo wzięła gryza, już miała przełknąć, gdy poczuła na karku istny powiew Arktyki. Cudem nie wyzionęła ducha, zwłaszcza, że nie było w pobliżu nikogo zainteresowanego jej osobą na tyle by na czas wykonać na biedaczce chwyt Heimlicha. Jeśli już zwróciłaby na siebie uwagę kosmicznego wojownika od jedenastego września, czy rozgadanych gryfonek z godziny trzeciej, to co najwyżej posłano by jej poirytowane spojrzenie.
Cokolwiek nie wywołało dreszczy jakie przebiegły wzdłuż jej kręgosłupa, nie było widoczne, albo szybko zniknęło, a nikt poza nią nie zdawał się dostrzec niczego dziwnego... albo raczej dziwniejszego niż zazwyczaj. Nadgryzioną, trzymaną w dłoni kanapkę wyrwał jej katatoniczny obrońca uciśnionych z jej prawej strony. Nagle jakby ożył, co nie zdarzało mu się poza lekcjami, jeśli w ogóle, i zaczął przyglądać się zdobycznej kromce.
- To wygląda okropnie i zniechęcająco. Nie wiem jak możecie wsadzać to sobie do ust. - zdjął z niej plasterek sera, uniósł na wysokość twarzy i poprzez jedną z licznych dziur, spojrzał na gryfonkę. - Wiesz jak robią to paskudztwo? Słyszałem o tym. To obrzydliwe.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 12:45 am
Zamarła w przerażeniu po czym elegancko odkaszlnęła kęs chleba w brudną od wnętrzności szarlotki chusteczkę. Z jakiegoś powodu przestała odczuwać chęć jej posiadania, więc z nadzieją, że nikt tego nie zauważy rzuciła nią pod stołem, trafiając w nogę jakiejś oburzonej tym karygodnym czynem, młodszej gryfonki. Nieistotne, zupełnie nieistotne. Wszystko miała pod kontrolą, przecież była niewidzialna jak powietrze.
Straciwszy jakikolwiek apetyt na kanapkę z serem, bo nie odczuwała potrzeby stawania na granicy życia, śmierci i zadławienia - westchnęła ciężko, strzepując z kolana ostatnią mrówkę. Może jednak powinna się pójść umyć? Irytek raczej nie wchodził do damskich łazienek, bo nigdy go tam nie spotkała. A może spotkała, tylko nie było jej dane się o tym dowiedzieć? Myślała tak i myślała, przez przypadek wsypując sobie sól do herbaty, kiedy nagle stało się coś dziwnego.
Michael się odezwał.

- Michael, jejku! Jaki mamy dziś dzień? - wykorzystała okazję, że nie trzymała już nic w ręku i złapała go za ramiona w celu kilkakrotnego potrząśnięcia nim w te i we wte. Nie była nawet pewna tego jak chłopak miał na imię, bo nigdy się nie przedstawił, ale Michael zdawało się pasować. Prorok wieków minionych, Michael jakiśtam. Poważny, dobrze wyedukowany gryfon. Tylko czasami się ślinił.



"Ci, którzy są mądrzy i mają mózgi,
nigdy niczego nie rozumieją..."
- Kubuś Puchatek

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 1:34 am
Wstrząsnęła nim jak workiem kartofli, aż zawirowało mu w głowie i zrobiło się słabo... I TO BYŁO TAKIE FAJNE! Po prostu, woah, tyle doznań na raz, tyle możliwości! Powinien robić to częściej, ale czarodzieje byli mniej podatni i ciężej było znaleźć wokół nich osobę dostatecznie słabą psychicznie czy zdezorientowaną by nie walczyła. Na szczęście Michael okazał się być do tego wręcz stworzony. Ej, chwilka...
- Ty nawet nie wiesz jak on ma na imię?! - no, dobra. On był ewenementem i pamiętał dosłownie każdą osobę w tym zamku, ale bez przesady, żeby nie znała kolegi z domu? Wstyd! - Stanley, tak dla twojej wiadomości. I co mnie obchodzi data? Wszystkie dni są dla mnie identyczne. - odepchnął ją jedną ręką, drugą przykładając do czoła. I tak nieźle mu szło jak na coś, czego nie praktykował całe lata, ale już zaczynał tracić kontrolę. Stan musiał przypomnieć sobie o jedzeniu, bo coraz bardziej chciał odzyskać nad sobą panowanie. Zerknął na nią i prychnął jak rasowy kot, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu. - Ale z ciebie nieogar. Nawet Potter już dawno by się połapał. - zastanawiał się co go tak nagle naszło. Owszem, co jakiś czas przypominał sobie swoje mniej używane talenty i sprawdzał jak bardzo ewoluowały przez lata jego rozwoju, chociaż nie spodziewał się za wiele po czymś, czego potrafił całe wieki nie praktykować. Jednak mimo wszystko, kiedy już wysilał się na coś tak wyczerpującego, było to motywowane naprawdę zacnym kawałem, a nie pogaduszkami z pierwszą, lepszą małolatą. Coś w niej nie dawało mu spokoju. Może były to niebieskie oczy, które powinny być przecież w kolorze świeżo skoszonej trawy? A może to te włosy, które odpowiadały kolorem, ale były za długie i zbyt ułożone? Potrząsnął głową. Nazwisko nie pasowało, a nawet jeśli zostało zmienione, to już sama jej krew wykluczała wszelkie i tak naciągane teorie. Wychodziło na to, że po prostu co jakiś czas trafiały do Hogwartu osoby na tyle inne od rówieśników by zaintrygować nawet amortalny byt. I chociaż jawiły się jako odludki o wyszukanych (a czasem również wybuchowych) zainteresowaniach, to po jakimś czasie okazywały się warte bliższego poznania.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 11:54 am
Ohh, a więc to nie był Michael. Mercedes była pewna w swoim życiu tylko kilku podstawowych rzeczy: próba wtargnięcia do dormitorium Hufflepuffu zawsze kończyła się oblaniem octem przez jedną z beczek, łazienka Jęczącej Marty miała śmiesznego węża na kranie, a jej ulubiony rówieśnik nie potrafił korzystać z kalendarza. Pięć lat burzliwych relacji i wojen na oczy o pączusie z nadzieniem różanym robiło swoje. Chłopaczyna był tytanem niemrugania i przepowiedni o zamachach terrorystycznych.
- Jaka szkoda! Myślałam, że stało się coś wyjątkowego i Michael się odezwał, ale to tylko zwykłe opętanie. - powiedziała grzebiąc widelcem w sałatce. Wzmiankę o imieniu zignorowała. Kłamstwo powtórzone sto razy stawało się prawdą. To był fundament życia. Zasada, której nie dało się złamać. Bazując na tym, że od pierwszej klasy codziennie siadała obok i witała się z nim serdecznie - jego nowe imię stało się ultraprawdą. Dobrała je idealnie na lekcjach numerologii.
- James Potter ma problemy z zawiązaniem sznurowadła. Nie przeceniasz go trochę? - zapytała odkładając na bok całą kukurydzę. Nienawidziła tego dziadostwa. Po co oni to do wszystkiego dodawali? To samo robili z pieczarkami, ale pieczarki zawsze były te same. Bo uczniowie zostawiali.



"Ci, którzy są mądrzy i mają mózgi,
nigdy niczego nie rozumieją..."
- Kubuś Puchatek

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 12:09 pm
To nie tak, że go uraziła, bo przecież nie był człowiekiem i... A, cholera z tym. Uraziła go. "Zwykłe opętanie"? A ile osób w życiu było tego świadkiem? W tym zamku tylko garstka i to nie przez ostatnie sto lat! Ignorancka smarkula, nie miała pojęcia ile to wymagało wysiłku i jak wiele go kosztowało! Do końca dnia będzie zbyt wycieńczony by się chociaż pokazać, ale co ją to obchodziło, skoro miała swojego kolegę o nieprawidłowym imieniu, który raczył ją ślinotokiem i nieobecnym spojrzeniem? Skoro tak lubiła jego towarzystwo, to proszę bardzo, nie będzie utrudniał. Najpierw jednak skorzystał z okazji i wstał, wszedł na stół nie zważając na rozlewane napoje i zrzucane talerze, po czym zdjął spodnie...
Zostawił go tak, bo co on będzie się dalej bawił jak na nikim nie robi wrażenia i odsunął na bok, przyglądając zaszokowanym gryfonom i zdezorientowanemu chłopaczkowi. Ten 11 września Stanley a.k.a. Michael zapamięta na długo. Sam Irytek zaś usiadł sobie na krańcu stołu, nie mając sił by się choćby pokazać, dąsając się jak małe dziecko. Dobrze, że nikt tego nie widział, bo by jeszcze zaczęli jakieś głupoty o nim wygadywać, a i bez tego musiał jutro nadrobić ten spokojnie zapowiadający się dzień. Chociaż kto wie, może poczuje się lepiej do popołudnia? Czerpał energię z uczniów i profesorów, a ci byli coraz żywotniejsi odkąd zrobiło się cieplej i zaczęły zbliżać wakacje. Jeszcze im się dzisiaj przypomni, jednak nie w tej chwili.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 1:19 pm
Ależ on się łatwo obrażał! Był taki, taki... irytujący! Nie przekreślało to oczywiście niezdrowej fascynacji jego osobą, ale gdzieś w środku bolało jak cholera. Mógł wrzucać ją we wszystkie ciasta świata, ale nie musiał publicznie upokarzać chłopaka, który nie miał nikogo tylko po to żeby zrobić jej na złość.
Grzebała w sałatce czekając na jakąkolwiek odpowiedź lub powrót ślinotoku, kiedy nagle Michael wstał. I stanął na ławce. Poderwała się z miejsca dopiero w momencie, kiedy wkroczył na stół przewracając kilka kubków i wazę z owocami, które teraz toczyły się po podłodze. Wpakowała się tam tuż za nim i szybkim ruchem podciągnęła opuszczane spodnie. Wyłączyła się na moment chcąc zignorować ewentualne salwy śmiechu i sprowadziła go na podłogę.

- Nie przejmuj się, wydaje mi się, że to nargle. - powiedziała głośno, strzepując mu z szaty niewidzialne opiłki kurzu. Tak czy siak mieli ją już za wariatkę. - Bardzo irytujące nargle, z którymi się policzę. - tak, właśnie tak! Nie miała pojęcia czym jest ten buc bez empatii, ale wszystko znajdowano jakieś sposoby. Miało ją obchodzić to, że przez setki lat nawet najpotężniejsi czarodzieje nie mogli wykurzyć go z zamku?! Odwaga była ściśle powiązana z głupotą i niewiedzą, więc Mercedes nadawała się idealnie do roli człowieka rzucającego wyzwania istotom z zaświatów.
Posłała jedynie piorunujące spojrzenie w losowy koniec pomieszczenia, bo nie miała pojęcia gdzie mógł poleźć i wyszła. Taktaktak, nauczyciele znowu będą ją gonić i zadawać pytania, ale wyjście z Wielkiej Sali po takim tekście podbudowywało jej ego. Miała trochę inny system myślenia.


[z tematu!]



"Ci, którzy są mądrzy i mają mózgi,
nigdy niczego nie rozumieją..."
- Kubuś Puchatek

Re: Stół Gryfonów

on Pią Sie 14, 2015 1:47 pm
Śmiech dzieciaków ładował jego bateryjki i zasilał, ale nie wystarczał by już teraz mógł pozwolić sobie na zareagowanie, gdy ruda złośnica wyzwała go od nargli. I chwilka, czy ona mu groziła? Dobre sobie! Sama się do niego przyczepiła, a teraz rzucała mu tak bezpośrednie wyzwanie? Spokojnie, już on jej pokaże z kim zadarła... Nie teraz, może nawet nie dzisiaj, ale było to nieuniknione.
Polatał trochę po sali, patrząc z satysfakcją jak skuszone puddingiem dzieciaki uciekają do łazienki, albo wymiotują na kolegów. Niektórym popuchły języki od doprawionych lodów, ale poza tym nic nie odbiegało od normy. Pewnie skusiłby się na rozpoczęcie walki na jedzenie, gdyby mógł podnieść chociaż miskę z płatkami śniadaniowymi, ale wykraczało to obecnie poza jego możliwości. Przypomniało mu to jak tuż po zbudowaniu Hogwartu był słaby, dopiero co przebudzony i nie mógł nawet zabrać głosu, o przybraniu wizerunku nie wspominając. Pierwsze trzaśnięcie drzwiczkami od szafy były jedną z najlepszych chwil jego egzystencji, kiedy zrozumiał na ile go stać i ile emocji, pożywnych i jakże zabawnych reakcji ludzi w ten sposób pozyskiwał. To były czasy... Nie miał wtedy imienia i niewielu wierzyło w ogóle w jego istnienie. Samodoskonalenie na własną rękę, bez wiedzy na temat własnej istoty, było żmudne i męczące, ale dawało obiecujące efekty i motywowało do działania. Potem próbowali go badać, złapać, wygnać. Wreszcie pogodzili się z jego obecnością i tylko czasami, kiedy jakiś nowy woźny miał go dosyć, wyczyniali jakieś dziwne czary z nadzieją na znalezienie sposobu kontrolowania go. Niektóre zaklęcia faktycznie działały, ale na krótko i wciąż nie sprawiały by faktycznie znikał z zamku, co najwyżej odchodził w inne jego krańce. Były chwile kiedy chciał by im się udało. Ciekawiło go czy było coś poza murami szkoły i przylegających do niej ogrodów, a może nawet poza tymi realiami.
Nie. Nie ważne. Nawet jeśli, to już dawno zwątpił by kiedykolwiek miał okazję się o tym przekonać. Tak długo jak są tu ludzie, zwłaszcza czarodzieje, będzie także i on. A kiedy odejdą na dłużej niż kilka miesięcy, uśnie i zaczeka aż wrócą. Bo zawsze wracali. To była tylko kwestia czasu. Irytek także wrócił do zwykłych zajęć, poleciwszy na zwiad zamku, poobserwować coś ciekawszego niż zajadające dzieciaki.
[zt]


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Stół Gryfonów

on Sob Paź 03, 2015 11:38 pm
Zamieszanie, które zrobiła Mercedes zostało odnotowane przez jednego z nauczycieli, który postanowił jeszcze bardziej mieć na uwadze nietypowe zachowania dziewczyny i zgłosić to jej opiekunce. Zanim jednak spotkała ją jakakolwiek kara, rudowłosa czmychnęła z Wielkiej Sali.

[Warte wspomnienia]


Sowa Specjalna * Prośby do MG * Kącik przy kominku

“I enjoy talking to you. Your mind appeals to me.
It resembles my own mind except that you happen to be insane.”

— George Orwell, 1984

Re: Stół Gryfonów

on Nie Gru 27, 2015 7:00 pm
Z niewiadomych przyczyn znalazła się na Wielkiej Sali, przy stole Gryfonów. Najpierw zatrzymała się przy ogromnych, dwuskrzydłowych drzwiach jak to miała w zwyczaju robić, a później bez zastanowienia wleciała do środka. I było to dla niej takie samo zaskoczenie jak dla obrazów wiszących na korytarzu i w sali. Od ponad 15 lat nie pojawiła się przy stole Gryffindoru i naprawdę nie wiedziała, dlaczego znalazła się tu teraz.
Ponadto od kilku dni nie napotkała na swojej drodze Irytka. Niby nic dziwnego, bo po swojej śmierci nie spotykała go za często, ale po ostatnich wydarzeniach, czuła się z tym... okropnie.
Wleciała wgłąb sali, uważnie się rozglądając. Całe pomieszczenie było dla niej praktycznie nowe. Tutaj nie tylko wszystko się skończyło, ale zaczęło się jej drugie "życie", które nie pozwoliło jej opuścić murów zamku.
Z westchnięciem zawisła nad miejscem, gdzie osiemnaście lat temu leżało bezwładnie jej ciało.


~ Siedziała sama na drugim końcu sali
Marzyła o czymś co nigdy się nie zdarzy
Smutnej dziewczynie w czerwonej sukience
Wesoły chłopak ukradł młode serce. ~


Re: Stół Gryfonów

on Nie Gru 27, 2015 7:20 pm
- AAAAAA!!! Ratuj się kto możeee! - grupa pierwszoklasistek przebiegła obok stołu przy którym spoczywała Maggie i skierowała się w stronę wyjścia z sali. Zasiedziały się na plotkach po obiedzie i trafiły na Irytka, który "pomagał" skrzatom w sprzątaniu brudnych talerzy. Często odwalał coś tuż po zakończonych posiłkach i ucztach, a ponieważ dotąd Sullivan nie śmiała minąć próg Wielkiej Sali, zupełnie nie spodziewał się dostrzec ją dokładnie w miejscu jej niegdysiejszego zgonu. Z tego wszystkiego małolatom udało się go zgubić, za co z pewnością były teraz wdzięczne martwej koleżance.
Rudzielec podleciał zaintrygowany do zjawy. Przez ostatnie dni nie zawracał sobie nią głowy, lecz nie chował też urazy. W końcu to byłoby zbyt ludzkie jak na niego.
- Co ty tu robisz? - zaczął bezczelnie, jakby nie miała prawa przebywać w tej części zamku. Byle tylko nie była to kolejna tajemnica, bo chyba sfiksuje przez nią...


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Stół Gryfonów

on Nie Gru 27, 2015 7:35 pm
Odskoczyła jak poparzona, słysząc krzyki pierwszoroczniaków. Przestraszona, wzbiła się w górę, chcąc uniknąć przeniknięcia przez biegnące dziewczyny. Opadła dopiero wtedy, kiedy teren okazał się "czysty". Nie pomyślała jednak na to, że w Wielkiej Sali, niespodziewanie wpadnie na Irytka, który pomagał na swój własny, indywidualny sposób w sprzątaniu ze stołów.
Spojrzała na niego, lekko speszona, kiedy zaciekawiony poltergeist do niej podleciał. Cofnęła się kilka kroków od młodzieńca, uciekając od niego wzrokiem.
- Ja... Nie robię nic konkretnego. W twoim słowniku oznacza to "zanudzanie", "ponuraczenie" i "jojczenie".
Odparła, a na jej ustach o dziwo pojawił się lekki uśmiech.
- A może to tylko wymówka i tak na prawdę, to co tu robię to tajemnica?
Dodała po krótkiej chwili, wlepiając wzrok w Rudzielca.


~ Siedziała sama na drugim końcu sali
Marzyła o czymś co nigdy się nie zdarzy
Smutnej dziewczynie w czerwonej sukience
Wesoły chłopak ukradł młode serce. ~


Re: Stół Gryfonów

on Nie Gru 27, 2015 7:51 pm
Czy ona nie potrafiła jasno odpowiedzieć na zadane pytanie? Ale uśmiechała się, więc chyba nie było tak źle, co nie? Uznał jej słowa za żart, a wzmiankę o tajemnicy za uszczypliwe wypomnienie ich ostatniej rozmowy. Miał dobry humor, jak zawsze po wizycie w wypełnionej śmiechem i rozmowami Hogwartckiej jadalni. Naładowany pozytywną energią był gotów na psoty, a skoro żywe ofiary mu nawiały...
- No, to trzeba to zmienić. Szkoda życia na smęcenie! - złapał ją za rękę i zmusił do wykonania szybkiego piruetu. Ku jego uciesze, gdy ją puścił duszyczka wciąż obracała się wokół własnej osi. - Zwłaszcza, gdy jest się już martwym, HA! - parsknął śmiechem i założył ręce za głowę. Coś jednak wciąż nie dawało mu spokoju. - Ale poważnie, co ci się nagle odwidziało? Nie boisz się już tu wchodzić? - zmrużył krwiste ślepia. Do tak przełomowych zmian nie dochodziło codziennie i wzbudziło to jego w pełni usprawiedliwione zainteresowanie.


And how can the world want me to change
They're the ones that stay the same
They don't know me
Cause I'm not here

Re: Stół Gryfonów

on Nie Gru 27, 2015 9:51 pm
Jasne odpowiadanie na pytania było przecież takie nudne... Aż dziwne, że szkolny rozrabiaka sam tego nie zauważył.
Zawiłe odpowiadanie Maggie było dla niej okazją do dłuższej rozmowy ze spotkaną osobą. Najważniejsze było zaciekawienie odbiorcy. Nauczyła się już, że nie wszyscy mają ochotę, chęci i czas, żeby pogadać z duchem, a była Gryfonka nie chciała zostać sama i zaszyta gdzieś w Hogwartckim kącie.
- Co ty...
Urwała kiedy Irytek złapał ją za rękę i okręcił wokół własnej osi. Chichocząc, wykonała kilkakrotnie piruet, nawet wtedy, kiedy rudzielec ją puścił.
Zatrzymała się w końcu, odgarniając kosmyki włosów z twarzy.
- Chciałam pogadać z kimś nowym. Jest tu dużo obrazów, które przesiadują tylko tutaj i nie miałam jeszcze okazji z nimi poplotkować.
Wymyśliła na szybko wymówkę, mając nadzieję, że była ona bardziej ciekawa od prawdy. Prawda była taka, że przyszła tutaj powspominać i po użalać się nad swoją egzystencją. Wiedziała, że taka odpowiedź nie zostałaby dobrze przyjęta przez Irytka.


~ Siedziała sama na drugim końcu sali
Marzyła o czymś co nigdy się nie zdarzy
Smutnej dziewczynie w czerwonej sukience
Wesoły chłopak ukradł młode serce. ~


Sponsored content

Re: Stół Gryfonów

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach